niedziela, 24 czerwca 2018

"Zło czai się na szczycie" Marta Matyszczak

Tytuł: Zło czai się na szczycie
Autor: Marta Matyszczak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 304

Gucio powrócił! Radość to wielka, tym większa, że najnowsza książka Marty Matyszczak już za mną. Zawsze chętnie powracam do Solańskiego, jego wiernego psa i Róży, którzy śledzą, węszą i szukają z zapałem winnych. Przynajmniej do czasu, kiedy zostają wplątani w jakąś dziwną historię, w niespodziewany zwrot akcji albo po prostu nawalają i to z kretesem.

Tym razem akcja rozgrywa się w Zdrojowicach. Solański  z Guciem udają się na wesele Potomek-Chojarskiej. Już na wstępie dochodzi do nieporozumienia, kiedy Róża myśli, że panem młodym jest Szymon. Niewielkim pocieszeniem jest, że jednak nie, skoro i tak nie przyjeżdża sam, tylko z jakąś kobietą. Sama niby zazdrosna, a wtulona w swojego nowego chłopaka, którego poznała na chorzowskiej poczcie. W trakcie wesela Solański wybiera się na spacer i dokonuje piorunującego odkrycia. Ktoś utopił człowieka w betonie. Znad wylewki wystaje tylko but...

Zdrojowice nie są ulubionym miejscem wypoczynku dla Szymona. To tu zginęła jego ciężarna żona Joanna. Postanawia zerwać z  przeszłością, kupuje działkę w okolicy i buduje na niej dom. Odkrycie podczas wesela wzbudza szereg emocji u każdego. Solański zostaje zaangażowany w śledztwo, Róża wcale nie myśli opuszczać  miejsce zbrodni. Z jednej strony nie wyobraża sobie współpracować z Szymonem, z drugiej odzywa się w niej dziennikarska natura i pragnie przeprowadzić swoje prywatne dochodzenie. Poza tym malowniczy krajobraz sprzyja budowaniu relacji z nowym partnerem. Same plusy takiego urlopu!

Szymon przypomina sobie wydarzenia sprzed kilku lat, kiedy pozostawił Joasię w wynajętym pokoju, a sam udał się na zakupy, żeby spełnić jej zachcianki. Tyle lat wydawało mu się, że to on jest odpowiedzialny za ten pożar, ale okazuje się, że nie do końca. Nowe morderstwo w jakiś dziwny sposób powiązane jest z wydarzeniami z tamtego okresu.

Najbardziej zastanawia ta skomplikowana przyjaźń Szymona i Róży. Każde z nich układa sobie życie z kimś innym, a zarazem oboje mają co do tego wątpliwości.  A może nie tyle wątpliwości, ile niewyjaśniony żal, że im nie wyszło, że nie spróbowali... nie wiem. Jednak nie jestem przekonana, czy w wątku ich wzajemnej relacji zostało powiedziane już wszystko. 

Gucio jest  niezmiennie rozczulający i niezmiennie cudowny. Gdybym ja miał tu zostać na stałe, też skorzystałbym z pierwszej lepszej okazji, by dać dyla. Zanotowałem sobie na marginesie mojej rozgrzanej od przepracowania mózgownicy, żeby poważnie porozmawiać z Solańskm na temat tego fatalnego pomysłu z osiedleniem się na zadupiu. W ostateczności będę mu codziennie obgryzał listwy przypodłogowe w nowo wybudowanym domu i podlewał kwiatki doniczkowe tam, gdzie ich nie ma. Powinien wtedy zrozumieć przesłanie. Taki niecny plan, prawda?

Powieść Zło czai się na szczycie Marty Matyszczak charakteryzuje lekkie pióro i dużo dobrego, błyskotliwego  humoru. Niesamowicie relaksująca lektura, niesamowicie wciągające przygody lubianych bohaterów. Akcja książki jest spójna, widać, że przemyślana, wiele wątków (a także wydarzeń z przeszłości) łączy się ze sobą, przeplata. Nie można się nudzić. Dodatkowo Szymon i Róża są pisani konsekwentnie, zarówno jeśli idzie o charakter, jak i wzajemne relacje. Niekończące się dogryzanie sobie, bycie niemiłym, a zarazem to stanie za sobą, wspieranie się w każdej sytuacji. Niesamowita przyjaźń, chociaż aktualnie dość burzliwa, no i niekończąca się zabawa w kotka i w myszkę.



Polecam! Jak każdą poprzednią część i czekam na kontynuację, bo zakończenie sugeruje, że takowa jest w planach! 




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu, a Autorce dziękuję za wspaniałą dedykację i umieszczenie mojej skromnej osoby w Podziękowaniach.


niedziela, 17 czerwca 2018

"Sekret, którego nie zdradzę" Tess Gerritsen

Tytuł: Sekret, którego nie zdradzę
Autor: Tess Gerritsen
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384

Jak ja tęskniłam za Maurą i Jane! Zaliczyłam właśnie bardzo miły powrót do historii, która towarzyszy mi od 6 lat! Pamiętam ten moment, kiedy wypożyczyłam pierwszy tom serii i wpadłam totalnie, nie oderwałam się ani jeden raz i nagle okazało się, że "Chirurg" już za mną. Dalej poszło lawinowo, a moją sympatię do autorki zwieńczyło spotkanie z nią w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.

Tym razem Rizzoli i Isles mierzą się z serią zabójstw. Kobieta z wyłupionymi oczami, mężczyzna, którego ciało zostało przebite strzałami... a czy to aby na pewno koniec ofiar? Maura przeprowadza szczegółowe sekcje, a policjanci sprawdzają, czy nie było podobnych spraw wcześniej. Do śledztwa zostaje włączony ksiądz Daniel, który naprowadza na dobry trop Jane, a zarazem sprawia, że serce Maury znów bije szybciej. Cała sprawa kręci się dookoła byłego ośrodka wychowawczego Apple Tree, którego właściciele razem z synem zostali oskarżeni i skazani za molestowanie dzieci. Tylko, czy aby na pewno dopuścili się takiej zbrodni? Czy zeznania 9-11-letnich dzieci mogły być wiarygodne? Jedna z dziewczynek zaginęła bez wieści, a matka chce, żeby wróciła do domu - żywa czy martwa, byle tylko ta niepewność się skończyła. Podejrzanym o zabójstwo jest syn właścicieli Apple Tree. Upływa 20 lat i zaczyna rodzić się wiele pytań. Policjanci poszukują jednej z podopiecznych, która przebywała wtedy w ośrodku. Chcą ją chronić, bo czują, że też może paść ofiarą. Tylko czy uda się ją odnaleźć i namówić do współpracy?

Prywatne życie bohaterów wywraca się do góry nogami. Matka Rizzoli postanawia wziąć swoje życie w swoje ręce i odejść od ojca. Maura spotyka się służbowo z Danielem i to spotkanie wywołuje u obojga szereg silnych emocji i przywołuje wiele wspomnień. Tylko u Jane spokój i stagnacja - niezmiennie kochający mąż i cudowna córka Regina. Brzmi, jakby wiało nudą, ale to tylko złudzenie.

Tess Gerritsen przyzwyczaiła mnie do świetnych i trzymających w napięciu książek. Przy każdej pozycji wysoko stawiam poprzeczkę i tym razem ani treść, ani sposób budowania akcji, ani kreacja głównych bohaterów mnie nie zawiodły.

W zasadzie najbardziej tajemniczą osobą jest Holly - dziewczyna, której szuka policja, która ma swojego prześladowcę, a co najważniejsze skrywa jakiś sekret. Jest jedyną osobą, która pojawia się na pogrzebach obu ofiar. Jest sprytna i potrafi manipulować otoczeniem, a zarazem przyciąga innych swoim sposobem bycia. Jane przygląda się jej bacznie, bo widzi, że z tą dziewczyną jest coś nie tak.

Postacią tragiczną jest syn właścicieli Apple Tree. Wychodzi z więzienia i wciąż jak echo powracają do niego wydarzenia sprzed lat. Kolejne morderstwa, kolejne oskarżenia, a przecież on nie przyznaje się do czynu, za który został skazany. Po stracie rodziców i kawałka swojego życia wciąż nie może czuć się spokojny i bezpieczny. Jego obecna sytuacja jest skomplikowana, a przeszłość niewyjaśniona.

Cieszę się, że Tess wciąż pisze i, że trzyma świetny poziom swoich powieści. Z niecierpliwością czekam na kolejną część serii, a także na rozwój wydarzeń - zwłaszcza prywatnych. Nie ukrywam, że od początku kibicuję związkowi Maury i Daniela, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że ta trudna i zakazana miłość nie ma szans na spełnienie. Mam też nadzieję, że autorka nie szykuje nic złego dla Jane i jej mężą, bo to moje ulubione małżeństwo, którego losy śledzę z nieskrywaną przyjemnością.

Powieść oczywiście gorąco polecam!


poniedziałek, 21 maja 2018

ŚBK: Moje ulubione ekranizacje

W zasadzie nie jestem jakąś wielką fanką kina. Zarówno ulubionych filmów, jak i ekranizacji jako takich mam naprawdę niewiele. Garstkę. Garsteczkę. 

Pierwsze i najważniejsze miejsce zajmuje Przeminęło z wiatrem. Oglądam od dziecka, praktycznie każdą emisję w TV. Oczywiście DVD też stoi na półce, bo jakże mogłoby być inaczej? Dlaczego ten film? Scarlett to dla mnie jedna z najważniejszych postaci żeńskich literatury/filmu. Nigdy nie mogłam zrozumieć niechęci, jaką pałają do niej inni! Poza tym bezgranicznie uwielbiam Rhetta, jest to moja wielka, platoniczna miłość. A scena na moście, to dla mnie mistrzostwo świata. 


Scarlett O'Hara: Rhett, proszę, zostań! Nie możesz mnie tak zostawić. Nie wybaczę ci!
Rhett Butler: Nie proszę o to. Sam nigdy sobie nie wybaczę. Jeśli dosięgnie mnie jakaś kula, będę się gorzko śmiał. Wiem jedno, Scarlett, kocham cię. Choć świat się rozpada, a my razem z nim, kocham cię. Jesteśmy podobni. Czarne charaktery. Samolubni i okrutni, ale za to mamy odwagę nazywać rzeczy po imieniu.
Scarlett O'Hara: Nie trzymaj mnie tak!
Rhett Butler: Spójrz na mnie. Żadnej nie kochałem jak ciebie. I na ciebie czekałem najdłużej.
Scarlett O'Hara: Zostaw mnie!
Rhett Butler: Kocha cię żołnierz Konfederacji. Chce, byś go objęła. Chce zachować wspomnienie pocałunku. Zapomnij o miłości. Wystarczy, że pójdę na śmierć z pięknym wspomnieniem. Scarlett, pocałuj mnie. Pocałuj. Ten jeden raz. 
(źródło: wikicytaty) 

Uwielbiam też Harrego Pottera. Oj może już nie ten wiek, ale sympatia pozostała. I nie mogę doczekać się momentu, w którym poczytam książki, a następnie obejrzę ekranizacje z moimi dziećmi.

Ogromną słabość mam do filmu Duma i uprzedzenie z 1995. Ach ten Pan Darcy! Genialna rola Colina Firtha. I ogólnie książki oparte na powieściach Jane Austen są mi tak bardzo bliskie - Emma z Gwyneth Paltrow i Rozważna i romantyczna z Kate Winslet, Hugh Grantem i Alanem Rickmanem. To są takie filmy, które oglądam w trudnych chwilach. Wnoszą tyle ciepła, tyle spokoju, że tylko usiąść z kubkiem kawy i relaksować się niezwykłymi historiami.

Jest jeszcze jeden film, do którego raczej nie wrócę, ale który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci i myślę, że spokojnie mogę go zakwalifikować do ulubionych. Świetna rola Meryl Streep! Tak, mowa tutaj o Wyborze Zofii. Jest to wyśmienita produkcja, którą obejrzałam kilka lat temu. I oglądało się ją tak dobrze! Przynajmniej do momentu tytułowego wyboru - wtedy poleciał wodospad łez, a nie zdarza mi się to często. Co gorsze potem dopadłam książkę. I... zapomniałam o tym jakże strasznym momencie. Czytam w najlepsze i nagle co? Potop. Nigdy więcej, ale polecam dosłownie każdemu, warto!

O ulubionych ekranizacjach innych Śląskich Blogerów Książkowych można poczytać tu: klik



czwartek, 17 maja 2018

"To nie może być prawda" Hanna Dikta

Tytuł: To nie może być prawda
Autor: Hanna Dikta
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 270

Lubię książki, których akcja rozgrywa się na Śląsku. Chociaż sama nie jestem rodowitą Ślązaczką, to jednak długo tu mieszkam i niektóre rejony są mi bliskie. Lubię czytać o miejscach, które są mi znane. I właśnie akcja powieści "To nie może być prawda" rozgrywa się w pobliżu, dlatego z chęcią sięgnęłam po tę pozycję.

Główna bohaterka Małgosia ma pozornie poukładane życie. Cudowny i kochający mąż, praca, która sprawia prawdziwą satysfakcję - tylko dziecka brak w tym zestawieniu. Wiele lat starań i ciągle ten sam, negatywny wynik na teście. Dziewczyna przechodzi więc emocjonalną huśtawkę - raz wydaje się pogodzona z sytuacją, za chwilę rozpaczliwie oczekuje na wiadomość, że zostanie mamą. Mąż stara się trzymać ją w ryzach i zachowywać zdrowy rozsądek w tej całej sytuacji. Tłumaczy, zapewnia o swoim uczuciu. Ideał!

Małgosia dowiaduje się, że profesor, z którym miała zajęcia na studiach, jest umierający. Ta wiadomość wzbudza w niej wiele emocji, bo oprócz tego, że to były wykładowca, to także jej były kochanek. Postanawia z grupką przyjaciół go odwiedzić i wtedy dowiaduje się czegoś strasznego - czegoś, co wywraca jej uporządkowany świat do góry nogami i sprawia, że może stracić wszystko, co ma.

Główna bohaterka ma dwie przyjaciółki. Alicja pracuje z nią w szkole. Jest to samotna matka dorastającego już chłopca, związana z jednym z nauczycieli. Z jednej strony wydaje się, że jest bliską osobą, ale jak dochodzi co do czego, to Małgosia nie dzieli się z nią swoimi problemami, a trudne chwile Alicji traktuje po macoszemu. Nie widać oddania w tej relacji. Anka to przyjaciółka z dawnych lat. Lekkoduch, nadużywający alkoholu, próbujący pogodzić się z trudnym dzieciństwem, ale jest właśnie tą osobą, która wie wszystko, a nawet jak nie wie, to potrafi wydedukować. Dziewczyny rozumieją się bez słów i jest to taka przyjaźń mimo wszelkich przeciwności losu. Ania jest przy Małgosi w najtrudniejszych chwilach. Nawet wtedy, kiedy powinna być za granicą i cieszyć się odpoczynkiem, przeprowadza akcję ratunkową i sprawdza, czy z jej przyjaciółką wszystko dobrze.

Nie jest łatwo funkcjonować, kiedy nie spełnia się nasze największe marzenie. Małgosia i Marcin marzą o dziecku, a jednak nie jest im dane na razie zostać rodzicami. Lata starań, badań i pogrzebanych nadziei odciskają się na ich związku. Pięknie pokazana relacja, w której małżeństwo ma jeden cel i wspólnie radzi sobie z porażkami. Niestety nawet w tak poukładanym życiu może zdarzyć się coś złego. W tym wypadku winę za problemy ponosi Małgosia, która niefortunnie zgrzeszyła kilka lat wcześniej. Niesie to za sobą poważne konsekwencje.

Książkę czyta się jednym tchem. Jest to lekka, świetnie napisana powieść, która porusza naprawdę trudne tematy - bezpłodność, zdrada, choroba, śmierć. I chociaż wydawałoby się, że to aż nadmiar tragedii, to jednak bohaterowie starają się dostrzegać dobre strony każdej sytuacji, a także pogodzeni z losem, walczą ze swoimi demonami. "To nie może być prawda" to książka niezwykle życiowa, bohaterami są zwykli ludzie, a i problemy są powszechne. To historia, która mogłaby spotkać każdego.

Urzekło mnie zakończenie. Niedopowiedziane, teoretycznie smutne, ale z nutką optymizmu. Akcja powieści spójna i wciągająca, bohaterowie sympatyczni - czego chcieć więcej? Zdecydowanie polecam każdemu, kto lubi dobre książki obyczajowe. 

Za egzemplarz dziękuję Autorce.

wtorek, 8 maja 2018

"Wiara, Nadzieja, Miłość" Monika Jagodzińska

Tytuł: Wiara, Nadzieja, Miłość
Autor: Monika Jagodzińska
Wydawnictwo: Psychoskok
Liczba stron: 118

Przeczytałam książkę, zastanowiłam się nad jej treścią, a następnie spojrzałam na okładkę i okazało się, że Monika Jagodzińska to bardzo młoda osoba. Kiedy przeszukałam internet, odkryłam, że to nie jest pierwsza jej książka. I w zasadzie mocno mnie to zdumiało, bo chociaż książka opowiada o młodzieży i jest skierowana do młodzieży, to jest też niezwykle dojrzała, nieźle skonstruowana i na swój sposób niezwykła. 

Diana to ciepła i wrażliwa dziewczyna, która ma problemy z akceptacją w szkole. Walczy z otyłością, a koledzy i koleżanki wyśmiewają się z tego, jak wygląda, nie potrafią polubić jej taką, jaka jest. Poza jedyną przyjaciółką nie ma nikogo, kto darzyłby ją sympatią. Dziwi się, że nowy uczeń zwraca na nią uwagę. Tym bardziej że zaprasza ją na spotkanie. W pierwszej chwili wydaje się, że może się z tego rozwinąć fajna znajomość, ale niestety kończy się jak zwykle, czyli Diana staje się obiektem drwin. Jednak tym razem postanawia zawalczyć o siebie i zmienić swoje życie. Chce jeść zdrowiej, ćwiczyć i poczuć się lepiej. Tak bardzo pragnie zmian, że wpada w pewnego rodzaju pułapkę i przegapia moment, w którym jej marzenie zmienia się w jednostkę chorobową. Zdrowe jedzenie zamienia w głodówkę, a do tego trenuje ponad siły. Zamiast czuć się coraz lepiej i wyglądać świetnie, zaczyna przypominać swój cień. Rodzice i przyjaciółka martwią się o nią, a ona wypiera swoją chorobę i jeszcze bardziej się pogrąża.

Kiedy w życiu Darii pojawia się choroba, nie potrafi sobie z nią poradzić. Gubi się w tym wszystkim emocjonalnie, gubi się fizycznie. Nie widzi zmian, które w niej zachodzą. I tak naprawdę, mimo że chce wyzdrowieć, to jej stan się pogarsza. Niespodziewanie spada na nią duże nieszczęście. I to jest taki przełomowy moment - zastanowienie się nad sobą, nad ulotnością chwili, nad życiem. 

Jak już wspominałam - zaskoczył mnie wiek Autorki. Zwłaszcza w konfrontacji z treścią i z trudnym problemem, który porusza w swojej książce. Zaburzenia, jakimi są anoreksja i bulimia, to temat trudny i wymagający. Autorka świetnie kreuje główną bohaterkę i pokazuje jej emocje, uczucia, a także walkę, jaką młoda dziewczyna musi prowadzić sama ze sobą każdego dnia. Świetnie się tu sprawdza narrator w pierwszej osobie - zabieg ten uwiarygodnił całą historię. Bardzo ładnie zarysowane zostały relacje z otoczeniem - zaczynając od osób, które wspierają Darię w jej chorobie, aż po jednostki, które nie są świadome, z czym nastolatka się zmaga. Nie dostrzegają problemu lub nie chcą go dostrzegać. Także początkowe prześladowanie z powodu nadwagi jest pokazane jako poważny problem, który może przytrafić się każdemu uczniowi. Książka napisana naprawdę przyzwoicie, postaci wydają się sympatyczne i ładnie wprowadzone do historii, a cała akcja przekonała mnie i zmusiła do refleksji.

Nie jest to lekka opowieść, ale czyta się ją szybko i na pewno warto polecić zwłaszcza młodym, dopiero wkraczającym w życie osobom.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.


czwartek, 3 maja 2018

"Ciotka Poldi i sycylijskie lwy" Mario Giordano

Tytuł: Ciotka Poldi i sycylijskie lwy
Autor: Mario Giordano
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 400
 
"Ciotka Poldi i sycylijskie lwy" Mario Giordano to książka, która zaintrygowała mnie zarówno okładką, jak i opisem. Detektyw w spódnicy, oryginalna postać, która pragnie zapić się na śmierć i morderstwo - brzmi nieźle, prawda?

Ciotka Poldi przenosi się na Sycylię. Znajduje tam miejsce, w którym chce spędzić resztę życia i wykańcza się pomalutku, pijąc spore ilości alkoholu. Zaczyna martwić się o Valentino - chłopaka, który jej pomaga. Znika on bez słowa, od kilku dni nikt nie ma z nim kontaktu. Ciotka rozpoczyna swoje własne śledztwo, odwiedza rodziców i osoby, z którymi miał styczność w ostatnim czasie. Nikt nic nie wie. Kiedy postanawia o poranku udać się na plażę, odnajduje zwłoki Valentino i obiecuje mu, że rozwiąże tę sprawę. Jej zaangażowanie nie podoba się policjantowi, który prowadzi dochodzenie. Wywiązuje się między nimi dziwna relacja, oparta w takim samym stopniu na wzajemnej irytacji, jak i na wzajemnej fascynacji. Śledztwo, które prowadzi Poldi, jest pełne zwrotów akcji, pojawiają się nowi podejrzani i nowe motywy. Ciotka nie próżnuje i owija sobie wokół palca każdego, od kogo chce uzyskać informację. Nie boi się spotkania z mafiozami, złodziejami i innymi przestępcami.

Ciotka Poldi jest niezwykłą istotą. Nie przejmuje się tym, co o niej myślą inni. W zasadzie marzy tylko o tym, żeby jej życie się skończyło. Dopiero sprawa Valentino angażuje ją do tego stopnia, że jej priorytety się zmieniają. Stopniowo odzyskuje radość z życia. Zresztą nie tylko dzięki sprawie kryminalnej, ale też dzięki pewnemu policjantowi. Poldi jest spostrzegawcza i szybko wiąże fakty. Nie boi się ryzyka - sama podejmuje radykalne kroki, którymi miesza w policyjnym dochodzeniu. To taka postać, której nie da się nie lubić. Przynajmniej z perspektywy czytelnika, bo w sycylijskim miasteczku wzbudza przeróżne uczucia. 

Sprawa kryminalna jest skonstruowana w sposób przemyślany. W zasadzie od początku do końca ciekawi,a dodatkowo rozgrywa się w dość malowniczych okolicznościach. Dzięki temu w książce nie ma klimatu grozy i brutalnych scen. Piękne włoskie krajobrazy, grzybobranie u stóp Etny, sycylijskie wesele i zbrodnia, która wręcz jest tutaj elementem niepasującym do sielankowego życia.

Moim zdaniem największym minusem powieści jest dość toporny styl autora (ewentualnie słabe tłumaczenie). Miejscami brnęłam przez opisy, miejscami gubiłam się w akcji. Nie jest to jedna z tych książek, które się pochłania, bo są napisane w sposób lekki i przyjemny. Fantastycznie wykreowane postaci, bardzo przyjemna akcja, jakby się jeszcze lepiej czytało, to byłabym bezgranicznie zachwycona!

A tak jestem po prostu zadowolona, że miałam okazję przeczytać tę książkę. Mam nadzieję, że doczeka się kontynuacji, bo ciotka Poldi to postać z potencjałem i warto byłoby rozwinąć jej wątek w kolejnej powieści. 


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Initium.


niedziela, 29 kwietnia 2018

"Topienie Marzanny" Magdalena Kubasiewicz

Tytuł: Topienie Marzanny
Autor: Magdalena Kubasiewicz
Wydawnictwo: Lucky
Liczba stron: 320

Nie spodziewałam się, że moje pierwsze spotkanie z prozą Magdaleny Kubasiewicz będzie tak udane. Wszystko za sprawą książki "Topienie Marzanny", która okazała się kryminałem o lekkim zabarwieniu humorystycznym. 

Tak, trochę zapachniało Chmielewską. Jednak jest to dla mnie oczywiste skojarzenie, bo jako człowiek wychowany na jej twórczości, uwielbiający i wychwalający pod niebiosa Autorkę i jej książki, nie mogłam sobie tego tak nie skojarzyć. Czy jest to minus tej powieści? Nie. Czy akcja i humor pisane są na siłę w stylu mojej osobistej mistrzyni kryminału? Nie. Czyli to skojarzenie, to tak naprawdę wielki plus i wręcz komplement dla pani Magdaleny Kubasiewicz. Przynajmniej w moich oczach! 

Marzanna Wicher wyjeżdża ze swoją przyjaciółką Majką na wieś, gdzie w gronie rodzinnym ma świętować urodziny swojej stryjecznej prababki, która ma jakąś bliżej nieokreśloną liczbę lat i naprawdę okropny charakter. Nikt jej nie lubi, ale wypada się stawić. Na dodatek to atrakcyjniejsza opcja niż spędzanie upalnych dni w bloku, więc dziewczyny jadą... i pakują się w dość dziwną historię. Solenizantka zostaje zamordowana. Wszyscy są podejrzani i nikt nie rozpacza po jej śmierci. Na dodatek pod jednym dachem przebywają osoby tak daleko spokrewnione, że niektórzy widzą się po raz pierwszy w życiu. I w ogóle nie wiadomo nawet, czy wszyscy, aby na pewno są rodziną. Policja ma utrudnione zadanie, ponieważ potencjalni podejrzani zachowują się dziwnie i nieadekwatnie do sytuacji. Dodatkową atrakcję stanowi włamanie, wyłączenie korków w nocy, niekonwencjonalne poczynania dziewczyn i mała Dosia, która swoim temperamentem wykańcza wszystkich dookoła. 

Ciotka zostawia testament, który jest dość kontrowersyjny. Policja przeprowadza śledztwo, Marzanna irytuje mundurowego, a postronne osoby gubią się w sytuacji, bo jak tu się nie gubić jak Marzanna Wicher występuje aż w 3 egzemplarzach! Sytuacja komplikuje się, kiedy w zasięgu wzroku pojawiają się nowe zwłoki... 

Już dawno nie czytałam tak lekkiej i przyjemnej powieści, pełnej zbrodni, tajemnic, ale też doskonałego humoru. Autorka pisze świetnie stylowo, odpowiednio buduje napięcie i kreuje wyraziste postaci. Najmłodsza Marzanna to zwykła nastolatka, która dwukrotnie znajduje się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Niby podejrzana, a jednak z alibi. Występuje jako jednostka, która trwa w skomplikowanej relacji ze swoją przyjaciółką i jej byłym-przyszłym chłopakiem. Nie stąpa mocno po ziemi, ale dodaje całej historii kolorytu. Bardzo sympatyczna postać, którą trudno nie polubić od pierwszej strony.  Marzanna średnia przejmuje rolę głowy rodziny i stara się wybrnąć z zaistniałej sytuacji. Zarządza kuchnią, zakupami i próbuje ujarzmić swoje niesforne dziecię. Marzanna najstarsza, seniorka roku jest naprawdę nielubianą osobą. Tak naprawdę po jej śmierci nikomu nie jest nawet trochę przykro - wręcz przeciwnie, rodzina robi zakłady o to, kto zabił tak niesympatyczną kobietę. 

Co się rzuca w oczy? Każdy ma swoje dziwactwa i  tajemnice. Podobnie jak każdy mógł mieć motyw i możliwość zabójstwa. Na jaw wychodzi też dziwna sprawa dotycząca obrazów. Czyżby stryjeczna prababcia miała jakieś mroczne sekrety i nielegalne źródło dochodów? Nie ulega wątpliwości, że była bogata. Jednak miała na swoim koncie też tylu mężów, że równie prawdopodobne jest, że majątek odziedziczyła w spadku, jak i, że dorobiła się w wyniku nieuczciwych biznesów.

Rozwiązanie całej zagadki kryminalnej schodzi na dalszy plan. Nie jest może idealne, gdzieś tam minęło się z moimi oczekiwaniami, ale to zupełnie nie ma znaczenia. Cała powieść jest naprawdę dobrą i godną polecenia pozycją.






Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Lucky.




poniedziałek, 23 kwietnia 2018

"Doktor kolor" Marek Borowiński

Tytuł: Doktor kolor
Autor: Marek Borowiński
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 256

Kolory odgrywają bardzo ważną rolę w życiu człowieka - większą niż możemy sobie wyobrazić. Każdy z nas mniej lub bardziej świadomie wybiera te kolory, z którymi czuje się najlepiej, które mu się dobrze kojarzą i które pasują do jego charakteru. Z kolei unika tych, które go drażnią i powodują uczucie dyskomfortu.

Poszczególne barwy oddziałują na nasz system nerwowy i emocjonalny. Pobudzają lub wyciszają, ułatwiają skupienie i wspomagają myślenie. Trzy podstawowe kolory to żółty, czerwony i niebieski. Każdy z nich wyzwala w człowieku inne emocje. Żółty prowokuje czynności takie jak czytanie, pisanie, mówienie, myślenie analityczne. Czerwony powoduje przyspieszone bicie serca, podnosi ciśnienie, a nawet sprawia, że wzrasta temperatura naszego ciała. Niebieski jest kolorem chłodnym, ułatwia zasypianie, wycisza. Może także obniżyć gorączkę!

Mózg lubi kolory, które przechodzą harmonijnie w następującej kolejności: żółty, pomarańczowy, czerwony, fioletowy, niebieski i zielony.

Barwy są ważne w każdym aspekcie naszego życia. Mieszkanie musi być urządzone tak, żeby mieszkańcy dobrze się w nim czuli. Ściany nie mogą przytłaczać, a jeśli pomieszczenie ma służyć do wypoczynku, nie powinny też pobudzać. Inaczej malujemy pokój dziecięcy, pokój nastolatka i sypialnię - właściwe dopasowanie to połowa sukcesu. Reszta to dobrze dobrane meble i dodatki. Te ostatnie są niezwykle ważne, zwłaszcza jeśli pokój jest zbyt surowy lub mało przytulny.

Książka Doktor kolor Marka Borowińskiego wprowadza nas w świat barw, które otaczają nas na każdym kroku. Nie tylko możemy przeczytać, o czym świadczy nasza sympatia do różu, ale też możemy się dowiedzieć, jak przy pomocy barw manipulują nami w sklepach czy w internecie. To nieprawdopodobne, jak działa na nas siła przyzwyczajenia - czerwony napis na żółtym tle kojarzy się z promocjami, a zielone oznaczenia z produktami bio. Oczywiście w sprzedaży jest to nagminnie wykorzystywane.

Równie ważna, jak kolor mebli czy ubrań, jest dla nas barwa... jedzenia! Tak! Poszczególne grupy warzyw i owoców można podzielić kolorystycznie i okazuje się, że owoce w tych samych barwach mają ze sobą wiele wspólnego. Zielone - zawierają sporą ilość kwasu foliowego, a także witaminy A, C i E. Żółte i pomarańczowe owoce i warzywa bogate są  w beta-karoten. A białe to naturalne antybiotyki - mają działanie przeciwwirusowe, dlatego czosnek, cebulę, por czy chrzan zawsze warto uwzględnić w diecie.

Książka doktora Marka Borowińskiego to skarbnica wiedzy i ciekawostek. Tematyka przedstawiona w ciekawy sposób, prostym językiem. Autor zaciekawia czytelnika, a piękne zdjęcia i oprawa graficzna dodatkowo przyciągają uwagę. Z lektury można dowiedzieć się wiele o sobie, a także uzyskać ciekawe wskazówki dotyczące wyposażenia domu, wystroju stołu na przeróżne okazje, a nawet jakie kwiaty wypada, a jakich nie wypada i dlaczego żółte są kontrowersyjne.

Dużo interesującej treści, a wszystko kręci się dookoła koloru! Polecam każdemu, kto lubi lekkie książki, poradniki, ciekawostki.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.



sobota, 21 kwietnia 2018

ŚBK: Nasze muzyczne inspiracje

Niedawno w cyklu postów Śląskich Blogerów Książkowych pisałam o swoich pasjach - głównie o muzyce. Ostatnio byłam na koncercie, który był tak niezwykle cudowny, że doładował moje akumulatory. Na długo. 

Katarzyna Groniec i Magda Umer - dwie najważniejsze postaci mojego muzycznego świata. Nie ma nikogo wyżej, nikt nie zagraża ich pozycji. Nie mogę wskazać, która bardziej, bo to zupełnie inne głosy, inne emocje, inne wspomnienia. Jednak wiem jedno - plączą się po głośnikach i po zakamarkach mojej duszy i sprawiają, że rzeczywistość staje się lepsza. Cieplejsza. Spokojniejsza.

Katarzyna Groniec w marcu wydała nową płytę Ach!. Płytę, na którą czekałam z lekkim niepokojem - bo ZOO długo gościło na scenie i w moim domu też. Doczekało się DVD, które przewałkowałam wiele razy. Niezwykły koncert, bo z tekstami Osieckiej, a interpretacjami tak cudownymi, że trudno było sobie wyobrazić, że kolejna płyta też mnie zachwyci.

Zachwyciła! Zachwyciła mnie płyta i zachwycił mnie koncert w Teatrze Rozrywki. Historia, którą Artystka opowiedziała na scenie, porwała mnie bezgranicznie. Cudowne aranżacje, gra światłem i cieniem, taniec, instrumenty i ten wspaniały głos, który przenosi w inny wymiar i sprawia, że koncert nie jest tylko koncertem, a przeżyciem niezwykłym i niezapomnianym. Nowe piosenki są wspaniałe. Jednak nie tylko one odegrały ważną rolę w tym wydarzeniu. Niewinna z płyty Pin-up Princess, Przetańczyłam już wszystko z płyty Wiszące ogrody już się przeżyły czy Ona jest z debiutanckiego krążka Mężczyźni stanowiły wspaniały powrót do przeszłości i do emocji, które towarzyszyły mi na wcześniejszych koncertach. Przyznaję się do winy (również z płyty Mężczyźni) przypomniało wspaniałą postać Grzegorza Ciechowskiego. Wszystkie piosenki ułożyły się w jedną historię - smutną, ale z potencjalnie pozytywnym zakończeniem.



Nie potrafię wytłumaczyć tego, co ta Artystka ze mną robi. Wyzwala takie pokłady emocji - zarówno tych, które rozbijają na kawałki, jak i tych, co uwalniają ogromną ilość endorfin. Przyspieszone bicie serca i totalne wyłączenie z rzeczywistości - tak, to ja na koncertach, tak, to ja podczas samotnego przesłuchiwania płyty.

Cieszę się, że ten koncert jest tak wspaniałym widowiskiem. Zawsze zadziwiało mnie, jak przy totalnym minimalizmie (sławna czarna kostka na scenie!) można zrobić tak wiele! Wokalistka, zespół, stonowane animacje na telebimie, delikatne światło, kilka rekwizytów, sukienka z ptaszkami. Nie trzeba nic więcej, żeby stworzyć spektakl z prawdziwego zdarzenia, który oczaruje widza, dosłownie OCZARUJE!

Nie wiem, który to mój koncert. Próbowałam policzyć, wyszło mi, że siódmy. Może tak, może było ich więcej. Na pewno każdy to było tak samo niezwykłe doświadczenie, na pewno nie po raz ostatni zasiadłam na widowni i na pewno kocham tę muzykę jeszcze bardziej. Tym razem nie jestem na żadnym życiowym zakręcie, więc też na spokojniej odebrałam nową płytę. Od kilku dni powracam jednak do całości twórczości, biegam po najcudowniejszych utworach, wspominam te chwile, w których były najważniejsze. Typowa reakcja pokoncertowa. Tak już mam - w tym moim świecie, w którym mocno stąpam po ziemi, potrzebuję takich właśnie wydarzeń kulturalnych, które dostarczają siły na kolejne dni, tygodnie i miesiące. Przynajmniej do kolejnego koncertu.



O muzycznych inspiracjach pozostałych Śląskich Blogerów Książkowych można poczytać tutaj:
ŚBK 

wtorek, 10 kwietnia 2018

"Na dnie duszy" Anna Sakowicz

Tytuł: Na dnie duszy
Autor: Anna Sakowicz
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 350

Czekałam na tę książkę. Lubię pióro Anny Sakowicz, lubię (tak, teraz już wiem, że lubię) dobrą powieść obyczajową, a ten tytuł wzięłam za pewniak. Czułam, że będzie dobrze i to nie będzie stracony czas.

"Na dnie duszy" to powieść o trzech kobietach z trzech różnych pokoleń, które próbują normalnie żyć - chociaż każda z nich ma inne problemy, inne wspomnienia i inną sytuację rodzinną. Rozalia, jej córka Donata, a także wnuczka Inga - łączą je więzy krwi, a także rozpaczliwa potrzeba uwolnienia się od przeszłości i nauczenia się niezależności.

Rozalia, seniorka rodu wywodzi się z patriarchalnej rodziny, obciążonej traumatycznym wydarzeniem, w którym została skrzywdzona jedna z sióstr. Marzy o tym, żeby iść do zakonu i oddać się Bogu, jednak ojciec ma dla niej kandydata na męża. Wydaje ją za łotra złodzieja, którego dziewczyna nie kocha. A w zasadzie z dnia na dzień bardziej nienawidzi. Brzemienna odchodzi od męża i próbuje udźwignąć rzeczywistość, która dla niej - samotnej matki z małym dzieckiem jest niezwykle trudna. Po latach niejako zza grobu, zostawia dla swoich bliskich testament, którym zmusza ich (a zwłaszcza swoją wnuczkę, której zapisuje pamiętnik) do zastanowienia się na wartością, jaką jest rodzina. Opisuje swoje życie - częściowo po to, żeby się wyspowiadać, a częściowo po to, żeby przeprosić i wytłumaczyć, że nie wszystko, co złe było wyłącznie jej winą.

Donata, córka Rozalii jest niezwykłą dziewczynką, która tęskni za prawdziwą rodziną. Chciałaby mieć tatę, chciałaby mieć matkę, która potrafi kochać i okazywać czułość, miłość i delikatność. Niestety jej rodzicielka nie jest taką osobą, a i na ojca nie może liczyć. Rodzina matki ją przeraża, a jedyne bliskie osoby odnajduje w sąsiednim mieszkaniu. Dwie kobiety, które okazjonalnie zajmują się dziewczynką, okazują jej szereg uczuć, których nie zna z domu. Częstują czekoladą, dają piękny prezent i sprawiają, że małe serduszko chociaż przez chwilę jest szczęśliwe. Takie dzieciństwo odbija się w dorosłym życiu Donaty. Nie potrafi do końca poukładać swoich relacji rodzinnych ani z matką, ani z mężem, ani ze swoimi dziećmi. Cierpi na nerwicę natręctw, która utrudnia jej życie. Jest nieszczęśliwą i zagubioną kobietą, która daje się zmanipulować synowi.

Inga próbuje nie popełniać błędów swojej mamy i babci. Ma cudownego męża i córkę, wiodą pozornie szczęśliwe życie. Jednak z okazji braku asertywności, ciągle daje się wciągnąć w rodzinne historie, które zupełnie nie są jej na rękę, a także wywierają zły wpływ na relację z najbliższymi. To właśnie ona otrzymuje od babci pamiętniki, to właśnie ona musi zmierzyć się z trudną historią, która ukształtowała całą jej rodzinę, a także wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Starsza pani przed śmiercią wymyśla intrygę. Wygląda to trochę tak, jakby chciała zabawić się kosztem swojej rodziny. Chociaż tak naprawdę cała ta sytuacja ma głębszy sens i przesłanie, to początki dla wszystkich są trudne. Inga z bratem kłócą się, matka dostaje ataków swojej nerwicy, a pozostałe osoby albo zbyt mocno wtrącają się w zaistniałą sytuację, albo ją lekceważą.

Już dawno żadna książka nie wywarła na mnie takie wrażenia. Przede wszystkim starałam się z całych sił znielubić Rozalię, bo to całe zło, które wyrządzała - zwłaszcza córce, było dla mnie nie do przyjęcia. Tylko nie udało mi się, bo odniosłam wrażenie, że to jej wyrządzono największą krzywdę. Przede wszystkim ten straszny dzień, w którym była naocznym świadkiem bólu, jaki zadano jej siostrze. Te chwile, kiedy myślała, że to koniec, że najbliższa jej osoba umrze, kiedy musiała oglądać sytuację, która nie miała prawa się wydarzyć. No i oczywiście wydanie za mąż wbrew woli, oddanie mężczyźnie, do którego Rozalia czuła wstręt i którego nienawidziła z całych sił. Ona nie żyła w czasach, w których skrzywdzoną kobietę otaczano opieką terapeutów. Mogła co najwyżej słuchać o tym, że ma bękarta - na dodatek podobnego do ojca. Wiem, że każda matka kocha swoje dziecko, ale wydaje mi się, że w tym wypadku za dużo było nienawiści, która przyćmiła te dobre uczucia.

To trudna książka, trudna emocjonalnie. I chociaż pozornie wydaje się być historią jakich wiele, to niektóre wspomnienia, reakcje, wyznania wywołują taki wewnętrzny niepokój i zagubienie w czytelniku. Ciężko przejść obojętnie obok dziewczynki, która rozpaczliwie domaga się uwagi od mamy i prosi ją o najmniejszy czuły gest, ani obok tej, której dzieciństwo bezpowrotnie się skończyło, bo ktoś miał taki kaprys. Ciężko zdrowemu człowiekowi zrozumieć, czym jest nerwica natręctw i jakie spustoszenie potrafi spowodować w psychice chorego. A przede wszystkim ciężko pogodzić się z utraconym czasem i z błędami, które tak ciężko naprawić, a także ze słowami, których nie da się cofnąć.

O czym jest ta książka? O rozliczeniu się z przeszłością i zaakceptowaniu jej skutków, a także o tym, jak dzieciństwo wpływa na życie dorosłej jednostki i na to, jakie relacje wprowadzi w swojej rodzinie. Wydaje mi się, że kobiety z tej powieści są wystarczająco silne, żeby unieść swój krzyż, chociażby odbywało się to kosztem innych. Ich pozorna obojętność to tylko maska, dzięki której są w stanie uporać się ze swoim życiem i przeznaczeniem.

To jedna z tych pozycji, do których się wraca i które się odkrywa co jakiś czas na nowo. Zdecydowanie warto przeczytać i poznać tę opowieść pełną smutku i głęboko zakopanego bólu, z którymi bohaterowie muszą rozliczyć się po śmierci seniorki rodu. Polecam!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.


środa, 28 marca 2018

"Cień przeszłości" Grzegorz Gołębiowski

Tytuł: Cień przeszłości
Autor: Grzegorz Gołębiowski
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 270

"Cień przeszłości" Grzegorza Gołębiowskiego, to jedna z tych książek, o których nie wiem, co napisać. Z jednej strony lubię dawać szansę debiutantom i zawsze patrzę na ich twórczość łaskawym okiem. Wszak warsztat też trzeba sobie wypracować. Z drugiej strony miało być tajemniczo i niezwykle, a nie było.

Adam, ambitny genealog spotyka w archiwum starszego pana, który prosi go o pomoc w rozszyfrowaniu napisu na dokumencie. Mężczyzna zostawia swoją walizkę, a po wyjściu słabnie i zabiera go karetka. W dokumentach tego obcego człowieka, które Adam zabiera ze sobą, znajduje się pendrive z zaszyfrowaną zawartością. Zaintrygowany genealog prosi o pomoc swoją koleżankę Annę, zapaloną panią informatyk, która zgadza się wziąć udział w tym dziwnym przedsięwzięciu. Nie wie jeszcze, że przyjdzie jej łamać prawo, a cała sytuacja narazi ją na wielkie niebezpieczeństwo. Oboje postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i przeprowadzają prywatne śledztwo. Zbliżają się do siebie i ich koleżeńska relacja zmienia się w zupełnie inną zażyłość.

Książka ma potencjał. Naprawdę! Jednak... przede wszystkim jest w niej za dużo opisów. Opisy czynności codziennych, opisy przedmiotów, opisy kolejnych kroków podczas informatycznych działań Anny. I te ostatnie wydały mi się najbardziej irytujące. Może dlatego, że zupełnie nie pasowały do tekstu powieści. Myślę, że osoby niezwiązane z informatyką zupełnie ich nie docenią, a także zupełnie ich nie zrozumieją.

"Uruchomiła kupiony już jakiś czas temu program Passware Kit Forensic, który idealnie nadawał się do jej zadania. Wybrała polecenie Full disc encryption z ekranu głównego, a następnie opcję BitLocker. Kolejnym krokiem było wskazanie zapisanego dysku, który ma zostać odkodowany".

Brzmi trochę jak fragment mojego podręcznika ze studiów.

Adam jest osobą mocno oderwaną od rzeczywistości. Skupiony na badaniu dziejów, nie rozumie, do czego może doprowadzić jego lekkomyślność. Naraża siebie i Annę na niebezpieczeństwo, ryzykuje w sposób zupełnie nieodpowiedzialny. Ciężko polubić tego bohatera, ale w przeciwieństwie do niego pani informatyk jest wspaniałą, ciepłą osobą, która bezinteresownie pomaga swojemu koledze, a nawet pod wpływem jego uroku osobistego nagina prawo. I to ona wykazuje się zdrowym rozsądkiem, wysyłając Adama na policję.

Nie mam wątpliwość, że autor zrobił porządny research, że przygotował się do pisania i, że miał dobry pomysł na treść. Tylko zabrakło warsztatu oraz momentów, które wbijają w fotel i sprawiają, że nie można się oderwać. 

Nie jest to książka, którą mogę polecić. Nie czytało mi się źle, ale też akcja nie porwała mnie na tyle, żeby z czystym sumieniem zaproponować ją znajomym. Zbyt obszerne opisy sprawiły, że powieść dłużyła mi się i nie trzymała mnie w napięciu.






Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Novae Res.


środa, 21 marca 2018

Nie samymi książkami ŚBeK żyje, czyli o naszych pasjach

Trudno rozwijać swoje pasje, kiedy dookoła tyle się dzieje. A to dziecko choruje, ewentualnie dwójka równocześnie, a to te wszystkie zajęcia dodatkowe trzeba obskoczyć, wszak córka sama sobie nie poradzi, a angielski i karate to jej hobby. Jako matka muszę wspierać, bo jak inaczej? Praca, dom, prasowanie, pranie i gdzieś ten czas się skurczył. Ostatkiem sił staram się jednak trzymać tych moich małych przyjemności. I oddawać się pasjom - większym i mniejszym. To dla mnie ważne, to jest mi potrzebne do życie - tak jak tlen do oddychania.

Książki. Jednak "nie samymi książkami" jest w temacie posta. Dlatego pomijam tym razem literaturę, chociaż to ona zajmuje tak ważne miejsce w moim życiu.

Muzyka. Z tą muzyką to jest tak trochę terapeutycznie. Oczyszcza, wzmacnia i ogarnia moje emocje. Ciężko w to uwierzyć, ale właśnie tak jest. Nie może to być przypadkowa muzyka - oczywiście mam wielu wokalistów, których lubię, dużo piosenek, coverów, których słucham, ale znaczna ich część, to po prostu przyjemne dla ucha kawałki. Terapeutycznie działa tylko kilku Artystów, bez których ciężko byłoby pokonać te wszystkie gorsze chwile.

Kto?

Katarzyna Groniec. Od 15 lat. Nie, nawet dłużej. Weszła w moje życie z płytą "Poste restante" i została. Pojechałam dla niej do stolicy, bo tam w Teatrze Polonia występowała w musicalu "Bagdad Cafe". Po Śląsku poniewieram się po koncertach - każdy jeden to dla mnie wielka uczta muzyczna. Podniesiony puls. Wypieki na policzkach. A nawet wzruszenie. I to jest trochę tak, że kiedy brak mi sił, to leci "Emigrantka", a jak mi Osiecka w duszy zagra, to odpalam "ZOO" - jedyny koncert na DVD. I chyba dla mnie najważniejszy.


Magda Umer. Przy naszym ostatnim spotkaniu podziękowałam jej za wszystko. Za  emocje, których mi dostarczyła swoimi interpretacjami piosenek. Za to, że w tak cudowny sposób opowiada świat i za wspaniały koncert w Opolu, w 1997 roku - "Zielono mi". Melancholijnie-smutna i bardzo potrzebna w mojej codzienności.


Michał Bajor. Może dlatego, że mężczyźni też potrafią poruszyć to i owo w mojej duszy. Znaczy ten jeden mężczyzna. Wspaniałe interpretacje, wielki talent.


Sentymentalnie się zrobiło. Nastrojowo. Piosenka poetycka i aktorska jest tym, co kocham. I to nie jest tak, że tylko tych trzech Artystów tak porusza i wzrusza. Edyta Geppert, Alicja Majewska, Irena Santor,  Andrzej Poniedzielski... zabawne to nawet, bo takie oderwane od teraźniejszości. Nie ma na mojej liście nic współczesnego, nic popularnego. Dziwak i tyle.

Podróże. Kocham podróżować po Polsce. Cenię sobie aktywny wypoczynek. Niestety gardzę leżakowaniem na plaży czy moczeniem kończyn w basenach, bo szkoda mi na to czasu. Wolę zwiedzać, oglądać i podziwiać. Staram się wybierać nowe rejony, nowe miasta, żeby zobaczyć jak najwięcej. Kiedyś chodził mi po głowie blog podróżniczy, ale to jeszcze nie teraz. Może jak dzieciaki podrosną i nasze wycieczkowanie stanie się bardziej regularne. Kocham polskie morze. Wszystko wszystkim, ale nad Bałtyk trzeba jechać co rok! Z rodziną wyruszamy dość często. Czasami bliżej, czasami dalej. Odwiedzamy ciekawe miejsca, fotografujemy i próbujemy lokalnych dań.




Teatr. Teatr to bardzo skomplikowana pasja. Przede wszystkim dlatego, że jest drogi. Wiadomo, wycieczki są droższe, ale jednak wiążą się z kilkudniowym odpoczynkiem, a sztuka - nawet najlepsza, to zaledwie dwie/trzy godziny, a wydatek... W naszych śląskich teatrach jest taniej, to na pewno. Jednak mnie pociągają i przyciągają przede wszystkim te warszawskie - wielkie teatry, pełne moich najukochańszych aktorów. Jest ich kilka (tych teatrów) i za każdym razem, jak mam okazję na taką teatralną ucztę, to mój poziom endorfin niebezpiecznie wzrasta. I nie, to nie znaczy, że gardzę tymi lokalnymi. Częstochowski Teatr im. Adama Mickiewicza to najcudowniejsze miejsce pod słońcem. Moje miejsce, w moim mieście.  No taka prawda! Powoli staram się zaszczepić tę pasję w córce. Jest już na tyle duża, że od pewnego czasu chodzi na różne sztuki. Będę mieć kompana w przyszłości.

Seriale. Oj tam, oj tam. Tak, seriale też. Teraz brak mi na nie czasu. Mam kilka takich 'do żelazka' i to musi chwilowo wystarczyć. Jednak to nie jest tak, że ta moja serialowa miłość się skończyła bezpowrotnie. Powróci, tylko maluchy muszą się ogarnąć. Moje serialowe miłości? "Przyjaciele"! Mogę zawsze i wszędzie. Każdego dnia w moim tv goszczą i to już od dawna. "Castle", "Kości" i "Dr House" to moja wielka trójca, którą żyłam kilka lat. Wstawałam w nocy, oglądałam solo i ze znajomymi. Z okazji finałów sezonu brałam udział w zlotach, w nocnych maratonach i innych szaleństwach też. Na forach internetowych poznałam ludzi, z którymi utrzymuję kontakt do dziś. Powracam do nich z radością. Wciąż przeżywam kilka wątków, wciąż wzruszają mnie niektóre sceny. Wciąż bezgranicznie zachwyca mnie Stana Katic. To się nie zmienia. Kolejnym serialem, który był najbardziej mój z tych wszystkich moich, jest "Private practice". Najcudowniejsza Kate Walsh i przypadki medyczne, które rozrywały moje serce. Polskie seriale też oglądam i zawsze oglądałam. Może nie ma się czym chwalić (na pewno nie powinnam się chwalić, ileż ich było), ale naprawdę nie żałuję żadnego odcinka obejrzanego dla uśmiechu Leszka Lichoty!

Dużo tego. Część pasji trochę zakurzona, odroczona z okazji posiadania w domu dość wymagającego i ciągle ząbkującego niemowlaka, inne wciąż obecne, ułatwiające przetrwać każdy kolejny dzień. Taka jestem, to mnie tworzy, tym żyję. Zero adrenaliny, ale za to ileż pozytywnych emocji!

O pasjach pozostałych Śląskich Blogerów Książkowych można poczytać tutaj:
ŚBK 

środa, 14 marca 2018

"Kłamczucha" E.Lockhart

Tytuł: Kłamczucha
Autor: E.Lockhart
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 320

 Jule West Williams to silna, niezależna dziewczyna. Trudne dzieciństwo odciska na niej piętno, traumatyczne doświadczenie zmienia ją z delikatnego, wrażliwego dziecka w wojowniczkę. Po stracie rodziców zostaje przyjęta do specjalnej akademii. "Uczy się tam technik obserwacji, ćwiczy przewroty w tył i zdobywa umiejętność uwalniania się z kajdanek oraz kaftanów bezpieczeństwa. Nosi skórzane spodnie i wypycha kieszenie gadżetami. Uczęszcza na lekcje obcych języków, sztuki kamuflażu, różnych akcentów, fałszerstwa oraz luk prawnych". Ta edukacja sprawia, że Jule staje się postacią niebezpieczną, której lepiej nie spotkać na swojej drodze.

Można powiedzieć, że takiego pecha ma Imogen Sokoloff, dziedziczka fortuny, córeczka bogatych rodziców, która jest mocno rozpieszczoną dziewczyną. Jej matka martwi się poczynaniami córki i w wyniku szczęśliwego (dla siebie, nieszczęśliwego dla Imogen) zbiegu okoliczności (a także w wyniku pomyłki!) bierze Jule za koleżankę swojego dziecka i proponuje jej wycieczkę. Ma ona odszukać Imogen i sprawdzić, czy u niej wszystko w porządku. Rodzice dziewczyny pokrywają cały koszt, a wyprawę określają mianem pracy wakacyjnej. Zbuntowana wojowniczka zgadza się na taki układ, a po znalezieniu Imogen nawiązuje z nią skomplikowaną relację. To pierwsza osoba, która staje się jej naprawdę bliska, która jej imponuje. Ciężko wyczuć czy między dziewczynami rodzi się przyjaźń, czy jedynie jakaś forma toksycznej znajomości, w której jedna strona stara się za wszelką cenę upodobnić do drugiej.

Nie ukrywam, że książka stanowiła dla mnie pewnego rodzaju wyzwanie. Przede wszystkim dlatego, że wydarzenia w niej opisane są od tyłu. Najpierw poznajemy konsekwencje działań bohaterów, a dopiero potem dowiadujemy się, jaką drogę musieli przebyć, żeby do tego doszło. Muszę przyznać, że postać Jule została świetnie napisana, jednak swoim postępowaniem przeraża i odrzuca od siebie. Nie da się jej polubić. Co najwyżej można się zastanawiać, jak bardzo musiały nią wstrząsnąć wydarzenia z dzieciństwa, że stała się tak bezwzględną istotą. Uczciwie stwierdzam, że nie polubiłam żadnej z postaci, co w zasadzie rzadko się zdarza. Nie mogę jednak odmówić autorce tego, że pomimo skomplikowanej konstrukcji powieści, udało jej się stworzyć ciekawą historię, z rozbudowanym wątkiem psychologicznym. Tylko nie udało jej się przekonać mnie do formy i do naprawdę antypatycznych bohaterów.

Najbardziej przeraził mnie motyw przejmowania tożsamości, upodabniania się do swojej przyjaciółki, dążenia do stanu, w którym zaczyna się żyć cudzym życiem. Skomplikowana relacja dziewczyn sprawia, że jedna z nich zaczyna się czuć nieswojo, a druga nie jest w stanie zaakceptować tej sytuacji. I tu w grę też wchodzi wielkie rozczarowanie - Jule pierwszy raz w życiu obdarza kogoś uczuciem. Robi to źle, nieumiejętnie, zbyt agresywnie, ale w tym całym swoim zakłamanym życiu - w tym wydaje się uczciwa. I to jest jedyny moment w całej książce, w którym żal mi głównej bohaterki. Ten moment, kiedy uświadamia sobie, że może nawet kocha swoją przyjaciółkę, ale w jakiś taki niewłaściwy sposób. 

Tak naprawdę do połowy akcja toczy się dość leniwie (czyli końcówka tej historii jest mało porywająca), a później robi się ciekawiej i nawet momentami powieść trzyma w napięciu. Dla mnie to trochę za mało, żeby uznać książkę za fantastyczny bestseller, który warto polecić każdemu, ale wystarczająco, żeby uznać to za miło spędzony czas przy dość specyficznej powieści.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


środa, 7 marca 2018

"Szepty stepowe" Ewa Cielesz

Tytuł: Szepty stepowe
Autor: Ewa Cielesz
Wydawnictwo: Axis Mundi
Liczba stron: 262

Ucieszyłam się na kontynuację książki "Słońce umiera i tańczy" Ewy Cielesz. Polubiłam bohaterów i byłam ciekawa, co u nich słychać. Z radością przeczytałam powieść i...

Jestem pozytywnie zaskoczona! Ta część jest dużo lepsza od poprzedniej. Jest bardziej emocjonalna. A do tego trzyma w napięciu i ma kilka niespodziewanych zwrotów akcji, które wzbudzają gamę różnorodnych odczuć.

Jagoda i Dymitr ruszają do Mongolii. Od początku wszystko idzie zupełnie nie tak. Dziewczyna nie potrafi odnaleźć się wśród ludzi, którzy nie przyjmują jej przychylnie. Do tego wokół relacji jej narzeczonego z rodzicami i rodzeństwem narasta pewna tajemnica. Obcy język, totalnie różna kultura, warunki życia, które początkowo wprawiają w osłupienie, to tylko niektóre aspekty, które przerażają Jagodę. Odnajduje ona bratnią duszę w jednym z braci Ochira. Poza nicią porozumienia rodzi się między nimi pewne napięcie, którego żadne z nich nie potrafi wytłumaczyć. Dobrze czuje się też w towarzystwie niepełnosprawnej siostry, którą każdy traktuje jak roślinkę. Z radością odkrywa, że dziewczyna rozumie więcej, niż ktokolwiek przypuszcza i odnajduje sposób, żeby się z nią porozumieć. Dni w Mongolii płyną leniwie, a Jagoda robi się niespokojna. Dymitr nie wywiązuje się z obietnic. Do tego wraca do dawnych praktyk, którymi krzywdzi dziewczynę. Zdeterminowana postanawia uciec i wrócić do Polski.

Plan to jedno, ale jego realizacja to drugie. Nie jest łatwo wyrwać się z tak destrukcyjnej relacji, a tym bardziej opuścić Mongolię. Jednak Jagoda nie wyobraża sobie, że mogłaby zostać. Czuje się osaczona, wręcz uprowadzona - w końcu mieli wyjechać na dwa miesiące, a mija pół roku. Bez pieniędzy, z bardzo słabą znajomością języka, bez pojazdu, bagażu ucieka... jednak czy to będzie takie proste?

Niewątpliwie druga część przygód Jagody i Dymitra obfituje w wydarzenia, które wywołują swojego rodzaju lęk, niepewność u czytelnika. Trudno przewidzieć, w którym kierunku potoczy się akcja, a dziewczyna musi podjąć szereg trudnych decyzji. Tak naprawdę pierwsza połowa książki, która toczy się w Mongolii, jest przesycona tajemnicą, brutalnością, obcością spowodowaną przebywaniem pośród tak odmiennej kultury. Powrót do Polski też nie należy do najłatwiejszych - bo i gdzie wrócić, kiedy mieszkanie wynajęte (a wręcz jak twierdzi Dymitr podstępnie sprzedane), a w pobliżu żadnej przyjaznej duszy. Półroczna wyprawa odciska piętno na Jagodzie, a w tym czasie w Polsce też wiele się zmienia.

Dymitr nie jest postacią, którą można polubić. W swoim rodzinnym domu czuje się jak pan i władca świata, a na pewno Jagody. Zdumiewa jego pewność siebie, a tym bardziej zdumiewa lekkość, z jaką owija sobie wokół palca dziewczynę. Potrafi wykorzystać uczucie, którym go darzy Jagoda, jak nikt inny. Toksycznej relacji tej dwójki przygląda się tyle osób - rodzice, rodzeństwo, a wydaje się, jakby nikt nie dostrzegał, co się dzieje.

Jagoda to silna, niezależna kobieta, która traci rozum dla swojego wymarzonego mężczyzny. Traci też czujność, przestaje myśleć zdroworozsądkowo. Aż w końcu uświadamia sobie wszystkie kłamstwa, cały ból, który Dymitr jej zadał. I podejmuje próbę ucieczki. Wykazuje się niezwykłą determinacją i odwagą, wtedy kiedy trzeba też przebiegłością. Musi polegać na sobie i decydować, komu może zaufać, a przed kim powinna się bronić. Trudna, ale trzymająca w napięciu podróż do Polski ma być ostatnim wyzwaniem dla niej. Jednak to, co zastaje na miejscu, sprawia, że opada z sił. Znowu musi się zmierzyć ze swoją nową rzeczywistością.

Ciekawie napisana powieść, świetnie wykreowane postaci i umieszczenie kawałka akcji w Mongolii, to jak dla mnie największe plusy książki. Godna polecenia!



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi.


sobota, 3 marca 2018

O Legimi słów kilka...

Kultura jest droga. To nie tylko puste hasło, ale też szczera prawda. Kino, teatr, książki, płyty z muzyką - wszystko kosztuje i to sporo. Kiedyś (a było to naprawdę dawno temu) na jednym forum wspomniałam, że marzą mi się miejsca, w których w ramach abonamentu można bez ograniczeń słuchać muzyki, oglądać filmy czy seriale i czytać książki. Przez ostatnie kilka lat dużo się w tej kwestii zmieniło. Portale szerzące kulturę pojawiają się, rozwijają i kuszą swoją ofertą. I tym samym filmy i seriale mają swojego Netflixa (a także polskie platformy dedykowane poszczególnym stacjom), muzyka ma Spotify, a książki mają Legimi. 

Dotychczas przyglądałam się tej platformie z zaciekawieniem, ale z racji posiadania Kindle'a, a nieposiadania tabletu czy czytnika innej firmy, nie stanowiłam potencjalnej grupy odbiorców. Aż tu nagle wspaniała wiadomość - Legimi otwiera się na Kindle. Och jak cudownie! 

Dzięki uprzejmości platformy Legimi przez trzy miesiące korzystałam z jej dobrodziejstw i tym samym miałam możliwość przetestować niektóre funkcje, a także powrócić do czytania na czytniku.

Dla Kindle'a przewidziane zostały dwa abonamenty - tańszy z możliwością przeczytania 7 książek (ale tylko na czytniku Kindle, na dodatkowych 3 urządzeniach można korzystać z pełnej oferty) i droższy z możliwością przeczytania 10 pozycji (oprócz pełnej oferty na pozostałe urządzenia, można też korzystać z bazy audiobooków). Czy to dobra propozycja? Dla mnie wystarczająca. Nie jestem w stanie zrezygnować z papierowej książki, a także z życia rodzinnego i zawodowego, więc 7, a tym bardziej 10 pozycji miesięcznie wydaje mi się wręcz nieosiągalne. 

Ceny wahają się od 32,99 do 44,99 w zależności od pakietu oraz tego, czy chcemy się związać umową na 12 miesięcy, czy nie. Czy jest to dużo? Cena zbliżona do jednej, ewentualnie do dwóch książek w dużej promocji, a dostajemy tych książek znacznie więcej. Chociaż tylko wirtualnie... Jestem zbieraczem i lubię mieć egzemplarz papierowy. Chociażby po to, żeby dzielić się dobrem z innymi. Z drugiej strony moje regały nie są z gumy, a i nie wszystkie tytuły warte są ustawienia na półce. Legimi dało mi możliwość przeczytania tych pozycji, na których zakup nie zdecydowałabym się. Spróbowałam kilku nowych autorów i wiem, którzy zostaną ze mną na dłużej, a do których niekoniecznie powrócę. 

Mam problem z oceną całej platformy. Jest przejrzysta, ma przyjazny dla użytkownika interfejs, ale już katalog nie jest dla mnie intuicyjny. Książki poza podziałem na poszczególne kategorie, rozrzucone są w chmurze - bez ładu i składu. Szukając książek dla Kindle, miałam dwie opcje - albo wyszukiwać w chmurze dedykowanej dla tego czytnika, albo wpisywać w ogólną wyszukiwarkę, ale to wiązało się z tym, że w każdy tytuł musiałam wejść i sprawdzić, czy znajdę plik z odpowiednim rozszerzeniem. I to znowu miało swoje plusy i minusy. Minus to oczywiście pracochłonność, ale do plusów mogę zaliczyć wybranie kilku powieści po okładce (dosłownie!), które mnie zachwyciły. Prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na nie, gdybym miała możliwość szukania po gatunku, a tym bardziej po autorze. 

Co udało mi się przeczytać przez te 3 miesiące? 
"Jak cię zabić, kochanie" Alek Rogoziński
"Ostatnia arystkrotka" Evžen Boček
"Do trzech razy śmierć" Alek Rogoziński

Na pewno chciałabym wrócić do powieści Magdaleny Witkiewicz, Marty Obuch i Magdaleny Knedler. Zachwyciły mnie i cieszę się, że miałam okazję przeczytać te tytuły. Obiecałam też sobie, że wyruszę na kolejne spotkanie z powieścią Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. 

Niestety nie przekonała mnie książka Evžen Boček. Nastawiłam się na turlanie ze śmiechu... i nie było turlania. Zmęczyłam. Nie będę kontynuować tej przygody. Największy problem mam z powieściami Alka Rogozińskiego. Czytało się dobrze, ale tak do końca nie czuję tych książek. Z jednej strony było na tyle nieźle, że przeczytałam dwie pozycje, a z drugiej strony nie jestem przekonana, czy chciałabym spróbować jeszcze raz. Daję sobie czas na oswojenie, nie wykluczam, że wrócę. (Może po spotkaniu autorskim?)

Słowem podsumowania: odkąd Legimi ma w swojej ofercie abonament dla Kindle'a, to ja jestem nim jak najbardziej zainteresowana. Zwłaszcza że czytnik jest świetną opcją na podróż, do czytania w nocy czy w słońcu (a lato nadchodzi)! A i oferta jest dla mnie przystępna cenowo. 




poniedziałek, 26 lutego 2018

"Okrutna pieśń" Victoria Schwab

Tytuł: Okrutna pieśń
Autor: Victoria Schwab
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 432 

Wstyd się przyznać, ale znowu wybrałam książkę po okładce. Śliczna, intrygująca i ujmująca prostotą przyciągnęła mój wzrok i od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Tym bardziej że opis powieści też wydał mi się interesujący. I do czego mnie to doprowadziło?

Zdecydowanie muszę rzec, że książka mnie zaskoczyła. Przede wszystkim myślałam, że będzie ona skierowana wyłącznie do młodszych odbiorców, a tak nie jest. Spokojnie może przeczytać ją każdy i jeśli tylko dobrze czuje się w gatunku urban fantasy, to bez wątpienia odnajdzie się w lekturze i dostarczy mu ona dużo emocji. 

Na uwagę zasługuje dwójka głównych bohaterów. Kate Harker to pewna siebie, przebojowa dziewczyna, która chce być blisko ojca. Chce zwrócić na siebie jego uwagę i sprawić, żeby był z niej dumny. Niestety nie jest to takie proste, bo od śmierci matki odsyłana jest regularnie do różnych szkół. I za każdym razem robi wszystko, żeby się z nich wydostać i wrócić do domu. Swój cel osiąga podpaleniem kaplicy w Akademii Świętej Agnieszki. Dopiero tym występkiem przekonuje ojca, że jej miejsce jest obok niego, a jej cel, to pomaganie mu. We wszystkim. W kolejnej ze szkół natyka się na Fredericka Gallaghera. Szybko odkrywa, że coś jest z nim nie w porządku. Szuka go na liście chronionych mieszkańców, ale to na nic. Długo zastanawia się, jaką tajemnicę kryje ten uczeń. I dlaczego zamiast ją drażnić, jak praktycznie cała szkoła, wzbudza w niej pozytywne uczucia. 

Dzieli ich wszystko. Ona jest córką potężnego Calluma Harkera, który włada Miastem Północnym. On jest synem Henry'ego Flynna, który zajmuje się Miastem Południowym. Już samo to sprawia, że w teorii są największymi wrogami. Dodatkowo Frederick to tylko imię, które chłopak przyjmuje na potrzeby szkoły. Tak naprawdę nazywa się August i jest... potworem. 

"Nocą polowali na potwory, lecz w ciągu dnia starali się nie dopuścić do stworzenia nowych. A to dokonywało się przez zbrodnie. One były przyczyną, zaś Corsaje, Malchajowie i Sunajowie - rezultatem".

Corsaje i Malchajowie są potworami Harkera. Zajmują ziemię na jego warunkach, a on chroni ludzi, żeby nie padli ich ofiarą. Sunajowie to podopieczni Flynna. Jest ich tylko troje - Leo, Ilsa i August.  Żywią się duszą tych, którzy dopuścili się największych zbrodni. Ich bronią jest muzyka - Leo swoją śmiertelną pieśń potrafi wygrać na każdym przedmiocie, Ilsa pokonuje przeciwnika śpiewem, a August wygrywa pieśń na skrzypcach. Okoliczności ich powstania są tajemnicze i wiążą się z wielkimi tragediami. Rodzina postanawia wysłać Augusta do szkoły, żeby miał oko na małą Harkerównę. Chcą, żeby była kartą przetargową, kiedy przymierze między Północą a Południem upadnie. 

Kiedy Kate odkrywa, że Frederick to tak naprawdę Sunaj - jeden z synów Flynna, postanawia doprowadzić go do ojca. I w ten sposób zyskać sobie jego szacunek. Jednak wszystko komplikuje nagły atak potworów. August, zamiast paść ofiarą Kate, ratuje jej życie. Kate, zamiast dostarczyć ojcu potwora, musi uciekać i walczyć o życie. I to razem ze swoim wybawicielem. Niby wrogowie, a jednak muszą podjąć decyzję, czy łączyć siły i próbować przetrwać, czy spełniać swoją powinność i wykazać się lojalnością względem ojca. 

"Corsaj, Corsaj, zęby, szpony,
Potnie, pożre na surowo.
Malchaj, Malchaj, blady, chudy,
Wyssie krew, aż będziesz suchy.
Sunaj, Sunaj, czarnooki,
Pieśń zanuci, porwie duszę".

Książka zachwyca nie tylko świetnie wykreowanymi postaciami, ale też wartką, przemyślaną akcją. Naprawdę trzyma w napięciu i sprawia, że nie można oderwać się od czytania. Świat przedstawiony w utworze jest mroczny, tajemniczy. Z jednej strony mamy normalną szkołę pełną uczniów, z drugiej potwory, które zagrażają światu. Nikt nie spodziewa się, że do braci uczniowskiej dołączy Sunaj. Nikt nie spodziewa się, że może to być potwór, który dąży do pokoju i nie chce zerwania przymierza. Taki idealista, który źle się czuję w swojej skórze i chciałby być bardziej ludzki. Zaskakuje on Kate, która w wielu miejscach nie zgadza się z jego światopoglądem. Sama Kate - z jednej strony waleczna i pewna siebie dziewczyna, ale nie do końca potrafi odnaleźć się w sytuacji, w której to nie ona odgrywa główną rolę, tylko jej wróg - Sunaj. Poza tym zaczyna przypominać sobie wydarzenia z przeszłości,  które uświadamiają jej, że nie każdemu może ufać i nawet najbliżsi mogą okazać się bardzo niebezpieczni. 

Autorka stopniowo wprowadza nas w świat Miasta Prawdy, pokazuje, jak rozkładają się siły między Północą a Południem i jakie metody walki ze złem preferują ich przywódcy. Nie da się polubić ojca Kate, który swoją bezwzględnością i brutalnością wzbudza negatywne odczucia. Za to rodzina Flynnów, chociaż złożona w większości z potworów jest przesympatyczna. Może z jednym małym wyjątkiem. Ciepli, serdeczni wobec siebie i dobrzy - czy tak powinna wyglądać relacja ludzi z potworami? Czy potwór brat może kochać potwora siostrę i martwić się o jej los? 

W powieści zachwyca styl - lekkie pióro, świetnie skonstruowany świat przedstawiony i ciekawie, konsekwentnie kreowane postaci. Akcja urywa się nagle, pozostawiając niedosyt. Mam nadzieję, że pojawi się kontynuacja, bo tej powieści zdecydowanie się takowa należy. Bardzo wysoko oceniam i zachęcam do przeczytania każdego, kto nie gardzi młodzieżówkami - zwłaszcza w gatunku urban fantasy. 



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

środa, 21 lutego 2018

ŚBK: Największe grubasy w mojej biblioteczce



Nie ma w mojej biblioteczce grubasów z prawdziwego zdarzenia - np. takich 1500 stron. Nie przepadam za opasłymi tomiszczami. Po pierwsze dlatego, że bardzo niewygodnie się je czyta. Jestem miłośniczką czytania w wannie, w łóżku, w pozycjach mocno pokręconych. Niestety nie sprzyjają one ciężkim, grubym, wielostronicowym książkom. Po drugie dlatego, że przeważnie nie mam możliwości czytać dwa czy trzy dni z rzędu po kilka godzin. Dom, dzieci, zajęcia dodatkowe... i czasu na czytanie jest, ile jest. Niestety nie mam jakiejś wybitnej pamięci, ani też nie potrafię się wciągnąć w lekturę, którą czytam przez miesiąc - codziennie po kilkanaście kartek. Z tego powodu bardzo nieśmiało podchodzę do powieści, które mają więcej niż 400 stron. Jednak są takie książki, które mimo swoich rozmiarów... są w biblioteczce i zajmują w niej bardzo ważne miejsce. Część przeczytana, część do przeczytania.... i jeszcze kilka w planach zakupowych.

1) Moja ukochana Osiecka. Agnieszka pisała dużo, więc i książki mają dość pokaźną objętość. Tutaj niestety sporo braków.  Z serii "Dzienniki" brakuje mi 3!! tomów (kiedy ja to zaniedbałam?), a z czarnej serii wydającej jej twórczość też jeszcze nie wszystko stoi na półce... 

"Dzienniki 1945-1950" - 496 stron
"Dzienniki 1951" - 544 strony
"Jabłonie" i "Do dna" - 576 stron i 488 stron
"Biała bluzka. Najpiękniejsze opowiadania" - 464 stron
"Nowa miłość. Wiersze prawie wszystkie" - 696 stron 

Dużo czytania!

2) Stieg Larsson to był hit. Był taki moment, że każdy czytał, każdy o tych książkach mówił i ogólnie panował wielki szał. Dostałam na urodziny, wpadłam w ten szał... ale przeczytałam tylko dwie części. Potem nieopatrznie (dobra, dobra, specjalnie!) zerknęłam na zakończenie trzeciego tomu... i odechciało mi się czytać. Taka prawda. 



"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" - 634 strony
"Dziewczyna, która igrała z ogniem" - 704 strony
"Zamek z piasku, który runął" - 784 strony

3) Dan Brown stoi sobie na mojej półce w komplecie. Nieprzeczytany tylko "Początek", bo jakoś jeszcze nie było okazji. Przy tym autorze mam mieszane odczucia. Z jednej strony czyta się szybko, łatwo i przyjemnie, a z drugiej strony - zwłaszcza w serii o Robercie Langdonie - irytuje mnie niezniszczalność głównego bohatera, jego inteligencja, spryt i taka.. wręcz nadludzkość. Wiem, wiem, to tylko postać literacka, a z założenia akcja ma być wartka, ale są też jakieś granice realności... 




"Początek" - 576 stron
"Inferno" - 592 strony
"Zagubiony symbol" - 624 strony

4) Harry Potter - poszczególne tomy różnią się od siebie ilością stron. Im dalej w las, tym lepiej. Największy potterowy grubas to "Harry Potter i Zakon Feniksa", ale "Harry Potter i Insygnia Śmierci" wcale dużo gorzej na półce nie wygląda. Całość stoi grzecznie i czeka, aż kulturalne dzieciaki dorosną.




"Harry Potter i Czara Ognia" - 766 stron
"Harry Potter i Zakon Feniksa" - 954 strony
"Harry Potter i Książę Półkrwi" - 702 strony
"Harry Potter i Insygnia Śmierci" - 782 strony

I to w zasadzie tyle. W mojej drugiej biblioteczce (rodzinnej) pałęta się na pewno więcej grubasków. Jednak są one 80 kilometrów ode mnie. Za to przy mnie jest jeszcze kilka książek naukowych - teraz już bez znaczenia, ale w swoim czasie spędziłam z nimi wiele fascynujących godzin. Ot taka ciekawostka. 




O grubasach w biblioteczkach pozostałych Śląskich Blogerów Książkowych można poczytać tutaj:
ŚBK 

piątek, 16 lutego 2018

"Moralność pani Piontek" Magdalena Witkiewicz

Tytuł: Moralność pani Piontek
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 296

Kocham teatr. Obok literatury odgrywa ważną rolę w moim mysim, kulturalnym świecie. Zawsze chętnie oglądam klasykę - czy to Fredrę, czy Gombrowicza, ale szczególne miejsce w moim sercu mają wszelkie komedie omyłek. Może dlatego, że pozwalają mi się szczerze pośmiać i zrelaksować. Może dlatego, że w moim świecie jest za dużo powagi.

Z radością sięgam po książki, które mogą dostarczyć mi takich wrażeń. Oczywiście w momencie sięgania, jeszcze nie wiem, czy trafią w mój gust, ale opierając się na rekomendacjach osób czytających podobną literaturę... jest duża szansa.

"Moralność pani Piontek" Magdaleny Witkiewicz, to kolejna z powieści, która znalazła się na moim czytniku przypadkiem. Dużo słyszałam o autorce, nigdy nie miałam okazji przeczytać, znalazłam w chmurze legimi i... wpadłam.  Nie tylko w całą historię, która nie wyróżnia się szczególnie spośród obyczajówek, ale styl pisania autorki to jak dla mnie mistrzostwo świata. Pokochałam go od pierwszej strony. Dodatkowo świetne postaci - pani Piontek a właściwie Gertruda Poniatowska to wspaniale przerysowana mamuśka, harpia i pirania w jednym, która uważa, że razem z nazwiskiem zyskała szyk, klasę i dostojeństwo oraz awansowała społecznie. Wszak Poniatowska to już arystokracja, czyż nie? Kawa - tylko z malutkich filiżaneczek, z odpowiednio spienionym mlekiem i ciastkiem na talerzyku. Buty - tylko szpilki, drogie lub jeszcze droższe. "Mąszeri", które na stałe wchodzi do wypowiedzi Trudzi. Wszystko musi być zaplanowane. Wszystko musi być po jej myśli. Wszyscy muszą się podporządkować. Ciężki los z taką kobietą dla domowników i uczta dla czytelnika. Ot co! Tylko czy pani Piontek naprawdę jest taka straszna? Czy odgrywa swój teatr, ponieważ zyskała świetną widownię w postaci syna i męża? I czy jest coś, co może zachwiać jej pewność siebie i sposób postrzegania świata?

I chociaż to najbardziej charakterystyczna postać, to jednak nie jest pierwszoplanowa. To jej syn, August, który wbrew woli matki postanawia się wyprowadzić, gra pierwsze skrzypce. Oczywiście nie może być tak, że wszystko układa się bez komplikacji. Wynajmuje mieszkanie... i okazuje się, że nie tylko on. Właścicielka postanawia wynająć dwóm osobom równocześnie, żeby mieć na bilet na samolot. Tylko zainteresowani nic o tym nie wiedzą. Oj wielka wynika z tego afera, ale on za żadne skarby świata nie chce wrócić do matki, a ona i tak nie ma się gdzie podziać, więc decydują się na wspólne mieszkanie. August poznaje dziewczynę, która zaczyna mącić mu w głowie. Nie ta klasa społeczna, nie ten zawód, nie ten wygląd, a jednak go do niej ciągnie. Tylko jak powiedzieć matce, że szykuje się mezalians? 

Książkę charakteryzuje kilka zabawnych zwrotów akcji, błyskotliwy humor i ten styl kreowania rzeczywistości, który tak bardzo przypadł mi do gustu. Postaci są wyjątkowe, nie tylko pani Trudzia i jej syn, ale też zahukany ojciec, który niby chce zmian, ale boi się wprowadzić je w życie, sąsiadka Augusta, która dzieli się książkami i tym samym urozmaica panu Poniatowskiemu wieczory, dzieci sąsiadów z przeciwka, które zyskują dziadka i dziadek, który zyskuje psa. A dorzucając Augusta, jego przyjaciela, jego współlokatorkę i jej przyjaciółkę, to robi się zacne grono bohaterów, których nie da się nie lubić. Naprawdę! Nawet pani Gertruda w tym całym swoim dostojeństwie jest jednostką, do której sympatia rodzi się w naturalny sposób. 

Bardzo się cieszę, że miałam okazję przeczytać tę książkę. Na pewno sięgnę po pozostałe powieści autorki. Polecam każdemu, kto lubi powieści obyczajowe pisane z przymrużeniem oka, z dużą porcją humoru w najlepszym wydaniu. 



Przeczytane dzięki Legimi.pl (Legimi na Kindle).