sobota, 6 października 2018

"Zdrada scenarzystów" Wojciech Nerkowski

Tytuł: Zdrada scenarzystów
Autor: Wojciech Nerkowski
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron:404

Zdrada scenarzystów stanowi kontynuację Spisku scenarzystów, o którym pisałam całkiem niedawno. Bardzo przyjemna seria - ni to kryminalna, ni to obyczajowa, ale na pewno utrzymana w dobrym tempie. Są to powieści, w których naprawdę dużo się dzieje. 



Wydarzenia z poprzedniego tomu stają się doskonałym materiałem na scenariusz. Ekipa wyrusza na Teneryfę, żeby nakręcić prawdziwy kryminał. Głównymi bohaterami są Kuba, Artur i Sylwia, którzy przed trzema laty próbowali odnaleźć zabójcę Palomy. Ich heroiczna akcja ma zostać sfilmowana, a  oni sami zaczynają się nieswojo czuć - w końcu aktorzy wcielają się w nich samych! 

Smaczku całej tej egzotycznej wyprawie dodaje zabójstwo jednego z aktorów. Kilku podejrzanych, liczne tropy, oskarżenie nowego scenarzysty, że próbuje w ten sposób wylansować produkcję. Tylko czy aby na pewno? Śledztwo grzęźnie, a tymczasem morderca dopada kolejną osobę... 

Kolejna seria książek, w której kontynuacja dorównuje, a może wręcz przewyższa poprzednią część. Bardzo się cieszę, że miałam okazję przeczytać tę powieść i spotkać się ponownie z bohaterami, których naprawdę polubiłam. Kuba - niezmiennie pogubiony, niezmiennie szukający szczęścia w życiu. W obliczu związku siostry ze znanym aktorem, jej bywania na salonach, życie Kuby wydaje się smutne i jakieś niepełne. Oddany pracy, nawet w ekstremalnych warunkach, jakimi bez wątpienia są zbrodnie, szuka kogoś, z kim mógłby się związać. Sylwia rozkwita w czułych ramionach Artura. Są ze sobą szczęśliwi, a zarazem są nieszczęśliwi, że muszą się rozdzielić na jakiś czas. Tym bardziej że Artur pojawia się na łamach plotkarskich portali - także w towarzystwie pięknej kobiety.  Prasa huczy podejrzeniami, bombarduje niejednoznacznymi fotografiami, a uwięziona na wyspie Sylwia jest bezradna. Chciałaby ufać, ale jak tu ufać, kiedy ukochany nie odbiera telefonu, a wszyscy zaczynają jej współczuć zaistniałej sytuacji? 

Nowa szefowa, zwana pieszczotliwie Palomą Bis, jest załamana zaistniałą sytuacją. Poza ambicją włożyła w nową produkcję mnóstwo pieniędzy i nie wyobraża sobie, że mogłaby ona nie pojawić się na ekranie. Początkowo występuje w charakterze pierwszej podejrzanej, zwłaszcza że koło niej kręci się mafia. Jednak czy to nie byłoby zbyt proste? Z drugiej strony - historia lubi się powtarzać. 

Tym razem Autor nie zwiódł mnie aż tak, jak to się stało w pierwszej części i domyśliłam się, kto za tym wszystkim stoi. Jednak zakończenie zaskoczyło mnie o tyle, że sama nie potrafiłam wymyślić, w jaki sposób musiał działać morderca. I dlaczego nie prowadziły do niego żadne ślady. 

Świetna książka, bardzo odprężająca, a zarazem trzymająca w napięciu. Bohaterowie bez zmian - dający się lubić i sympatyczni, a cała historia utrzymana w klimacie pierwszej części, a zarazem wprowadzająca powiew świeżości w postaci akcji, która rozgrywa się za granicą. Dużo słońca, piękne krajobrazy, uniesienia miłosne, długie Polaków rozmowy za kulisami kręconych scen, to tylko nieliczne zalety powieści. 

Polecam i z niecierpliwością czekam na kontynuację. 



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



niedziela, 16 września 2018

"Życzenie z głębi serca" Jude Deveraux

Tytuł: Życzenie z głębi serca
Autor: Jude Deveraux
Wydawnictwo: Lucky
Liczba stron: 400

"Życzenie z głębi serca" to moje drugie spotkanie z twórczością autorki. Pierwszą książkę "Jaśminowy sekret" wspominam dobrze, więc z chęcią przeczytałam kolejną. Nie oszukujmy się, Jude Deveraux pisze romanse i obie te książki należą do tego gatunku. Nie ma co doszukiwać się drugiego dna, powieści przygodowej, historycznej czy detektywistycznej, chociaż w tle miłosnych uniesień dzieją się rzeczy dziwne i niespodziewane. 

Gemma, razem z trójką swoich znajomych ze studiów, przyjeżdża do Edilean na rozmowę kwalifikacyjną. Chce podjąć pracę, która polega na prześledzeniu starych dokumentów - listów, rachunków, kwitów i zbadaniu dziejów rodziny. Fascynuje ją historia, fascynują ją archiwa i bardzo chciałaby spędzić kilka najbliższych lat w tym małym, uroczym miasteczku. 

Wydaje się, że pozostali kandydaci nadają się lepiej do tego zadania. Gemma już na początku podpada potencjalnemu pracodawcy, bo wpadając w sidła listów i książek zapomina udać się na obiad zapoznawczy. Dziwnym zbiegiem okoliczności to o niczym nie przesądza, a dziewczyna urzeka każdego, kto stanie na jej drodze. A w zasadzie komu ona stanie na drodze. Pani domu, która wykupiła całą dokumentację dotyczącą jej rodziny, jest zachwycona nową, potencjalną pracownicą. Widziałaby ją także w roli synowej i matki wymarzonych wnuków. Tylko jak zainteresować syna tą niezwykłą dziewczyną?

Collin jest szeryfem w miasteczku. Wielki człowiek o wielkim sercu, który każdemu pomoże, nawet zajmowanie się dziećmi nie jest dla niego niewykonalne. W zasadzie ciężko określić zakres jego obowiązków, bo podczas lektury odniosłam wrażenie, że robi w miasteczku wszystko, dosłownie wszystko, co tylko jest do zrobienia. Od początku fascynuje go Gemma, jej zapał do działania, jej piękna, wysportowana sylwetka. Jeszcze nie wie, że przed przyjazdem trenowała zawodników, więc większość czasu spędzała na siłowni. 

W papierach, którymi zajmuje się Gemma, pojawia się wzmianka o kamieniu, który spełnia życzenia - każdemu jedno, które płynie z głębi serca. Każdy przedstawiciel rodu, a także kobieta z nim związana ma dzięki niemu moc. Ciężko w to uwierzyć, chociaż pojawiają się znaki, które mogą świadczyć o tym, że to nie tylko mit.

Czy spełnianie marzeń może być takie proste i niezależne od nas samych? Za każdym razem, kiedy głośno wypowiedziane zdanie się spełnia, pojawia się pytanie, ile w tym zbiegu okoliczności, a ile faktycznej mocy kamienia. Gemma ma coraz mniej czasu na swoją pracę, bo raczej zajmuje się aktywnym uczestniczeniem w życiu miasteczka, podrywaniem Collina, flirtowaniem z przystojnym lekarzem i lokalnymi plotkami, ale zachowuje pozory i czasami wspomina o historii rodu i o tym, że stara się czegoś dowiedzieć o seniorach i ich życiu. 

Nie wiem, czy to jest dobry romans, czy średni, bo raczej nie czytam tego typu literatury i nie mam porównania. Z pewnością przeczytałam do końca, zainteresowała mnie ta historia, co delikatnie podnosi moją ocenę. Jednak wydaje mi się, że autorka nie wykorzystała potencjału, który od początku pojawił się na kartach książki. To mogła być naprawdę dobra powieść obyczajowa z elementami kryminału, bo wątki w tle ciekawią. Historia rodziny, kradzieże czy postać obrzydliwego wujka to te elementy, dzięki którym książka mogłaby dużo zyskać. Oczywiście gdyby wiodły prym, a nie stanowiły nędzne tło dla romansów, wzlotów i upadków miłosnych, kłótni, towarzyskich spotkań i knucia intryg. 

"Życzenie z głębi serca" to powieść, która mogłaby być lepsza, ale nie jest znowu taka najgorsza. Sprawdzi się dla miłośników romansów, ale też niejednego czytelnika zirytuje - tego jestem pewna. Ja oceniam ją jako poprawną, niekoniecznie chwytającą za serce, ale całkiem przyjemną lekturę. Taką na odstresowanie po ciężkim dniu, jednak nie jest to historia, do której się wraca i którą się wspomina. 



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Lucky.

wtorek, 21 sierpnia 2018

"Spisek scenarzystów" Wojciech Nerkowski

Tytuł: Spisek scenarzystów
Autor: Wojciech Nerkowski
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron: 396

Bardzo lubię komedie kryminalne, ale mam problem ze znalezieniem tych godnych uwagi. Przeczytałam kilka, które prezentowały niski poziom zarówno pod kątem fabuły, jak i humoru, a także takie, w których humor był sztuczny, na siłę, albo kreowany "na Chmielewską". A na ten ostatni sposób pisania jestem szczególnie wyczulona, ponieważ wychowałam się na jej twórczości i wiem, że była jedyna w swoim rodzaju. I wszelkie podobieństwa nie są przeze mnie mile widziane. Oczywiście trafiłam też na te dobre książki, które relaksowały, bawiły i zachwycały, bo i w tym gatunku można znaleźć prawdziwe perełki.

Z wielką ochotą zmierzyłam się z kolejną propozycją, czyli z powieścią Spisek scenarzystów Wojciecha Nerkowskiego. Jako miłośnik seriali, który nie przepuścił większości polskich i zagranicznych produkcji, nie mogłam się oprzeć lekturze, której akcja rozgrywa się na planie serialu Stój, bo strzelam!



Sylwia i Kuba Leśniewcy są rodzeństwem, które do spółki pisze scenariusz serialu kryminalnego. Zbrodnie i rozwiązywanie zagadek, to ich chleb powszedni. Nie spodziewają się jednak, że to życie pisze najlepsze scenariusze i dociera do nich wiadomość, że nie żyje producentka serialu, Paloma. Początkowo trudno im w to uwierzyć, zwłaszcza że policja mówi o samobójstwie. Zbyt dużo wrogów, zbyt dużo motywów i całkowicie pozbawiona wiarygodności historia o odebraniu sobie życia dręczy rodzeństwo. Do tego stopnia, że przeprowadzają swoje własne śledztwo. Policja nie chce z nimi współpracować, sami nie chcą zdradzić swoich zamiarów, głównie w trosce o swoje życie. Kiedy kolejna osoba z planu zostaje zamordowana, mają pewność, że obie sprawy się ze sobą łączą i próbują odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to ktoś z ekipy jest reżyserem tak okrutnych zdarzeń. 

W rodzeństwie to Sylwia jest tym słabszym ogniwem. Zawsze w cieniu brata, odporna na docinki, spokojna i poukładana. Prywatnie dużo przeszła i teraz, kiedy odnalazła się w swojej pracy, stara się nie roztrząsać przeszłości i żyć teraźniejszością. Niespodziewanie to właśnie ona w tej historii gra pierwsze skrzypce i wydaje się, że jest to przełomowy moment w jej życiu. Zwłaszcza że przy jej boku pojawia się ktoś wyjątkowy. Brat to zupełne przeciwieństwo. Wygadany, przebojowy, tylko w głębi duszy bardzo nieszczęśliwy. Szuka szczęścia, podświadomie chciałby poukładać sobie życie, znaleźć kogoś z kim się ustatkuje. Bardzo kocha swoją siostrę, to dzięki niemu Sylwia funkcjonuje i pozbierała się po chorobie i zawirowaniach życiowych. Pracują razem i wiedzą o sobie wszystko. Prawie wszystko. 

Spisek scenarzystów to bardzo przyjemna powieść detektywistyczno-kryminalna, której akcja rozgrywa się w specyficznym kręgu. Paloma jest osobą, której nikt nie darzy sympatią. Jest wymagająca, nadpobudliwa, zastraszająca, wykorzystująca swoich współpracowników. Niby nie da się jej polubić, ale po śmierci dziewczyny okazuje się, że niejedna osoba była z nią blisko, nawet bardzo blisko związana. Druga ofiara też nie została wybrana przypadkowo. Tylko komu mogło zależeć na uciszeniu ofiar? 

Ciężko mi zaklasyfikować tę książkę do kręgu komedii kryminalnych, bo nie rozbawiła mnie do łez, ani nie odnalazłam w niej wielu doskonałych żartów. Za to świetnie sprawdza się w gatunku powieści obyczajowej z motywem kryminalnym tudzież kryminału z rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Autor miał naprawdę dobry pomysł na fabułę, a dokładając do tego lekkie pióro i umiejętność budowania ciekawych postaci, powieść zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Doceniam naturalność, z jaką wplecione są wątki homoseksualne, a także konsekwencje w kreowaniu bohaterów, zwłaszcza tych głównych. Zakończenie tej historii jest dla mnie sporym zaskoczeniem, mój kryminalny nos wywiódł mnie w pole i niestety nawet nie zbliżyłam się do prawidłowego wskazania mordercy. 

Książkę polecam i z niecierpliwością czekam na moment, w którym sięgnę po kontynuację. 

A przy okazji razem z grupą Śląskich Blogerów Książkowych serdecznie zapraszam na spotkanie autorskie z Wojciechem Nerkowskim - już 1.09.2018 w katowickiej księgarni Tak Czytam!



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


poniedziałek, 13 sierpnia 2018

"Szkoła pod baobabem" Barbara Rybałtowska

Tytuł: Szkoła pod baobabem
Autor: Barbara Rybałtowska
Wydawnictwo: Axis Mundi
Liczba stron: 196


Wojna się skończyła. Kasia z mamą wracają do domu. Jednak ich podróż jest długa i zawiła, a prowadzi przez piękną i dziką Afrykę. 

Kasia jest coraz większa, co mamie przysparza nie lada kłopotu - wyrasta z ubrań i z butów, jest coraz bardziej samodzielna, niezależna, odważna. Czasami zachowuje się nad wyraz dojrzale, ale częściej szuka guza i dociera tam, gdzie z pewnością nie powinna. Chce się uczyć w szkole i podstępem wpisuje się na listę uczniów. Poznaje nową kulturę, nowe zwyczaje, a także oswaja afrykańską przyrodę, która szykuje dla tubylców wiele niespodzianek w postaci groźnych i jadowitych zwierząt czy trujących kwiatów. 

Kolejna część sagi Barbary Rybałtowskiej "Szkoła pod baobabem" stanowi spokojniejszą kontynuację przejmującej historii, która rozegrała się na syberyjskich terenach. Mama z córką walczyły o przeżycie, zewsząd dobiegały wieści o rannych i zabitych, a same nie raz i nie dwa musiały podstępem zdobywać pożywienie, żeby tylko nie umrzeć z głodu. Okrutne warunki i koszmarne okoliczności sprawiły, że obie polskie dziewczyny stały się niezwykle silne, a dzięki tej sile zdolne pokonać każdą przeciwność losu. Teraz próbują wrócić do ojczyzny, ale zanim to nastąpi, układają sobie życie w okolicy szkoły pod baobabem, do której uczęszcza Kasia. Dziewczynka stara się udowodnić, że mimo młodego wieku potrafi nauczyć się wszystkiego tego, co jej starsi koledzy. Ma swoją przyjaciółkę, małpkę, psa i pozornie spokojne życie. Brakuje w nim niemalże wszystkiego, ale mama staje na głowie, żeby załatać każdą pustkę i sprawić dziecku dużo radości.

Sama też nieźle odnajduje się na afrykańskiej ziemi. Staje się przedsiębiorcą, który co prawda ma tylko malutki zakład szyjący ubrania, ale prosperuje on na tyle dobrze, że Zosia zatrudnia kogoś do pomocy. Jej życie powoli się układa, spotyka na swojej drodze człowieka, którego zaprasza do swojego domu i do swojego serca. W końcu nikt nie chce być sam, a pamięć o zmarłych nie może w  nieskończoność stawać na drodze do szczęścia i spokojnego życia. Pan Teofil jest dobry dla swoich dziewczyn, opiekuje się nimi i snuje wizje powrotu do ojczyzny. 

Książka ta bardzo różni się od pierwszej części. Wojna, śmierć i smutek przedstawione były z dystansem, oschle wręcz. Tu już nie czuć tej atmosfery upodlenia i zarazy, książka została napisana w sposób pozytywny, ciepły. Autorka wprowadza czytelnika w dobry nastrój, roztacza dużo spokoju i opowiada swoją historię tak, że nie można się od niej oderwać. Opisy, wydarzenia i postaci są tak realistyczne, że można się poczuć naocznym świadkiem wydarzeń. Kasia i Zosia to dwie dzielne bohaterki, które wspaniale adaptują się w nowej rzeczywistości i rozwijają swoje pasje, poszerzają wiedzę i przy minimalnym wpływie środków, zapewniają sobie skromne, a zarazem godne życie. Na horyzoncie pojawia się wizja powrotu do kraju, tylko czy aby na pewno jest tam, do czego wracać? Tego dowiem się w kolejnej części. 

Po przeczytaniu dwóch tomów wiem, że jest to seria książek, które każdy powinien poznać. Walka o dziecko, walka o siebie i walka o wolność pokazane w niezwykły sposób, co sprawia, że o tej historii nie można zapomnieć i trzeba sięgnąć po jej kontynuację.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi.


czwartek, 2 sierpnia 2018

"Mroczny duet" Victoria Schwab

Tytuł: Mroczny duet
Autor: Victoria Schwab
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 510

Potwory wróciły. Nie spodziewałam się, że do tego stopnia wciągną mnie powieści z gatunku urban fantasy. Zazwyczaj jestem sceptycznie nastawiona, a tu okazało się, że całkiem niesłusznie. Autorka stworzyła świat pełen zagrażających życiu ludzkiemu stworów, połączyła niezwykłą przyjaźnią Kate, córkę pana z Miasta Północy z Augustem, synem pana Miasta Południowego. I chociaż początki ich znajomości nie były łatwe, to znaleźli wspólny język, wspólny cel i wspólnego wroga. 



Akcja "Mrocznego duetu" rozpoczyna się pół roku po zakończeniu "Okrutnej pieśni". Kate mieszka w Dobrobycie i jest okrutną, bezwględną łowczynią. August wraca do domu i jest przywódcą. Ich drogi rozchodzą się, ale nie potrafią o sobie zapomnieć. W mieście pojawia się nowy potwór - Pożeracz Chaosu. Zagraża on nie tylko ludziom, ale też potworom. Kiedy Kate odkrywa jego istnienie, ucieka ze swojej bezpiecznej przystani i pragnie go unicestwić. August nie spodziewa się powrotu córki Harkera, tym bardziej że Sloan wbrew powszechnie panującej opinii żyje, ma się całkiem nieźle i planuje atak na OSF. Poza nim pojawia się jeszcze jeden Malchaj, a w zasadzie Malchajka - Alice, którą stworzyła... Kate. Oczywiście dziewczyna o tym nie wie, więc przeżywa niemały szok, kiedy stają oko w oko podczas jednej z bitw. 

Trudno wyczuć, kto z kim walczy. Następuje przetasowanie ról, żołnierze zabijają swoich kolegów z tego samego oddziału, potwory czyhają na ludzi, a ludzie nie potrafią odpowiedzieć sobie na pytanie, kto tak naprawdę im zagraża. Wydaje się, że Pożeracz Chaosu jest potworem niemal idealnym, bo przy niewielkim nakładzie sił wprowadza ogromne zamieszanie i wzbudza chęć do walki. Przenika do głębi i potrafi patrzyć oczyma tych, których zaatakował. Jeden z bohaterów ma z nim zbyt bliskie spotkanie. Jakie poniesie w związku z tym konsekwencje? 

Calluma Harkera już nie ma, a Flynn, chociaż słaby i schorowany, to stara się dalej wypełniać swoją misję. Ryzykuje swoje zdrowie i życie, żeby rozwiązać konflikty i przywrócić stary porządek. Kate i August podchodzą nieufnie do nowej sytuacji, jednak gdy zostają sami, to przypominają sobie o relacji, która ich łączyła. Powraca dawna swoboda, sposób, w jaki rozmawiali, znów czytają w swoich myślach. Martwią się o siebie, troszczą się o swój komfort. 

Victoria Schwab pisze świetnie, ma niesamowitą wyobraźnię, więc te dwie powieści czyta się naprawdę dobrze. Może nie do końca przekonał mnie sposób prowadzenia akcji, myślałam, że to nowy potwór odegra kluczową rolę, a tak się niestety nie stało. Zabrakło mi rozbudowania wątku Ilsy, która przez całą powieść się jedynie przemyka, a także Alice, która ma niezwykły, a w zasadzie niezwykle niewykorzystany potencjał. I chociaż odgrywa kluczową rolę w finale, to jednak w książce jej obecność jest niewielka. A szkoda. Za to fantastycznym potworem okazuje się Soro. Przekonuje mnie do siebie w tych momentach, w których wykazuje się wyrozumiałością i uczuciowością, a przecież potwory nie czują, a już na pewno nie czują w ten sposób, co ludzie. 

Zakończenie zaskakuje, może wręcz zniesmacza i zasmuca. I nie jest to zakończenie, którego spodziewałabym się po finale serii. Może dlatego, że lubię oczywiste i piękne happy endy, a Victoria Schwab zupełnie nie to zaserwowała swoim czytelnikom. Jednak doceniam pomysł i myślę, że tym nieoczywiście pozytywnym finałem, wybrnęła w jedyny możliwy sposób z wydarzeń, które przeplatały się przez prawie 1000 stron w obu powieściach. 

Polecam, świetna powieść dla młodszych i starszych czytelników, zwłaszcza tych, którzy lubują się w książkach tego gatunku. Dodatkowo uważam, że nie sposób nie wspomnieć o przepięknym wydaniu, cudownych okładkach, ładnie poskładanym wnętrzu. Niby nie ocenia się książki po okładce, ale jak wspaniale czyta się takie wydawnicze cudowności! 




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

środa, 11 lipca 2018

"Singielka i Otello. Obłęd" Hanna Bakuła

Tytuł: Singielka i Otello. Obłęd.
Autor: Hanna Bakuła
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron: 224

Singielka i Otello powrócili. Ona zmęczona nim niebotycznie, on niestrudzony w staraniach o kobietę swojego życia. Ona chwytająca się każdej deski ratunku, byle tylko wyrwać się ze szponów szaleńca, on prześwietlający jej życie, nadzorujący na każdym kroku, nieprzewidywalny w swoim postępowaniu. Zabawa w kotka i myszkę trwa, a znajomi i rodzina singielki znów dzielą się na dwa obozy - ten popierający związek z docentem i ten namawiający do zerwania tej toksycznej znajomości. 

Singielka ma dość swojego partnera. Po 10 latach nic już do niego nie czuje. Po dawnej miłości pozostał niesmak, irytacja, a na jaw wychodzą nowe okoliczności, które wprawiają ją w zdumienie. Okazuje się, że była kontrolowana na każdym kroku. Otello przekracza granice dobrego smaku, szpieguje i nadzoruje jej prywatne rozmowy. Koszmar. 

Jest kilka sposobów, żeby uwolnić się od natręta, ale brak wsparcia w najbliższych to utrudnia. Matka uważa, że to wymarzona partia, gwarancja spokojnej starości i życia w dostatku. Nie dopuszcza myśli, że Molly może go zostawić. Spiskuje za plecami córki, organizuje tajne spotkania i nie przyjmuje do wiadomości żadnych argumentów. Z niedoszłym narzeczonym Singielki spotyka się dość chętnie, przyjmuje jego pomoc i wciąż wierzy, że stanie się on jej ukochanym zięciem.

Przyjaciele najchętniej schowaliby Molly i nie pozwolili jej na najmniejszy kontakt z docentem. Widzą, jak destrukcyjna jest ta znajomość. Czują, że miarka już dawno się przebrała, ale pozornie silna i niezależna kobieta, nie potrafi się uwolnić z tej relacji. Ruszają więc z pomocą, wymyślają niecny plan i wierzą, że tym razem się uda. 

Singielka chce być sama. Nie nadaje się do życia w związku. Nie potrafi być z zazdrosną pijawką, która wysysa z niej całą radość życia. Nie chce docenta, nie chce tego, co może jej zaoferować. Przestaje dostrzegać w nim obiekt pożądania, jodłowanie przyprawia ją o mdłości, woli nie myśleć o zbliżeniu. 

Molly jest słaba psychicznie. Zahukana przez rodziców, zniewolona. Mimo oziębnięcia uczuć wciąż daje szansę swojemu prześladowcy. Tak naprawdę nie chce się pakować w ten związek, a i tak nie udaje jej się wytrwać w postanowieniu i docent znowu epizodycznie pojawia się w jej życiu. Dopiero kiedy wychodzą na jaw występki Otella, jego ingerencja w życie prywatne Singielki, postanawia odsunąć się od adoratora definitywnie. 



Lubię styl pisania Hanny Bakuły - błyskotliwe poczucie humoru, trafne spostrzeżenia, bałagan w tekście, a także zwroty i skoki akcji. Główni bohaterowie są konsekwentnie irytujący, a zarazem dość zabawni. Zwłaszcza docent w swoim sposobie bycia i Molly w swoich przemyśleniach. Tekst uzupełniają świetne rysunki Autorki. Nie wiem, czy jest to powieść, która przypadnie do gustu każdemu, ale zdecydowanie warto spróbować. Polecam obie części! 




Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.



niedziela, 1 lipca 2018

"Bez pożegnania" Barbara Rybałtowska

Tytuł: Bez pożegnania
Autor: Barbara Rybałtowska
Wydawnictwo: Axis Mundi
Liczba stron: 326

Unikam książek smutnych, trudnych i wywołujących łzy. Wolę się relaksować niż płakać, a zbyt dużo emocji nie jest tym, czego oczekuję po lekturze. Zwłaszcza jeśli tematyka jest wymagająca. W zasadzie nie wiedziałam, z czym będę mieć do czynienia w książce Barbary Rybałtowskiej Bez pożegnania, ale już opis okładkowy sprawił, że dopadły mnie wątpliwości. Wojna, wywózka na Syberię - nie byłam nigdy orłem w szkole, zwłaszcza z historii, ale nawet ja wiem, z czym te motywy mogą się wiązać. Śmierć, strach, niebezpieczeństwo, bezwzględne okrucieństwo -  tak, tego można się było spodziewać. Zwłaszcza że autorka razem ze swoją mamą została zesłana na Syberię i swoją powieść oparła na własnych doświadczeniach.

Zosia wiedzie spokojne życie u boku męża, wychowuje córeczkę i wybiera się na wieś do rodziny. Nie wie jeszcze, jakie niebezpieczeństwo zawisło nad Polską, ani co przyniosą kolejne miesiące. Informacja o wybuchu wojny oraz o mobilizowaniu sił, poborze do wojska jest dla wszystkich jak cios prosto w serce. Mężowie zostają oddzieleni od rodzin, kobiety nie wiedzą, jak uda im się przetrwać te trudne chwile bez wsparcia. Każdy dzień przynosi nowe trudności, pojawiają się obce wojska, a nad mieszkańcami wsi pojawia się zagrożenie, że zostaną oddelegowani do obozów pracy. Niestety taki los czeka właśnie Zosię i Kasię - zostają zapakowane do pociągu i razem z innymi mieszkańcami wywiezione na Syberię. Droga dłuży się okrutnie, matka drży o swoją córkę i dba o to, żeby przeżyła podróż. Współtowarzyszy dopada głód i choroby. Ludzie umierają i wydaje się, że droga nie ma końca. 

Na miejscu sytuacja wydaje się tragiczna. Zosia musi pracować, żeby zarobić na chleb. Całymi dniami nie widzi swojej córeczki, która bardzo tęskni za matką. Dzieci pozostawione pod opieką niezdolnych do pracy kobiet, narażone są na liczne niebezpieczeństwa. Brak opieki medycznej, brak współczucia i pomocy z zewnątrz sprawia, że współtowarzysze doli i niedoli umierają, chorują, a wszyscy dookoła muszą patrzeć na ich ból i cierpienie. Choroby nie omijają też Kasi i Zosi, obie ocierają się o śmierć, muszą walczyć o każdy kolejny dzień. Informacja o amnestii brzmi jak wybawienie, jednak czy uda się powrócić do domu? Czy jest do czego wracać? 

Książka Bez pożegnania okazuje okrutne oblicze wojny, nieludzkie traktowanie i poniżenia. Pociągi, w których ludzie przewożeni są jak bydło, bez godności i  podstawowych środków higienicznych. Praca, w niegodnych warunkach, często ponad siły, przy jednoczesnej diecie głodowej. Choroby, których nikt nie leczy, zarazy, które się szerzą i zabierają kolejne ofiary. Okrucieństwo, którego nikt się nie spodziewał i kolejne informacje o śmierci najbliższych. Z taką rzeczywistością musi zmierzyć się Zosia. W takiej rzeczywistości musi wychować swoją córkę i zadbać o to, żeby miała co jeść, w co się ubrać i żeby miała chociaż namiastkę szczęśliwego dzieciństwa.  

Urzekła mnie ta historia, jej sposób przedstawienia, język i styl autorki. Mimo tragicznych wydarzeń, wszechobecnej śmierci i to także pośród najbliższych, nie uroniłam ani jednej łzy. Język powieści jest niezwykle plastyczny, ciepły i spokojny, a całość pozbawiona jest przesadnej emocjonalności. 

Zosia jest wspaniałą bohaterką, której udaje się unieść każdą trudność i zwalczyć każdą przeciwność losu. Chociaż jej świat wali się już na samym początku, kiedy dostaje złe wiadomości na temat małżonka, to dla siebie i swojej córeczki jest w stanie zrobić wszystko, pokonać każdą chorobę i z narażeniem życia zdobyć pożywienie i leki. Pomaga też innym, dzieli się tym, co ma, chociażby to była resztka jedzenia. Sama dba o to, żeby ubrać siebie i Kasię. Szyje, przerabia, sprzedaje stare ubrania, żeby nabyć nowe. Prezentuje wspaniałą postawę w tych naprawdę trudnych czasach. 

Zostawiono nam trochę łatwej do prania odzieży. Trzeba było zanurzyć wszystko w długich korytach z wodą nasyconą żrącym środkiem dezynfekcyjnym, a potem wyprać. Wokół pralni, daleko, aż do sąsiednich baraków porozciągane były druty, na których wieszaliśmy wyprane rzeczy. Wyjęte z odkażającej kąpieli straciły kolor, ale komu tu w głowie była elegancja. Byle tylko mieć co włożyć na grzbiet. Jakże łatwo można ludzi pozbawić wymagań.  

Świetna książka, którą mogę z całego serca polecić. Cieszę się, że to dopiero pierwszy tom sagi i ta historia ma swoją kontynuację. Na pewno będę czytać dalej. 





Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi.

niedziela, 24 czerwca 2018

"Zło czai się na szczycie" Marta Matyszczak

Tytuł: Zło czai się na szczycie
Autor: Marta Matyszczak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 304

Gucio powrócił! Radość to wielka, tym większa, że najnowsza książka Marty Matyszczak już za mną. Zawsze chętnie powracam do Solańskiego, jego wiernego psa i Róży, którzy śledzą, węszą i szukają z zapałem winnych. Przynajmniej do czasu, kiedy zostają wplątani w jakąś dziwną historię, w niespodziewany zwrot akcji albo po prostu nawalają i to z kretesem.

Tym razem akcja rozgrywa się w Zdrojowicach. Solański  z Guciem udają się na wesele Potomek-Chojarskiej. Już na wstępie dochodzi do nieporozumienia, kiedy Róża myśli, że panem młodym jest Szymon. Niewielkim pocieszeniem jest, że jednak nie, skoro i tak nie przyjeżdża sam, tylko z jakąś kobietą. Sama niby zazdrosna, a wtulona w swojego nowego chłopaka, którego poznała na chorzowskiej poczcie. W trakcie wesela Solański wybiera się na spacer i dokonuje piorunującego odkrycia. Ktoś utopił człowieka w betonie. Znad wylewki wystaje tylko but...

Zdrojowice nie są ulubionym miejscem wypoczynku dla Szymona. To tu zginęła jego ciężarna żona Joanna. Postanawia zerwać z  przeszłością, kupuje działkę w okolicy i buduje na niej dom. Odkrycie podczas wesela wzbudza szereg emocji u każdego. Solański zostaje zaangażowany w śledztwo, Róża wcale nie myśli opuszczać  miejsce zbrodni. Z jednej strony nie wyobraża sobie współpracować z Szymonem, z drugiej odzywa się w niej dziennikarska natura i pragnie przeprowadzić swoje prywatne dochodzenie. Poza tym malowniczy krajobraz sprzyja budowaniu relacji z nowym partnerem. Same plusy takiego urlopu!

Szymon przypomina sobie wydarzenia sprzed kilku lat, kiedy pozostawił Joasię w wynajętym pokoju, a sam udał się na zakupy, żeby spełnić jej zachcianki. Tyle lat wydawało mu się, że to on jest odpowiedzialny za ten pożar, ale okazuje się, że nie do końca. Nowe morderstwo w jakiś dziwny sposób powiązane jest z wydarzeniami z tamtego okresu.

Najbardziej zastanawia ta skomplikowana przyjaźń Szymona i Róży. Każde z nich układa sobie życie z kimś innym, a zarazem oboje mają co do tego wątpliwości.  A może nie tyle wątpliwości, ile niewyjaśniony żal, że im nie wyszło, że nie spróbowali... nie wiem. Jednak nie jestem przekonana, czy w wątku ich wzajemnej relacji zostało powiedziane już wszystko. 

Gucio jest  niezmiennie rozczulający i niezmiennie cudowny. Gdybym ja miał tu zostać na stałe, też skorzystałbym z pierwszej lepszej okazji, by dać dyla. Zanotowałem sobie na marginesie mojej rozgrzanej od przepracowania mózgownicy, żeby poważnie porozmawiać z Solańskm na temat tego fatalnego pomysłu z osiedleniem się na zadupiu. W ostateczności będę mu codziennie obgryzał listwy przypodłogowe w nowo wybudowanym domu i podlewał kwiatki doniczkowe tam, gdzie ich nie ma. Powinien wtedy zrozumieć przesłanie. Taki niecny plan, prawda?

Powieść Zło czai się na szczycie Marty Matyszczak charakteryzuje lekkie pióro i dużo dobrego, błyskotliwego  humoru. Niesamowicie relaksująca lektura, niesamowicie wciągające przygody lubianych bohaterów. Akcja książki jest spójna, widać, że przemyślana, wiele wątków (a także wydarzeń z przeszłości) łączy się ze sobą, przeplata. Nie można się nudzić. Dodatkowo Szymon i Róża są pisani konsekwentnie, zarówno jeśli idzie o charakter, jak i wzajemne relacje. Niekończące się dogryzanie sobie, bycie niemiłym, a zarazem to stanie za sobą, wspieranie się w każdej sytuacji. Niesamowita przyjaźń, chociaż aktualnie dość burzliwa, no i niekończąca się zabawa w kotka i w myszkę.



Polecam! Jak każdą poprzednią część i czekam na kontynuację, bo zakończenie sugeruje, że takowa jest w planach! 




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu, a Autorce dziękuję za wspaniałą dedykację i umieszczenie mojej skromnej osoby w Podziękowaniach.


niedziela, 17 czerwca 2018

"Sekret, którego nie zdradzę" Tess Gerritsen

Tytuł: Sekret, którego nie zdradzę
Autor: Tess Gerritsen
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384

Jak ja tęskniłam za Maurą i Jane! Zaliczyłam właśnie bardzo miły powrót do historii, która towarzyszy mi od 6 lat! Pamiętam ten moment, kiedy wypożyczyłam pierwszy tom serii i wpadłam totalnie, nie oderwałam się ani jeden raz i nagle okazało się, że "Chirurg" już za mną. Dalej poszło lawinowo, a moją sympatię do autorki zwieńczyło spotkanie z nią w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.

Tym razem Rizzoli i Isles mierzą się z serią zabójstw. Kobieta z wyłupionymi oczami, mężczyzna, którego ciało zostało przebite strzałami... a czy to aby na pewno koniec ofiar? Maura przeprowadza szczegółowe sekcje, a policjanci sprawdzają, czy nie było podobnych spraw wcześniej. Do śledztwa zostaje włączony ksiądz Daniel, który naprowadza na dobry trop Jane, a zarazem sprawia, że serce Maury znów bije szybciej. Cała sprawa kręci się dookoła byłego ośrodka wychowawczego Apple Tree, którego właściciele razem z synem zostali oskarżeni i skazani za molestowanie dzieci. Tylko, czy aby na pewno dopuścili się takiej zbrodni? Czy zeznania 9-11-letnich dzieci mogły być wiarygodne? Jedna z dziewczynek zaginęła bez wieści, a matka chce, żeby wróciła do domu - żywa czy martwa, byle tylko ta niepewność się skończyła. Podejrzanym o zabójstwo jest syn właścicieli Apple Tree. Upływa 20 lat i zaczyna rodzić się wiele pytań. Policjanci poszukują jednej z podopiecznych, która przebywała wtedy w ośrodku. Chcą ją chronić, bo czują, że też może paść ofiarą. Tylko czy uda się ją odnaleźć i namówić do współpracy?

Prywatne życie bohaterów wywraca się do góry nogami. Matka Rizzoli postanawia wziąć swoje życie w swoje ręce i odejść od ojca. Maura spotyka się służbowo z Danielem i to spotkanie wywołuje u obojga szereg silnych emocji i przywołuje wiele wspomnień. Tylko u Jane spokój i stagnacja - niezmiennie kochający mąż i cudowna córka Regina. Brzmi, jakby wiało nudą, ale to tylko złudzenie.

Tess Gerritsen przyzwyczaiła mnie do świetnych i trzymających w napięciu książek. Przy każdej pozycji wysoko stawiam poprzeczkę i tym razem ani treść, ani sposób budowania akcji, ani kreacja głównych bohaterów mnie nie zawiodły.

W zasadzie najbardziej tajemniczą osobą jest Holly - dziewczyna, której szuka policja, która ma swojego prześladowcę, a co najważniejsze skrywa jakiś sekret. Jest jedyną osobą, która pojawia się na pogrzebach obu ofiar. Jest sprytna i potrafi manipulować otoczeniem, a zarazem przyciąga innych swoim sposobem bycia. Jane przygląda się jej bacznie, bo widzi, że z tą dziewczyną jest coś nie tak.

Postacią tragiczną jest syn właścicieli Apple Tree. Wychodzi z więzienia i wciąż jak echo powracają do niego wydarzenia sprzed lat. Kolejne morderstwa, kolejne oskarżenia, a przecież on nie przyznaje się do czynu, za który został skazany. Po stracie rodziców i kawałka swojego życia wciąż nie może czuć się spokojny i bezpieczny. Jego obecna sytuacja jest skomplikowana, a przeszłość niewyjaśniona.

Cieszę się, że Tess wciąż pisze i, że trzyma świetny poziom swoich powieści. Z niecierpliwością czekam na kolejną część serii, a także na rozwój wydarzeń - zwłaszcza prywatnych. Nie ukrywam, że od początku kibicuję związkowi Maury i Daniela, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że ta trudna i zakazana miłość nie ma szans na spełnienie. Mam też nadzieję, że autorka nie szykuje nic złego dla Jane i jej mężą, bo to moje ulubione małżeństwo, którego losy śledzę z nieskrywaną przyjemnością.

Powieść oczywiście gorąco polecam!


poniedziałek, 21 maja 2018

ŚBK: Moje ulubione ekranizacje

W zasadzie nie jestem jakąś wielką fanką kina. Zarówno ulubionych filmów, jak i ekranizacji jako takich mam naprawdę niewiele. Garstkę. Garsteczkę. 

Pierwsze i najważniejsze miejsce zajmuje Przeminęło z wiatrem. Oglądam od dziecka, praktycznie każdą emisję w TV. Oczywiście DVD też stoi na półce, bo jakże mogłoby być inaczej? Dlaczego ten film? Scarlett to dla mnie jedna z najważniejszych postaci żeńskich literatury/filmu. Nigdy nie mogłam zrozumieć niechęci, jaką pałają do niej inni! Poza tym bezgranicznie uwielbiam Rhetta, jest to moja wielka, platoniczna miłość. A scena na moście, to dla mnie mistrzostwo świata. 


Scarlett O'Hara: Rhett, proszę, zostań! Nie możesz mnie tak zostawić. Nie wybaczę ci!
Rhett Butler: Nie proszę o to. Sam nigdy sobie nie wybaczę. Jeśli dosięgnie mnie jakaś kula, będę się gorzko śmiał. Wiem jedno, Scarlett, kocham cię. Choć świat się rozpada, a my razem z nim, kocham cię. Jesteśmy podobni. Czarne charaktery. Samolubni i okrutni, ale za to mamy odwagę nazywać rzeczy po imieniu.
Scarlett O'Hara: Nie trzymaj mnie tak!
Rhett Butler: Spójrz na mnie. Żadnej nie kochałem jak ciebie. I na ciebie czekałem najdłużej.
Scarlett O'Hara: Zostaw mnie!
Rhett Butler: Kocha cię żołnierz Konfederacji. Chce, byś go objęła. Chce zachować wspomnienie pocałunku. Zapomnij o miłości. Wystarczy, że pójdę na śmierć z pięknym wspomnieniem. Scarlett, pocałuj mnie. Pocałuj. Ten jeden raz. 
(źródło: wikicytaty) 

Uwielbiam też Harrego Pottera. Oj może już nie ten wiek, ale sympatia pozostała. I nie mogę doczekać się momentu, w którym poczytam książki, a następnie obejrzę ekranizacje z moimi dziećmi.

Ogromną słabość mam do filmu Duma i uprzedzenie z 1995. Ach ten Pan Darcy! Genialna rola Colina Firtha. I ogólnie książki oparte na powieściach Jane Austen są mi tak bardzo bliskie - Emma z Gwyneth Paltrow i Rozważna i romantyczna z Kate Winslet, Hugh Grantem i Alanem Rickmanem. To są takie filmy, które oglądam w trudnych chwilach. Wnoszą tyle ciepła, tyle spokoju, że tylko usiąść z kubkiem kawy i relaksować się niezwykłymi historiami.

Jest jeszcze jeden film, do którego raczej nie wrócę, ale który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci i myślę, że spokojnie mogę go zakwalifikować do ulubionych. Świetna rola Meryl Streep! Tak, mowa tutaj o Wyborze Zofii. Jest to wyśmienita produkcja, którą obejrzałam kilka lat temu. I oglądało się ją tak dobrze! Przynajmniej do momentu tytułowego wyboru - wtedy poleciał wodospad łez, a nie zdarza mi się to często. Co gorsze potem dopadłam książkę. I... zapomniałam o tym jakże strasznym momencie. Czytam w najlepsze i nagle co? Potop. Nigdy więcej, ale polecam dosłownie każdemu, warto!

O ulubionych ekranizacjach innych Śląskich Blogerów Książkowych można poczytać tu: klik



czwartek, 17 maja 2018

"To nie może być prawda" Hanna Dikta

Tytuł: To nie może być prawda
Autor: Hanna Dikta
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 270

Lubię książki, których akcja rozgrywa się na Śląsku. Chociaż sama nie jestem rodowitą Ślązaczką, to jednak długo tu mieszkam i niektóre rejony są mi bliskie. Lubię czytać o miejscach, które są mi znane. I właśnie akcja powieści "To nie może być prawda" rozgrywa się w pobliżu, dlatego z chęcią sięgnęłam po tę pozycję.

Główna bohaterka Małgosia ma pozornie poukładane życie. Cudowny i kochający mąż, praca, która sprawia prawdziwą satysfakcję - tylko dziecka brak w tym zestawieniu. Wiele lat starań i ciągle ten sam, negatywny wynik na teście. Dziewczyna przechodzi więc emocjonalną huśtawkę - raz wydaje się pogodzona z sytuacją, za chwilę rozpaczliwie oczekuje na wiadomość, że zostanie mamą. Mąż stara się trzymać ją w ryzach i zachowywać zdrowy rozsądek w tej całej sytuacji. Tłumaczy, zapewnia o swoim uczuciu. Ideał!

Małgosia dowiaduje się, że profesor, z którym miała zajęcia na studiach, jest umierający. Ta wiadomość wzbudza w niej wiele emocji, bo oprócz tego, że to były wykładowca, to także jej były kochanek. Postanawia z grupką przyjaciół go odwiedzić i wtedy dowiaduje się czegoś strasznego - czegoś, co wywraca jej uporządkowany świat do góry nogami i sprawia, że może stracić wszystko, co ma.

Główna bohaterka ma dwie przyjaciółki. Alicja pracuje z nią w szkole. Jest to samotna matka dorastającego już chłopca, związana z jednym z nauczycieli. Z jednej strony wydaje się, że jest bliską osobą, ale jak dochodzi co do czego, to Małgosia nie dzieli się z nią swoimi problemami, a trudne chwile Alicji traktuje po macoszemu. Nie widać oddania w tej relacji. Anka to przyjaciółka z dawnych lat. Lekkoduch, nadużywający alkoholu, próbujący pogodzić się z trudnym dzieciństwem, ale jest właśnie tą osobą, która wie wszystko, a nawet jak nie wie, to potrafi wydedukować. Dziewczyny rozumieją się bez słów i jest to taka przyjaźń mimo wszelkich przeciwności losu. Ania jest przy Małgosi w najtrudniejszych chwilach. Nawet wtedy, kiedy powinna być za granicą i cieszyć się odpoczynkiem, przeprowadza akcję ratunkową i sprawdza, czy z jej przyjaciółką wszystko dobrze.

Nie jest łatwo funkcjonować, kiedy nie spełnia się nasze największe marzenie. Małgosia i Marcin marzą o dziecku, a jednak nie jest im dane na razie zostać rodzicami. Lata starań, badań i pogrzebanych nadziei odciskają się na ich związku. Pięknie pokazana relacja, w której małżeństwo ma jeden cel i wspólnie radzi sobie z porażkami. Niestety nawet w tak poukładanym życiu może zdarzyć się coś złego. W tym wypadku winę za problemy ponosi Małgosia, która niefortunnie zgrzeszyła kilka lat wcześniej. Niesie to za sobą poważne konsekwencje.

Książkę czyta się jednym tchem. Jest to lekka, świetnie napisana powieść, która porusza naprawdę trudne tematy - bezpłodność, zdrada, choroba, śmierć. I chociaż wydawałoby się, że to aż nadmiar tragedii, to jednak bohaterowie starają się dostrzegać dobre strony każdej sytuacji, a także pogodzeni z losem, walczą ze swoimi demonami. "To nie może być prawda" to książka niezwykle życiowa, bohaterami są zwykli ludzie, a i problemy są powszechne. To historia, która mogłaby spotkać każdego.

Urzekło mnie zakończenie. Niedopowiedziane, teoretycznie smutne, ale z nutką optymizmu. Akcja powieści spójna i wciągająca, bohaterowie sympatyczni - czego chcieć więcej? Zdecydowanie polecam każdemu, kto lubi dobre książki obyczajowe. 

Za egzemplarz dziękuję Autorce.

wtorek, 8 maja 2018

"Wiara, Nadzieja, Miłość" Monika Jagodzińska

Tytuł: Wiara, Nadzieja, Miłość
Autor: Monika Jagodzińska
Wydawnictwo: Psychoskok
Liczba stron: 118

Przeczytałam książkę, zastanowiłam się nad jej treścią, a następnie spojrzałam na okładkę i okazało się, że Monika Jagodzińska to bardzo młoda osoba. Kiedy przeszukałam internet, odkryłam, że to nie jest pierwsza jej książka. I w zasadzie mocno mnie to zdumiało, bo chociaż książka opowiada o młodzieży i jest skierowana do młodzieży, to jest też niezwykle dojrzała, nieźle skonstruowana i na swój sposób niezwykła. 

Diana to ciepła i wrażliwa dziewczyna, która ma problemy z akceptacją w szkole. Walczy z otyłością, a koledzy i koleżanki wyśmiewają się z tego, jak wygląda, nie potrafią polubić jej taką, jaka jest. Poza jedyną przyjaciółką nie ma nikogo, kto darzyłby ją sympatią. Dziwi się, że nowy uczeń zwraca na nią uwagę. Tym bardziej że zaprasza ją na spotkanie. W pierwszej chwili wydaje się, że może się z tego rozwinąć fajna znajomość, ale niestety kończy się jak zwykle, czyli Diana staje się obiektem drwin. Jednak tym razem postanawia zawalczyć o siebie i zmienić swoje życie. Chce jeść zdrowiej, ćwiczyć i poczuć się lepiej. Tak bardzo pragnie zmian, że wpada w pewnego rodzaju pułapkę i przegapia moment, w którym jej marzenie zmienia się w jednostkę chorobową. Zdrowe jedzenie zamienia w głodówkę, a do tego trenuje ponad siły. Zamiast czuć się coraz lepiej i wyglądać świetnie, zaczyna przypominać swój cień. Rodzice i przyjaciółka martwią się o nią, a ona wypiera swoją chorobę i jeszcze bardziej się pogrąża.

Kiedy w życiu Darii pojawia się choroba, nie potrafi sobie z nią poradzić. Gubi się w tym wszystkim emocjonalnie, gubi się fizycznie. Nie widzi zmian, które w niej zachodzą. I tak naprawdę, mimo że chce wyzdrowieć, to jej stan się pogarsza. Niespodziewanie spada na nią duże nieszczęście. I to jest taki przełomowy moment - zastanowienie się nad sobą, nad ulotnością chwili, nad życiem. 

Jak już wspominałam - zaskoczył mnie wiek Autorki. Zwłaszcza w konfrontacji z treścią i z trudnym problemem, który porusza w swojej książce. Zaburzenia, jakimi są anoreksja i bulimia, to temat trudny i wymagający. Autorka świetnie kreuje główną bohaterkę i pokazuje jej emocje, uczucia, a także walkę, jaką młoda dziewczyna musi prowadzić sama ze sobą każdego dnia. Świetnie się tu sprawdza narrator w pierwszej osobie - zabieg ten uwiarygodnił całą historię. Bardzo ładnie zarysowane zostały relacje z otoczeniem - zaczynając od osób, które wspierają Darię w jej chorobie, aż po jednostki, które nie są świadome, z czym nastolatka się zmaga. Nie dostrzegają problemu lub nie chcą go dostrzegać. Także początkowe prześladowanie z powodu nadwagi jest pokazane jako poważny problem, który może przytrafić się każdemu uczniowi. Książka napisana naprawdę przyzwoicie, postaci wydają się sympatyczne i ładnie wprowadzone do historii, a cała akcja przekonała mnie i zmusiła do refleksji.

Nie jest to lekka opowieść, ale czyta się ją szybko i na pewno warto polecić zwłaszcza młodym, dopiero wkraczającym w życie osobom.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.


czwartek, 3 maja 2018

"Ciotka Poldi i sycylijskie lwy" Mario Giordano

Tytuł: Ciotka Poldi i sycylijskie lwy
Autor: Mario Giordano
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 400
 
"Ciotka Poldi i sycylijskie lwy" Mario Giordano to książka, która zaintrygowała mnie zarówno okładką, jak i opisem. Detektyw w spódnicy, oryginalna postać, która pragnie zapić się na śmierć i morderstwo - brzmi nieźle, prawda?

Ciotka Poldi przenosi się na Sycylię. Znajduje tam miejsce, w którym chce spędzić resztę życia i wykańcza się pomalutku, pijąc spore ilości alkoholu. Zaczyna martwić się o Valentino - chłopaka, który jej pomaga. Znika on bez słowa, od kilku dni nikt nie ma z nim kontaktu. Ciotka rozpoczyna swoje własne śledztwo, odwiedza rodziców i osoby, z którymi miał styczność w ostatnim czasie. Nikt nic nie wie. Kiedy postanawia o poranku udać się na plażę, odnajduje zwłoki Valentino i obiecuje mu, że rozwiąże tę sprawę. Jej zaangażowanie nie podoba się policjantowi, który prowadzi dochodzenie. Wywiązuje się między nimi dziwna relacja, oparta w takim samym stopniu na wzajemnej irytacji, jak i na wzajemnej fascynacji. Śledztwo, które prowadzi Poldi, jest pełne zwrotów akcji, pojawiają się nowi podejrzani i nowe motywy. Ciotka nie próżnuje i owija sobie wokół palca każdego, od kogo chce uzyskać informację. Nie boi się spotkania z mafiozami, złodziejami i innymi przestępcami.

Ciotka Poldi jest niezwykłą istotą. Nie przejmuje się tym, co o niej myślą inni. W zasadzie marzy tylko o tym, żeby jej życie się skończyło. Dopiero sprawa Valentino angażuje ją do tego stopnia, że jej priorytety się zmieniają. Stopniowo odzyskuje radość z życia. Zresztą nie tylko dzięki sprawie kryminalnej, ale też dzięki pewnemu policjantowi. Poldi jest spostrzegawcza i szybko wiąże fakty. Nie boi się ryzyka - sama podejmuje radykalne kroki, którymi miesza w policyjnym dochodzeniu. To taka postać, której nie da się nie lubić. Przynajmniej z perspektywy czytelnika, bo w sycylijskim miasteczku wzbudza przeróżne uczucia. 

Sprawa kryminalna jest skonstruowana w sposób przemyślany. W zasadzie od początku do końca ciekawi,a dodatkowo rozgrywa się w dość malowniczych okolicznościach. Dzięki temu w książce nie ma klimatu grozy i brutalnych scen. Piękne włoskie krajobrazy, grzybobranie u stóp Etny, sycylijskie wesele i zbrodnia, która wręcz jest tutaj elementem niepasującym do sielankowego życia.

Moim zdaniem największym minusem powieści jest dość toporny styl autora (ewentualnie słabe tłumaczenie). Miejscami brnęłam przez opisy, miejscami gubiłam się w akcji. Nie jest to jedna z tych książek, które się pochłania, bo są napisane w sposób lekki i przyjemny. Fantastycznie wykreowane postaci, bardzo przyjemna akcja, jakby się jeszcze lepiej czytało, to byłabym bezgranicznie zachwycona!

A tak jestem po prostu zadowolona, że miałam okazję przeczytać tę książkę. Mam nadzieję, że doczeka się kontynuacji, bo ciotka Poldi to postać z potencjałem i warto byłoby rozwinąć jej wątek w kolejnej powieści. 


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Initium.


niedziela, 29 kwietnia 2018

"Topienie Marzanny" Magdalena Kubasiewicz

Tytuł: Topienie Marzanny
Autor: Magdalena Kubasiewicz
Wydawnictwo: Lucky
Liczba stron: 320

Nie spodziewałam się, że moje pierwsze spotkanie z prozą Magdaleny Kubasiewicz będzie tak udane. Wszystko za sprawą książki "Topienie Marzanny", która okazała się kryminałem o lekkim zabarwieniu humorystycznym. 

Tak, trochę zapachniało Chmielewską. Jednak jest to dla mnie oczywiste skojarzenie, bo jako człowiek wychowany na jej twórczości, uwielbiający i wychwalający pod niebiosa Autorkę i jej książki, nie mogłam sobie tego tak nie skojarzyć. Czy jest to minus tej powieści? Nie. Czy akcja i humor pisane są na siłę w stylu mojej osobistej mistrzyni kryminału? Nie. Czyli to skojarzenie, to tak naprawdę wielki plus i wręcz komplement dla pani Magdaleny Kubasiewicz. Przynajmniej w moich oczach! 

Marzanna Wicher wyjeżdża ze swoją przyjaciółką Majką na wieś, gdzie w gronie rodzinnym ma świętować urodziny swojej stryjecznej prababki, która ma jakąś bliżej nieokreśloną liczbę lat i naprawdę okropny charakter. Nikt jej nie lubi, ale wypada się stawić. Na dodatek to atrakcyjniejsza opcja niż spędzanie upalnych dni w bloku, więc dziewczyny jadą... i pakują się w dość dziwną historię. Solenizantka zostaje zamordowana. Wszyscy są podejrzani i nikt nie rozpacza po jej śmierci. Na dodatek pod jednym dachem przebywają osoby tak daleko spokrewnione, że niektórzy widzą się po raz pierwszy w życiu. I w ogóle nie wiadomo nawet, czy wszyscy, aby na pewno są rodziną. Policja ma utrudnione zadanie, ponieważ potencjalni podejrzani zachowują się dziwnie i nieadekwatnie do sytuacji. Dodatkową atrakcję stanowi włamanie, wyłączenie korków w nocy, niekonwencjonalne poczynania dziewczyn i mała Dosia, która swoim temperamentem wykańcza wszystkich dookoła. 

Ciotka zostawia testament, który jest dość kontrowersyjny. Policja przeprowadza śledztwo, Marzanna irytuje mundurowego, a postronne osoby gubią się w sytuacji, bo jak tu się nie gubić jak Marzanna Wicher występuje aż w 3 egzemplarzach! Sytuacja komplikuje się, kiedy w zasięgu wzroku pojawiają się nowe zwłoki... 

Już dawno nie czytałam tak lekkiej i przyjemnej powieści, pełnej zbrodni, tajemnic, ale też doskonałego humoru. Autorka pisze świetnie stylowo, odpowiednio buduje napięcie i kreuje wyraziste postaci. Najmłodsza Marzanna to zwykła nastolatka, która dwukrotnie znajduje się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Niby podejrzana, a jednak z alibi. Występuje jako jednostka, która trwa w skomplikowanej relacji ze swoją przyjaciółką i jej byłym-przyszłym chłopakiem. Nie stąpa mocno po ziemi, ale dodaje całej historii kolorytu. Bardzo sympatyczna postać, którą trudno nie polubić od pierwszej strony.  Marzanna średnia przejmuje rolę głowy rodziny i stara się wybrnąć z zaistniałej sytuacji. Zarządza kuchnią, zakupami i próbuje ujarzmić swoje niesforne dziecię. Marzanna najstarsza, seniorka roku jest naprawdę nielubianą osobą. Tak naprawdę po jej śmierci nikomu nie jest nawet trochę przykro - wręcz przeciwnie, rodzina robi zakłady o to, kto zabił tak niesympatyczną kobietę. 

Co się rzuca w oczy? Każdy ma swoje dziwactwa i  tajemnice. Podobnie jak każdy mógł mieć motyw i możliwość zabójstwa. Na jaw wychodzi też dziwna sprawa dotycząca obrazów. Czyżby stryjeczna prababcia miała jakieś mroczne sekrety i nielegalne źródło dochodów? Nie ulega wątpliwości, że była bogata. Jednak miała na swoim koncie też tylu mężów, że równie prawdopodobne jest, że majątek odziedziczyła w spadku, jak i, że dorobiła się w wyniku nieuczciwych biznesów.

Rozwiązanie całej zagadki kryminalnej schodzi na dalszy plan. Nie jest może idealne, gdzieś tam minęło się z moimi oczekiwaniami, ale to zupełnie nie ma znaczenia. Cała powieść jest naprawdę dobrą i godną polecenia pozycją.






Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Lucky.




poniedziałek, 23 kwietnia 2018

"Doktor kolor" Marek Borowiński

Tytuł: Doktor kolor
Autor: Marek Borowiński
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 256

Kolory odgrywają bardzo ważną rolę w życiu człowieka - większą niż możemy sobie wyobrazić. Każdy z nas mniej lub bardziej świadomie wybiera te kolory, z którymi czuje się najlepiej, które mu się dobrze kojarzą i które pasują do jego charakteru. Z kolei unika tych, które go drażnią i powodują uczucie dyskomfortu.

Poszczególne barwy oddziałują na nasz system nerwowy i emocjonalny. Pobudzają lub wyciszają, ułatwiają skupienie i wspomagają myślenie. Trzy podstawowe kolory to żółty, czerwony i niebieski. Każdy z nich wyzwala w człowieku inne emocje. Żółty prowokuje czynności takie jak czytanie, pisanie, mówienie, myślenie analityczne. Czerwony powoduje przyspieszone bicie serca, podnosi ciśnienie, a nawet sprawia, że wzrasta temperatura naszego ciała. Niebieski jest kolorem chłodnym, ułatwia zasypianie, wycisza. Może także obniżyć gorączkę!

Mózg lubi kolory, które przechodzą harmonijnie w następującej kolejności: żółty, pomarańczowy, czerwony, fioletowy, niebieski i zielony.

Barwy są ważne w każdym aspekcie naszego życia. Mieszkanie musi być urządzone tak, żeby mieszkańcy dobrze się w nim czuli. Ściany nie mogą przytłaczać, a jeśli pomieszczenie ma służyć do wypoczynku, nie powinny też pobudzać. Inaczej malujemy pokój dziecięcy, pokój nastolatka i sypialnię - właściwe dopasowanie to połowa sukcesu. Reszta to dobrze dobrane meble i dodatki. Te ostatnie są niezwykle ważne, zwłaszcza jeśli pokój jest zbyt surowy lub mało przytulny.

Książka Doktor kolor Marka Borowińskiego wprowadza nas w świat barw, które otaczają nas na każdym kroku. Nie tylko możemy przeczytać, o czym świadczy nasza sympatia do różu, ale też możemy się dowiedzieć, jak przy pomocy barw manipulują nami w sklepach czy w internecie. To nieprawdopodobne, jak działa na nas siła przyzwyczajenia - czerwony napis na żółtym tle kojarzy się z promocjami, a zielone oznaczenia z produktami bio. Oczywiście w sprzedaży jest to nagminnie wykorzystywane.

Równie ważna, jak kolor mebli czy ubrań, jest dla nas barwa... jedzenia! Tak! Poszczególne grupy warzyw i owoców można podzielić kolorystycznie i okazuje się, że owoce w tych samych barwach mają ze sobą wiele wspólnego. Zielone - zawierają sporą ilość kwasu foliowego, a także witaminy A, C i E. Żółte i pomarańczowe owoce i warzywa bogate są  w beta-karoten. A białe to naturalne antybiotyki - mają działanie przeciwwirusowe, dlatego czosnek, cebulę, por czy chrzan zawsze warto uwzględnić w diecie.

Książka doktora Marka Borowińskiego to skarbnica wiedzy i ciekawostek. Tematyka przedstawiona w ciekawy sposób, prostym językiem. Autor zaciekawia czytelnika, a piękne zdjęcia i oprawa graficzna dodatkowo przyciągają uwagę. Z lektury można dowiedzieć się wiele o sobie, a także uzyskać ciekawe wskazówki dotyczące wyposażenia domu, wystroju stołu na przeróżne okazje, a nawet jakie kwiaty wypada, a jakich nie wypada i dlaczego żółte są kontrowersyjne.

Dużo interesującej treści, a wszystko kręci się dookoła koloru! Polecam każdemu, kto lubi lekkie książki, poradniki, ciekawostki.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.



sobota, 21 kwietnia 2018

ŚBK: Nasze muzyczne inspiracje

Niedawno w cyklu postów Śląskich Blogerów Książkowych pisałam o swoich pasjach - głównie o muzyce. Ostatnio byłam na koncercie, który był tak niezwykle cudowny, że doładował moje akumulatory. Na długo. 

Katarzyna Groniec i Magda Umer - dwie najważniejsze postaci mojego muzycznego świata. Nie ma nikogo wyżej, nikt nie zagraża ich pozycji. Nie mogę wskazać, która bardziej, bo to zupełnie inne głosy, inne emocje, inne wspomnienia. Jednak wiem jedno - plączą się po głośnikach i po zakamarkach mojej duszy i sprawiają, że rzeczywistość staje się lepsza. Cieplejsza. Spokojniejsza.

Katarzyna Groniec w marcu wydała nową płytę Ach!. Płytę, na którą czekałam z lekkim niepokojem - bo ZOO długo gościło na scenie i w moim domu też. Doczekało się DVD, które przewałkowałam wiele razy. Niezwykły koncert, bo z tekstami Osieckiej, a interpretacjami tak cudownymi, że trudno było sobie wyobrazić, że kolejna płyta też mnie zachwyci.

Zachwyciła! Zachwyciła mnie płyta i zachwycił mnie koncert w Teatrze Rozrywki. Historia, którą Artystka opowiedziała na scenie, porwała mnie bezgranicznie. Cudowne aranżacje, gra światłem i cieniem, taniec, instrumenty i ten wspaniały głos, który przenosi w inny wymiar i sprawia, że koncert nie jest tylko koncertem, a przeżyciem niezwykłym i niezapomnianym. Nowe piosenki są wspaniałe. Jednak nie tylko one odegrały ważną rolę w tym wydarzeniu. Niewinna z płyty Pin-up Princess, Przetańczyłam już wszystko z płyty Wiszące ogrody już się przeżyły czy Ona jest z debiutanckiego krążka Mężczyźni stanowiły wspaniały powrót do przeszłości i do emocji, które towarzyszyły mi na wcześniejszych koncertach. Przyznaję się do winy (również z płyty Mężczyźni) przypomniało wspaniałą postać Grzegorza Ciechowskiego. Wszystkie piosenki ułożyły się w jedną historię - smutną, ale z potencjalnie pozytywnym zakończeniem.



Nie potrafię wytłumaczyć tego, co ta Artystka ze mną robi. Wyzwala takie pokłady emocji - zarówno tych, które rozbijają na kawałki, jak i tych, co uwalniają ogromną ilość endorfin. Przyspieszone bicie serca i totalne wyłączenie z rzeczywistości - tak, to ja na koncertach, tak, to ja podczas samotnego przesłuchiwania płyty.

Cieszę się, że ten koncert jest tak wspaniałym widowiskiem. Zawsze zadziwiało mnie, jak przy totalnym minimalizmie (sławna czarna kostka na scenie!) można zrobić tak wiele! Wokalistka, zespół, stonowane animacje na telebimie, delikatne światło, kilka rekwizytów, sukienka z ptaszkami. Nie trzeba nic więcej, żeby stworzyć spektakl z prawdziwego zdarzenia, który oczaruje widza, dosłownie OCZARUJE!

Nie wiem, który to mój koncert. Próbowałam policzyć, wyszło mi, że siódmy. Może tak, może było ich więcej. Na pewno każdy to było tak samo niezwykłe doświadczenie, na pewno nie po raz ostatni zasiadłam na widowni i na pewno kocham tę muzykę jeszcze bardziej. Tym razem nie jestem na żadnym życiowym zakręcie, więc też na spokojniej odebrałam nową płytę. Od kilku dni powracam jednak do całości twórczości, biegam po najcudowniejszych utworach, wspominam te chwile, w których były najważniejsze. Typowa reakcja pokoncertowa. Tak już mam - w tym moim świecie, w którym mocno stąpam po ziemi, potrzebuję takich właśnie wydarzeń kulturalnych, które dostarczają siły na kolejne dni, tygodnie i miesiące. Przynajmniej do kolejnego koncertu.



O muzycznych inspiracjach pozostałych Śląskich Blogerów Książkowych można poczytać tutaj:
ŚBK 

wtorek, 10 kwietnia 2018

"Na dnie duszy" Anna Sakowicz

Tytuł: Na dnie duszy
Autor: Anna Sakowicz
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 350

Czekałam na tę książkę. Lubię pióro Anny Sakowicz, lubię (tak, teraz już wiem, że lubię) dobrą powieść obyczajową, a ten tytuł wzięłam za pewniak. Czułam, że będzie dobrze i to nie będzie stracony czas.

"Na dnie duszy" to powieść o trzech kobietach z trzech różnych pokoleń, które próbują normalnie żyć - chociaż każda z nich ma inne problemy, inne wspomnienia i inną sytuację rodzinną. Rozalia, jej córka Donata, a także wnuczka Inga - łączą je więzy krwi, a także rozpaczliwa potrzeba uwolnienia się od przeszłości i nauczenia się niezależności.

Rozalia, seniorka rodu wywodzi się z patriarchalnej rodziny, obciążonej traumatycznym wydarzeniem, w którym została skrzywdzona jedna z sióstr. Marzy o tym, żeby iść do zakonu i oddać się Bogu, jednak ojciec ma dla niej kandydata na męża. Wydaje ją za łotra złodzieja, którego dziewczyna nie kocha. A w zasadzie z dnia na dzień bardziej nienawidzi. Brzemienna odchodzi od męża i próbuje udźwignąć rzeczywistość, która dla niej - samotnej matki z małym dzieckiem jest niezwykle trudna. Po latach niejako zza grobu, zostawia dla swoich bliskich testament, którym zmusza ich (a zwłaszcza swoją wnuczkę, której zapisuje pamiętnik) do zastanowienia się na wartością, jaką jest rodzina. Opisuje swoje życie - częściowo po to, żeby się wyspowiadać, a częściowo po to, żeby przeprosić i wytłumaczyć, że nie wszystko, co złe było wyłącznie jej winą.

Donata, córka Rozalii jest niezwykłą dziewczynką, która tęskni za prawdziwą rodziną. Chciałaby mieć tatę, chciałaby mieć matkę, która potrafi kochać i okazywać czułość, miłość i delikatność. Niestety jej rodzicielka nie jest taką osobą, a i na ojca nie może liczyć. Rodzina matki ją przeraża, a jedyne bliskie osoby odnajduje w sąsiednim mieszkaniu. Dwie kobiety, które okazjonalnie zajmują się dziewczynką, okazują jej szereg uczuć, których nie zna z domu. Częstują czekoladą, dają piękny prezent i sprawiają, że małe serduszko chociaż przez chwilę jest szczęśliwe. Takie dzieciństwo odbija się w dorosłym życiu Donaty. Nie potrafi do końca poukładać swoich relacji rodzinnych ani z matką, ani z mężem, ani ze swoimi dziećmi. Cierpi na nerwicę natręctw, która utrudnia jej życie. Jest nieszczęśliwą i zagubioną kobietą, która daje się zmanipulować synowi.

Inga próbuje nie popełniać błędów swojej mamy i babci. Ma cudownego męża i córkę, wiodą pozornie szczęśliwe życie. Jednak z okazji braku asertywności, ciągle daje się wciągnąć w rodzinne historie, które zupełnie nie są jej na rękę, a także wywierają zły wpływ na relację z najbliższymi. To właśnie ona otrzymuje od babci pamiętniki, to właśnie ona musi zmierzyć się z trudną historią, która ukształtowała całą jej rodzinę, a także wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Starsza pani przed śmiercią wymyśla intrygę. Wygląda to trochę tak, jakby chciała zabawić się kosztem swojej rodziny. Chociaż tak naprawdę cała ta sytuacja ma głębszy sens i przesłanie, to początki dla wszystkich są trudne. Inga z bratem kłócą się, matka dostaje ataków swojej nerwicy, a pozostałe osoby albo zbyt mocno wtrącają się w zaistniałą sytuację, albo ją lekceważą.

Już dawno żadna książka nie wywarła na mnie takie wrażenia. Przede wszystkim starałam się z całych sił znielubić Rozalię, bo to całe zło, które wyrządzała - zwłaszcza córce, było dla mnie nie do przyjęcia. Tylko nie udało mi się, bo odniosłam wrażenie, że to jej wyrządzono największą krzywdę. Przede wszystkim ten straszny dzień, w którym była naocznym świadkiem bólu, jaki zadano jej siostrze. Te chwile, kiedy myślała, że to koniec, że najbliższa jej osoba umrze, kiedy musiała oglądać sytuację, która nie miała prawa się wydarzyć. No i oczywiście wydanie za mąż wbrew woli, oddanie mężczyźnie, do którego Rozalia czuła wstręt i którego nienawidziła z całych sił. Ona nie żyła w czasach, w których skrzywdzoną kobietę otaczano opieką terapeutów. Mogła co najwyżej słuchać o tym, że ma bękarta - na dodatek podobnego do ojca. Wiem, że każda matka kocha swoje dziecko, ale wydaje mi się, że w tym wypadku za dużo było nienawiści, która przyćmiła te dobre uczucia.

To trudna książka, trudna emocjonalnie. I chociaż pozornie wydaje się być historią jakich wiele, to niektóre wspomnienia, reakcje, wyznania wywołują taki wewnętrzny niepokój i zagubienie w czytelniku. Ciężko przejść obojętnie obok dziewczynki, która rozpaczliwie domaga się uwagi od mamy i prosi ją o najmniejszy czuły gest, ani obok tej, której dzieciństwo bezpowrotnie się skończyło, bo ktoś miał taki kaprys. Ciężko zdrowemu człowiekowi zrozumieć, czym jest nerwica natręctw i jakie spustoszenie potrafi spowodować w psychice chorego. A przede wszystkim ciężko pogodzić się z utraconym czasem i z błędami, które tak ciężko naprawić, a także ze słowami, których nie da się cofnąć.

O czym jest ta książka? O rozliczeniu się z przeszłością i zaakceptowaniu jej skutków, a także o tym, jak dzieciństwo wpływa na życie dorosłej jednostki i na to, jakie relacje wprowadzi w swojej rodzinie. Wydaje mi się, że kobiety z tej powieści są wystarczająco silne, żeby unieść swój krzyż, chociażby odbywało się to kosztem innych. Ich pozorna obojętność to tylko maska, dzięki której są w stanie uporać się ze swoim życiem i przeznaczeniem.

To jedna z tych pozycji, do których się wraca i które się odkrywa co jakiś czas na nowo. Zdecydowanie warto przeczytać i poznać tę opowieść pełną smutku i głęboko zakopanego bólu, z którymi bohaterowie muszą rozliczyć się po śmierci seniorki rodu. Polecam!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.


środa, 28 marca 2018

"Cień przeszłości" Grzegorz Gołębiowski

Tytuł: Cień przeszłości
Autor: Grzegorz Gołębiowski
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 270

"Cień przeszłości" Grzegorza Gołębiowskiego, to jedna z tych książek, o których nie wiem, co napisać. Z jednej strony lubię dawać szansę debiutantom i zawsze patrzę na ich twórczość łaskawym okiem. Wszak warsztat też trzeba sobie wypracować. Z drugiej strony miało być tajemniczo i niezwykle, a nie było.

Adam, ambitny genealog spotyka w archiwum starszego pana, który prosi go o pomoc w rozszyfrowaniu napisu na dokumencie. Mężczyzna zostawia swoją walizkę, a po wyjściu słabnie i zabiera go karetka. W dokumentach tego obcego człowieka, które Adam zabiera ze sobą, znajduje się pendrive z zaszyfrowaną zawartością. Zaintrygowany genealog prosi o pomoc swoją koleżankę Annę, zapaloną panią informatyk, która zgadza się wziąć udział w tym dziwnym przedsięwzięciu. Nie wie jeszcze, że przyjdzie jej łamać prawo, a cała sytuacja narazi ją na wielkie niebezpieczeństwo. Oboje postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i przeprowadzają prywatne śledztwo. Zbliżają się do siebie i ich koleżeńska relacja zmienia się w zupełnie inną zażyłość.

Książka ma potencjał. Naprawdę! Jednak... przede wszystkim jest w niej za dużo opisów. Opisy czynności codziennych, opisy przedmiotów, opisy kolejnych kroków podczas informatycznych działań Anny. I te ostatnie wydały mi się najbardziej irytujące. Może dlatego, że zupełnie nie pasowały do tekstu powieści. Myślę, że osoby niezwiązane z informatyką zupełnie ich nie docenią, a także zupełnie ich nie zrozumieją.

"Uruchomiła kupiony już jakiś czas temu program Passware Kit Forensic, który idealnie nadawał się do jej zadania. Wybrała polecenie Full disc encryption z ekranu głównego, a następnie opcję BitLocker. Kolejnym krokiem było wskazanie zapisanego dysku, który ma zostać odkodowany".

Brzmi trochę jak fragment mojego podręcznika ze studiów.

Adam jest osobą mocno oderwaną od rzeczywistości. Skupiony na badaniu dziejów, nie rozumie, do czego może doprowadzić jego lekkomyślność. Naraża siebie i Annę na niebezpieczeństwo, ryzykuje w sposób zupełnie nieodpowiedzialny. Ciężko polubić tego bohatera, ale w przeciwieństwie do niego pani informatyk jest wspaniałą, ciepłą osobą, która bezinteresownie pomaga swojemu koledze, a nawet pod wpływem jego uroku osobistego nagina prawo. I to ona wykazuje się zdrowym rozsądkiem, wysyłając Adama na policję.

Nie mam wątpliwość, że autor zrobił porządny research, że przygotował się do pisania i, że miał dobry pomysł na treść. Tylko zabrakło warsztatu oraz momentów, które wbijają w fotel i sprawiają, że nie można się oderwać. 

Nie jest to książka, którą mogę polecić. Nie czytało mi się źle, ale też akcja nie porwała mnie na tyle, żeby z czystym sumieniem zaproponować ją znajomym. Zbyt obszerne opisy sprawiły, że powieść dłużyła mi się i nie trzymała mnie w napięciu.






Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Novae Res.


środa, 21 marca 2018

Nie samymi książkami ŚBeK żyje, czyli o naszych pasjach

Trudno rozwijać swoje pasje, kiedy dookoła tyle się dzieje. A to dziecko choruje, ewentualnie dwójka równocześnie, a to te wszystkie zajęcia dodatkowe trzeba obskoczyć, wszak córka sama sobie nie poradzi, a angielski i karate to jej hobby. Jako matka muszę wspierać, bo jak inaczej? Praca, dom, prasowanie, pranie i gdzieś ten czas się skurczył. Ostatkiem sił staram się jednak trzymać tych moich małych przyjemności. I oddawać się pasjom - większym i mniejszym. To dla mnie ważne, to jest mi potrzebne do życie - tak jak tlen do oddychania.

Książki. Jednak "nie samymi książkami" jest w temacie posta. Dlatego pomijam tym razem literaturę, chociaż to ona zajmuje tak ważne miejsce w moim życiu.

Muzyka. Z tą muzyką to jest tak trochę terapeutycznie. Oczyszcza, wzmacnia i ogarnia moje emocje. Ciężko w to uwierzyć, ale właśnie tak jest. Nie może to być przypadkowa muzyka - oczywiście mam wielu wokalistów, których lubię, dużo piosenek, coverów, których słucham, ale znaczna ich część, to po prostu przyjemne dla ucha kawałki. Terapeutycznie działa tylko kilku Artystów, bez których ciężko byłoby pokonać te wszystkie gorsze chwile.

Kto?

Katarzyna Groniec. Od 15 lat. Nie, nawet dłużej. Weszła w moje życie z płytą "Poste restante" i została. Pojechałam dla niej do stolicy, bo tam w Teatrze Polonia występowała w musicalu "Bagdad Cafe". Po Śląsku poniewieram się po koncertach - każdy jeden to dla mnie wielka uczta muzyczna. Podniesiony puls. Wypieki na policzkach. A nawet wzruszenie. I to jest trochę tak, że kiedy brak mi sił, to leci "Emigrantka", a jak mi Osiecka w duszy zagra, to odpalam "ZOO" - jedyny koncert na DVD. I chyba dla mnie najważniejszy.


Magda Umer. Przy naszym ostatnim spotkaniu podziękowałam jej za wszystko. Za  emocje, których mi dostarczyła swoimi interpretacjami piosenek. Za to, że w tak cudowny sposób opowiada świat i za wspaniały koncert w Opolu, w 1997 roku - "Zielono mi". Melancholijnie-smutna i bardzo potrzebna w mojej codzienności.


Michał Bajor. Może dlatego, że mężczyźni też potrafią poruszyć to i owo w mojej duszy. Znaczy ten jeden mężczyzna. Wspaniałe interpretacje, wielki talent.


Sentymentalnie się zrobiło. Nastrojowo. Piosenka poetycka i aktorska jest tym, co kocham. I to nie jest tak, że tylko tych trzech Artystów tak porusza i wzrusza. Edyta Geppert, Alicja Majewska, Irena Santor,  Andrzej Poniedzielski... zabawne to nawet, bo takie oderwane od teraźniejszości. Nie ma na mojej liście nic współczesnego, nic popularnego. Dziwak i tyle.

Podróże. Kocham podróżować po Polsce. Cenię sobie aktywny wypoczynek. Niestety gardzę leżakowaniem na plaży czy moczeniem kończyn w basenach, bo szkoda mi na to czasu. Wolę zwiedzać, oglądać i podziwiać. Staram się wybierać nowe rejony, nowe miasta, żeby zobaczyć jak najwięcej. Kiedyś chodził mi po głowie blog podróżniczy, ale to jeszcze nie teraz. Może jak dzieciaki podrosną i nasze wycieczkowanie stanie się bardziej regularne. Kocham polskie morze. Wszystko wszystkim, ale nad Bałtyk trzeba jechać co rok! Z rodziną wyruszamy dość często. Czasami bliżej, czasami dalej. Odwiedzamy ciekawe miejsca, fotografujemy i próbujemy lokalnych dań.




Teatr. Teatr to bardzo skomplikowana pasja. Przede wszystkim dlatego, że jest drogi. Wiadomo, wycieczki są droższe, ale jednak wiążą się z kilkudniowym odpoczynkiem, a sztuka - nawet najlepsza, to zaledwie dwie/trzy godziny, a wydatek... W naszych śląskich teatrach jest taniej, to na pewno. Jednak mnie pociągają i przyciągają przede wszystkim te warszawskie - wielkie teatry, pełne moich najukochańszych aktorów. Jest ich kilka (tych teatrów) i za każdym razem, jak mam okazję na taką teatralną ucztę, to mój poziom endorfin niebezpiecznie wzrasta. I nie, to nie znaczy, że gardzę tymi lokalnymi. Częstochowski Teatr im. Adama Mickiewicza to najcudowniejsze miejsce pod słońcem. Moje miejsce, w moim mieście.  No taka prawda! Powoli staram się zaszczepić tę pasję w córce. Jest już na tyle duża, że od pewnego czasu chodzi na różne sztuki. Będę mieć kompana w przyszłości.

Seriale. Oj tam, oj tam. Tak, seriale też. Teraz brak mi na nie czasu. Mam kilka takich 'do żelazka' i to musi chwilowo wystarczyć. Jednak to nie jest tak, że ta moja serialowa miłość się skończyła bezpowrotnie. Powróci, tylko maluchy muszą się ogarnąć. Moje serialowe miłości? "Przyjaciele"! Mogę zawsze i wszędzie. Każdego dnia w moim tv goszczą i to już od dawna. "Castle", "Kości" i "Dr House" to moja wielka trójca, którą żyłam kilka lat. Wstawałam w nocy, oglądałam solo i ze znajomymi. Z okazji finałów sezonu brałam udział w zlotach, w nocnych maratonach i innych szaleństwach też. Na forach internetowych poznałam ludzi, z którymi utrzymuję kontakt do dziś. Powracam do nich z radością. Wciąż przeżywam kilka wątków, wciąż wzruszają mnie niektóre sceny. Wciąż bezgranicznie zachwyca mnie Stana Katic. To się nie zmienia. Kolejnym serialem, który był najbardziej mój z tych wszystkich moich, jest "Private practice". Najcudowniejsza Kate Walsh i przypadki medyczne, które rozrywały moje serce. Polskie seriale też oglądam i zawsze oglądałam. Może nie ma się czym chwalić (na pewno nie powinnam się chwalić, ileż ich było), ale naprawdę nie żałuję żadnego odcinka obejrzanego dla uśmiechu Leszka Lichoty!

Dużo tego. Część pasji trochę zakurzona, odroczona z okazji posiadania w domu dość wymagającego i ciągle ząbkującego niemowlaka, inne wciąż obecne, ułatwiające przetrwać każdy kolejny dzień. Taka jestem, to mnie tworzy, tym żyję. Zero adrenaliny, ale za to ileż pozytywnych emocji!

O pasjach pozostałych Śląskich Blogerów Książkowych można poczytać tutaj:
ŚBK