piątek, 12 stycznia 2018

"Trzymaj się, Mańka" Małgorzata Kalicińska

Tytuł: Trzymaj się, Mańka
Autor: Małgorzata Kalicińska
Wydawnictwo: Burda
Liczba stron: 552

Przygodę z książkami Małgorzaty Kalicińskiej rozpoczęłam od jej felietonów. Później czytałam "Lilkę", a na koniec wsiąkłam w "Rozlewiska".  I tak rozkochana w stylu autorki, bez wahania sięgnęłam po powieść "Trzymaj się, Mańka!". 

Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że to kontynuacja "Lilki".  Oczywiście po prawie 4 latach uciekło mi trochę z jej formy i treści, ale i tak zaskakująco dużo zostało. Z przyjemnością wróciłam do znanych bohaterów, wspomnień i tej charakterystycznej dla autorki sielskości. 

Marianna nie może otrząsnąć się po śmierci siostry. Każdy jej dzień wygląda tak samo, żyje, ale to życie zlewa się w jedną, wielką plamę. Do czasu, aż sąsiadka zalewa jej mieszkanie. Ten wypadek zmusza ją do działania - musi obudzić uśpione zmysły i ogarnąć kataklizm. A kiedy już wybudza się z tego jakby snu na jawie, okazuje się, że zaniedbała ojca, że kończą się oszczędności, a internetowy przyjaciel czeka od dawna na jakiś znak życia. Pomału ogarnia to, co najpilniejsze, czyli remont i szukanie pracy. Kiedy do jej mieszkania wchodzą robotnicy, sama udaje się na wieś do ojca. Chwilowo pomieszkuje u niego dwoje studentów Kasia i Łukasz, którzy prowadzą badania na jabłonkach, a także matka dziewczyny - Anka, która przyjmuje gościnę w zamian za pomoc w prowadzeniu gospodarstwa. Marianna nie jest zachwycona - z jednej strony nie chce się wtrącać w decyzje ojca, z drugiej w takim tłumie przestaje się czuć, jak u siebie. 

I kiedy powoli wszystko zaczyna się układać, remont dobiega końca, a i perspektywa zarobku pojawia się na horyzoncie, Mańka zauważa ojca i Ankę w altance w dość jednoznacznej sytuacji. Jest przerażona tym, że chce on się z kimś związać. Buntuje się i próbuje zjednać sobie najbliższych, którzy przytakną, że ta sytuacja jest nie na miejscu. Jednak nic takiego się nie dzieje, bo każdy uważa, że to sytuacja idealna - szczęśliwy ojciec i kobieta, która nad nim czuwa. Poza tym, że sprząta, pierze i prasuje, to jeszcze gotuje, pilnuje lekarstw. Anka to ktoś, kto ojcu jest niewątpliwie potrzebny. 

Marianna odnawia swoją korespondencję z Antonim. Wracają do przyjacielskiej wymiany uprzejmości, trosk i radości. I wtedy Antek niespodziewanie zaprasza Mańkę do siebie, do Korei. Nie wie ona, jak zareagować, bo chociaż kusząca to propozycja, to jednak jest to dla niej człowiek zupełnie obcy, widziany przez chwilę na żywo na Wisłostradzie. Po długiej walce ze sobą postanawia zaryzykować i odwiedzić ten egzotyczny kraj. I w tym miejscu rozpoczyna się kolejny rozdział jej życia, w którym poznaje nieznane zakątki, regionalną kuchnię, ale też odnajduje w tym wszystkim siebie, przewartościowuje niektóre rzeczy i stara się odnaleźć szczęście, które utraciła razem z Lilką. 



Uwielbiam styl pisania Małgorzaty Kalicińskiej. Tworzy ona tak ciepłe obrazy i wspaniałe, realistyczne postaci, że niezmiennie mam wrażenie, że ci ludzie żyją tuż obok, po sąsiedzku. Wspaniale oddaje relacje między ojcem a córką, mężczyzną i kobietą, matką a dzieckiem. Opisywane zachowania nie mają w sobie sztuczności, a każdy drobny gest jest wręcz odczuwalny. Naprawdę nie ma drugiej takiej autorki, której  powieści czytałoby mi się tak dobrze. Może dlatego, że nie przerysowuje swoich postaci? Każdy ma wady i zalety, nie ma ideałów i nie ma jednoznacznie złych bohaterów. 

Marianna jest kobietą po przejściach. Niedawno straciła siostrę, wcześniej rozwiodła się z mężem, jej syn mieszka za granicą i nie widuje na co dzień wnuka. W zasadzie ma tylko ojca. Nie jest już najmłodsza, więc ciężko jej znaleźć pracę w zawodzie. Nie jest ani specjalnie ładna, ani specjalnie zgrabna - wygląda normalnie. Zachowuje się też normalnie. Mimo swojego wieku jest zazdrosna o ojca. Ryzykuje wyjazd, chociaż boi się, że rzeczywistość może ją rozczarować. Za dużo myśli i filozofuje, ale stara się żyć uczciwie - zwłaszcza w zgodzie z samą sobą. Nie jest zwariowaną feministką, ale nie rozumie, że ktoś inny może za nią płacić, bo po prostu sprawia mu to przyjemność.

Antek to w zasadzie jej przeciwieństwo. On myślenie i filozofowanie ma za sobą. To przystojny, starszy pan, którego dopadła już siwizna. Ma wymagającą pracę i jest samotny. Chętnie zaprasza do siebie Mariannę, bardzo dobrze się czuje w jej towarzystwie. Jest szarmancki i żyje tak, jak został wychowany. Nie rozumie dzisiejszej młodzieży, nie rozumie, że można żyć chwilą i nie myśleć o przyszłość, albo, że można podróżować bez stałej pracy, domu i tej całej otoczki. Denerwują go rozmowy z Mańką na tematy sprzeczne z jego poglądami. Stara się zrozumieć odmienne sytuacje i to czyni z niego fantastycznego kompana do dyskusji. Dyskusji z prawdziwego zdarzenia. 

Relacja Antka i Mańki ewaluuje w trakcie powieści, a oni oboje uczą się spędzać czas razem. Jest to bardzo zgrabnie napisana relacja, którą zgłębiałam z przyjemnością. Dodatkowo Marianna pisze książkę, opowiadającą o kobietach, które wyrwały się z Polski i robią w świecie coś niesamowitego. Na kartach powieści czytamy zatem kilka niesamowitych historii, wzbudzających zazdrość. 

Jednak żeby nie było tylko dobrze, to jedna rzecz mnie bardzo raziła - wszelkie aluzje i wtrącenia polityczne. I nie chodzi o to, czy się z  nimi zgadzam, czy nie, bo może i w większości przypadków tak, ale wyraźne opowiadanie się Marianny po jednej ze stron na swój sposób przeszkadzało mi. Chyba wystarczająco mam dość polityku w życiu, żeby jeszcze zastanawiać się nad nią w książce. Z drugiej strony aluzje te urzeczywistniły akcję powieści. Tylko bez nich też byłoby dobrze! 

Wspaniale opowiedziana historia, w której tak dużo ciepłych słów, drobnych, ale ileż znaczących gestów i zaskakujących wydarzeń. I chociaż książka mogłaby przytłoczyć zarówno objętością, jak i drobną czcionką, to jednak czytanie jej było niezwykle uspokajające i wyciszające. Dlatego polecam każdemu, kto nie miał przyjemności poznać żadnej z powieści autorki. Ci, co znają, na pewno sami sięgną po tę pozycję. Warto! 



Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Burda.



piątek, 5 stycznia 2018

"Metoda na wnuczkę" Marta Obuch

Tytuł: Metoda na wnuczkę
Autor: Marta Obuch
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 460
 
Bez wątpienia "Metoda na wnuczkę" Marty Obuch, to moje zaskoczenie roku 2017. Pozytywne zaskoczenie oczywiście. Zaczęłam czytać zupełnie przypadkiem - potrzebowałam czegoś lekkiego, co mogłabym zgłębiać w nocy. Nie thrillera, nie horroru i nawet nie kryminału. A najlepiej czegoś z poczuciem humoru. Wybrałam tę pozycję... i wpadłam po uszy. Czytałam na czytniku i żałowałam, że tak szybko się ta lektura skończyła (kto pisze tak krótkie książki?!), a tu okazało się, że za mną dość pokaźna 460-stronicowa opowieść. Niesamowite.

Na samym początku moją uwagę przykuło miejsce akcji. Katowice! Przystanek tuż obok mojej pracy. To takie niezwykłe uczucie, kiedy wydarzenia dzieją się w znanej okolicy, kiedy nie trzeba sobie wyobrażać ani ławki, ani przystanku, bo są tak doskonale znane - w końcu użytkowane przeze mnie od dobrych 6 lat. Miałam wrażenie, że stoję obok bohaterów i jestem nausznym świadkiem ich rozmowy.

A bohaterów, tych głównych mamy dwóch. Adam dentysta, który podczas niefortunnej rozmowy (tak, tak, właśnie na przystanku) mówi swojej towarzyszce, że jest malarzem. A z malowaniem nie ma tak naprawdę nic wspólnego. Oczywiście kłamstwo szybko się mści, bo dziewczyna chce obejrzeć pracownię, a także chce, żeby Adam namalował jej portret. Chłopak naprawdę musi się napocić, żeby prawda nie wyszła na jaw. Jednak czy to możliwe? Zwłaszcza w dobie wszechobecnego internetu?

Ewa za to ma dość nietypową taktykę na zbywanie zainteresowanych nią chłopaków. Podaje zamiast swojego - numer telefonu swojego dziadka, który potrafi skutecznie odstraszyć i zniechęcić każdego absztyfikanta. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności numer dziadka trafia w niepowołane ręce, które węszą możliwość wzbogacenia. Wychodzi z tego pomieszanie z poplątaniem, ale fakt jest taki, że ginie obraz.  I to oryginalny Malczewski! Oczywiście pierwszym podejrzanym jest Adam, któremu jednak udaje się dowieść swojej niewinności. Tylko co dalej?

Ewa sama nie wie, na jaką relację z Adamem liczy. Z jednej strony ten chłopak ją irytuje, z drugiej przyciąga. Na głowie ma też swojego brata, który planuje ślub z wyjątkowo nieodpowiednią kandydatką. I to siostra postanawia zająć się tym tematem, delikatnie odsunąć tę złą kobietę, a podsunąć swoją koleżankę. I w tym wątku też się sporo dzieje.

W powieści Marty Obuch mamy troszkę kryminału w tle, sporo obyczajówki na pierwszym planie i miłość, wspaniałe uczucie, które wybucha  na ulicy Sokolskiej w Katowicach, a przechodzi liczne wzloty i upadki w trakcie trwania lektury.

Ewa jest dziewczyną zadziorną, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Wielkiego artystę malarza rozgryza szybko, jednak postanawia dołączyć się do jego gry. Nie spodziewa się jednak, że on naprawdę zrobi wszystko, żeby jej zaimponować. Adam to fantastyczny facet, który na początku mija się z prawdą, ale w każdym, nawet najbardziej szalonym pomyśle wspiera Ewę i pilnuje, żeby nie stała się jej krzywda.

Bardzo pozytywnymi postaciami są dziadkowie Ewy, którym nie brak energii na dogryzanie i wykańczanie się wzajemnie. Babcia, korzystając z zamieszania związanego z kradzieżą, postanawia pozbyć się starej i okropnie ciężkiej maszyny z mieszkania dziadka, a dziadek postanawia zagrać babci na nosie i rozpoczyna dietę. A także włącza w swoje życie sport. W końcu tylko tak może zrobić na babci wrażenie.

Świetna lektura - naprawdę lekka i niewymagająca, a przede wszystkim zabawna! Stylowo i humorystycznie, to jest właśnie to, co lubię najbardziej. Autorka zgrabnie prowadzi akcję, a napięcie, które buduje między bohaterami, można poczuć na własnej skórze.

"Sztuka to było coś, na czym Adam się kompletnie nie znał, ale kiedy już wszystkie płótna trafiły na strych, z ciekawości zdarł z jednego folię i...
- Co to jest? - Usiłował zrozumieć, na co patrzy.
W plątaninie powyginanych rąk, powykręcanych łokci i stóp znajdowało się coś. Z ostrzem i rączką, całe czarne, jeśli nie liczyć małego akcentu zieleni. Czyżby golarka Wilkinson? Leżała na wyciągniętej do oglądającego dłoni, zresztą odrąbanej, na której namalowano rzędy cyfr. Nie, nie namalowano. Zapisano. Każda uwieczniona ręka i noga miała na sobie numer, jak w Oświęcimiu.
-  Nadzieja. - Thomas dał na luz i zaparkował obok, wyprężając klatkę. - My, jako cywilizacyjne mięso, niby zlepek danych, zestawieni z symbolem tak zwanego postępu. Symbolem tej, no...
- Higieny? - Adam w jednej chwili zwątpił w swoją artystyczną misję".

 Warto!




Przeczytane dzięki Legimi.pl (Legimi na Kindle).








sobota, 30 grudnia 2017

"Światło w Cichą Noc" Krystyna Mirek

Tytuł: Światło w Cichą Noc
Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 352

Święta już za nami. A jednak postanowiłam wydłużyć sobie ten magiczny czas i przeczytać książkę "Światło w Cichą Noc" Krystyny Mirek. Okazało się, że to bardzo przyjemna lektura, idealna na zimowe wieczory.

Antek, któremu zawaliło się życie w stolicy, przybywa do Krakowa odwiedzić swoją babcię. Nie było go tu wiele lat. Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa sprawiły, że nie chciał przybywać do rodzinnego domu i przeżywać wszystkiego na nowo. Początkowo chce tylko zostawić przesyłkę od mamy i udać się do hostelu w mieście, ale sytuacja rozwija się w innym kierunku i zostaje na dłużej. Postanawia zmierzyć się z demonami przeszłości i spróbować wybaczyć ojcu, że w swoim czasie zdradził matkę i założył inną rodzinę.

Sąsiadami babci Kaliny jest trójka rodzeństwa. Marcin, Bartek i Magda to fantastyczni młodzi ludzie, których świat skończył się pewnego wigilijnego wieczoru, kiedy dostali informację o śmierci rodziców. Od tamtej pory nienawidzą świąt i wszystkiego, co jest z nimi związane. Unikają wystaw świątecznych, potraw i widoku szczęśliwych ludzi. Sami wylatują w ciepłe kraje, żeby tylko uwolnić się od wspomnień i przetrwać ten trudny czas. W tym roku jednak sytuacja się zmienia.  Magda poznaje fantastycznego chłopaka Konstantego, dla którego święta są bardzo ważne. Chce on spędzić ten szczególny wieczór z dziewczyną, zobaczyć, jakie tradycje królują w jej rodzinnym domu. I to jest przełomowy moment w życiu rodzeństwa - odbywają trudną rozmowę, ale decydują się zostać i zorganizować prawdziwe święta - takie, jakie pamiętają z dzieciństwa.

Tak naprawdę każdy bohater powieści jest nieszczęśliwy. Antek traci wszystko - dom, dziewczynę, pracę i musi zacząć swoje życie od nowa. Dodatkowo ma żal do ojca i nie potrafi wybaczyć mu, że zostawił ich rodzinę. Łaniewscy po wielu latach postanawiają wyrwać się z marazmu i zmierzyć się z tym, przed czym tyle lat uciekali. Każdy z nich ma inne problemy. Marcin - najstarszy z rodzeństwa jest zmęczony ciągłym matkowaniem i pilnowaniem brata i siostry. Ciąży na nim zbyt duża odpowiedzialność. Bartek to lekkoduch. Nie potrafi zagrzać miejsca w żadnej pracy. Wszystko na dłuższą metę go nudzi. Nie interesują go związki. Magda próbuje ułożyć sobie życie, ale ciągle źle trafia. Upatruje w Konstantym szanse na normalność. Babcia Kalina całe życie tęskni za swoim synem, synową i wnukami. Jest sama i tylko młodzi sąsiedzi, którym pomaga, trzymają ją w pionie.

Pozornie szczęśliwy wydaje się Konstanty. Ma wspaniałą, dużą rodzinę. Magda przyjmuje zaproszenie na niedzielny obiad do jego posiadłości i jest zachwycona klimatem, jaki panuje w domu przyszłego narzeczonego. Przynajmniej początkowo. Wszystko jest tam idealne, potrawy są wspaniałe, porządek jak w szwajcarskim zegarku. Rodzice chłopaka wyglądają na szczęśliwych, jego rodzeństwo z rodzinami też. Tylko nagle do Magdy dociera, że coś tu nie gra. Pani domu wydaje się zbyt zmęczona. Nikt się nią nie interesuje, nikt nie pomaga, a na stole stoi tyle potraw, jakby przygotowywała je kilka nocy.

I to poszukiwanie szczęścia, dla siebie i dla innych to motyw przewodni powieści. Bracia Łaniewscy wcale nie mają ochoty zostać w domu na święta, ale robią to dla swojej ukochanej siostry. Oboje szykują dla niej świąteczne niespodzianki. Antoni chce uszczęśliwić babcię i siebie, dlatego wyrusza na spotkanie, które może odmienić jego życie, a przynajmniej wyjaśnić pewne zagadnienia z przeszłości. A Magda chce uszczęśliwić siebie i w końcu zatracić się w prawdziwym uczuciu, a także założyć szczęśliwą rodzinę.

Dużą przemianę przechodzi mama Konstantego. Dzięki Magdzie zaczyna dostrzegać, że całe życie godziła się na krzywdzący dla siebie układ. I postanawia zawalczyć - chociaż sama nie jest do końca przekonana, czy będzie umiała postawić na swoim, czy ma jeszcze szansę coś zmienić. Tylko co na to wszystko jej mąż, który jest przekonany, że daje żonie wszystko, a może nawet jeszcze więcej?

Pierwszy raz miałam do czynienia z  książką Krystyny Mirek i jestem pozytywnie zaskoczona tym, jak autorka buduje atmosferę powieści. Jest magia, są piękne opisy zimy i świetnie napisane, wyraziste postaci, których trudno nie polubić. W powieści panuje sielska atmosfera, pełna serdeczności i miłości. Problemy rozwiązują się i chociaż czasami rzeczywistość wydaje się okrutna, a wspomnienia są bolesne, to bohaterowie starają doprowadzić do tego, żeby nadchodzące święta były wyjątkowe i przełomowe. W końcu nie ma takiej sytuacji, z której nie można znaleźć wyjścia. Zwłaszcza że życie lubi zaskakiwać i czasami w najmniej spodziewanej chwili pojawia się ktoś, przy kim robi się cieplej i spokojniej na duszy.

Pozytywna lektura na długie, zimowe wieczory, którą niewątpliwie polecam. I z niecierpliwością czekam na kontynuację!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.


środa, 27 grudnia 2017

"Zbrodnia nad urwiskiem" Marta Matyszczak

Tytuł: Zbrodnia nad urwiskiem
Autor: Marta Matyszczak
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 296


Kocham koty. Taka prawda - to właśnie one, te charakterne i pozornie nieczułe zwierzęta, skradły moje serce. Jak to zatem się stało, że pies Gucio - główny bohater książek Marty Matyszczak tak bardzo wzbudził moją sympatię i przekonał mnie do siebie? Nie wiem. Jednak uroku osobistego ma tyle, że nie sposób przejść obojętnie.

Detektyw Solański zamieszkuje ze swoim czworonożnym pupilem chorzowską kamienicę. Nie dostaje wiele zleceń i tęskni za swoją przyjaciółką Różą, która wyjechała bez słowa wyjaśnienia. Pewnego dnia dzwoni jednak do niego mężczyzna, któremu zaginęła wnuczka. Proponuje detektywowi śledztwo z hojnym wynagrodzeniem. Jest to bardzo kusząca oferta, chociaż wiąże się z wyjazdem za granicę. Szymon organizuje zatem wyprawę życia do Irlandii, żeby odkryć, co stało się z Kasią, z którą starszy pan nagle stracił kontakt.

Na miejscu szybko okazuje się, że dziewczyna nie tyle zaginęła, ile zginęła. Solański podejmuje decyzje, że zostanie i dowie się, czy to było morderstwo i kto za nim stoi.

Wszelkie śledztwo jest jednak utrudnione przez pogodę. Nieustający deszcz, wiatr, braki w dostawie prądu i w zasięgu doprowadzają Szymona do szału. Wie jednak, że morderca musi być blisko, bo w takich warunkach nikt nie byłby w stanie uciec.

Kilkoro podejrzanych, z których każdy coś ukrywa i plącze się w zeznaniach, a do tego listy, które detektyw dostał od swojego zleceniodawcy i niesprzyjająca aura zapowiadają długie i mozolne śledztwo. Jednak przyjazd na wyspy ma też zaskakujący aspekt - w lokalnej burgerowni Szymon spotyka swoją przyjaciółkę. I okazuje się, że jej zniknięcie wiąże się z podjęciem pracy w irlandzkiej sieciówce. Oczywiście Róża, jak przystało na szanującą się dziennikarkę, węszy razem z Szymonem, co ma zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki.

A jaką rolę odgrywa w tej powieści Gucio? Oczywiście pomaga w śledztwie. W niezwykły, psi sposób przekazuje wskazówki Solańskiemu, chociaż tamten z różnym skutkiem potrafi je rozszyfrować. No dobrze, z mizernym skutkiem. Fragmenty pisane z psiej perspektywy są pełne humoru i trafnych spostrzeżeń. Gucio, jak na szanującego się psa przystało, jest inteligentny i gotowy nieść pomoc nie tylko Solańskiemu, ale też jego ukochanej Różyczce. Czasem irytuje się ciemnotą swojego pana, a także tym, że zrzucają na niego oskarżenia, z których bez władania ludzką mową nie umie się wybronić.

Szymon wydaje się bardziej rozgarnięty niż w poprzedniej części. Poza tym, że nie do końca potrafi określić swoje uczucia względem Róży - w tym wątku niewiele się zmienia. Zresztą ona poznaje na wyspie policjanta, z którym stara się zbudować związek. Charakter tej relacji jest dość skomplikowany - niby są razem, ale gdy w promieniu wzroku pojawia się Solański.... Wiadomo, stara miłość nie rdzewieje. Nie powiem, że akurat rozwój tej znajomości ciekawi mnie niezwykle - a gdzie tam luty! (I kolejna część).

W zasadzie cała akcja jest świetnie skonstruowana i ciężko domyślić się, kto stoi za morderstwem. Autorka ma lekkie pióro i poza sporą dawką dobrego humoru, serwuje czytelnikowi bardzo dobrze skonstruowany kryminał, z wyrazistymi postaciami i tajemnicą rodzinną w tle. A gdy dorzucimy do tego relację Szymona z Różą, czyli klasyczne "czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie", to dostajemy wciągającą powieść, od której ciężko się oderwać. Polecam!






Za książkę dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.


sobota, 16 grudnia 2017

Co ŚBKi chętnie znaleźliby pod choinką?

Lubię robić gwiazdkowe prezenty. Nie tylko dlatego, że w ogóle lubię kupować bliskim różne rzeczy, ale też dlatego, że radość (albo jej brak) przy rozpakowywaniu to zawsze wskazówka, w jakim stopniu się znamy i czy wiemy, jaki podarunek dobrać.


A dla siebie? Jakby tak zastanowić się, czego do szczęścia mi brak i co tak naprawdę chciałabym znaleźć pod choinką, to nie byłoby tego aż tak dużo. 

1) Chwila dla siebie. To chyba najbardziej pożądany prezent przez każdą matkę ząbkującego niemowlaka. A ponieważ ząbkujemy bez ustanku, kolejny miesiąc, to i potrzeba tej chwili dla siebie jest coraz większa. Nie może być za długa - żeby maluch nie umarł z głodu, ani za krótka, żebym zdążyła wyłączyć się z tego życia w biegu, między karmieniami, jękami, stękami i innymi 'mamoooo' w wykonaniu starszaka. Egoistycznie, ale czasem trzeba! 

2) Po pobieżnym przejrzeniu nowości płytowych (albo i już nie takich nowości, bo zaległości mam z dwóch lat!) okazało się, że moi ulubieńcy powydawali to i owo. Nie wiem, czy to nie obciach przyznawać się do tych wszystkich Artystów (zawsze z wielkiej!), ale w moim życiu odwalili niezłą robotę (przy emocjach, przy każdym spadku formy, zwłaszcza w te fatalne dni) i czuję wielką potrzebę nie tyle powrotu, bo w głośnikach lecą, ile poznania nowości.
Michał Bajor "Od Kofty... do Korcza" Vol. 1
Michał Bajor "Od Kofty... do Korcza" Vol. 2
Magda Umer "Kolędy"
Magda Umer "Duety. Tak młodo jak teraz"
Magda Umer (i Hołownia) "Bezsenna noc"
Lara Fabian "Ma Vie Dans La Tienne"
Lara Fabian "Camouflage" - swoją drogą nawet nie wiem, czy już wyszło w całości, czy tylko single.

3) Książki! To bardzo problematyczny temat, bo lista, którą chciałabym mieć, jest długa, bardzo długa. I tak naprawdę mogłabym obdzielić tytułami całą rodzinę, a i tak nie dostałabym wszystkiego, co powinno stać i cieszyć oczy. Już nie wspominam o cieszeniu duszy w trakcie czytania! Najbardziej? "Nowa miłość" Osieckiej, oba tomy. Już tyle lat planuję zakupić, a jakoś się nie składa. I jeszcze "Samotność liczb pierwszych" Paolo Giordano. Czytałam z biblioteki, ale zawsze chciałam swój egzemplarz. A tak trudno go zdobyć! 

A przede wszystkim chciałabym znaleźć pod choinką karnet na łagodne ząbkowanie, na dużo zdrowia dla całej rodziny i gwarancję spokojnego roku 2018. I tych następnych najlepiej też. A także dużo siły do ogarnięcia codzienności, bo z tym to ostatnio bywa różnie.

O wymarzonych prezentach innych Śląskich Blogerów Książkowych można poczytać tutaj: