poniedziałek, 23 kwietnia 2018

"Doktor kolor" Marek Borowiński

Tytuł: Doktor kolor
Autor: Marek Borowiński
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 256

Kolory odgrywają bardzo ważną rolę w życiu człowieka - większą niż możemy sobie wyobrazić. Każdy z nas mniej lub bardziej świadomie wybiera te kolory, z którymi czuje się najlepiej, które mu się dobrze kojarzą i które pasują do jego charakteru. Z kolei unika tych, które go drażnią i powodują uczucie dyskomfortu.

Poszczególne barwy oddziałują na nasz system nerwowy i emocjonalny. Pobudzają lub wyciszają, ułatwiają skupienie i wspomagają myślenie. Trzy podstawowe kolory to żółty, czerwony i niebieski. Każdy z nich wyzwala w człowieku inne emocje. Żółty prowokuje czynności takie jak czytanie, pisanie, mówienie, myślenie analityczne. Czerwony powoduje przyspieszone bicie serca, podnosi ciśnienie, a nawet sprawia, że wzrasta temperatura naszego ciała. Niebieski jest kolorem chłodnym, ułatwia zasypianie, wycisza. Może także obniżyć gorączkę!

Mózg lubi kolory, które przechodzą harmonijnie w następującej kolejności: żółty, pomarańczowy, czerwony, fioletowy, niebieski i zielony.

Barwy są ważne w każdym aspekcie naszego życia. Mieszkanie musi być urządzone tak, żeby mieszkańcy dobrze się w nim czuli. Ściany nie mogą przytłaczać, a jeśli pomieszczenie ma służyć do wypoczynku, nie powinny też pobudzać. Inaczej malujemy pokój dziecięcy, pokój nastolatka i sypialnię - właściwe dopasowanie to połowa sukcesu. Reszta to dobrze dobrane meble i dodatki. Te ostatnie są niezwykle ważne, zwłaszcza jeśli pokój jest zbyt surowy lub mało przytulny.

Książka Doktor kolor Marka Borowińskiego wprowadza nas w świat barw, które otaczają nas na każdym kroku. Nie tylko możemy przeczytać, o czym świadczy nasza sympatia do różu, ale też możemy się dowiedzieć, jak przy pomocy barw manipulują nami w sklepach czy w internecie. To nieprawdopodobne, jak działa na nas siła przyzwyczajenia - czerwony napis na żółtym tle kojarzy się z promocjami, a zielone oznaczenia z produktami bio. Oczywiście w sprzedaży jest to nagminnie wykorzystywane.

Równie ważna, jak kolor mebli czy ubrań, jest dla nas barwa... jedzenia! Tak! Poszczególne grupy warzyw i owoców można podzielić kolorystycznie i okazuje się, że owoce w tych samych barwach mają ze sobą wiele wspólnego. Zielone - zawierają sporą ilość kwasu foliowego, a także witaminy A, C i E. Żółte i pomarańczowe owoce i warzywa bogate są  w beta-karoten. A białe to naturalne antybiotyki - mają działanie przeciwwirusowe, dlatego czosnek, cebulę, por czy chrzan zawsze warto uwzględnić w diecie.

Książka doktora Marka Borowińskiego to skarbnica wiedzy i ciekawostek. Tematyka przedstawiona w ciekawy sposób, prostym językiem. Autor zaciekawia czytelnika, a piękne zdjęcia i oprawa graficzna dodatkowo przyciągają uwagę. Z lektury można dowiedzieć się wiele o sobie, a także uzyskać ciekawe wskazówki dotyczące wyposażenia domu, wystroju stołu na przeróżne okazje, a nawet jakie kwiaty wypada, a jakich nie wypada i dlaczego żółte są kontrowersyjne.

Dużo interesującej treści, a wszystko kręci się dookoła koloru! Polecam każdemu, kto lubi lekkie książki, poradniki, ciekawostki.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.



sobota, 21 kwietnia 2018

ŚBK: Nasze muzyczne inspiracje

Niedawno w cyklu postów Śląskich Blogerów Książkowych pisałam o swoich pasjach - głównie o muzyce. Ostatnio byłam na koncercie, który był tak niezwykle cudowny, że doładował moje akumulatory. Na długo. 

Katarzyna Groniec i Magda Umer - dwie najważniejsze postaci mojego muzycznego świata. Nie ma nikogo wyżej, nikt nie zagraża ich pozycji. Nie mogę wskazać, która bardziej, bo to zupełnie inne głosy, inne emocje, inne wspomnienia. Jednak wiem jedno - plączą się po głośnikach i po zakamarkach mojej duszy i sprawiają, że rzeczywistość staje się lepsza. Cieplejsza. Spokojniejsza.

Katarzyna Groniec w marcu wydała nową płytę Ach!. Płytę, na którą czekałam z lekkim niepokojem - bo ZOO długo gościło na scenie i w moim domu też. Doczekało się DVD, które przewałkowałam wiele razy. Niezwykły koncert, bo z tekstami Osieckiej, a interpretacjami tak cudownymi, że trudno było sobie wyobrazić, że kolejna płyta też mnie zachwyci.

Zachwyciła! Zachwyciła mnie płyta i zachwycił mnie koncert w Teatrze Rozrywki. Historia, którą Artystka opowiedziała na scenie, porwała mnie bezgranicznie. Cudowne aranżacje, gra światłem i cieniem, taniec, instrumenty i ten wspaniały głos, który przenosi w inny wymiar i sprawia, że koncert nie jest tylko koncertem, a przeżyciem niezwykłym i niezapomnianym. Nowe piosenki są wspaniałe. Jednak nie tylko one odegrały ważną rolę w tym wydarzeniu. Niewinna z płyty Pin-up Princess, Przetańczyłam już wszystko z płyty Wiszące ogrody już się przeżyły czy Ona jest z debiutanckiego krążka Mężczyźni stanowiły wspaniały powrót do przeszłości i do emocji, które towarzyszyły mi na wcześniejszych koncertach. Przyznaję się do winy (również z płyty Mężczyźni) przypomniało wspaniałą postać Grzegorza Ciechowskiego. Wszystkie piosenki ułożyły się w jedną historię - smutną, ale z potencjalnie pozytywnym zakończeniem.



Nie potrafię wytłumaczyć tego, co ta Artystka ze mną robi. Wyzwala takie pokłady emocji - zarówno tych, które rozbijają na kawałki, jak i tych, co uwalniają ogromną ilość endorfin. Przyspieszone bicie serca i totalne wyłączenie z rzeczywistości - tak, to ja na koncertach, tak, to ja podczas samotnego przesłuchiwania płyty.

Cieszę się, że ten koncert jest tak wspaniałym widowiskiem. Zawsze zadziwiało mnie, jak przy totalnym minimalizmie (sławna czarna kostka na scenie!) można zrobić tak wiele! Wokalistka, zespół, stonowane animacje na telebimie, delikatne światło, kilka rekwizytów, sukienka z ptaszkami. Nie trzeba nic więcej, żeby stworzyć spektakl z prawdziwego zdarzenia, który oczaruje widza, dosłownie OCZARUJE!

Nie wiem, który to mój koncert. Próbowałam policzyć, wyszło mi, że siódmy. Może tak, może było ich więcej. Na pewno każdy to było tak samo niezwykłe doświadczenie, na pewno nie po raz ostatni zasiadłam na widowni i na pewno kocham tę muzykę jeszcze bardziej. Tym razem nie jestem na żadnym życiowym zakręcie, więc też na spokojniej odebrałam nową płytę. Od kilku dni powracam jednak do całości twórczości, biegam po najcudowniejszych utworach, wspominam te chwile, w których były najważniejsze. Typowa reakcja pokoncertowa. Tak już mam - w tym moim świecie, w którym mocno stąpam po ziemi, potrzebuję takich właśnie wydarzeń kulturalnych, które dostarczają siły na kolejne dni, tygodnie i miesiące. Przynajmniej do kolejnego koncertu.



O muzycznych inspiracjach pozostałych Śląskich Blogerów Książkowych można poczytać tutaj:
ŚBK 

wtorek, 10 kwietnia 2018

"Na dnie duszy" Anna Sakowicz

Tytuł: Na dnie duszy
Autor: Anna Sakowicz
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 350

Czekałam na tę książkę. Lubię pióro Anny Sakowicz, lubię (tak, teraz już wiem, że lubię) dobrą powieść obyczajową, a ten tytuł wzięłam za pewniak. Czułam, że będzie dobrze i to nie będzie stracony czas.

"Na dnie duszy" to powieść o trzech kobietach z trzech różnych pokoleń, które próbują normalnie żyć - chociaż każda z nich ma inne problemy, inne wspomnienia i inną sytuację rodzinną. Rozalia, jej córka Donata, a także wnuczka Inga - łączą je więzy krwi, a także rozpaczliwa potrzeba uwolnienia się od przeszłości i nauczenia się niezależności.

Rozalia, seniorka rodu wywodzi się z patriarchalnej rodziny, obciążonej traumatycznym wydarzeniem, w którym została skrzywdzona jedna z sióstr. Marzy o tym, żeby iść do zakonu i oddać się Bogu, jednak ojciec ma dla niej kandydata na męża. Wydaje ją za łotra złodzieja, którego dziewczyna nie kocha. A w zasadzie z dnia na dzień bardziej nienawidzi. Brzemienna odchodzi od męża i próbuje udźwignąć rzeczywistość, która dla niej - samotnej matki z małym dzieckiem jest niezwykle trudna. Po latach niejako zza grobu, zostawia dla swoich bliskich testament, którym zmusza ich (a zwłaszcza swoją wnuczkę, której zapisuje pamiętnik) do zastanowienia się na wartością, jaką jest rodzina. Opisuje swoje życie - częściowo po to, żeby się wyspowiadać, a częściowo po to, żeby przeprosić i wytłumaczyć, że nie wszystko, co złe było wyłącznie jej winą.

Donata, córka Rozalii jest niezwykłą dziewczynką, która tęskni za prawdziwą rodziną. Chciałaby mieć tatę, chciałaby mieć matkę, która potrafi kochać i okazywać czułość, miłość i delikatność. Niestety jej rodzicielka nie jest taką osobą, a i na ojca nie może liczyć. Rodzina matki ją przeraża, a jedyne bliskie osoby odnajduje w sąsiednim mieszkaniu. Dwie kobiety, które okazjonalnie zajmują się dziewczynką, okazują jej szereg uczuć, których nie zna z domu. Częstują czekoladą, dają piękny prezent i sprawiają, że małe serduszko chociaż przez chwilę jest szczęśliwe. Takie dzieciństwo odbija się w dorosłym życiu Donaty. Nie potrafi do końca poukładać swoich relacji rodzinnych ani z matką, ani z mężem, ani ze swoimi dziećmi. Cierpi na nerwicę natręctw, która utrudnia jej życie. Jest nieszczęśliwą i zagubioną kobietą, która daje się zmanipulować synowi.

Inga próbuje nie popełniać błędów swojej mamy i babci. Ma cudownego męża i córkę, wiodą pozornie szczęśliwe życie. Jednak z okazji braku asertywności, ciągle daje się wciągnąć w rodzinne historie, które zupełnie nie są jej na rękę, a także wywierają zły wpływ na relację z najbliższymi. To właśnie ona otrzymuje od babci pamiętniki, to właśnie ona musi zmierzyć się z trudną historią, która ukształtowała całą jej rodzinę, a także wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Starsza pani przed śmiercią wymyśla intrygę. Wygląda to trochę tak, jakby chciała zabawić się kosztem swojej rodziny. Chociaż tak naprawdę cała ta sytuacja ma głębszy sens i przesłanie, to początki dla wszystkich są trudne. Inga z bratem kłócą się, matka dostaje ataków swojej nerwicy, a pozostałe osoby albo zbyt mocno wtrącają się w zaistniałą sytuację, albo ją lekceważą.

Już dawno żadna książka nie wywarła na mnie takie wrażenia. Przede wszystkim starałam się z całych sił znielubić Rozalię, bo to całe zło, które wyrządzała - zwłaszcza córce, było dla mnie nie do przyjęcia. Tylko nie udało mi się, bo odniosłam wrażenie, że to jej wyrządzono największą krzywdę. Przede wszystkim ten straszny dzień, w którym była naocznym świadkiem bólu, jaki zadano jej siostrze. Te chwile, kiedy myślała, że to koniec, że najbliższa jej osoba umrze, kiedy musiała oglądać sytuację, która nie miała prawa się wydarzyć. No i oczywiście wydanie za mąż wbrew woli, oddanie mężczyźnie, do którego Rozalia czuła wstręt i którego nienawidziła z całych sił. Ona nie żyła w czasach, w których skrzywdzoną kobietę otaczano opieką terapeutów. Mogła co najwyżej słuchać o tym, że ma bękarta - na dodatek podobnego do ojca. Wiem, że każda matka kocha swoje dziecko, ale wydaje mi się, że w tym wypadku za dużo było nienawiści, która przyćmiła te dobre uczucia.

To trudna książka, trudna emocjonalnie. I chociaż pozornie wydaje się być historią jakich wiele, to niektóre wspomnienia, reakcje, wyznania wywołują taki wewnętrzny niepokój i zagubienie w czytelniku. Ciężko przejść obojętnie obok dziewczynki, która rozpaczliwie domaga się uwagi od mamy i prosi ją o najmniejszy czuły gest, ani obok tej, której dzieciństwo bezpowrotnie się skończyło, bo ktoś miał taki kaprys. Ciężko zdrowemu człowiekowi zrozumieć, czym jest nerwica natręctw i jakie spustoszenie potrafi spowodować w psychice chorego. A przede wszystkim ciężko pogodzić się z utraconym czasem i z błędami, które tak ciężko naprawić, a także ze słowami, których nie da się cofnąć.

O czym jest ta książka? O rozliczeniu się z przeszłością i zaakceptowaniu jej skutków, a także o tym, jak dzieciństwo wpływa na życie dorosłej jednostki i na to, jakie relacje wprowadzi w swojej rodzinie. Wydaje mi się, że kobiety z tej powieści są wystarczająco silne, żeby unieść swój krzyż, chociażby odbywało się to kosztem innych. Ich pozorna obojętność to tylko maska, dzięki której są w stanie uporać się ze swoim życiem i przeznaczeniem.

To jedna z tych pozycji, do których się wraca i które się odkrywa co jakiś czas na nowo. Zdecydowanie warto przeczytać i poznać tę opowieść pełną smutku i głęboko zakopanego bólu, z którymi bohaterowie muszą rozliczyć się po śmierci seniorki rodu. Polecam!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.