Autor: Aneta Jadowska
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 304
Nie ukrywam, że w kategorii: mysie zaskoczenie 2019, to właśnie ta książka ma wielką szansę na wygraną. Przede wszystkim nie wiedziałam, czego się spodziewać, bo ostatnie spotkanie z autorką to seria o Dorze Wilk. Nie podobało mi się, nie dokończyłam, postanowiłam nie wracać.
I... nagle okazało się, że Aneta Jadowska wydała kryminał. Lubię kryminały, są mi bliższe niż urban fantasy, postanowiłam spróbować. To było tak miłe spotkanie, że naprawdę mi żal, że książka tak szybko się skończyła.
Garstka mieszka w Łodzi, bo po śmierci rodziców przygarnęła ją ciotka. Jednak nagle w jej życiu zjawia się babcia, ukochana babcia, za którą bardzo tęskniła. I zaprasza ją na wakacje do Ustki, gdzie czeka na nią wakacyjna praca. Po chwili wahania dziewczyna się zgadza i wraca do swojego mieszkania, swojej przeszłości i pięknych nadmorskich krajobrazów. Na początku swojej wakacyjnej przygody natyka się na topielca. Na szczęście ma wujka w policji, wcześniej policjantem był także jej ojciec, więc cała procedura jest łatwiejsza. Jednak geny nie dają o sobie zapomnieć i przy pomocy swojej ukochanej kuzynki rozpoczyna własne śledztwo. Wplątuje się w historię trudną, niebezpieczną i pełną brutalności, z której niejedna kobieta próbuje uciec. Przy okazji poznaje kolejne tajemnice rządzące małą, nadmorską miejscowością, a także jej rodziną. Znajduje odpowiedzi na nurtujące ją pytania i próbuje na nowo odnaleźć siebie. Nie jest to łatwe, bo jako sierota, wychowana z dala od babci i ukochanego wujka nie rozumie, dlaczego musiała opuścić to miasto i swoją rodzinę. I chociaż siostra matki dała z siebie wszystko, żeby zapewnić jej dach nad głową, fantastyczne warunki do życia, obdarzyć miłością i przekazać, co najcenniejsze, to i w tej relacji jest wiele niedopowiedzeń. Ciotka w erze przed przyjęciem Garstki była podróżnikiem i fotografem. I chociaż zbudowały wspaniałą relację, to dziewczyna czuje każdym kawałkiem siebie, że ciotka nie jest do końca na swoim miejscu, że nie jest szczęśliwa i marzy o innym życiu.
Może i ta powieść nie ma licznych, zaskakujących zwrotów akcji, ani burzliwej fabuły, ale jest świetnie skonstruowanym kryminałem, który czyta się z przyjemnością. Garstka jest przesympatyczną dziewczyną, która świetnie sprawdza się w swojej wakacyjnej pracy, dodatkowo ma niezwykły talent szpiegowski. Widzi więcej, niż powinna, a dzięki temu, że topielec był mieszkańcem pensjonatu babci, jest o krok przed policją i tak naprawdę ma szersze możliwości.
Prywatnie organizuje też wieczór panieński kuzynki, jest pogromcą jednorożców i negocjatorem ze striptizerem. Dzieje się i bywa zarówno poważnie, jak i lekko, a nawet zabawnie. Autorka porusza trudny temat przemocy domowej, a także tego, jaki skutek mogą mieć zatajane latami tajemnice.
Bardzo podoba mi się osoba babci, która jest w tej powieści postacią dość tragiczną. Kobieta po przejściach, silna, niezłomna i waleczna, która co prawda trochę nawaliła prywatnie, ale dla innych daje z siebie wszystko. Pomaga, jak potrafi, daje pracę tym, którzy tego najbardziej potrzebują, a jak trzeba, to nawet ryzykuje - czasami za bardzo.
Zachwyca mnie nadmorski klimat tej powieści, bo jestem zakochana w naszym Bałtyku, urzekła mnie Ustka, urzeka mnie całe zachodnie wybrzeże. Bywam nad morzem dwa razy w roku i jak kolejny wyjazd nie chce się zaplanować, to wewnętrznie jest mi smutno. Jak napisała Osiecka trzeba mi wielkiej wody, tej dobrej i tej złej, na wszystkie moje pogody, niepogody duszy mej. I do tych nadmorskich opowieści czuję wielkość słabość. A w powieści Trup na plaży - plaża, szum morza i skrzek mew są wyjątkowo plastycznie przedstawione. Skradły moje serce.
Wiem, że niedługo pojawi się kolejna powieść i bardzo się na nią cieszę. Mam nadzieję, że będzie równie wspaniała. Cieszę się, że sięgnęłam po tę powieść i, że Dora nie zraziła mnie skuteczniej, bo dzięki temu spędziłam dobry czas przy wspaniałej lekturze.
