Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 maja 2019

"Koniec scenarzystów" Wojciech Nerkowski

Tytuł: Koniec scenarzystów
Autor: Wojciech Nerkowski
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron:416

Lubię czytać książkowe serie. Kiedy już poznam bohaterów, zżyję się z nimi, to z chęcią wracam do powieści, które są kontynuacją ich perypetii. I tak właśnie jest z książkami Wojciecha Nerkowskiego - zachwycił mnie "Spisek scenarzystów", chętnie przeczytałam "Zdradę scenarzystów" i także po "Koniec scenarzystów" sięgnęłam bez wahania. I nie żałuję ani jednej chwili, którą spędziłam z tą książką. Wspaniałe zakończenie całej historii, pięknie postawiona kropka nad i. Ale... po kolei. 

Sylwia i Kuba wyjeżdżają do Hollywood. To właśnie tam czeka na nich wielka, światowa kariera, a przynajmniej mają taką nadzieję. Podróżują, żeby sprzedać swój scenariusz jednemu z największych i najbardziej znanych producentów. Leśniewcy mają stać się sławni - przynajmniej w teorii, bo w praktyce pierwsza umowa jest mocno niekorzystna. 

Bardzo miło spędzają czas za oceanem - imprezy, drinki, znani aktorzy - któż nie chciałby pobyć przez chwilę w wielkim świecie. Jednak przypadkiem trafiają na historię, która burzy ich spokój, a jednocześnie powoduje niezdrowe zainteresowanie i zaangażowanie. Adam, którego poznają na jednej z imprez, szuka swojej dziewczyny, która zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Rodzeństwo angażuje się w tę historię, zwłaszcza że jest ona niezwykle zawiła. Mandy znika, jej współlokatorka ginie, a Kuba z Sylwią trafiają na imprezę, która przerasta ich najśmielsze wyobrażenia. Nie wiedzą, co to za tajne ugrupowanie, czemu ma służyć tak tajemniczy zlot ludzi w maskach, a przede wszystkim, jaki ci ludzie mają związek z ich śledztwem. Kosztuje ich to jednak dużo lęku, wzbudza niezwykle silne emocje i sprawia, że chociaż raz dochodzą do wniosku, że to wszystko zaszło za daleko. Zwłaszcza, jak otoczenie orientuje się, że są tu nielegalnie. Zwłaszcza, jak podejrzewają niektórych o najgorsze postępki. Zwłaszcza, jak wszystkie ścieżki prowadzą do rozpustnych orgii, współtowarzysze grzeszą nagością, a wszystko jest do bólu tajemnicze i niezwykłe.

Nie jest łatwo odnaleźć się w innej kulturze, ani też żyć pod ciągłą presją. Godne podziwu jest zachowanie rodzeństwa, które stara się odnaleźć zaginioną dziewczynę, rozwikłać zagadkę - często narażając swoje zdrowie, a może nawet życie. Sylwia jest pewniejsza siebie i bardziej przebojowa niż wcześniej, Kuba za to traci rezon, dużo przebywa z Dżolantą, która robi z nim, co chce. Przegania po galeriach, sklepach, kosmetyczkach, zalewa potokiem słów. Sylwia staje się też odważniejsza uczuciowo - potrafi nazwać swoje potrzeby, nie boi się nagłych porywów serca, ani też nie ulega temu, któremu już nie potrafi zaufać.

Akcja książki dzieje się  w Ameryce, ale chwilami przeskakuje do Polski, gdzie Paloma wiezie Sylwię do szpitala. Sylwię w bardzo złym stanie psychofizycznym. Sylwię, przy której nie ma brata, która skazana jest na swoją szefową, która boi się o swoje życie. Bardzo fajny zabieg, który rozbudza ciekawość czytelnika. Pomieszanie teraźniejszości z tym, co działo się kilka miesięcy wcześniej - to zawsze działa. Tu dodatkowo stopniuje napięcie.

Jest mi smutno, że to ostatnia część trylogii, tym bardziej że ta część podobała mi się najbardziej. Pięknie domknięta historia, która pozostawia czytelnika w swojego rodzaju niedopowiedzeniu, a zarazem w fantastyczny sposób pokazuje dalsze losy rodzeństwa. Szczególnie zachwyciło mnie to, jak Autor poprowadził wątek Sylwii. Jednak nie będę zdradzać szczegółów, warto samemu sprawdzić, co Wojciech Nerkowski przygotował dla czytelników. 

Podobnie jak poprzednie części, "Koniec scenarzystów" też utrzymany jest w lekkim klimacie. Nie ma krwawych morderstw, ani mrożących krew w żyłach akcji. Kiedy ma być poważnie, to jest, ale nie brak też humoru, a całość jest bardzo przyjemną propozycją, którą polecam i polecać będę. Miło było przenieść się chociaż na chwilę do Ameryki i poczuć ten niezwykły, hollywoodzki  klimat, znany tylko z filmów i seriali. 



Pojawiła się na stronie Autora oficjalna informacja, że w czerwcu kolejna książka. Czekam zatem!
A za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. 


niedziela, 20 stycznia 2019

"Garść pierników, szczypta miłości" Natalia Sońska

Tytuł: Garść pierników, szczypta miłości
Autor: Natalia Sońska
Wydawnictwo: Czwarta strona
Liczba stron: 364

Ciężko mi się w tym roku zmobilizować do przeczytania książki mrocznej, kryminalnej, trzymającej w napięciu. Cokolwiek. Niby chciałabym, a i tak wybór pada na kolejną obyczajówkę. Wynika to z faktu, że zwyczajnie żyję w pędzie, czytam w biegu, w autobusie, przed snem. Dobieram lektury, do których się łatwo wraca i w których trudno zgubić wątek.

Postanowiłam pozostać w klimacie świątecznym i sięgnęłam po książkę Natalii Sońskiej "Garść pierników, szczypta miłości". Mam sporo mocno skomplikowanych odczuć po zakończeniu lektury. Przede wszystkim nie oczarowała mnie bezgranicznie, bo nie potrafiłam polubić postaci. Główna bohaterka to zdesperowana karierowiczka, która marzy o tym, aby odnieść sukces w dziennikarstwie. Hania ma niewyparzony język, czuje się wiecznie pokrzywdzona, a zarazem swoim zachowaniem rani innych. Toczy konflikt z szefową, która jest obecną żoną wcześniejszego partnera Hani. Panie wyraźnie nie pałają do siebie sympatią, są dla siebie niemiłe i w zasadzie ich relacja jest naprawdę dziwna. Marek bardziej stoi po stronie dawnej dziewczyny niż żony, chociaż ma to swoje usprawiedliwienie w tym, że żona go bardzo skrzywdziła. Nie jest to bohater, którego można polubić, taki typowy pies ogrodnika, który na dodatek zachowuje się bardzo nieładnie w stosunku do wszystkich.

W życiu Hani pojawia się Wiktor, który od razu miesza jej i w głowie, i w sercu. Jego sytuacja życiowa jest trudna, albowiem dostaje pod opiekę dwójkę maluszków - syna i córkę swojej siostry, która zginęła w wypadku. Oczywiście wybuchowa bohaterka opacznie rozumie jego sytuację życiową i zamiast wysłuchać, w ciemno ocenia - najpierw robi wymówki, że chce ją zdegradować i proponuje jej rolę niani, a potem oskarża, że każda kobieta, która pojawia się w jego towarzystwie to jego partnerka. Nie potrafi zaufać, nie potrafi logicznie myśleć, a nade wszystko nie potrafi trzymać na wodzy emocji.

Z szefową też gra nieczysto. Oskarża ją o to, że celowo blokuje awans, że nie daje szansy, a sama też zachowuje się bardzo nie w porządku. Chociażby flirtując z jej mężem. Chociażby poniżając na oczach współpracowników. Straszny charakter i niesympatyczna bohaterka, ot co.

Z kart powieści można dowiedzieć się wiele o tym, jak rodzinną osobą jest Hanna. Jednak zupełnie tego nie czuć. W domu praktycznie nie bywa, a nawet jak jedzie na święta, to tylko na chwilę, a potem z całą tą swoją rodzinnością zabiera się i wyjeżdża na narty.

Wydarzenia w książce następują po sobie szybko, relacja z Wiktorem rozwija się błyskawicznie i bardzo dynamicznie. Mija chwila, a Hania już nienagannie zajmuje się dziećmi, swobodnie czuje się w jego  kuchni, zachowuje się, jak wieloletnia narzeczona. Nie jestem przekonana czy taka relacja wypada realistycznie, ale niewątpliwie jest sympatycznie, zwłaszcza kiedy na horyzoncie pojawiają się dzieci i sceny nabierają charakteru czułości, delikatności, rodzinności.

Przeczytałam z dużą przyjemnością, chociaż książka mnie irytowała. Może nie tyle sama powieść, ile bohaterowie. Kulminacja irytacji nastąpiła w końcówce, chociaż wiem, że takie rzeczy się zdarzają, to jednak... oj jak to w obyczajówkach, byle namieszać. Nie pałam pozytywnym uczuciem do Hanny, ale mam wrażenie, że w relacji z Wiktorem trochę normalnieje. Pożyjemy zobaczymy, bo to seria (znowu seria!) i z pewnością przeczytam kolejne części.



sobota, 5 stycznia 2019

"Randka pod jemiołą" Agnieszka Olejnik

Tytuł: Randka pod jemiołą
Autor: Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo: Czwarta strona
Liczba stron: 391
 
Oczywiście znowu nie sprawdziłam, czy to początek jakiejś serii, czy powieść, która stanowi oddzielną jednostkę. Przeczytałam, zachwyciłam się... a teraz będę musiała nadrobić aż 2 wcześniejsze części. No co zrobić! A ja tak lubię chronologicznie! 
 
"Randka pod jemiołą" Agnieszki Olejnik wpadła do mojego czytnika przypadkiem, albowiem zachwyciła mnie okładka."Nie oceniaj książki po okładce" mówili, a ja oceniam i całkiem nieźle na tym wychodzę. Chociaż niewątpliwie pomijam też te mniej atrakcyjne wizualnie, ale wciąż perełki. 

Tym razem powieść zachwyciła mnie od samego początku. Nawet nie samą akcją, nie postaciami, a... stylem. Taka ciepła i gawędziarska opowieść o trudach życia, zdradzie, niespełnionych miłościach, kobietach, które mogą więcej i przypadkach, które chodzą po ludziach. 

Joanna tkwi w swoim poukładanym świecie - mąż, praca, obowiązki. Prasowanie, gotowanie, trzymanie diety. Łóżko. Wszystko idealne i... smutne. Pewnego dnia odkrywa, że mąż ją zdradza. Załamana i nieszczęśliwa popada w rozpacz, depresyjnie zamyka się w sobie i rozpaczliwie próbuje wymyślić, jak odzyskać niewiernego. Na szczęście rodzeństwo i przyjaciele nie zostawiają jej samej sobie. Tłumaczą, przekonują i uświadamiają. Tłuką oczywistości, które dla Joanny są zbyt skomplikowane. Namawiają na zmiany i pokazują, jak zniewolona była do tej pory. Sprawę komplikuje mąż, który wyrzuca dziewczynę z domu - chce tu mieszkać ze swoją nową partnerką. Na dodatek mówi, że dopiero teraz pierwszy raz kocha, a Joanna była pomyłką... 

Agata z Igą ruszają na ratunek. Znajdują Asi przytulny pokój, zapoznają z niezwykle energetyczną Zoją, która rewolucjonizuje jej sposób myślenia. Dzięki temu powoli odżywa, zmienia się. Odkrywa, że wcale nie chce żyć jak dotychczas, wolność jest bardzo kusząca. 

Oczywiście, gdybym przeczytała wcześniejsze części, to byłabym mocno zaprzyjaźniona z bohaterami. Nie da się ich nie lubić. Rodzeństwo, przyjaciele - wszyscy serdeczni i pomocni, w tym dwie milionerki, które mimo większych możliwości żyją normalnie, a za cel wzięły sobie pomaganie innym. Asia odkrywa, jak bardzo denerwuje ją jej obecna posada, jak dość ma etatu nauczyciela. Zastanawia się nad zmianą pracy - tylko czy starczy jej odwagi, żeby aż tak wywrócić swoje życie do góry nogami? A co z uczuciami? Zranione serce boi się na nowo zaangażować, zresztą Joanna sama powtarza, że nie chce być związku, jako kobieta niezależna i wolna nareszcie zaczyna być szczęśliwa. 

Tak, jest przewidywalnie, zbyt sielankowo, trochę naiwnie... ale dla mnie jest też idealnie. Są takie książki, które po prostu same się czytają, a postaci są tak sympatyczne, że mimo ukończenia lektury, myśli wciąż wokół nich krążą. Mam nadzieję, że Autorka nie poprzestanie na tej części, bo jest to taka historia, którą niewątpliwie warto kontynuować. Zwłaszcza że kilka wątków pozostało jeszcze niedokończonych. Poza tym już dawno nie spotkałam się z taką ilością ciepła i serdeczności. Pozytywna lektura wprowadziła mnie w pozytywny nastrój, a tym samym uprzyjemniła końcówkę roku. 
 
Podobało mi się też nienachalne wprowadzanie wątków.  Czy to kwestie macierzyństwa, czy samotności, a nawet homoseksualności - wszystko naturalnie, bez dorabiania wielkich ideologii czy przesadnego przeżywania. Ot ktoś jest sam, a inny ma dzieci i tyle. Ten się zakochał, tamten odkochał, a jeszcze inny żałuje, że zawalił. Wszystko wyważone.  

To na pewno nie jest moje ostatnie spotkanie z Autorką. Mam nadzieję, że zanim nadrobię poprzednie części, to już pojawi się kolejna książka z serii. 



wtorek, 1 stycznia 2019

"Wierność jest trudna" Agata Przybyłek

Czy w 2019 postaram się więcej pisać? Tak.
Czy w 2019 postaram się więcej czytać? Tak.
Czy w 2019 postaram się dotrzymać postanowień? Tak.
Jednak czy je dotrzymam... Nie oszukujmy się. Myślałam, że będzie łatwiej. Jako pracująca mama dwójki łobuzów straciłam sporo sił, a jeszcze więcej czasu. Jest, jak jest. Jednak ten 2019 ma być rokiem lepszym, a przynajmniej nie gorszym, pod każdym względem, więc...

A dla Was najlepsze życzenia zdrowia i spokoju. Jak zdrowie jest, spokój jest, to i na wszystko inne znajduje się i czas, i siły!

A tymczasem...

Tytuł: Wierność jest trudna
Autor: Agata Przybyłek
Wydawnictwo: Czwarta strona
Liczba stron: 390

Dzisiaj rano zerknęłam na facebooka, a tam wypowiedź o tym, że trzeba czytać dobrą literaturę, że nie powinno się szczycić czytaniem słabej.

I tak zastanowiłam się, kiedy ja ostatnio czytałam dobrą książkę. Dobrą. Czyli jaką? Trudną w odbiorze i pełną górnolotnych słów i sentencji? Poruszającą tematy ważne i ważniejsze, bo o śmierci, bo o scenie politycznej, bo felieton, a nie obyczajówkę? I właściwie dlaczego trzeba? Czy czytelnik fantasy, obyczajówek i o zgrozo erotyków i  harlequinów, to w ogóle powinien na temat literatury zamilknąć na wieki? I czy w tych gatunkach też są dobre i złe, czy wszystkie są po prostu złe? Albo po prostu dobre? I jeżeli ja wypisałam z jakiejś książki 20 cytatów, płakałam podczas czytania, a w całej historii odnalazłam kawałek siebie i dla mnie to arcydzieło, to czy dla innego czytelnika też będzie?

I po tej porannej refleksji przyszłam napisać recenzję książki "Wierność jest trudna" Agaty Przybyłek. Lekkiej, przewidywalnej, banalnej, kolorowej opowieści o szczęśliwej i spełnionej kobiecie, która  przygotowuje się do ślubu. Ma wspaniałego narzeczonego, jest ułożoną, grzeczną córką, lepszą i spokojniejszą z bliźniaczek, ukochaną siostrą, najlepszym przyjacielem i w ogóle niedoścignionym wzorem cnót. Życie stawia na jej drodze Szczepana, który zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Wdziera się on do świata Elizy i powoli, stopniowo wybudza tę część natury, którą dziewczyna zawsze tłumiła, żeby tylko nikomu nie zrobić przykrości. Oczywiście nie ma żadnych szans, bo Eliza jest wpatrzona w swojego Pawła, z którym tworzą przesłodzoną parę chadzającą na spacery, tulącą się w cieniu drzew i spędzającą czas grzecznie i poprawnie. Tylko czy aby na pewno nie ma?

Szczepan i Eliza zaprzyjaźniają się ze sobą. Znaczy on nie ma wątpliwości, że chce czegoś więcej, a ona usilnie tłumaczy sama sobie, że to tylko kolega, że to tylko spacer, że to tylko piknik, że nigdy nic, bo kocha swojego narzeczonego. Nie ułatwiają delegacje Pawła ani to, że przypadkowy dotyk Szczepana ją elektryzuje, a pocałunki wybranka niestety nie. Sprawę komplikuje jej siostra bliźniaczka, która przypadkowo poznaje Szczepana i jest mocno zdeterminowana, żeby go poderwać. Knuje intrygi, bruździ, nawet jak dziewczyny orientują się, że w głowie im namieszał ten sam facet. Tak naprawdę Patrycja nie myśli poważnie o związku, chce się tylko zabawić. I na swój sposób utrzeć nosa bliźniaczce, chociaż w gruncie rzeczy bardzo ją kocha.

Trudno jednoznacznie ocenić zachowanie Elizy. Z jednej strony grzeczna i poukładana, nie chce krzywdzić, nie potrafi odmówić, działa z automatu w sposób poprawny i jedyny właściwy, z drugiej po spotkaniu Szczepana coś w niej pęka. Czarę goryczy przelewa matka, która spotyka się z mężczyznami z serwisu randkowego. Eliza krytykuje ją, utrudnia jej spotkania, robi sceny, a sama... a sama spotyka się z przyjacielem, któremu daje się pocałować. Trochę hipokryzja? Czy tylko zagubienie? 

I teraz chciałabym nawiązać do wstępu. To jest ta zła książka, prawda? Obyczajówka z romansem w tle, do tego przewidywalna. Autorka posiada lekkie pióro, czyta się szybko, aczkolwiek jest zbyt poprawnie, miejscami mało naturalnie. Cała historia jest przyjemna dla duszy, ale trudno powiedzieć, że wnosi cokolwiek i zmienia diametralnie życie. W miejsce wzniosłych słów, pięknych cytatów i mądrości, pojawiają się dialogi i opisy zwykłych, życiowych sytuacji. Trudno też w wielkich superlatywach opisać postaci. Główna bohaterka jest irytująca, poczynając od tych dziewczęcych, skromnych sukienek, które nosi, po jej dylematy, rozterki, to przeświadczenie, że trzeba ulegać i każdego głaskać po główce, że nie mówi się prawdy, bo ona może zaboleć. Jej Paweł jest mdły i wcale się nie dziwię, że elektryzuje ją Szczepan. Ten z kolei niby zakochany, a też nie potrafi być szczery. Nie chce być z Patrycją - ok, ale czemu o jej zachowaniu i tej całej dziwnej sytuacji nie opowie Elizie? Ogólnie wszyscy są do bólu przewidywalni, przynajmniej w pierwszej połowie powieści. Może poza Patrycją, która co prawda jest złośliwa, ale jako jedyna ma wyraźnie nakreślony, buntowniczy charakter. Czyli jednak gniot i źle, że się chwalę, że przeczytałam?

Nie, nie gniot. To jest przyjemna, relaksująca książka, która pozwoliła mi miło spędzić czas. I chociaż stylowo nie porwała mnie w 100%, chociaż nie wywoływała wybuchów śmiechu i nie wzruszyła do łez, to chętnie sięgnę po kontynuację. A także część poprzedzającą, której wcześniej nie miałam okazji przeczytać. A stoi na półce! I może w tym momencie wychodzę na mało inteligentnego człowieka, co nie czyta dobrych książek, ale... Czytam, co lubię, co sprawia mi przyjemność. Jeśli książka jest zła, w moim odczuciu zła, to właściwie pewne, że wróci na półkę i nie dobrnę do końca. "Wierność jest trudna" nie jest taką powieścią, którą będę wychwalać pod niebiosa i nie powiem: wspaniała, czytajcie wszyscy! Jednak wiem, że są osoby, którym przypadnie do gustu, bo to ciepła, rodzinna opowieść i chociaż historia jakich wiele, to jednocześnie historia, która w mniejszym lub większym stopniu mogłaby się przydarzyć każdemu. I dla mnie była idealnym wyborem. I dobrą książką, którą potrzebowałam tamtego dnia, w tamtej chwili.



A już tak całkiem na marginesie. Czytam i zachęcam do czytania. Uważam to za świetną zabawę i moim zdaniem każda książka coś wnosi do naszego życia. Każda. Erotyk i komedia kryminalna też. Nie tylko zabijają nudę i wypełniają czas, można z nich wynieść coś dla siebie. Szufladkowanie literatury wyrządza jedynie krzywdę i wprowadza jakieś dziwne podziały. Czytajmy dobre książki, miejmy refleksje, krytykujmy. Tak, jak najbardziej! Tylko jeśli nie krytykujemy, bo zamiast błędów interpunkcyjnych, słabej stylistycznie książki i schematycznej akcji, odnajdujemy powieść, która przez lata będzie najważniejszą przeczytaną historią, która pomoże wyjść z dołka, zrozumieć, przemyśleć? Uwielbiam motto Domi z bloga Domi czyta "Czytaj i pozwól czytać innym". Dokładnie tak.

czwartek, 1 listopada 2018

"Trzynasty księżyc" Paulina Hendel

Tytuł: Żniwiarz. Trzynasty księżyc
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 448

Trzecie spotkanie z Magdą i jej wujkiem przyniosło mi wiele radości. Wyczekiwałam tej książki, tak samo, jak teraz wyczekuję czwartej części. To pierwsza seria fantasy, która wciągnęła mnie do tego stopnia - niby wcześniej był "Wiedźmin", a niedawno także seria Victorii Schwab, ale to właśnie "Żniwiarz" porwał moją duszę. I ciało troszkę też, bo dzięki niemu zarwałam kawałek nocy, a to mi się rzadko zdarza.

Książkę czytałam na urlopie. I niby "morza szum, ptaków śpiew", a tak naprawdę mroczna i niebezpieczna pogoń za... no właśnie, za kim? I jak to się właściwie stało, że Magda ufa swojemu największemu wrogowi? I czemu nie jest szczera z Mateuszem i Feliksem?

Magda wciąż nie może odnaleźć się w swoim nowym ciele. Na dodatek nawi robią się coraz bardziej bezczelni i coraz trudniejsi do złapania. Mają dużo siły, panoszą się po świecie i sprowadzają mrok. Pierwszy już w poprzednich częściach rozprawił się z częścią żniwiarzy. Została ich tylko garstka, więc trudniej zapanować nad chaosem. Sam Pierwszy zachowuje się podejrzanie i trudno wyczuć, czy to jego nowa gra, czy jednak on też się boi i nie wie, jak pokonać największego z największych, a Nija powrócił i zaczyna się prawdziwa wojna dwóch światów.

W zaistniałej sytuacji zaskakuje zachowanie Magdy. Z jednej strony nienawidzi Pierwszego za to, co zrobił jej i Mateuszowi. Z drugiej strony ciągnie ją do niego - bierze udział w jego dziwnych akcjach, a co najważniejsze uczy się nowych rzeczy. Chce być lepsza, potrafić poradzić sobie z najsilniejszymi i największymi demonami. Dlatego czerpie tyle nauki, ile Pierwszy jest jej gotów przekazać. Przy okazji powtarza sobie, jak bardzo go nienawidzi i stara się mu nie ufać. Albo przynajmniej zachować czujność. Tak naprawdę czytelnik też nie jest w stanie określić, czy to tylko kolejna maska i kolejne kłamstwo Pierwszego, czy faktycznie pojawił się ktoś silniejszy i szuka on realnego wsparcia.

Jednak pewne rzeczy pozostają niezmienne - Pierwszy ma nową ofiarę. Chociaż ofiara to za dużo powiedziane, bo dziewczyna jest przy nim z własnej woli, pomaga mu, bo tego chce i chociaż nie może liczyć na więcej, to trwa przy swoim nowym.. koledze? przyjacielu? a może po prostu oszuście? Nie byłoby w tym może nic ciekawego, gdyby tą dziewczyną nie była siostra Magdy. Znaczy nie tyle Magdy, ile Oliwii, której ciało zamieszkuje Magda. Tosia rozpacza po śmierci siostry i próbuje ją odszukać - żywą lub martwą. I kiedy spotyka na swojej  drodze Pierwszego, zaczyna wiązać z nim pewne nadzieje. On natomiast wprowadza ją w świat wierzeń i demonów, wykorzystuje jej naiwność, a także używa jej jako pionka w grze. Z Magdą oczywiście. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że igrają na krawędzi bezpieczeństwa - jeden niewłaściwy ruch i dziewczyny się spotkają. I co wtedy?

Mateusz bardzo kocha swoją dziewczynę. Chce z nią być i nie podoba mu się to spiskowanie za plecami. Zwłaszcza że kto jak kto, ale to właśnie on pragnie zniszczyć Pierwszego i nie interesuje go nic więcej. Boi się o Magdę, kiedy ta znika na jakąś idiotycznie niebezpieczną akcję, to nie potrafi znaleźć sobie miejsca.  Nie potrafi uspokoić go Feliks, ani nawet długie i szczere rozmowy z ukochaną. Płonie z żądzy zemsty i nie wstydzi się tego.

A jak się mają demony? Oj szaleją! Niszczą wszystko, co stanie na ich drodze. Są bezczelne, wyjątkowo silne i trudne do pokonania. Co chwilę pojawiają się nowe, z którymi Magda ma pierwszy raz do czynienia. Z punktu widzenia mieszkańców miasta to potwory, ale dla czytelnika stanowią pikantny kąsek i genialne urozmaicenie akcji.

Magda z rozdziału na rozdział staje się lepszym i bardziej świadomym żniwiarzem. Wie, co powinna robić i nie boi się niebezpieczeństw. Nie potrafi odkryć, co takiego wydarzyło się w przeszłości, że powróciła na ziemię, ale wychodzi z założenia, że skoro już tu jest, to musi zrobić wszystko, co do niej należy. Jej skomplikowane relacje z rodziną i ze znajomymi nie ułatwiają pogodzenia się z nowym ciałem i z nową rzeczywistością. Może dlatego tak bardzo fascynuje ją zło w czystej postaci w osobie Pierwszego? 

Na pewno jest to książka skierowana do dość wąskiej grupy odbiorców. Mało, że do młodzieży, to jeszcze do takiej, która lubi fantasy. Jednak to nie jest tak, że ktoś starszy nie wpadnie po uszy (na przykład ja!) - bo to dobrze opowiedziana historia, w której z każdym rozdziałem napięcie rośnie i rośnie. Podejrzewam, że kolejna część będzie jeszcze lepsza. Zwłaszcza po takim zakończeniu!

Tu pisałam o dwóch poprzednich tomach:
 Żniwiarz. Pusta noc
 Żniwiarz. Czerwone słońce
A  teraz polecam tom trzeci. Czytajcie! W świecie wierzeń słowiańskich, demonów i walki dobra ze złem można się zatracić.




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. 


sobota, 6 października 2018

"Zdrada scenarzystów" Wojciech Nerkowski

Tytuł: Zdrada scenarzystów
Autor: Wojciech Nerkowski
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron:404

Zdrada scenarzystów stanowi kontynuację Spisku scenarzystów, o którym pisałam całkiem niedawno. Bardzo przyjemna seria - ni to kryminalna, ni to obyczajowa, ale na pewno utrzymana w dobrym tempie. Są to powieści, w których naprawdę dużo się dzieje. 



Wydarzenia z poprzedniego tomu stają się doskonałym materiałem na scenariusz. Ekipa wyrusza na Teneryfę, żeby nakręcić prawdziwy kryminał. Głównymi bohaterami są Kuba, Artur i Sylwia, którzy przed trzema laty próbowali odnaleźć zabójcę Palomy. Ich heroiczna akcja ma zostać sfilmowana, a  oni sami zaczynają się nieswojo czuć - w końcu aktorzy wcielają się w nich samych! 

Smaczku całej tej egzotycznej wyprawie dodaje zabójstwo jednego z aktorów. Kilku podejrzanych, liczne tropy, oskarżenie nowego scenarzysty, że próbuje w ten sposób wylansować produkcję. Tylko czy aby na pewno? Śledztwo grzęźnie, a tymczasem morderca dopada kolejną osobę... 

Kolejna seria książek, w której kontynuacja dorównuje, a może wręcz przewyższa poprzednią część. Bardzo się cieszę, że miałam okazję przeczytać tę powieść i spotkać się ponownie z bohaterami, których naprawdę polubiłam. Kuba - niezmiennie pogubiony, niezmiennie szukający szczęścia w życiu. W obliczu związku siostry ze znanym aktorem, jej bywania na salonach, życie Kuby wydaje się smutne i jakieś niepełne. Oddany pracy, nawet w ekstremalnych warunkach, jakimi bez wątpienia są zbrodnie, szuka kogoś, z kim mógłby się związać. Sylwia rozkwita w czułych ramionach Artura. Są ze sobą szczęśliwi, a zarazem są nieszczęśliwi, że muszą się rozdzielić na jakiś czas. Tym bardziej że Artur pojawia się na łamach plotkarskich portali - także w towarzystwie pięknej kobiety.  Prasa huczy podejrzeniami, bombarduje niejednoznacznymi fotografiami, a uwięziona na wyspie Sylwia jest bezradna. Chciałaby ufać, ale jak tu ufać, kiedy ukochany nie odbiera telefonu, a wszyscy zaczynają jej współczuć zaistniałej sytuacji? 

Nowa szefowa, zwana pieszczotliwie Palomą Bis, jest załamana zaistniałą sytuacją. Poza ambicją włożyła w nową produkcję mnóstwo pieniędzy i nie wyobraża sobie, że mogłaby ona nie pojawić się na ekranie. Początkowo występuje w charakterze pierwszej podejrzanej, zwłaszcza że koło niej kręci się mafia. Jednak czy to nie byłoby zbyt proste? Z drugiej strony - historia lubi się powtarzać. 

Tym razem Autor nie zwiódł mnie aż tak, jak to się stało w pierwszej części i domyśliłam się, kto za tym wszystkim stoi. Jednak zakończenie zaskoczyło mnie o tyle, że sama nie potrafiłam wymyślić, w jaki sposób musiał działać morderca. I dlaczego nie prowadziły do niego żadne ślady. 

Świetna książka, bardzo odprężająca, a zarazem trzymająca w napięciu. Bohaterowie bez zmian - dający się lubić i sympatyczni, a cała historia utrzymana w klimacie pierwszej części, a zarazem wprowadzająca powiew świeżości w postaci akcji, która rozgrywa się za granicą. Dużo słońca, piękne krajobrazy, uniesienia miłosne, długie Polaków rozmowy za kulisami kręconych scen, to tylko nieliczne zalety powieści. 

Polecam i z niecierpliwością czekam na kontynuację. 



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



wtorek, 21 sierpnia 2018

"Spisek scenarzystów" Wojciech Nerkowski

Tytuł: Spisek scenarzystów
Autor: Wojciech Nerkowski
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron: 396

Bardzo lubię komedie kryminalne, ale mam problem ze znalezieniem tych godnych uwagi. Przeczytałam kilka, które prezentowały niski poziom zarówno pod kątem fabuły, jak i humoru, a także takie, w których humor był sztuczny, na siłę, albo kreowany "na Chmielewską". A na ten ostatni sposób pisania jestem szczególnie wyczulona, ponieważ wychowałam się na jej twórczości i wiem, że była jedyna w swoim rodzaju. I wszelkie podobieństwa nie są przeze mnie mile widziane. Oczywiście trafiłam też na te dobre książki, które relaksowały, bawiły i zachwycały, bo i w tym gatunku można znaleźć prawdziwe perełki.

Z wielką ochotą zmierzyłam się z kolejną propozycją, czyli z powieścią Spisek scenarzystów Wojciecha Nerkowskiego. Jako miłośnik seriali, który nie przepuścił większości polskich i zagranicznych produkcji, nie mogłam się oprzeć lekturze, której akcja rozgrywa się na planie serialu Stój, bo strzelam!



Sylwia i Kuba Leśniewcy są rodzeństwem, które do spółki pisze scenariusz serialu kryminalnego. Zbrodnie i rozwiązywanie zagadek, to ich chleb powszedni. Nie spodziewają się jednak, że to życie pisze najlepsze scenariusze i dociera do nich wiadomość, że nie żyje producentka serialu, Paloma. Początkowo trudno im w to uwierzyć, zwłaszcza że policja mówi o samobójstwie. Zbyt dużo wrogów, zbyt dużo motywów i całkowicie pozbawiona wiarygodności historia o odebraniu sobie życia dręczy rodzeństwo. Do tego stopnia, że przeprowadzają swoje własne śledztwo. Policja nie chce z nimi współpracować, sami nie chcą zdradzić swoich zamiarów, głównie w trosce o swoje życie. Kiedy kolejna osoba z planu zostaje zamordowana, mają pewność, że obie sprawy się ze sobą łączą i próbują odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to ktoś z ekipy jest reżyserem tak okrutnych zdarzeń. 

W rodzeństwie to Sylwia jest tym słabszym ogniwem. Zawsze w cieniu brata, odporna na docinki, spokojna i poukładana. Prywatnie dużo przeszła i teraz, kiedy odnalazła się w swojej pracy, stara się nie roztrząsać przeszłości i żyć teraźniejszością. Niespodziewanie to właśnie ona w tej historii gra pierwsze skrzypce i wydaje się, że jest to przełomowy moment w jej życiu. Zwłaszcza że przy jej boku pojawia się ktoś wyjątkowy. Brat to zupełne przeciwieństwo. Wygadany, przebojowy, tylko w głębi duszy bardzo nieszczęśliwy. Szuka szczęścia, podświadomie chciałby poukładać sobie życie, znaleźć kogoś z kim się ustatkuje. Bardzo kocha swoją siostrę, to dzięki niemu Sylwia funkcjonuje i pozbierała się po chorobie i zawirowaniach życiowych. Pracują razem i wiedzą o sobie wszystko. Prawie wszystko. 

Spisek scenarzystów to bardzo przyjemna powieść detektywistyczno-kryminalna, której akcja rozgrywa się w specyficznym kręgu. Paloma jest osobą, której nikt nie darzy sympatią. Jest wymagająca, nadpobudliwa, zastraszająca, wykorzystująca swoich współpracowników. Niby nie da się jej polubić, ale po śmierci dziewczyny okazuje się, że niejedna osoba była z nią blisko, nawet bardzo blisko związana. Druga ofiara też nie została wybrana przypadkowo. Tylko komu mogło zależeć na uciszeniu ofiar? 

Ciężko mi zaklasyfikować tę książkę do kręgu komedii kryminalnych, bo nie rozbawiła mnie do łez, ani nie odnalazłam w niej wielu doskonałych żartów. Za to świetnie sprawdza się w gatunku powieści obyczajowej z motywem kryminalnym tudzież kryminału z rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Autor miał naprawdę dobry pomysł na fabułę, a dokładając do tego lekkie pióro i umiejętność budowania ciekawych postaci, powieść zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Doceniam naturalność, z jaką wplecione są wątki homoseksualne, a także konsekwencje w kreowaniu bohaterów, zwłaszcza tych głównych. Zakończenie tej historii jest dla mnie sporym zaskoczeniem, mój kryminalny nos wywiódł mnie w pole i niestety nawet nie zbliżyłam się do prawidłowego wskazania mordercy. 

Książkę polecam i z niecierpliwością czekam na moment, w którym sięgnę po kontynuację. 

A przy okazji razem z grupą Śląskich Blogerów Książkowych serdecznie zapraszam na spotkanie autorskie z Wojciechem Nerkowskim - już 1.09.2018 w katowickiej księgarni Tak Czytam!



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


czwartek, 2 sierpnia 2018

"Mroczny duet" Victoria Schwab

Tytuł: Mroczny duet
Autor: Victoria Schwab
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 510

Potwory wróciły. Nie spodziewałam się, że do tego stopnia wciągną mnie powieści z gatunku urban fantasy. Zazwyczaj jestem sceptycznie nastawiona, a tu okazało się, że całkiem niesłusznie. Autorka stworzyła świat pełen zagrażających życiu ludzkiemu stworów, połączyła niezwykłą przyjaźnią Kate, córkę pana z Miasta Północy z Augustem, synem pana Miasta Południowego. I chociaż początki ich znajomości nie były łatwe, to znaleźli wspólny język, wspólny cel i wspólnego wroga. 



Akcja "Mrocznego duetu" rozpoczyna się pół roku po zakończeniu "Okrutnej pieśni". Kate mieszka w Dobrobycie i jest okrutną, bezwględną łowczynią. August wraca do domu i jest przywódcą. Ich drogi rozchodzą się, ale nie potrafią o sobie zapomnieć. W mieście pojawia się nowy potwór - Pożeracz Chaosu. Zagraża on nie tylko ludziom, ale też potworom. Kiedy Kate odkrywa jego istnienie, ucieka ze swojej bezpiecznej przystani i pragnie go unicestwić. August nie spodziewa się powrotu córki Harkera, tym bardziej że Sloan wbrew powszechnie panującej opinii żyje, ma się całkiem nieźle i planuje atak na OSF. Poza nim pojawia się jeszcze jeden Malchaj, a w zasadzie Malchajka - Alice, którą stworzyła... Kate. Oczywiście dziewczyna o tym nie wie, więc przeżywa niemały szok, kiedy stają oko w oko podczas jednej z bitw. 

Trudno wyczuć, kto z kim walczy. Następuje przetasowanie ról, żołnierze zabijają swoich kolegów z tego samego oddziału, potwory czyhają na ludzi, a ludzie nie potrafią odpowiedzieć sobie na pytanie, kto tak naprawdę im zagraża. Wydaje się, że Pożeracz Chaosu jest potworem niemal idealnym, bo przy niewielkim nakładzie sił wprowadza ogromne zamieszanie i wzbudza chęć do walki. Przenika do głębi i potrafi patrzyć oczyma tych, których zaatakował. Jeden z bohaterów ma z nim zbyt bliskie spotkanie. Jakie poniesie w związku z tym konsekwencje? 

Calluma Harkera już nie ma, a Flynn, chociaż słaby i schorowany, to stara się dalej wypełniać swoją misję. Ryzykuje swoje zdrowie i życie, żeby rozwiązać konflikty i przywrócić stary porządek. Kate i August podchodzą nieufnie do nowej sytuacji, jednak gdy zostają sami, to przypominają sobie o relacji, która ich łączyła. Powraca dawna swoboda, sposób, w jaki rozmawiali, znów czytają w swoich myślach. Martwią się o siebie, troszczą się o swój komfort. 

Victoria Schwab pisze świetnie, ma niesamowitą wyobraźnię, więc te dwie powieści czyta się naprawdę dobrze. Może nie do końca przekonał mnie sposób prowadzenia akcji, myślałam, że to nowy potwór odegra kluczową rolę, a tak się niestety nie stało. Zabrakło mi rozbudowania wątku Ilsy, która przez całą powieść się jedynie przemyka, a także Alice, która ma niezwykły, a w zasadzie niezwykle niewykorzystany potencjał. I chociaż odgrywa kluczową rolę w finale, to jednak w książce jej obecność jest niewielka. A szkoda. Za to fantastycznym potworem okazuje się Soro. Przekonuje mnie do siebie w tych momentach, w których wykazuje się wyrozumiałością i uczuciowością, a przecież potwory nie czują, a już na pewno nie czują w ten sposób, co ludzie. 

Zakończenie zaskakuje, może wręcz zniesmacza i zasmuca. I nie jest to zakończenie, którego spodziewałabym się po finale serii. Może dlatego, że lubię oczywiste i piękne happy endy, a Victoria Schwab zupełnie nie to zaserwowała swoim czytelnikom. Jednak doceniam pomysł i myślę, że tym nieoczywiście pozytywnym finałem, wybrnęła w jedyny możliwy sposób z wydarzeń, które przeplatały się przez prawie 1000 stron w obu powieściach. 

Polecam, świetna powieść dla młodszych i starszych czytelników, zwłaszcza tych, którzy lubują się w książkach tego gatunku. Dodatkowo uważam, że nie sposób nie wspomnieć o przepięknym wydaniu, cudownych okładkach, ładnie poskładanym wnętrzu. Niby nie ocenia się książki po okładce, ale jak wspaniale czyta się takie wydawnicze cudowności! 




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

środa, 14 marca 2018

"Kłamczucha" E.Lockhart

Tytuł: Kłamczucha
Autor: E.Lockhart
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 320

 Jule West Williams to silna, niezależna dziewczyna. Trudne dzieciństwo odciska na niej piętno, traumatyczne doświadczenie zmienia ją z delikatnego, wrażliwego dziecka w wojowniczkę. Po stracie rodziców zostaje przyjęta do specjalnej akademii. "Uczy się tam technik obserwacji, ćwiczy przewroty w tył i zdobywa umiejętność uwalniania się z kajdanek oraz kaftanów bezpieczeństwa. Nosi skórzane spodnie i wypycha kieszenie gadżetami. Uczęszcza na lekcje obcych języków, sztuki kamuflażu, różnych akcentów, fałszerstwa oraz luk prawnych". Ta edukacja sprawia, że Jule staje się postacią niebezpieczną, której lepiej nie spotkać na swojej drodze.

Można powiedzieć, że takiego pecha ma Imogen Sokoloff, dziedziczka fortuny, córeczka bogatych rodziców, która jest mocno rozpieszczoną dziewczyną. Jej matka martwi się poczynaniami córki i w wyniku szczęśliwego (dla siebie, nieszczęśliwego dla Imogen) zbiegu okoliczności (a także w wyniku pomyłki!) bierze Jule za koleżankę swojego dziecka i proponuje jej wycieczkę. Ma ona odszukać Imogen i sprawdzić, czy u niej wszystko w porządku. Rodzice dziewczyny pokrywają cały koszt, a wyprawę określają mianem pracy wakacyjnej. Zbuntowana wojowniczka zgadza się na taki układ, a po znalezieniu Imogen nawiązuje z nią skomplikowaną relację. To pierwsza osoba, która staje się jej naprawdę bliska, która jej imponuje. Ciężko wyczuć czy między dziewczynami rodzi się przyjaźń, czy jedynie jakaś forma toksycznej znajomości, w której jedna strona stara się za wszelką cenę upodobnić do drugiej.

Nie ukrywam, że książka stanowiła dla mnie pewnego rodzaju wyzwanie. Przede wszystkim dlatego, że wydarzenia w niej opisane są od tyłu. Najpierw poznajemy konsekwencje działań bohaterów, a dopiero potem dowiadujemy się, jaką drogę musieli przebyć, żeby do tego doszło. Muszę przyznać, że postać Jule została świetnie napisana, jednak swoim postępowaniem przeraża i odrzuca od siebie. Nie da się jej polubić. Co najwyżej można się zastanawiać, jak bardzo musiały nią wstrząsnąć wydarzenia z dzieciństwa, że stała się tak bezwzględną istotą. Uczciwie stwierdzam, że nie polubiłam żadnej z postaci, co w zasadzie rzadko się zdarza. Nie mogę jednak odmówić autorce tego, że pomimo skomplikowanej konstrukcji powieści, udało jej się stworzyć ciekawą historię, z rozbudowanym wątkiem psychologicznym. Tylko nie udało jej się przekonać mnie do formy i do naprawdę antypatycznych bohaterów.

Najbardziej przeraził mnie motyw przejmowania tożsamości, upodabniania się do swojej przyjaciółki, dążenia do stanu, w którym zaczyna się żyć cudzym życiem. Skomplikowana relacja dziewczyn sprawia, że jedna z nich zaczyna się czuć nieswojo, a druga nie jest w stanie zaakceptować tej sytuacji. I tu w grę też wchodzi wielkie rozczarowanie - Jule pierwszy raz w życiu obdarza kogoś uczuciem. Robi to źle, nieumiejętnie, zbyt agresywnie, ale w tym całym swoim zakłamanym życiu - w tym wydaje się uczciwa. I to jest jedyny moment w całej książce, w którym żal mi głównej bohaterki. Ten moment, kiedy uświadamia sobie, że może nawet kocha swoją przyjaciółkę, ale w jakiś taki niewłaściwy sposób. 

Tak naprawdę do połowy akcja toczy się dość leniwie (czyli końcówka tej historii jest mało porywająca), a później robi się ciekawiej i nawet momentami powieść trzyma w napięciu. Dla mnie to trochę za mało, żeby uznać książkę za fantastyczny bestseller, który warto polecić każdemu, ale wystarczająco, żeby uznać to za miło spędzony czas przy dość specyficznej powieści.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


poniedziałek, 26 lutego 2018

"Okrutna pieśń" Victoria Schwab

Tytuł: Okrutna pieśń
Autor: Victoria Schwab
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 432 

Wstyd się przyznać, ale znowu wybrałam książkę po okładce. Śliczna, intrygująca i ujmująca prostotą przyciągnęła mój wzrok i od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Tym bardziej że opis powieści też wydał mi się interesujący. I do czego mnie to doprowadziło?

Zdecydowanie muszę rzec, że książka mnie zaskoczyła. Przede wszystkim myślałam, że będzie ona skierowana wyłącznie do młodszych odbiorców, a tak nie jest. Spokojnie może przeczytać ją każdy i jeśli tylko dobrze czuje się w gatunku urban fantasy, to bez wątpienia odnajdzie się w lekturze i dostarczy mu ona dużo emocji. 

Na uwagę zasługuje dwójka głównych bohaterów. Kate Harker to pewna siebie, przebojowa dziewczyna, która chce być blisko ojca. Chce zwrócić na siebie jego uwagę i sprawić, żeby był z niej dumny. Niestety nie jest to takie proste, bo od śmierci matki odsyłana jest regularnie do różnych szkół. I za każdym razem robi wszystko, żeby się z nich wydostać i wrócić do domu. Swój cel osiąga podpaleniem kaplicy w Akademii Świętej Agnieszki. Dopiero tym występkiem przekonuje ojca, że jej miejsce jest obok niego, a jej cel, to pomaganie mu. We wszystkim. W kolejnej ze szkół natyka się na Fredericka Gallaghera. Szybko odkrywa, że coś jest z nim nie w porządku. Szuka go na liście chronionych mieszkańców, ale to na nic. Długo zastanawia się, jaką tajemnicę kryje ten uczeń. I dlaczego zamiast ją drażnić, jak praktycznie cała szkoła, wzbudza w niej pozytywne uczucia. 

Dzieli ich wszystko. Ona jest córką potężnego Calluma Harkera, który włada Miastem Północnym. On jest synem Henry'ego Flynna, który zajmuje się Miastem Południowym. Już samo to sprawia, że w teorii są największymi wrogami. Dodatkowo Frederick to tylko imię, które chłopak przyjmuje na potrzeby szkoły. Tak naprawdę nazywa się August i jest... potworem. 

"Nocą polowali na potwory, lecz w ciągu dnia starali się nie dopuścić do stworzenia nowych. A to dokonywało się przez zbrodnie. One były przyczyną, zaś Corsaje, Malchajowie i Sunajowie - rezultatem".

Corsaje i Malchajowie są potworami Harkera. Zajmują ziemię na jego warunkach, a on chroni ludzi, żeby nie padli ich ofiarą. Sunajowie to podopieczni Flynna. Jest ich tylko troje - Leo, Ilsa i August.  Żywią się duszą tych, którzy dopuścili się największych zbrodni. Ich bronią jest muzyka - Leo swoją śmiertelną pieśń potrafi wygrać na każdym przedmiocie, Ilsa pokonuje przeciwnika śpiewem, a August wygrywa pieśń na skrzypcach. Okoliczności ich powstania są tajemnicze i wiążą się z wielkimi tragediami. Rodzina postanawia wysłać Augusta do szkoły, żeby miał oko na małą Harkerównę. Chcą, żeby była kartą przetargową, kiedy przymierze między Północą a Południem upadnie. 

Kiedy Kate odkrywa, że Frederick to tak naprawdę Sunaj - jeden z synów Flynna, postanawia doprowadzić go do ojca. I w ten sposób zyskać sobie jego szacunek. Jednak wszystko komplikuje nagły atak potworów. August, zamiast paść ofiarą Kate, ratuje jej życie. Kate, zamiast dostarczyć ojcu potwora, musi uciekać i walczyć o życie. I to razem ze swoim wybawicielem. Niby wrogowie, a jednak muszą podjąć decyzję, czy łączyć siły i próbować przetrwać, czy spełniać swoją powinność i wykazać się lojalnością względem ojca. 

"Corsaj, Corsaj, zęby, szpony,
Potnie, pożre na surowo.
Malchaj, Malchaj, blady, chudy,
Wyssie krew, aż będziesz suchy.
Sunaj, Sunaj, czarnooki,
Pieśń zanuci, porwie duszę".

Książka zachwyca nie tylko świetnie wykreowanymi postaciami, ale też wartką, przemyślaną akcją. Naprawdę trzyma w napięciu i sprawia, że nie można oderwać się od czytania. Świat przedstawiony w utworze jest mroczny, tajemniczy. Z jednej strony mamy normalną szkołę pełną uczniów, z drugiej potwory, które zagrażają światu. Nikt nie spodziewa się, że do braci uczniowskiej dołączy Sunaj. Nikt nie spodziewa się, że może to być potwór, który dąży do pokoju i nie chce zerwania przymierza. Taki idealista, który źle się czuję w swojej skórze i chciałby być bardziej ludzki. Zaskakuje on Kate, która w wielu miejscach nie zgadza się z jego światopoglądem. Sama Kate - z jednej strony waleczna i pewna siebie dziewczyna, ale nie do końca potrafi odnaleźć się w sytuacji, w której to nie ona odgrywa główną rolę, tylko jej wróg - Sunaj. Poza tym zaczyna przypominać sobie wydarzenia z przeszłości,  które uświadamiają jej, że nie każdemu może ufać i nawet najbliżsi mogą okazać się bardzo niebezpieczni. 

Autorka stopniowo wprowadza nas w świat Miasta Prawdy, pokazuje, jak rozkładają się siły między Północą a Południem i jakie metody walki ze złem preferują ich przywódcy. Nie da się polubić ojca Kate, który swoją bezwzględnością i brutalnością wzbudza negatywne odczucia. Za to rodzina Flynnów, chociaż złożona w większości z potworów jest przesympatyczna. Może z jednym małym wyjątkiem. Ciepli, serdeczni wobec siebie i dobrzy - czy tak powinna wyglądać relacja ludzi z potworami? Czy potwór brat może kochać potwora siostrę i martwić się o jej los? 

W powieści zachwyca styl - lekkie pióro, świetnie skonstruowany świat przedstawiony i ciekawie, konsekwentnie kreowane postaci. Akcja urywa się nagle, pozostawiając niedosyt. Mam nadzieję, że pojawi się kontynuacja, bo tej powieści zdecydowanie się takowa należy. Bardzo wysoko oceniam i zachęcam do przeczytania każdego, kto nie gardzi młodzieżówkami - zwłaszcza w gatunku urban fantasy. 



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

środa, 13 grudnia 2017

"Żniwiarz. Czerwone słońce"

Tytuł: Żniwiarz. Czerwone słońce.
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 432

Znowu to samo. Niby nie ocenia się książki po okładce, ale "Żniwiarz. Czerwone słońce" Pauliny Hendel jest tak samo pięknie wydany, jak i pierwszy tom powieści. Na regale wygląda cudownie.





Nie spodziewałam się, że druga część spodoba mi się bardziej niż pierwsza ("Żniwiarz. Pusta noc"). Po roku od swojej śmierci powraca Magda. Okazuje się, że bycie żniwiarzem w jej wypadku jest jakby dziedziczne. Nie bardzo potrafi poradzić sobie z emocjami, bo z jednej strony wie, że wróciła, a z drugiej przybrała zarówno ciało, jak i myśli, emocje, lęki Oliwii, która pod każdym względem była inna. I ten powrót jest trudny nie tylko dla Magdy, ale też dla rodziców, wujka Feliksa i Mateusza, który przez rok ukrywał się, próbując pogodzić się z tym, że został wykorzystany przez Pierwszego. I, że przez niego zginęli dziadkowie i Magda.

W powieści pojawiają się nowi bohaterowie - Janina, siostra Jadwigi, która w towarzystwie swoich wnuków, próbuje odzyskać rodzinny spadek. A także Kinga, która zakochała się w Mateuszu i nie może pogodzić się z tym, że chce on zerwać z nią wszelki kontakt i powrócić do Wiatrołomu. Wiąże z nim pewne matrymonialne nadzieje, więc nie rozumie, o co może mu chodzić. 

Dzięki nieprzemyślanym poczynaniom Pierwszego, który postanowił zabijać żniwiarzy, nawi powracają i stają się coraz trudniejsi do pokonania. Zaczynają zachowywać się niekonwencjonalnie, zaostrzają swoją aktywność i przysparzają tym Feliksowi i Magdzie dużo trudności. Poza rozprawianiem się z wieszczymi czy bezkostami próbują oni odnaleźć Gerarda - jedynego żniwiarza, którego obawia się Pierwszy. Poza tym czekają na powrót tego, który zabił dziewczynę i uczynił horror z życia Mateusza - nie wierzą, że znikł bezpowrotnie. Zwłaszcza że dzieje się coraz gorzej i katastrofa wisi w powietrzu.

Książka trzyma w napięciu. Naprawdę. Dalsza część losów mieszkańców Wiatrołomu jest przemyślana i konsekwentna. Pojawiają się nowe tajemnice, ale część tych z poprzedniego tomu zostaje rozwiązana. Autorka świetnie przygotowała powieść merytorycznie, a lekkie pióro i wyobraźnia dopełniły dzieła i w ten sposób otrzymujemy naprawdę dobrą lekturę - taką, od której nie można się oderwać i która sprawia, że chciałoby się już przeczytać kolejny tom.

Nowa Magda, a właściwie stara Magda w nowej skórze, nie wzbudza aż takiej sympatii, ale czytelnikowi szybko robi się szkoda dziewczyny. Poza tym, że teraz oficjalnie musi walczyć z nawimi, to jeszcze musi zmierzyć się ze swoim nowym wcieleniem. A to nie jest proste! Nie potrafi uporządkować swoich uczuć względem Mateusza, którego z jednej strony nienawidzi, a z drugiej chciałaby mieć obok. To rozdarcie wewnętrzne, a także niepowodzenia przy polowaniach komplikują jej relację z wujkiem, który cieszy się, że jego ulubienica wróciła, ale od powrotu drażni go jak nigdy dotąd. Rodzice Magdy akceptują nowy stan rzeczy i są szczęśliwi, że odzyskali swoją córkę. Za to ona nie potrafi obdarzyć ich takim uczuciem, jak przed śmiercią.

"Żniwiarz. Czerwone słońce" jest niewątpliwie przyjemną lekturą, której akcja rozkręca się z każdym rozdziałem. W czytelniku wywołuje cały wachlarz emocji - uśmiech, napięcie, smutek, stres, wstręt i lęk. Nieodpowiednia dla małych dzieci, bo niektóre opisy bywają obrzydliwe - zresztą zawód żniwiarza polega głównie na zabijaniu - i nie jest ważne, że nie ludzi, skoro i tacy upodabniający się do ludzi bywają. Myślę jednak, że spodoba się nastolatkom i dorosłym - oczywiście pod warunkiem, że nie przeszkadzają im wątki pełne magii i nadprzyrodzonych istot.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



wtorek, 7 listopada 2017

"Żniwiarz. Pusta noc" Paulina Hendel

Tytuł: Żniwiarz. Pusta noc.
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 432

Staram się nie oceniać książki po okładce, ale od tej pozycji trudno oderwać wzrok. Intrygująca, tajemnicza twarz na granatowym tle, a pod spodem rekomendacja Mai Lidii Kosakowskiej to wystarczający powód, żeby sięgnąć po książkę. Tym bardziej że i jej opis jest zachęcający - dużo magii i odwołań do wierzeń słowiańskich. Brzmi nieźle!

Główna postać to Magda - dwudziestolatka, która pracuje w księgarni swojej mamy. Na pozór zwyczajna dziewczyna, jednak po bliższym poznaniu okazuje się, że czuje i widzi więcej niż przeciętny człowiek. Przyjaźni się ze swoim wujkiem Feliksem, który jest żniwiarzem. Niewdzięczna funkcja, która polega na rozprawianiu się z martwcami. Najbardziej łączy ich to, że widzą te wszystkie stwory wywodzące się z mitologii słowiańskiej i wiedzą, jak sobie z nimi radzić. Tym samym niebezpieczne spotkanie z bezkostem czy upiorem jest dla nich jedynie kolejnym zadaniem do wykonania. W zasadzie są to zadania Feliksa, bo Magda działa raczej w tajemnicy, wbrew woli wujka, wbrew woli rodziców i ogólnie sprzecznie z wszelkimi zasadami bezpieczeństwa. Taka natura.

Żniwiarz to taki dość dziwny człowiek-nieczłowiek, którego można zabić, a jednak powraca w innym ciele. Tym samym wujek występował już w kilku wersjach, a żyje tak długo, że przeżył śmierć wielu osób w rodzinie. Nie jest jedyny w swoim fachu - poznajemy też Antoniego czy Nadię. Nie kontaktują się oni ze sobą na co dzień, ale potrafią się odszukać w momentach ku temu odpowiednich.

Z ciekawszych postaci w książce mamy też do czynienia z Pierwszym. Pierwszy to taki żniwiarz, który jak sama nazwa wskazuje, był pierwszy - w związku z tym jest najstarszy, najbardziej doświadczony, a przez to najtrudniejszy do pokonania. I co najważniejsze, wyróżnia go to, że w przeciwieństwie do pozostałych, potrafi opętać żywego człowieka. Pozostali żniwiarze wstępują w ciała jedynie tych osób, które zmarły. Pierwszy odgrywa kluczową rolę w powieści, ale nie trzeba go lubić. Czytelnika może zdziwić, kim tak naprawdę jest, chociaż ja niestety przeczuwałam to zbyt szybko. I w tym miejscu zabrakło mi elementu zaskoczenia.

Cała akcja rozgrywa się w realnym świecie, w niewielkiej wsi, która nie wyróżnia się niczym szczególnym. Magda, jej rodzice, sąsiedzi i znajomi, to zwykli ludzie, którzy prowadzą nudne życie. No dobrze, Magda nie prowadzi nudnego życia, bo zamiast relaksować się wieczorami, biega za bezkostem. Poznaje za to wspaniałego chłopca, który z dnia na dzień staje się jej bliższy. Na początku boi się, że nowy kolega uzna ją za wariatkę, bo jest świadkiem jej walki z dziwnym, nadprzyrodzonym stworzeniem. Jednak nic takiego się nie dzieje - owszem, Mateusz jest zdezorientowany, ale stara się rozumieć i poznawać świat swojej nowej, bratniej duszy. Zwłaszcza że jest po ciężkich przejściach i bliska osoba jest mu do życia bardzo potrzebna.

Nie jest to książka, w której akcja płynie leniwie, a wszystkie wydarzenia są logiczne i normalne. Autorka pokazuje nam życie Magdy i Feliksa, to, jak wypełniają misję, a jednocześnie przygotowuje czytelnika na coś, co musi się wydarzyć i zburzyć spokój. Tak naprawdę dreszczyk niepewności z połowy powieści pod koniec zmienia się w lęk i szybsze kołatanie serca. A zakończenie? Wprawnego, przewidującego czytelnika aż tak nie zaskakuje. No może jednak trochę. Za to na pewno jest godnym zwieńczeniem całej lektury.

Książka skierowana jest bardziej do starszych dzieci i do młodzieży. Na pewno też do tych, którzy odnajdują się w powieściach pełnych magii i czarów. Dla mnie była niezwykle przyjemnym eksperymentem i cieszę się, że na półce czeka na mnie drugi tom.





Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


piątek, 13 stycznia 2017

"Kasacja" Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz to autor legenda. Pojawił się i zawładnął sercami i duszami czytelników. Pisze dużo i podobno świetnie. Blogosfera rozpływa się w zachwytach, na forach i fanpage'ach pojawia się niewiele krytycznych opinii. Jednym słowem - przebojowy, zdolny i skazany na sukces.

Wcześniej nie miałam do czynienia z tym autorem, ale Gwiazdka w tym roku postanowiła sprowadzić moją osobę na właściwe tory i pod choinką znalazłam "Kasację". Pomyślałam - czemu właściwie nie? Przecież twórczość każdego autora trzeba sprawdzić na własnej skórze.

Główna bohaterka powieści - Joanna Chyłka dostała pod swoją pieczę aplikanta Kordiana Oryńskiego, którego już na początku przezwała Zordon. Dostali wyjątkowo skomplikowaną sprawę - podwójne morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Dramatyzmu dodał fakt, że potencjalny oprawca spędził ze swoimi ofiarami 10 dni w zamkniętym mieszkaniu. W momencie odkrycia zbrodni - ciała były w stanie częściowego rozkładu, natomiast podejrzany zachowywał się niewiarygodnie spokojnie. Przez cały proces odmawiał współpracy i nie wykazywał zainteresowania ewentualną obroną i oczyszczeniem z zarzutów.

Sprawa morderstwa od początku była dość mroczna i zawiła. Dodatkowo zarówna Chyłka, jak i Zordon, zostali w trakcie trwania śledztwa poszkodowani. Starali się dotrzeć jak najdalej, ale nie każdy ich krok wychodził im na dobre. Całą sytuację utrudniała zażyłość, która narodziła się pomiędzy aplikantem a jego opiekunką. Jeszcze nie uczucie, ale już ogromne przywiązanie sprawiły, że w obronie drugiej osoby zaczęli popełniać głupie błędy, które mogły przynieść opłakane skutki.

Nie jest to książka, którą czytałam z zapartym tchem od początku do końca. Bardzo długo wczuwałam się w akcję, miałam wrażenie, że przez pierwsze 150 stron nic się nie dzieje, tak naprawdę akcja zaczęła rozkręcać się późno, kiedy już byłam troszkę zniechęcona. Na szczęście im dalej w las tym lepiej, od połowy już było całkiem nieźle, a końcówka mnie pozytywnie zaskoczyła. Bezgranicznie zachwycona nie jestem, ale też nie uważam, że to była kiepska powieść. Niezła, chociaż zbyt rozwlekła. Na szczęście autor pisze naprawdę dobrze, styl ma przystępny, a książkę czyta się szybko i sprawnie.

Nie do końca jeszcze rozumiem fenomen Chyłki, bo to jednostka, którą większość uwielbia od pierwszego wejrzenia. Dla mnie nie wyróżnia się aż tak wśród innych bohaterów, ale muszę przyznać, że jej postać jest całkiem nieźle napisana. Niby ostra i wredna, niby z lekceważącym sposobem bycia, ale też z sercem na właściwym miejscu, co sprawia, że jest niezłą prawniczką, ambitnym pracownikiem, ale też dobrą przyjaciółką.

Zordon natomiast to taki chłopiec, który próbuje odnaleźć się w wielkim świecie, ale jeszcze nie do końca rozumie, jak działa ta cała prawnicza maszyna. I z jednej strony stara się zaimponować, a z drugiej strony zachowuje się jak nieopierzony kurczak. Wzbudza jednak w czytelniku ogromną sympatię i imponuje swoim przywiązaniem do Chyłki.

To dobra książka, którą warto w wolnej chwili przeczytać. Zbyt długi wstęp i zbyt wolne rozkręcanie akcji mogą co prawda mocno zniechęcić, ale finalnie opłaca się dobrnąć do końca, bo końcówka zaskakuje i nastawia pozytywnie do książki. Jeszcze nie pokochałam bezgranicznie autora, ale już zyskał moją sympatię na tyle, że kiedyś sięgnę po kolejną część.