sobota, 8 grudnia 2018

Top 10 najlepszych książkowych prezentów na święta

Jest grudzień, więc święta tuż tuż. Nie ma co się oszukiwać, to najwyższa pora, żeby kolekcjonować upominki dla najbliższych. Lubię kupować prezenty, lubię polecać książki i wiem, że książka to najlepszy prezent na każdą okazję. Dlatego przygotowałam krótki poradnik książkowo-prezentowy, różnorodny zarówno pod względem gatunku, jak i też obejmujący propozycję dla każdego przedziału wiekowego.


Dzieci

Dzieci są na ogół najłatwiejsze do obdarowania, bo przeważnie cieszą się z każdego prezentu. Jeżeli na stanie rodziny jest maluch, który już rozumie, że książka to nie tylko gryzak na trudny czas ząbkowania, to warto podarować mu książeczkę "Naciśnij mnie", napisaną przez Herve Tullet. To tak naprawdę minimum treści, a maksimum wyśmienitej zabawy. Książeczka edukacyjna uczy dziecko kolorów, kształtów, gdzie jest prawa, a gdzie lewa strona. Kropki, które są głównymi bohaterami, powiększają się i zmniejszają, rozmnażają, zmieniają kolory, przesuwają się po stronie, ustawiają w rządku i gaszą światło. Dziecko palcami dotyka strony, potrząsa książeczką, odwraca ją i bawi się z kulkami, a one wprowadzają je w świat nowych zjawisk i pojęć. Świetna sprawa dla 2-4-latka.

Trochę starszego chłopca niewątpliwie zainteresuje książka "Opowieści dla chłopców, którzy chcą być wyjątkowi. 100 historii niezwykłych mężczyzn, którzy podjęli wyzwanie, by zmienić świat" Bena Brooksa. Pięknie wydany i pięknie ilustrowany zbiór biografii, które mogą być inspiracją dla przedszkolaka i ucznia. Wielkie nazwiska, piękne historie zawarte w jednej książce, mające pomóc uwierzyć w siebie i w swoje możliwości. Taka książka, którą warto mieć na półce i czytać dziecku/z dzieckiem w chwili zwątpienia. W końcu każdy z nas chce być bohaterem i zmieniać świat!

Świetnym prezentem zarówno dla córki, jak i dla syna jest audiobook, którego można słuchać zarówno do snu, jak i w wannie czy na spacerze. Wspaniałą serię książek w tej wersji wypuściło wydawnictwo Jung-off-ska, które przede wszystkim upodobało sobie książki Astrid Lindgren. Godnym polecenia prezentem może być klasyczna, znana wszystkim powieść "Dzieci z Bullerbyn", czytana przez fantastyczną Edytę Jungowską. Jej ciepły, serdeczny głos idealnie pasuje do przedstawionej treści, a sama w sobie opowieść jest lubiana przez każde dziecko. Jedyne ryzyko związane z tym audiobookiem jest takie, że dziecko pokocha szóstkę przyjaciół całym serduszkiem i będzie słuchało opowiadań o ich niesamowitych przygodach tygodniami. A nawet miesiącami!

Dorośli

Wiadomo, ile ludzi, tyle upodobań. Jak trafić w gust najbliższych?

Pierwsza moja propozycja to "Dożywocie" Marty Kisiel. Idealna dla każdego, komu chcemy poprawić humor - dla brata, wujka i babci. To taka książka, którą czyta się w samotności, bo niekontrolowane wybuchy śmiechu przykuwają uwagę otoczenia. Głównym bohaterem jest Konrad, który dostaje w spadku dworek z wieżyczką i wyprowadza się na odludzie, żeby w spokoju pisać. Na miejscu okazuje, że jego nowe lokum zamieszkują dożywotnicy, których nie może się pozbyć. Kogo tam nie ma! I aniołek Licho w bamboszkach, który ma alergię na własne pierze, Szczęsny, który w gruncie rzeczy jest bardzo nieszczęsny... znaczy nieszczęśliwy, ośmiornica Krakers władająca kuchnią, utopce i królik Rufolf Valentio. To jest jedna z najzabawniejszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam i zdecydowanie polecam w ramach śmiechoterapii.



A co jeśli mama z ciocią wolą dobrą powieść obyczajową? W takim wypadku proponuję najnowszą powieść Małgorzaty Kalicińskiej "Miłość na walizkach". Ta książka opowiada o życiu dojrzałych osób, które próbują zbudować trwały związek. Nie ma w niej wzlotów i upadków, nie ma podejmowania decyzji pod wpływem chwili, ani irracjonalnych zachowań tak charakterystycznych dla młodego wieku. Autorka zachwyca stylem pisania i ciepłem, które bije z jej opowieści. Postaci buduje w sposób przemyślany, tak konstruuje ich życie i opisywane problemy, że każdy z nas może się z nimi utożsamić. To bardzo dobra książka, która niewątpliwie zachwyci każdego miłośnika dobrej powieści obyczajowej. Godne polecenia są też dwie wcześniejsze części: "Lilka" i "Trzymaj się, Mańka".

A co dla zapracowanej siostry, która wiecznie żyje w biegu, dba o linię i stara się przestrzegać zasad prawidłowego żywienia? Idealną propozycją będzie "Lunchbox na każdy dzień. Przepisy inspirowane japońskim bento", w której znajdziemy zarówno podstawowe zasady przygotowania lunchboxów, jaki i informację o tym, jaki pojemnik wybrać, jak o niego dbać, ale też mnóstwo prostych, tanich i smacznych przepisów. Wszystkie propozycje posegregowane są według pór roku, ponieważ opierają się na sezonowych produktach. Sałatki, omlety, pasty, makarony, mięsa, koktajle i wszystko, co tylko można zamknąć w pudełku i zabrać ze sobą do pracy. Przepisy zawierają listę produktów, sposób przygotowania, a także uwagi o przechowywaniu, ponieważ jedne potrawy mogą leżeć w lodówce kilka dni, inne lepiej zjeść od razu.

W każdej rodzinie jest taka osoba, która lubi być na bieżąco w tematach zdrowotnych, zbiera magazyny, ogląda programy i chce wiedzieć, jakie są domowe sposoby na leczenie przeziębienia, bolącej wątroby czy kołatania serca. Niezależnie od tego, czy to ciotka, mama czy babcia, na pewno spodoba jej się propozycja Wydawnictwa Otwartego "Jelita wiedzą lepiej. Jak zrewolucjonizować sposób odżywiania i zmienić od wewnątrz swoje ciało". To też idealna książka dla każdego, kto ciągle choruje lub ma na stanie dzieci, które więcej czasu spędzają w domu niż w placówkach. Nasza pediatra powtarza, że zdrowie zaczyna się w jelitach i ta książka stanowi potwierdzenie jej słów. O tym, jak jeść i czym wspomagać układ odpornościowy, a także jak dobrać probiotyki i prebiotyki. Jeden z ciekawszych i ważniejszych poradników na liście bestsellerów. 



W trakcie planowania prezentów nie wolno zapomnieć o miłośnikach mocnych wrażeń, krwawych thrillerów, brutalnych scen walki. Jeśli thriller, to tylko Tess Gerritsen. Godna polecenia jest najnowsza powieść: "Sekret, którego nie zdradzę". Seria brutalnych morderstw i niepokonany duet Rizzoli i Isles, które bez ustanku dążą do rozwiązania zagadki. Jest mrocznie i tajemniczo, ale nie brak też miejsca na uczucie, które nie miało prawa się przytrafić, a jednak rozwija się między dwójką bohaterów. Ta autorka jest zawsze w wyśmienitej formie, a wszystkie powieści, które stanowią serię o Jane i Maurze, to wspaniałe thrillery medyczne na najwyższym poziomie.

Najtrudniej dopasować książkę do wujka czy kuzynki, którzy nie mają wyraźnych zainteresowań, co najwyżej lubią seriale i oglądają programy rozrywkowe. Idealną propozycją dla nich wydaje się najnowsza książka Kuby Wojewódzkiego "Nieautoryzowana biografia". Każdy go zna, nie każdy go lubi. Jedni z zapartym tchem śledzą wszystkie programy, w których występuje, czekają na błyskotliwe wypowiedzi, trafne riposty i celne spostrzeżenia, inni gardzą i omijają szerokim łukiem. Wojewódzki to człowiek wszechstronny, inteligentny, który próbuje swoich sił w wielu dziedzinach, zaczynając od aktorstwa, a kończąc na roli jednej z kilku najbardziej znaczących twarzy polskiej publicystyki i popkultury. Niewątpliwie jest to postać, którą warto lepiej poznać, dlatego znalazła się w moim zestawieniu.

Ostatnia moja propozycja idealna jest dla żony, taty, brata, każdego, kto jest przepracowany i nie ma sił na wymagającą i nużącą lekturę. Ostatnio bardzo popularnym gatunkiem stała się komedia kryminalna, a ja pośród wielu, które czytałam, wyłowiłam prawdziwą perełkę! "Spisek scenarzystów" Wojciecha Nerkowskiego, to powieść, której akcja rozgrywa się na planie serialu. Poza sprawą kryminalną autor porusza też niezwykle ciekawy aspekt pracy przy produkcji - zakulisowe spory, sprzeczki i rywalizacja między aktorami. Dobrze napisane postaci, ciekawa i wartka akcja oraz naprawdę zaskakujące zakończenie! To bardzo dobry kryminał, lekki, przyjemny i idealny na prezent. 



Nie mam najmniejszych wątpliwości, że te książki zainteresują obdarowanych, a i cenowo też literatura wypada zdecydowanie lepiej niż teatr, wyjście do spa czy kolejne zabawki.

Wpis powstał przy współpracy ze sklepem internetowym merlin.pl, który w świątecznym czasie przygotował dwie wyjątkowe promocje. Pierwsza z nich to bezpłatna dostawa każdego zamówienia do kiosku Ruchu od 27 listopada do 19 grudnia, a druga to rabat 15 zł na zamówienia powyżej 49 zł przy płatności masterpass. Warto skorzystać!

https://merlin.pl/swieta-z-merlin/

niedziela, 25 listopada 2018

"Dobra-noc" Sabina Waszut

Tytuł: Dobra-noc
Autor: Sabina Waszut
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 320

Ja wiem, że jest listopad i jeszcze trochę lektur przede mną, ale właśnie doszłam do wniosku, że była to najlepsza książka, jaką przeczytałam w 2018 i naprawdę trudno będzie to zmienić jakiejś innej powieści.

Nie miałam wielkich oczekiwań co do tej pozycji. W zasadzie zdecydowałam się na nią tylko dlatego, że rzecz się dzieje pod Częstochową (a to moje miasto). Poza tym lubię poznawać twórczość nieznanych mi jeszcze autorów.

Zakochałam się w tej książce od pierwszej strony. Cała historia rozpoczyna się w 1934 roku, kiedy na świat przychodzi Krysia, siódma córka w małżeństwie Jadwigi i Michała. I chociaż dla rodziców powinna stanowić ogromną radość i szczęście, to oni są wyraźnie rozczarowani. Liczyli, że los w końcu obdaruje ich synem. Siódma córka to zły znak, zwłaszcza według wierzeń, w których takie dziecko rodzi się przeklęte i może stać się zmorą, która w nocy dusi swoje ofiary, ściągając na nie choroby i śmierć. Jadzia nie akceptuje swojej tak nieudanej córki. W dzisiejszych realiach mądry mąż odesłałby ją do psychologa, żeby leczyła depresję poporodową, jednak inne czasy, inne okoliczności sprawiły, że mama Krysi została sama ze swoim problemem. 

Dalsza historia rozgrywa się w czasach bliższych współczesności. Co prawda małej wsi Dobrej daleko jeszcze do wprowadzenia najnowszych technologii, ale ludzie stają się coraz nowocześniejsi, medycyna idzie do przodu, pojawia się pierwszy motocykl w okolicy. Tylko dlaczego za Krysią ciągnie się tak zła opinia, czemu wciąż sąsiedzi podchodzą do niej z dystansem i prześladują ją na każdym kroku? 

Rodzina kocha dziewczynę taką, jaka jest, jednak nie do końca wierzy, że jej los może się odmienić. Jako najmłodsza w rodzinie, sama siebie skazuje na dożywotnią opiekę nad matką i ojcem, a także przejęcie gospodarstwa. Nie wierzy w siebie i we własne zamążpójście, boi  się napiętnowania i ogólnie rzecz biorąc wiedzie dość smutne życie. Dodatkowym przekleństwem jest dla Krysi lunatykowanie, które tylko utwierdza ją w przekonaniu, że faktycznie jest wędrującą po nocy zmorą. 

Kiedy we wsi pojawia się Jura, bratanek młynarza, życie Krysi zaczyna się zmieniać. Powoli otwiera się na nową znajomość, zaczyna pokazywać swoje lęki i słabości. Do czasu, jak chłopak  zaczyna chorować. Wtedy wieś nie ma najmniejszych wątpliwości - to ona, Krysia stoi za wszystkim, co najgorsze. 

"Dobra-noc" Sabiny Waszut to wspaniały portret wiejskiej społeczności, w której wiara miesza się z zabobonami, a dobrzy ludzie potrafią uprzykrzyć życie niewinnej istocie na podstawie nieprawdopodobnych wręcz wierzeń. Narodzinom, śmierci, żniwom - niemalże każdej sytuacji towarzyszy szereg zabiegów i rytuałów, których należy skrzętnie przestrzegać. Z jednej strony wieś melduje się co niedzielę w kościele, a z drugiej zachowuje absurdalnie, wierząc w zemstę losu czy też w zemstę Najwyższego. 

Jura jest pewnego rodzaju głosem rozsądku. To on próbuje przekonać Krysię, że to wszystko jakieś okropne brednie i jest zwyczajną, piękną i mądrą dziewczyną. To on próbuje dodać jej odwagi, pewności siebie i przebojowości, a całej wsi pokazać, że nic nie robi sobie z ich uprzedzeń.

Poza historią nieszczęśliwej kobiety i zauroczonego w niej chłopca, który walczy z wiatrakami, mamy w tej powieści też odrobinę dramatyzmu, szczyptę grozy i tajemnicy. Krysia przypadkiem odkrywa sekret jednej z rodzin, wplątuje się w rozmowę, która przywołuje mnóstwo złych wspomnień dotyczących tragicznego wydarzenia sprzed lat. 

To piękna historia, którą czyta się na jednym oddechu. To pierwsza książka od dawna, którą przeczytałam w tak krótkim czasie, przy której przeoczyłam porę snu i już całkiem zimną wodę w kąpieli. Autorka ma wspaniały, gawędziarski styl, którym opowiada baśń przepełnioną ciepłem, miłością, ale też tajemnicą i grozą. Baśń ta ma swojego Kopciuszka, ma też księcia, liczne podania i wierzenia, starą babę, która pełni kluczową funkcję i przepiękną, sielską scenerię polskiej wsi. 

Polecam z całego serducha i cieszę się, że mogłam przeczytać tak cudowną historię. Na pewno do niej powrócę! 







Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza.




środa, 21 listopada 2018

ŚBK: Blogi bliskie mojemu sercu

Blogi bliskie mojemu sercu? O tak. Jest ich wiele, ale dzisiaj skupię się na tych naprawdę naj. I też pozostanę przy blogach nieksiążkowych - nie dlatego, że książkowych nie czytam, czy są gorsze. Wręcz przeciwnie! Są wspaniałe i godne polecenia, ale... ale myślę, że takie zostawienie zostawię sobie na osobny wpis, a dzisiaj zrobię przegląd pozostałych.

Pierwsze dwa miejsca, to najwspanialsze miejsca w sieci. Naprawdę!

1) Janina Daily: https://janinadaily.com/
Uwielbiam ten blog i uwielbiam Autorkę. Dużo pluszu, dużo zwierzątek, niesamowite poczucie humoru, statystyki i ogromny dystans do siebie i do świata. I jak jest mi najgorzej, to zerkam, co słychać w janinowym zakątku. I najczęściej wtedy trafiam na tak zabawny wpis, że od razu przestaje mi być źle. Naprawdę! Pasuje mi jej poczucie humoru i styl pisania - doskonale odnajduję się w tym świecie. Dodatkowo Janina posiada czarnego kota o bardzo szerokiej twarzy, przecudownego męża, który jest prawdziwym bohaterem licznych wpisów i wielką miłość do węglowodanów, co już totalnie przekonuje mnie, że trzeba ją czytać. Czytam więc i bawię się najlepiej na świecie!

To drugie miejsce w blogosferze, które odwiedzam w tych gorszych chwilach. I chociaż i humor inny, i tematyka w zasadzie też, to człowiek bawi się tak samo dobrze. PigOut ma na swoim koncie książkę, którą biegłam podpisać na targach w Krakowie. Błyskotliwe teksty, trafione opinie, wyłapywanie największych absurdów - to czyni Autor i robi to bardzo dobrze! Mam wrażenie, że to jest taki  blog, w którym każdy znajdzie miejsce dla siebie. Polecajka najlepszych knajp? Jest! Spojrzenie na tacierzyństwo i wychowanie potomka? Owszem! Sytuacja w Polsce i troszkę dalej też? Znajdzie się! Podróże małe i duże? A jakże! Niby hejter, ale jednak nie. Chociaż swoje potrafi i za to uwielbiam.

3) i 4) Porzucając blogi rozrywkowe, czas podążyć do blogów parentingowych. A owszem, czytuję. Może nie dlatego, że szukam na nich dobrych rad i złotych środków, ale mam dwie ulubione Autorki, które pokazują, że macierzyństwo jest skomplikowane. Piękne, a zarazem z cisnącym się przekleństwem na ustach.

Świetne wpisy, świeże spojrzenie i to z perspektywy mamy trójki dzieci. Dużo dobrego humoru i dystansu. Pokazanie, że bycie mamą nie przekreśla bycia atrakcyjną kobietą, że z mężem trzeba żyć w zgodzie i w harmonii, a chwila czasu dla rodziców jest wręcz obowiązkowa. Lubię czytać o tych dwóch rodzinach, lubię dzielić się z innymi tym, co tak pięknie obie panie opisują. Te blogi to: https://www.calareszta.pl/  i  http://mumme.pl/.

Kulinaria...

Stron ulubionych mam kilka, ale tylko niektóre z nich odwiedzam regularnie. Pierwsze miejsce to
Zaburzenia metaboliczne to moja codzienność. Nie ma co się oszukiwać, bo są i trzeba się z nimi mierzyć. I to właśnie jedno z takich miejsc, które nie przekłamuje rzeczywistości. Pokazuje jak małymi krokami zmienić styl życia i dojść do miejsca, w którym już jest bliżej do zdrowia. Mądre spojrzenie na życie, na insulinooporność, realizm, który jest tak ważny, kiedy człowiek musi się zdobyć na tyle wyrzeczeń. Świetne, a zarazem proste przepisy, z których może skorzystać każdy, bo to samo zdrowie. A, że dodatkowo pomagają uporać się z różnymi przypadłościami? Tym lepiej!

Najlepszy cukierniczy blog na świecie. Tyle pyszności! Tak proste i dobrze opisane przepisy, że tylko zagniatać, ucierać i piec. Naprawdę! Od niedawna przygotowuję mniej takich rzeczy, to i bywam mniej, ale to nie zmienia faktu, że stronka jest genialna i niewątpliwie w czołówce tych moich najważniejszych.

Blog poświęcony mamie, dziecku, karmieniu piersią. Wspaniała kobieta z ogromną wiedzą, która jest wsparciem, a także kopalnią informacji na temat karmienia. Czytałam w ciąży, czytałam, karmiąc godzinami i czytam do dzisiaj, żeby wiedzieć - tak dla siebie, bo chociaż mój ssak już powoli się odstawia, to po tych 20 miesiącach uważam, że to jest tak piękna i ważna dziedzina życia, że dla samej siebie warto ten temat zgłębiać. I warto polecać i reklamować ten blog, bo może on niejednej mamie uratować karmienie, poprawić humor, udowodnić, że nie tylko ona jedna ma problemy. Warto zerknąć.
  
To moje najważniejsze, najulubieńsze, nieksiążkowe blogi. A jak jest u Was? Jaka tematyka interesuje Was najbardziej i kogo najchętniej czytacie?

Obiecuję jeszcze jeden post o blogach książkowych, a tymczasem zapraszam do zapoznania z propozycjami  Śląskich Blogerów Książkowych




niedziela, 4 listopada 2018

Agnieszka Osiecka, lubię farbować wróble - z rozmów stworzyła Violetta Ozminkowski

Tytuł: Agnieszka Osiecka, lubię farbować wróble - z rozmów stworzyła Violetta Ozminkowski 
Autor: Violetta Ozminkowski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 208

Nie jest łatwo stworzyć wywiad z osobą, która przecież zmarła już dawno temu. Poskładać wszystko w logiczną całość z licznych wypowiedzi, wcześniejszych rozmów i dołożyć pytania, które stworzą wrażenie rozmowy na żywo. Poruszyć wszystkie tematy, które charakteryzują człowieka, które pokażą Agnieszkę taką, jaka była - z jej słabościami, poglądami i twórczością.

Z Osiecką wiąże mnie dość nieoczywista relacja, w której twórczość koi mnie i moją duszę. Nie tylko koi, ale też na swój sposób charakteryzuje i opisuje. Dorzucając do tego fakt, że Osieckiej nie śpiewał byle kto, to robi się z tej naszej znajomości (poniekąd wyłącznie umownej) kawał wspaniałej, wieloletniej przygody. Tyle wzruszeń i poruszeń nie dostarczył mi żaden tekściarz ani poeta, koncert "Zielono mi" z Opola, z 1997 roku, to moje najukochańsze wydarzenie, a "Oceany" siedzą w głośnikach zbyt często. Taka prawda! 



Wtedy zrozumiałam, że mam w sercu taką prywatną Polskę, która nie pozwala mi na emigrację. Jest nią język. Kocham imiesłowy, giętkie czasowniki, zawijasy składni. W jakim języku mogłabym powiedzieć: "Kto czeka na ciebie, łzą się bławacąc?".

Agnieszka bawiła się słowem, rymem i składnią. Już w swoich pierwszych dziennikach pisała pięknie, poetycko i z patosem. Wiadomo, że przez lata jej styl się zmieniał, dojrzewał, tak jak i Osiecka, i jej twórczość, ale zawsze była wyczuwalna ta Osiecka w Osieckiej.

Stoczmy się dzisiaj, stoczmy ciut
zwitkaczmy odrobinkę,
Jak długo można w świecie złym
kretyńskim być motylkiem?

To jest naprawdę dobra rozmowa, która dostarcza  licznych informacji o poetce, jej życiu, mężczyznach i kochliwości.

Zabrakło mi tematów dotyczących twórczości. Były, ale niewiele. Ot przewinęli się "Okularnicy", współpraca z Marylą Rodowicz, padło pytanie o sztuki, o "Białą bluzkę". Jednak to tylko ułamek tego, co o pisaniu, inspiracjach, emocjach w trakcie, chciałabym przeczytać.

Za to doceniam przygotowanie tego wywiadu pod kątem życia prywatnego. Zbiór szczerych i bezpośrednich opowieści o wielkich miłościach i niewielkich filtrach, o tym, jaką rolę odegrał Hłasko, a jaką Przybora. Temat rodziców, których relacja była skomplikowana, o jeszcze bardziej skormplikowanej roli jaką odegrali w jej życiu. Edukacja, studia, początkowa działalność w STS, próby reżyserowania i współpraca z reżyserami - o tym się czyta wyśmienicie, Osiecka naprawdę wspaniale opowiada.

Zastanawiam się, dlaczego ta jedna książka tak bardzo nie pasuje okładką do reszty. Biała owca w czarnym stadzie? Szkoda! Poza tym nie mam zastrzeżeń, bardzo przyjemna pozycja, którą pochłania się w jeden wieczór. Warto się skusić, żeby lepiej poznać Agnieszkę i czasy, w których dorastała i w których przyszło jej tworzyć. Polecam! 






Recenzja powstała dzięki współpracy Śląskich Blogerów Książkowych z księgarnią Tak Czytam w Katowicach. Dziękuję!






czwartek, 1 listopada 2018

"Trzynasty księżyc" Paulina Hendel

Tytuł: Żniwiarz. Trzynasty księżyc
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 448

Trzecie spotkanie z Magdą i jej wujkiem przyniosło mi wiele radości. Wyczekiwałam tej książki, tak samo, jak teraz wyczekuję czwartej części. To pierwsza seria fantasy, która wciągnęła mnie do tego stopnia - niby wcześniej był "Wiedźmin", a niedawno także seria Victorii Schwab, ale to właśnie "Żniwiarz" porwał moją duszę. I ciało troszkę też, bo dzięki niemu zarwałam kawałek nocy, a to mi się rzadko zdarza.

Książkę czytałam na urlopie. I niby "morza szum, ptaków śpiew", a tak naprawdę mroczna i niebezpieczna pogoń za... no właśnie, za kim? I jak to się właściwie stało, że Magda ufa swojemu największemu wrogowi? I czemu nie jest szczera z Mateuszem i Feliksem?

Magda wciąż nie może odnaleźć się w swoim nowym ciele. Na dodatek nawi robią się coraz bardziej bezczelni i coraz trudniejsi do złapania. Mają dużo siły, panoszą się po świecie i sprowadzają mrok. Pierwszy już w poprzednich częściach rozprawił się z częścią żniwiarzy. Została ich tylko garstka, więc trudniej zapanować nad chaosem. Sam Pierwszy zachowuje się podejrzanie i trudno wyczuć, czy to jego nowa gra, czy jednak on też się boi i nie wie, jak pokonać największego z największych, a Nija powrócił i zaczyna się prawdziwa wojna dwóch światów.

W zaistniałej sytuacji zaskakuje zachowanie Magdy. Z jednej strony nienawidzi Pierwszego za to, co zrobił jej i Mateuszowi. Z drugiej strony ciągnie ją do niego - bierze udział w jego dziwnych akcjach, a co najważniejsze uczy się nowych rzeczy. Chce być lepsza, potrafić poradzić sobie z najsilniejszymi i największymi demonami. Dlatego czerpie tyle nauki, ile Pierwszy jest jej gotów przekazać. Przy okazji powtarza sobie, jak bardzo go nienawidzi i stara się mu nie ufać. Albo przynajmniej zachować czujność. Tak naprawdę czytelnik też nie jest w stanie określić, czy to tylko kolejna maska i kolejne kłamstwo Pierwszego, czy faktycznie pojawił się ktoś silniejszy i szuka on realnego wsparcia.

Jednak pewne rzeczy pozostają niezmienne - Pierwszy ma nową ofiarę. Chociaż ofiara to za dużo powiedziane, bo dziewczyna jest przy nim z własnej woli, pomaga mu, bo tego chce i chociaż nie może liczyć na więcej, to trwa przy swoim nowym.. koledze? przyjacielu? a może po prostu oszuście? Nie byłoby w tym może nic ciekawego, gdyby tą dziewczyną nie była siostra Magdy. Znaczy nie tyle Magdy, ile Oliwii, której ciało zamieszkuje Magda. Tosia rozpacza po śmierci siostry i próbuje ją odszukać - żywą lub martwą. I kiedy spotyka na swojej  drodze Pierwszego, zaczyna wiązać z nim pewne nadzieje. On natomiast wprowadza ją w świat wierzeń i demonów, wykorzystuje jej naiwność, a także używa jej jako pionka w grze. Z Magdą oczywiście. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że igrają na krawędzi bezpieczeństwa - jeden niewłaściwy ruch i dziewczyny się spotkają. I co wtedy?

Mateusz bardzo kocha swoją dziewczynę. Chce z nią być i nie podoba mu się to spiskowanie za plecami. Zwłaszcza że kto jak kto, ale to właśnie on pragnie zniszczyć Pierwszego i nie interesuje go nic więcej. Boi się o Magdę, kiedy ta znika na jakąś idiotycznie niebezpieczną akcję, to nie potrafi znaleźć sobie miejsca.  Nie potrafi uspokoić go Feliks, ani nawet długie i szczere rozmowy z ukochaną. Płonie z żądzy zemsty i nie wstydzi się tego.

A jak się mają demony? Oj szaleją! Niszczą wszystko, co stanie na ich drodze. Są bezczelne, wyjątkowo silne i trudne do pokonania. Co chwilę pojawiają się nowe, z którymi Magda ma pierwszy raz do czynienia. Z punktu widzenia mieszkańców miasta to potwory, ale dla czytelnika stanowią pikantny kąsek i genialne urozmaicenie akcji.

Magda z rozdziału na rozdział staje się lepszym i bardziej świadomym żniwiarzem. Wie, co powinna robić i nie boi się niebezpieczeństw. Nie potrafi odkryć, co takiego wydarzyło się w przeszłości, że powróciła na ziemię, ale wychodzi z założenia, że skoro już tu jest, to musi zrobić wszystko, co do niej należy. Jej skomplikowane relacje z rodziną i ze znajomymi nie ułatwiają pogodzenia się z nowym ciałem i z nową rzeczywistością. Może dlatego tak bardzo fascynuje ją zło w czystej postaci w osobie Pierwszego? 

Na pewno jest to książka skierowana do dość wąskiej grupy odbiorców. Mało, że do młodzieży, to jeszcze do takiej, która lubi fantasy. Jednak to nie jest tak, że ktoś starszy nie wpadnie po uszy (na przykład ja!) - bo to dobrze opowiedziana historia, w której z każdym rozdziałem napięcie rośnie i rośnie. Podejrzewam, że kolejna część będzie jeszcze lepsza. Zwłaszcza po takim zakończeniu!

Tu pisałam o dwóch poprzednich tomach:
 Żniwiarz. Pusta noc
 Żniwiarz. Czerwone słońce
A  teraz polecam tom trzeci. Czytajcie! W świecie wierzeń słowiańskich, demonów i walki dobra ze złem można się zatracić.




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. 


czwartek, 25 października 2018

"Miłość na walizkach" Małgorzata Kalicińska

Tytuł: Miłość na walizkach
Autor: Małgorzata Kalicińska
Wydawnictwo: Burda
Liczba stron: 512

To moja siódma książka Małgorzaty Kalicińskiej. Uwielbiam jej gawędziarski styl pisania, postaci, które są piękne w swojej prostocie, swojskie, takie.. zwyczajne. Lubię to, że Autorka nie boi się tematów trudniejszych, a zarazem nie robi z nich wielkiej sprawy. Jak to bywa w życiu - raz jest lepiej, raz gorzej, raz wcale, ale nie ma takiej sytuacji, z której nie można znaleźć wyjścia. I to jest fajne! Poza tym bohaterkom, a w zasadzie bohaterom, bo przecież mężczyznom też, daleko do młodzików, zbuntowanych nastolatków. To młodzi duchem, ale trochę starsi ciałem i doświadczeniem ludzie, którzy swoje już przeżyli, a teraz mądrzejsi, stateczniejsi już nic nie muszą, a zarazem wszystko mogą. I tak dobrze się czyta o takiej Mani, która ma swojego Antka. Jest on dla niej po prostu ukochankiem, z którym sobie żyje tak dobrze, spokojnie i dojrzale.

Marianna dużo przeszła w swoim życiu. Miała męża, ale już jest po rozwodzie. Ma syna, ale daleko, najpierw w Skandynawii, a teraz w Australii. Ma wnuka, ale w zasadzie go nie zna, nie widuje, tyle, co przez skype'a. I ma mężczyznę, którego poznała przypadkiem, a jeszcze większym przypadkiem pokochała. Pierwsze kroki w swojej relacji stawiali w dalekiej Korei, teraz kiedy Antoniego dopadła emerytura, mogą żyć pełnią życia. Oszczędności wystarczają na dalekie i bliskie podróże, a w domu nic ich nie trzyma. No właśnie, w domu. Tylko, gdzie jest ten ich dom? W Korei już nie, mieszkanie Marianny jakieś takie małe i niepraktyczne, a pomysł na budowę na wsi też nie wypalił. Jednak to nie ma znaczenia, byle razem i jest po prostu dobrze.

Marianna pisze książki, jej ukochanek marzy o swoim warsztacie, w którym będzie mógł sobie dłubać i odpoczywać pomiędzy wyjazdami. Korea nastraja ich pozytywnie i przekonuje do podróżowania. Zwiedzają bliższe i dalsze zakątki świata. Tworzą związek szczęśliwy, dojrzały i pełny. Oboje mają swoje rodziny, dzieci rozsiane po świecie, kiepskie wspomnienia z przeszłości. Mania przyjaźni się ze swoim byłym mężem i z jego nową kobietą, bo właściwie czemu nie? Córka Antoniego przekonuje się do jego nowej kobiety, bo i sama na nowo odkrywa miłość. Jej ojciec początkowo sceptyczny, a jednak akceptuje nowego narzeczonego Dominiki. Widzi, że jest szczęśliwa, więc i on jest. To takie proste.

Jednak to nie jest powieść jedynie o szczęściu, radości i przyjemności. Życie jest zbyt skomplikowane, żeby tak było. Śmierć przeplata się z narodzinami, zima z latem, smutek z radością, zacisze domowego ogniska z egzotycznymi podróżami. Jest różnorako, barwnie, chwilami te barwy troszkę ciemniejsze, bo trzeba kogoś pożegnać, a za chwilę rozbłyskają kolorowe kwiaty i słońce egzotycznej podróży. Taka właśnie jest "Miłość na walizkach" - pełna normalnego życia, które nie oszczędza, a dostarcza mnóstwo emocji.

Marianna martwi się o siebie i Antka, wie, że nie są już najmłodsi, więc zapisuje ich na kompleksowe badania. Nawet cytologia, nawet badanie prostaty. Chcą być razem na dobre i na złe, wolą wiedzieć, że dzieje się coś złego i zapobiegać, leczyć. On troszczy się o wygodę swojej kobiety, nie chce, żeby poruszali tematy finansowe, nalega na zmianę samochodu - na bezpieczniejszy, odprowadza do lekarza  w chorobie. Tak przyziemnie, a zarazem cudownie, prawda?

Nowa książka Mani opowiada o związkach, które rozpadły się, a następnie w jakiś dziwny sposób zespoliły na nowo. Głupie odejścia, zdrady, czasami rozstania przymusowe, bo rodzice, wypadek, czasem przypadkowe, ale zawsze zostawiające po sobie głęboką ranę, która zabliźnia się albo nie. Czasami partner lub partnerka wybaczają i miłość okazuje się silniejsza niż urażona duma i zranione serce. Innym razem zakochani odnajdują się przypadkiem. Po latach. Dają sobie drugą szansę, bo ludzkim jest popełniać błędy, a są sytuacje, w których nie warto brnąć w głupi upór. Życie jest za krótkie, żeby się złościć. Opowieści te prowadzone są z perspektywy kobiety, mężczyzny i dziecka. Sympatyczne i dające nadzieję na to, że miłość istnieje i potrafi pokonać każdą przeszkodę.

Nie jest to książka wyłącznie dla dojrzałych kobiet. Powinien przeczytać ją każdy, bo porusza ważne kwestie związków i zwykłego, codziennego życia: rozstania i powroty, zaangażowanie, podział obowiązków, kwestie finansowe, rodzinne, zdrowie i choroby, narodziny i śmierć. Pani Małgorzata Kalicińska kupiła mnie swoim wspaniałym, gawędziarskim stylem pisania już dawno. Pokochałam go w felietonach, rozkoszowałam się nim nad rozlewiskiem i tę historię (a to już 3 książka!) też pochłonęłam. Zachwycają mnie postaci, takie zwyczajne, jak z klatki obok, a zarazem tak niezwyczajne w swoim zachowaniu, w serdeczności i w uczuciach. To jest obyczajówka, ale taka z najwyższej półki, którą polecam każdemu. Warto, nie tylko dla historii, ale też, aby poznać różne oblicza miłości.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Burda.



niedziela, 21 października 2018

ŚBK: Pierwsze wspomnienia z biblioteki

Bibliotekę polubiłam stosunkowo niedawno. Na pewno później niż czytanie czy gromadzenie własnych książek. Pierwsze kroki stawiałam w bibliotece szkolnej i niestety nie mam dobrych wspomnień.

Zacznijmy od tego, że w moim domu zawsze były książki. Dużo książek. Bardzo dużo książek.  Książki dla dzieci, dla dorosłych, różne różności, w których każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Często chodziłam za  moją mamą i prosiłam ją: poszukaj mi czegoś, co mi się spodoba! Lektury też były na półkach albo rodzice nam je kupowali. Mini bibliotekę miałam w domu, więc nie czułam potrzeby przebywania w tej szkolnej, nie wspominając już o miejskiej.

Poza tym szkolna biblioteka nie była dla mnie atrakcyjna. Książki podniszczone, głównie lektury i ten niezwykle szalony i w gruncie rzeczy fatalny pomysł, żeby nagradzać za aktywność - w sensie ilość wypożyczeń. Nie lubię rywalizacji, nigdy nie lubiłam - tak, jak nikt nie przekonał mnie do planszówek, tak i nie przekonał mnie, że wypożyczanie nie dla siebie, dla własnej frajdy, a dla punkciku w jakiejś dziwnej tabelce ma sens.

Bibliotekarka nasza była miła, serdeczna i bardzo lubiana, ale... pewnego roku odbywał się u nas konkurs recytatorski. To ona go organizowała, to u niej zgłaszaliśmy się z pomysłami na to, co chcemy wyrecytować. Wtedy jeszcze nie miałam problemu z wystąpieniami publicznymi i nawet mnie to bawiło, chętnie się zgłosiłam i wybrałam "O bardzo niegrzecznej literaturze polskiej i jej strapionej ciotce" Boya- Żeleńskiego. Miałam 10 lat, chodziłam do IV klasy, a utwór uwielbiałam. Nie rozumiałam, ale uwielbiałam. Tak to się kończy, kiedy rodzice do snu czytają "Słówka" zamiast baśni Andersena. Nie pamiętam, żebym upierała się przy moim wyborze, pamiętam, że to bibliotekarka okroiła mi tekst (bo za długi, bo niewłaściwy dla dzieci) i wysłała mnie na scenę z tym pięknym utworem.

Niestety, przede mną wystąpiły poprzebierane, kolorowe dzieci z wierszami o żabce, co poszła do doktora, z Grzesiem, co wędrował przez wieś, etc. Dziewczynka w białej bluzce i granatowej spódnicy deklamująca utwór, którego znać nie powinna, nie zrobiła wrażenia na nikim, więc zajęłam z przytupem ostatnie miejsce. I w sumie było mi bardzo przykro, polonistka powiedziała, że było super, ale niestety nie na ten konkurs i potem pomyślałam sobie, że skoro pani z biblioteki wiedziała, że inni idą z wierszykami dla dzieci, to czemu mi pozwoliła wystąpić z "łajdakiem Przybyszewskim"? Do dzisiaj pozostaje to dla mnie tajemnicą, a bibliotekarkę po tym występie znielubiłam całkowicie. Zresztą wszelkie występy, akademie, wszystko, gdzie trzeba zabrać głos też.

I ta dygresja jest tu potrzebna, bo wszystko działo się w 4.klasie, więc rzutowało na moją niechęć do biblioteki dość mocno.

W liceum lepiej nie było, wędrowałam po lektury, których nie planowałam czytać. Te, co planowałam, kupowałam. Zresztą od 12 roku życia traciłam wszystkie oszczędności na książki (w końcu wszystkie powieści Chmielewskiej same nie chciały się zebrać), więc te biblioteki wciąż nie były mi potrzebne. Na studiach, kiedy zamieszkałam na śląskiej ziemi, byłam niejako zmuszona, bo książki niemieckojęzyczne kosztowały fortunę. Wtedy też jako biedna studentka zaczęłam odwiedzać półki z kryminałem, romansem... i wpadłam. Jednak nie na tyle, żeby biblioteka stała się moim drugim domem. Moje półki uginają się pod ciężarem książek, zasilam regały w dwóch domach i znowu nie bardzo mam czas na czytanie tego, co wypożyczę. Staram się jednak co jakiś czas odwiedzić panie w chorzowskich filiach i wybrać coś dla siebie.

Wspomnienia innych Śląskich Blogerów Książkowych można poczytać tu: klik


sobota, 6 października 2018

"Zdrada scenarzystów" Wojciech Nerkowski

Tytuł: Zdrada scenarzystów
Autor: Wojciech Nerkowski
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron:404

Zdrada scenarzystów stanowi kontynuację Spisku scenarzystów, o którym pisałam całkiem niedawno. Bardzo przyjemna seria - ni to kryminalna, ni to obyczajowa, ale na pewno utrzymana w dobrym tempie. Są to powieści, w których naprawdę dużo się dzieje. 



Wydarzenia z poprzedniego tomu stają się doskonałym materiałem na scenariusz. Ekipa wyrusza na Teneryfę, żeby nakręcić prawdziwy kryminał. Głównymi bohaterami są Kuba, Artur i Sylwia, którzy przed trzema laty próbowali odnaleźć zabójcę Palomy. Ich heroiczna akcja ma zostać sfilmowana, a  oni sami zaczynają się nieswojo czuć - w końcu aktorzy wcielają się w nich samych! 

Smaczku całej tej egzotycznej wyprawie dodaje zabójstwo jednego z aktorów. Kilku podejrzanych, liczne tropy, oskarżenie nowego scenarzysty, że próbuje w ten sposób wylansować produkcję. Tylko czy aby na pewno? Śledztwo grzęźnie, a tymczasem morderca dopada kolejną osobę... 

Kolejna seria książek, w której kontynuacja dorównuje, a może wręcz przewyższa poprzednią część. Bardzo się cieszę, że miałam okazję przeczytać tę powieść i spotkać się ponownie z bohaterami, których naprawdę polubiłam. Kuba - niezmiennie pogubiony, niezmiennie szukający szczęścia w życiu. W obliczu związku siostry ze znanym aktorem, jej bywania na salonach, życie Kuby wydaje się smutne i jakieś niepełne. Oddany pracy, nawet w ekstremalnych warunkach, jakimi bez wątpienia są zbrodnie, szuka kogoś, z kim mógłby się związać. Sylwia rozkwita w czułych ramionach Artura. Są ze sobą szczęśliwi, a zarazem są nieszczęśliwi, że muszą się rozdzielić na jakiś czas. Tym bardziej że Artur pojawia się na łamach plotkarskich portali - także w towarzystwie pięknej kobiety.  Prasa huczy podejrzeniami, bombarduje niejednoznacznymi fotografiami, a uwięziona na wyspie Sylwia jest bezradna. Chciałaby ufać, ale jak tu ufać, kiedy ukochany nie odbiera telefonu, a wszyscy zaczynają jej współczuć zaistniałej sytuacji? 

Nowa szefowa, zwana pieszczotliwie Palomą Bis, jest załamana zaistniałą sytuacją. Poza ambicją włożyła w nową produkcję mnóstwo pieniędzy i nie wyobraża sobie, że mogłaby ona nie pojawić się na ekranie. Początkowo występuje w charakterze pierwszej podejrzanej, zwłaszcza że koło niej kręci się mafia. Jednak czy to nie byłoby zbyt proste? Z drugiej strony - historia lubi się powtarzać. 

Tym razem Autor nie zwiódł mnie aż tak, jak to się stało w pierwszej części i domyśliłam się, kto za tym wszystkim stoi. Jednak zakończenie zaskoczyło mnie o tyle, że sama nie potrafiłam wymyślić, w jaki sposób musiał działać morderca. I dlaczego nie prowadziły do niego żadne ślady. 

Świetna książka, bardzo odprężająca, a zarazem trzymająca w napięciu. Bohaterowie bez zmian - dający się lubić i sympatyczni, a cała historia utrzymana w klimacie pierwszej części, a zarazem wprowadzająca powiew świeżości w postaci akcji, która rozgrywa się za granicą. Dużo słońca, piękne krajobrazy, uniesienia miłosne, długie Polaków rozmowy za kulisami kręconych scen, to tylko nieliczne zalety powieści. 

Polecam i z niecierpliwością czekam na kontynuację. 



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



niedziela, 16 września 2018

"Życzenie z głębi serca" Jude Deveraux

Tytuł: Życzenie z głębi serca
Autor: Jude Deveraux
Wydawnictwo: Lucky
Liczba stron: 400

"Życzenie z głębi serca" to moje drugie spotkanie z twórczością autorki. Pierwszą książkę "Jaśminowy sekret" wspominam dobrze, więc z chęcią przeczytałam kolejną. Nie oszukujmy się, Jude Deveraux pisze romanse i obie te książki należą do tego gatunku. Nie ma co doszukiwać się drugiego dna, powieści przygodowej, historycznej czy detektywistycznej, chociaż w tle miłosnych uniesień dzieją się rzeczy dziwne i niespodziewane. 

Gemma, razem z trójką swoich znajomych ze studiów, przyjeżdża do Edilean na rozmowę kwalifikacyjną. Chce podjąć pracę, która polega na prześledzeniu starych dokumentów - listów, rachunków, kwitów i zbadaniu dziejów rodziny. Fascynuje ją historia, fascynują ją archiwa i bardzo chciałaby spędzić kilka najbliższych lat w tym małym, uroczym miasteczku. 

Wydaje się, że pozostali kandydaci nadają się lepiej do tego zadania. Gemma już na początku podpada potencjalnemu pracodawcy, bo wpadając w sidła listów i książek zapomina udać się na obiad zapoznawczy. Dziwnym zbiegiem okoliczności to o niczym nie przesądza, a dziewczyna urzeka każdego, kto stanie na jej drodze. A w zasadzie komu ona stanie na drodze. Pani domu, która wykupiła całą dokumentację dotyczącą jej rodziny, jest zachwycona nową, potencjalną pracownicą. Widziałaby ją także w roli synowej i matki wymarzonych wnuków. Tylko jak zainteresować syna tą niezwykłą dziewczyną?

Collin jest szeryfem w miasteczku. Wielki człowiek o wielkim sercu, który każdemu pomoże, nawet zajmowanie się dziećmi nie jest dla niego niewykonalne. W zasadzie ciężko określić zakres jego obowiązków, bo podczas lektury odniosłam wrażenie, że robi w miasteczku wszystko, dosłownie wszystko, co tylko jest do zrobienia. Od początku fascynuje go Gemma, jej zapał do działania, jej piękna, wysportowana sylwetka. Jeszcze nie wie, że przed przyjazdem trenowała zawodników, więc większość czasu spędzała na siłowni. 

W papierach, którymi zajmuje się Gemma, pojawia się wzmianka o kamieniu, który spełnia życzenia - każdemu jedno, które płynie z głębi serca. Każdy przedstawiciel rodu, a także kobieta z nim związana ma dzięki niemu moc. Ciężko w to uwierzyć, chociaż pojawiają się znaki, które mogą świadczyć o tym, że to nie tylko mit.

Czy spełnianie marzeń może być takie proste i niezależne od nas samych? Za każdym razem, kiedy głośno wypowiedziane zdanie się spełnia, pojawia się pytanie, ile w tym zbiegu okoliczności, a ile faktycznej mocy kamienia. Gemma ma coraz mniej czasu na swoją pracę, bo raczej zajmuje się aktywnym uczestniczeniem w życiu miasteczka, podrywaniem Collina, flirtowaniem z przystojnym lekarzem i lokalnymi plotkami, ale zachowuje pozory i czasami wspomina o historii rodu i o tym, że stara się czegoś dowiedzieć o seniorach i ich życiu. 

Nie wiem, czy to jest dobry romans, czy średni, bo raczej nie czytam tego typu literatury i nie mam porównania. Z pewnością przeczytałam do końca, zainteresowała mnie ta historia, co delikatnie podnosi moją ocenę. Jednak wydaje mi się, że autorka nie wykorzystała potencjału, który od początku pojawił się na kartach książki. To mogła być naprawdę dobra powieść obyczajowa z elementami kryminału, bo wątki w tle ciekawią. Historia rodziny, kradzieże czy postać obrzydliwego wujka to te elementy, dzięki którym książka mogłaby dużo zyskać. Oczywiście gdyby wiodły prym, a nie stanowiły nędzne tło dla romansów, wzlotów i upadków miłosnych, kłótni, towarzyskich spotkań i knucia intryg. 

"Życzenie z głębi serca" to powieść, która mogłaby być lepsza, ale nie jest znowu taka najgorsza. Sprawdzi się dla miłośników romansów, ale też niejednego czytelnika zirytuje - tego jestem pewna. Ja oceniam ją jako poprawną, niekoniecznie chwytającą za serce, ale całkiem przyjemną lekturę. Taką na odstresowanie po ciężkim dniu, jednak nie jest to historia, do której się wraca i którą się wspomina. 



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Lucky.

wtorek, 21 sierpnia 2018

"Spisek scenarzystów" Wojciech Nerkowski

Tytuł: Spisek scenarzystów
Autor: Wojciech Nerkowski
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron: 396

Bardzo lubię komedie kryminalne, ale mam problem ze znalezieniem tych godnych uwagi. Przeczytałam kilka, które prezentowały niski poziom zarówno pod kątem fabuły, jak i humoru, a także takie, w których humor był sztuczny, na siłę, albo kreowany "na Chmielewską". A na ten ostatni sposób pisania jestem szczególnie wyczulona, ponieważ wychowałam się na jej twórczości i wiem, że była jedyna w swoim rodzaju. I wszelkie podobieństwa nie są przeze mnie mile widziane. Oczywiście trafiłam też na te dobre książki, które relaksowały, bawiły i zachwycały, bo i w tym gatunku można znaleźć prawdziwe perełki.

Z wielką ochotą zmierzyłam się z kolejną propozycją, czyli z powieścią Spisek scenarzystów Wojciecha Nerkowskiego. Jako miłośnik seriali, który nie przepuścił większości polskich i zagranicznych produkcji, nie mogłam się oprzeć lekturze, której akcja rozgrywa się na planie serialu Stój, bo strzelam!



Sylwia i Kuba Leśniewcy są rodzeństwem, które do spółki pisze scenariusz serialu kryminalnego. Zbrodnie i rozwiązywanie zagadek, to ich chleb powszedni. Nie spodziewają się jednak, że to życie pisze najlepsze scenariusze i dociera do nich wiadomość, że nie żyje producentka serialu, Paloma. Początkowo trudno im w to uwierzyć, zwłaszcza że policja mówi o samobójstwie. Zbyt dużo wrogów, zbyt dużo motywów i całkowicie pozbawiona wiarygodności historia o odebraniu sobie życia dręczy rodzeństwo. Do tego stopnia, że przeprowadzają swoje własne śledztwo. Policja nie chce z nimi współpracować, sami nie chcą zdradzić swoich zamiarów, głównie w trosce o swoje życie. Kiedy kolejna osoba z planu zostaje zamordowana, mają pewność, że obie sprawy się ze sobą łączą i próbują odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to ktoś z ekipy jest reżyserem tak okrutnych zdarzeń. 

W rodzeństwie to Sylwia jest tym słabszym ogniwem. Zawsze w cieniu brata, odporna na docinki, spokojna i poukładana. Prywatnie dużo przeszła i teraz, kiedy odnalazła się w swojej pracy, stara się nie roztrząsać przeszłości i żyć teraźniejszością. Niespodziewanie to właśnie ona w tej historii gra pierwsze skrzypce i wydaje się, że jest to przełomowy moment w jej życiu. Zwłaszcza że przy jej boku pojawia się ktoś wyjątkowy. Brat to zupełne przeciwieństwo. Wygadany, przebojowy, tylko w głębi duszy bardzo nieszczęśliwy. Szuka szczęścia, podświadomie chciałby poukładać sobie życie, znaleźć kogoś z kim się ustatkuje. Bardzo kocha swoją siostrę, to dzięki niemu Sylwia funkcjonuje i pozbierała się po chorobie i zawirowaniach życiowych. Pracują razem i wiedzą o sobie wszystko. Prawie wszystko. 

Spisek scenarzystów to bardzo przyjemna powieść detektywistyczno-kryminalna, której akcja rozgrywa się w specyficznym kręgu. Paloma jest osobą, której nikt nie darzy sympatią. Jest wymagająca, nadpobudliwa, zastraszająca, wykorzystująca swoich współpracowników. Niby nie da się jej polubić, ale po śmierci dziewczyny okazuje się, że niejedna osoba była z nią blisko, nawet bardzo blisko związana. Druga ofiara też nie została wybrana przypadkowo. Tylko komu mogło zależeć na uciszeniu ofiar? 

Ciężko mi zaklasyfikować tę książkę do kręgu komedii kryminalnych, bo nie rozbawiła mnie do łez, ani nie odnalazłam w niej wielu doskonałych żartów. Za to świetnie sprawdza się w gatunku powieści obyczajowej z motywem kryminalnym tudzież kryminału z rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Autor miał naprawdę dobry pomysł na fabułę, a dokładając do tego lekkie pióro i umiejętność budowania ciekawych postaci, powieść zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Doceniam naturalność, z jaką wplecione są wątki homoseksualne, a także konsekwencje w kreowaniu bohaterów, zwłaszcza tych głównych. Zakończenie tej historii jest dla mnie sporym zaskoczeniem, mój kryminalny nos wywiódł mnie w pole i niestety nawet nie zbliżyłam się do prawidłowego wskazania mordercy. 

Książkę polecam i z niecierpliwością czekam na moment, w którym sięgnę po kontynuację. 

A przy okazji razem z grupą Śląskich Blogerów Książkowych serdecznie zapraszam na spotkanie autorskie z Wojciechem Nerkowskim - już 1.09.2018 w katowickiej księgarni Tak Czytam!



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


poniedziałek, 13 sierpnia 2018

"Szkoła pod baobabem" Barbara Rybałtowska

Tytuł: Szkoła pod baobabem
Autor: Barbara Rybałtowska
Wydawnictwo: Axis Mundi
Liczba stron: 196


Wojna się skończyła. Kasia z mamą wracają do domu. Jednak ich podróż jest długa i zawiła, a prowadzi przez piękną i dziką Afrykę. 

Kasia jest coraz większa, co mamie przysparza nie lada kłopotu - wyrasta z ubrań i z butów, jest coraz bardziej samodzielna, niezależna, odważna. Czasami zachowuje się nad wyraz dojrzale, ale częściej szuka guza i dociera tam, gdzie z pewnością nie powinna. Chce się uczyć w szkole i podstępem wpisuje się na listę uczniów. Poznaje nową kulturę, nowe zwyczaje, a także oswaja afrykańską przyrodę, która szykuje dla tubylców wiele niespodzianek w postaci groźnych i jadowitych zwierząt czy trujących kwiatów. 

Kolejna część sagi Barbary Rybałtowskiej "Szkoła pod baobabem" stanowi spokojniejszą kontynuację przejmującej historii, która rozegrała się na syberyjskich terenach. Mama z córką walczyły o przeżycie, zewsząd dobiegały wieści o rannych i zabitych, a same nie raz i nie dwa musiały podstępem zdobywać pożywienie, żeby tylko nie umrzeć z głodu. Okrutne warunki i koszmarne okoliczności sprawiły, że obie polskie dziewczyny stały się niezwykle silne, a dzięki tej sile zdolne pokonać każdą przeciwność losu. Teraz próbują wrócić do ojczyzny, ale zanim to nastąpi, układają sobie życie w okolicy szkoły pod baobabem, do której uczęszcza Kasia. Dziewczynka stara się udowodnić, że mimo młodego wieku potrafi nauczyć się wszystkiego tego, co jej starsi koledzy. Ma swoją przyjaciółkę, małpkę, psa i pozornie spokojne życie. Brakuje w nim niemalże wszystkiego, ale mama staje na głowie, żeby załatać każdą pustkę i sprawić dziecku dużo radości.

Sama też nieźle odnajduje się na afrykańskiej ziemi. Staje się przedsiębiorcą, który co prawda ma tylko malutki zakład szyjący ubrania, ale prosperuje on na tyle dobrze, że Zosia zatrudnia kogoś do pomocy. Jej życie powoli się układa, spotyka na swojej drodze człowieka, którego zaprasza do swojego domu i do swojego serca. W końcu nikt nie chce być sam, a pamięć o zmarłych nie może w  nieskończoność stawać na drodze do szczęścia i spokojnego życia. Pan Teofil jest dobry dla swoich dziewczyn, opiekuje się nimi i snuje wizje powrotu do ojczyzny. 

Książka ta bardzo różni się od pierwszej części. Wojna, śmierć i smutek przedstawione były z dystansem, oschle wręcz. Tu już nie czuć tej atmosfery upodlenia i zarazy, książka została napisana w sposób pozytywny, ciepły. Autorka wprowadza czytelnika w dobry nastrój, roztacza dużo spokoju i opowiada swoją historię tak, że nie można się od niej oderwać. Opisy, wydarzenia i postaci są tak realistyczne, że można się poczuć naocznym świadkiem wydarzeń. Kasia i Zosia to dwie dzielne bohaterki, które wspaniale adaptują się w nowej rzeczywistości i rozwijają swoje pasje, poszerzają wiedzę i przy minimalnym wpływie środków, zapewniają sobie skromne, a zarazem godne życie. Na horyzoncie pojawia się wizja powrotu do kraju, tylko czy aby na pewno jest tam, do czego wracać? Tego dowiem się w kolejnej części. 

Po przeczytaniu dwóch tomów wiem, że jest to seria książek, które każdy powinien poznać. Walka o dziecko, walka o siebie i walka o wolność pokazane w niezwykły sposób, co sprawia, że o tej historii nie można zapomnieć i trzeba sięgnąć po jej kontynuację.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi.


czwartek, 2 sierpnia 2018

"Mroczny duet" Victoria Schwab

Tytuł: Mroczny duet
Autor: Victoria Schwab
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 510

Potwory wróciły. Nie spodziewałam się, że do tego stopnia wciągną mnie powieści z gatunku urban fantasy. Zazwyczaj jestem sceptycznie nastawiona, a tu okazało się, że całkiem niesłusznie. Autorka stworzyła świat pełen zagrażających życiu ludzkiemu stworów, połączyła niezwykłą przyjaźnią Kate, córkę pana z Miasta Północy z Augustem, synem pana Miasta Południowego. I chociaż początki ich znajomości nie były łatwe, to znaleźli wspólny język, wspólny cel i wspólnego wroga. 



Akcja "Mrocznego duetu" rozpoczyna się pół roku po zakończeniu "Okrutnej pieśni". Kate mieszka w Dobrobycie i jest okrutną, bezwględną łowczynią. August wraca do domu i jest przywódcą. Ich drogi rozchodzą się, ale nie potrafią o sobie zapomnieć. W mieście pojawia się nowy potwór - Pożeracz Chaosu. Zagraża on nie tylko ludziom, ale też potworom. Kiedy Kate odkrywa jego istnienie, ucieka ze swojej bezpiecznej przystani i pragnie go unicestwić. August nie spodziewa się powrotu córki Harkera, tym bardziej że Sloan wbrew powszechnie panującej opinii żyje, ma się całkiem nieźle i planuje atak na OSF. Poza nim pojawia się jeszcze jeden Malchaj, a w zasadzie Malchajka - Alice, którą stworzyła... Kate. Oczywiście dziewczyna o tym nie wie, więc przeżywa niemały szok, kiedy stają oko w oko podczas jednej z bitw. 

Trudno wyczuć, kto z kim walczy. Następuje przetasowanie ról, żołnierze zabijają swoich kolegów z tego samego oddziału, potwory czyhają na ludzi, a ludzie nie potrafią odpowiedzieć sobie na pytanie, kto tak naprawdę im zagraża. Wydaje się, że Pożeracz Chaosu jest potworem niemal idealnym, bo przy niewielkim nakładzie sił wprowadza ogromne zamieszanie i wzbudza chęć do walki. Przenika do głębi i potrafi patrzyć oczyma tych, których zaatakował. Jeden z bohaterów ma z nim zbyt bliskie spotkanie. Jakie poniesie w związku z tym konsekwencje? 

Calluma Harkera już nie ma, a Flynn, chociaż słaby i schorowany, to stara się dalej wypełniać swoją misję. Ryzykuje swoje zdrowie i życie, żeby rozwiązać konflikty i przywrócić stary porządek. Kate i August podchodzą nieufnie do nowej sytuacji, jednak gdy zostają sami, to przypominają sobie o relacji, która ich łączyła. Powraca dawna swoboda, sposób, w jaki rozmawiali, znów czytają w swoich myślach. Martwią się o siebie, troszczą się o swój komfort. 

Victoria Schwab pisze świetnie, ma niesamowitą wyobraźnię, więc te dwie powieści czyta się naprawdę dobrze. Może nie do końca przekonał mnie sposób prowadzenia akcji, myślałam, że to nowy potwór odegra kluczową rolę, a tak się niestety nie stało. Zabrakło mi rozbudowania wątku Ilsy, która przez całą powieść się jedynie przemyka, a także Alice, która ma niezwykły, a w zasadzie niezwykle niewykorzystany potencjał. I chociaż odgrywa kluczową rolę w finale, to jednak w książce jej obecność jest niewielka. A szkoda. Za to fantastycznym potworem okazuje się Soro. Przekonuje mnie do siebie w tych momentach, w których wykazuje się wyrozumiałością i uczuciowością, a przecież potwory nie czują, a już na pewno nie czują w ten sposób, co ludzie. 

Zakończenie zaskakuje, może wręcz zniesmacza i zasmuca. I nie jest to zakończenie, którego spodziewałabym się po finale serii. Może dlatego, że lubię oczywiste i piękne happy endy, a Victoria Schwab zupełnie nie to zaserwowała swoim czytelnikom. Jednak doceniam pomysł i myślę, że tym nieoczywiście pozytywnym finałem, wybrnęła w jedyny możliwy sposób z wydarzeń, które przeplatały się przez prawie 1000 stron w obu powieściach. 

Polecam, świetna powieść dla młodszych i starszych czytelników, zwłaszcza tych, którzy lubują się w książkach tego gatunku. Dodatkowo uważam, że nie sposób nie wspomnieć o przepięknym wydaniu, cudownych okładkach, ładnie poskładanym wnętrzu. Niby nie ocenia się książki po okładce, ale jak wspaniale czyta się takie wydawnicze cudowności! 




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

środa, 11 lipca 2018

"Singielka i Otello. Obłęd" Hanna Bakuła

Tytuł: Singielka i Otello. Obłęd.
Autor: Hanna Bakuła
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron: 224

Singielka i Otello powrócili. Ona zmęczona nim niebotycznie, on niestrudzony w staraniach o kobietę swojego życia. Ona chwytająca się każdej deski ratunku, byle tylko wyrwać się ze szponów szaleńca, on prześwietlający jej życie, nadzorujący na każdym kroku, nieprzewidywalny w swoim postępowaniu. Zabawa w kotka i myszkę trwa, a znajomi i rodzina singielki znów dzielą się na dwa obozy - ten popierający związek z docentem i ten namawiający do zerwania tej toksycznej znajomości. 

Singielka ma dość swojego partnera. Po 10 latach nic już do niego nie czuje. Po dawnej miłości pozostał niesmak, irytacja, a na jaw wychodzą nowe okoliczności, które wprawiają ją w zdumienie. Okazuje się, że była kontrolowana na każdym kroku. Otello przekracza granice dobrego smaku, szpieguje i nadzoruje jej prywatne rozmowy. Koszmar. 

Jest kilka sposobów, żeby uwolnić się od natręta, ale brak wsparcia w najbliższych to utrudnia. Matka uważa, że to wymarzona partia, gwarancja spokojnej starości i życia w dostatku. Nie dopuszcza myśli, że Molly może go zostawić. Spiskuje za plecami córki, organizuje tajne spotkania i nie przyjmuje do wiadomości żadnych argumentów. Z niedoszłym narzeczonym Singielki spotyka się dość chętnie, przyjmuje jego pomoc i wciąż wierzy, że stanie się on jej ukochanym zięciem.

Przyjaciele najchętniej schowaliby Molly i nie pozwolili jej na najmniejszy kontakt z docentem. Widzą, jak destrukcyjna jest ta znajomość. Czują, że miarka już dawno się przebrała, ale pozornie silna i niezależna kobieta, nie potrafi się uwolnić z tej relacji. Ruszają więc z pomocą, wymyślają niecny plan i wierzą, że tym razem się uda. 

Singielka chce być sama. Nie nadaje się do życia w związku. Nie potrafi być z zazdrosną pijawką, która wysysa z niej całą radość życia. Nie chce docenta, nie chce tego, co może jej zaoferować. Przestaje dostrzegać w nim obiekt pożądania, jodłowanie przyprawia ją o mdłości, woli nie myśleć o zbliżeniu. 

Molly jest słaba psychicznie. Zahukana przez rodziców, zniewolona. Mimo oziębnięcia uczuć wciąż daje szansę swojemu prześladowcy. Tak naprawdę nie chce się pakować w ten związek, a i tak nie udaje jej się wytrwać w postanowieniu i docent znowu epizodycznie pojawia się w jej życiu. Dopiero kiedy wychodzą na jaw występki Otella, jego ingerencja w życie prywatne Singielki, postanawia odsunąć się od adoratora definitywnie. 



Lubię styl pisania Hanny Bakuły - błyskotliwe poczucie humoru, trafne spostrzeżenia, bałagan w tekście, a także zwroty i skoki akcji. Główni bohaterowie są konsekwentnie irytujący, a zarazem dość zabawni. Zwłaszcza docent w swoim sposobie bycia i Molly w swoich przemyśleniach. Tekst uzupełniają świetne rysunki Autorki. Nie wiem, czy jest to powieść, która przypadnie do gustu każdemu, ale zdecydowanie warto spróbować. Polecam obie części! 




Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.



niedziela, 1 lipca 2018

"Bez pożegnania" Barbara Rybałtowska

Tytuł: Bez pożegnania
Autor: Barbara Rybałtowska
Wydawnictwo: Axis Mundi
Liczba stron: 326

Unikam książek smutnych, trudnych i wywołujących łzy. Wolę się relaksować niż płakać, a zbyt dużo emocji nie jest tym, czego oczekuję po lekturze. Zwłaszcza jeśli tematyka jest wymagająca. W zasadzie nie wiedziałam, z czym będę mieć do czynienia w książce Barbary Rybałtowskiej Bez pożegnania, ale już opis okładkowy sprawił, że dopadły mnie wątpliwości. Wojna, wywózka na Syberię - nie byłam nigdy orłem w szkole, zwłaszcza z historii, ale nawet ja wiem, z czym te motywy mogą się wiązać. Śmierć, strach, niebezpieczeństwo, bezwzględne okrucieństwo -  tak, tego można się było spodziewać. Zwłaszcza że autorka razem ze swoją mamą została zesłana na Syberię i swoją powieść oparła na własnych doświadczeniach.

Zosia wiedzie spokojne życie u boku męża, wychowuje córeczkę i wybiera się na wieś do rodziny. Nie wie jeszcze, jakie niebezpieczeństwo zawisło nad Polską, ani co przyniosą kolejne miesiące. Informacja o wybuchu wojny oraz o mobilizowaniu sił, poborze do wojska jest dla wszystkich jak cios prosto w serce. Mężowie zostają oddzieleni od rodzin, kobiety nie wiedzą, jak uda im się przetrwać te trudne chwile bez wsparcia. Każdy dzień przynosi nowe trudności, pojawiają się obce wojska, a nad mieszkańcami wsi pojawia się zagrożenie, że zostaną oddelegowani do obozów pracy. Niestety taki los czeka właśnie Zosię i Kasię - zostają zapakowane do pociągu i razem z innymi mieszkańcami wywiezione na Syberię. Droga dłuży się okrutnie, matka drży o swoją córkę i dba o to, żeby przeżyła podróż. Współtowarzyszy dopada głód i choroby. Ludzie umierają i wydaje się, że droga nie ma końca. 

Na miejscu sytuacja wydaje się tragiczna. Zosia musi pracować, żeby zarobić na chleb. Całymi dniami nie widzi swojej córeczki, która bardzo tęskni za matką. Dzieci pozostawione pod opieką niezdolnych do pracy kobiet, narażone są na liczne niebezpieczeństwa. Brak opieki medycznej, brak współczucia i pomocy z zewnątrz sprawia, że współtowarzysze doli i niedoli umierają, chorują, a wszyscy dookoła muszą patrzeć na ich ból i cierpienie. Choroby nie omijają też Kasi i Zosi, obie ocierają się o śmierć, muszą walczyć o każdy kolejny dzień. Informacja o amnestii brzmi jak wybawienie, jednak czy uda się powrócić do domu? Czy jest do czego wracać? 

Książka Bez pożegnania okazuje okrutne oblicze wojny, nieludzkie traktowanie i poniżenia. Pociągi, w których ludzie przewożeni są jak bydło, bez godności i  podstawowych środków higienicznych. Praca, w niegodnych warunkach, często ponad siły, przy jednoczesnej diecie głodowej. Choroby, których nikt nie leczy, zarazy, które się szerzą i zabierają kolejne ofiary. Okrucieństwo, którego nikt się nie spodziewał i kolejne informacje o śmierci najbliższych. Z taką rzeczywistością musi zmierzyć się Zosia. W takiej rzeczywistości musi wychować swoją córkę i zadbać o to, żeby miała co jeść, w co się ubrać i żeby miała chociaż namiastkę szczęśliwego dzieciństwa.  

Urzekła mnie ta historia, jej sposób przedstawienia, język i styl autorki. Mimo tragicznych wydarzeń, wszechobecnej śmierci i to także pośród najbliższych, nie uroniłam ani jednej łzy. Język powieści jest niezwykle plastyczny, ciepły i spokojny, a całość pozbawiona jest przesadnej emocjonalności. 

Zosia jest wspaniałą bohaterką, której udaje się unieść każdą trudność i zwalczyć każdą przeciwność losu. Chociaż jej świat wali się już na samym początku, kiedy dostaje złe wiadomości na temat małżonka, to dla siebie i swojej córeczki jest w stanie zrobić wszystko, pokonać każdą chorobę i z narażeniem życia zdobyć pożywienie i leki. Pomaga też innym, dzieli się tym, co ma, chociażby to była resztka jedzenia. Sama dba o to, żeby ubrać siebie i Kasię. Szyje, przerabia, sprzedaje stare ubrania, żeby nabyć nowe. Prezentuje wspaniałą postawę w tych naprawdę trudnych czasach. 

Zostawiono nam trochę łatwej do prania odzieży. Trzeba było zanurzyć wszystko w długich korytach z wodą nasyconą żrącym środkiem dezynfekcyjnym, a potem wyprać. Wokół pralni, daleko, aż do sąsiednich baraków porozciągane były druty, na których wieszaliśmy wyprane rzeczy. Wyjęte z odkażającej kąpieli straciły kolor, ale komu tu w głowie była elegancja. Byle tylko mieć co włożyć na grzbiet. Jakże łatwo można ludzi pozbawić wymagań.  

Świetna książka, którą mogę z całego serca polecić. Cieszę się, że to dopiero pierwszy tom sagi i ta historia ma swoją kontynuację. Na pewno będę czytać dalej. 





Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi.

niedziela, 24 czerwca 2018

"Zło czai się na szczycie" Marta Matyszczak

Tytuł: Zło czai się na szczycie
Autor: Marta Matyszczak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 304

Gucio powrócił! Radość to wielka, tym większa, że najnowsza książka Marty Matyszczak już za mną. Zawsze chętnie powracam do Solańskiego, jego wiernego psa i Róży, którzy śledzą, węszą i szukają z zapałem winnych. Przynajmniej do czasu, kiedy zostają wplątani w jakąś dziwną historię, w niespodziewany zwrot akcji albo po prostu nawalają i to z kretesem.

Tym razem akcja rozgrywa się w Zdrojowicach. Solański  z Guciem udają się na wesele Potomek-Chojarskiej. Już na wstępie dochodzi do nieporozumienia, kiedy Róża myśli, że panem młodym jest Szymon. Niewielkim pocieszeniem jest, że jednak nie, skoro i tak nie przyjeżdża sam, tylko z jakąś kobietą. Sama niby zazdrosna, a wtulona w swojego nowego chłopaka, którego poznała na chorzowskiej poczcie. W trakcie wesela Solański wybiera się na spacer i dokonuje piorunującego odkrycia. Ktoś utopił człowieka w betonie. Znad wylewki wystaje tylko but...

Zdrojowice nie są ulubionym miejscem wypoczynku dla Szymona. To tu zginęła jego ciężarna żona Joanna. Postanawia zerwać z  przeszłością, kupuje działkę w okolicy i buduje na niej dom. Odkrycie podczas wesela wzbudza szereg emocji u każdego. Solański zostaje zaangażowany w śledztwo, Róża wcale nie myśli opuszczać  miejsce zbrodni. Z jednej strony nie wyobraża sobie współpracować z Szymonem, z drugiej odzywa się w niej dziennikarska natura i pragnie przeprowadzić swoje prywatne dochodzenie. Poza tym malowniczy krajobraz sprzyja budowaniu relacji z nowym partnerem. Same plusy takiego urlopu!

Szymon przypomina sobie wydarzenia sprzed kilku lat, kiedy pozostawił Joasię w wynajętym pokoju, a sam udał się na zakupy, żeby spełnić jej zachcianki. Tyle lat wydawało mu się, że to on jest odpowiedzialny za ten pożar, ale okazuje się, że nie do końca. Nowe morderstwo w jakiś dziwny sposób powiązane jest z wydarzeniami z tamtego okresu.

Najbardziej zastanawia ta skomplikowana przyjaźń Szymona i Róży. Każde z nich układa sobie życie z kimś innym, a zarazem oboje mają co do tego wątpliwości.  A może nie tyle wątpliwości, ile niewyjaśniony żal, że im nie wyszło, że nie spróbowali... nie wiem. Jednak nie jestem przekonana, czy w wątku ich wzajemnej relacji zostało powiedziane już wszystko. 

Gucio jest  niezmiennie rozczulający i niezmiennie cudowny. Gdybym ja miał tu zostać na stałe, też skorzystałbym z pierwszej lepszej okazji, by dać dyla. Zanotowałem sobie na marginesie mojej rozgrzanej od przepracowania mózgownicy, żeby poważnie porozmawiać z Solańskm na temat tego fatalnego pomysłu z osiedleniem się na zadupiu. W ostateczności będę mu codziennie obgryzał listwy przypodłogowe w nowo wybudowanym domu i podlewał kwiatki doniczkowe tam, gdzie ich nie ma. Powinien wtedy zrozumieć przesłanie. Taki niecny plan, prawda?

Powieść Zło czai się na szczycie Marty Matyszczak charakteryzuje lekkie pióro i dużo dobrego, błyskotliwego  humoru. Niesamowicie relaksująca lektura, niesamowicie wciągające przygody lubianych bohaterów. Akcja książki jest spójna, widać, że przemyślana, wiele wątków (a także wydarzeń z przeszłości) łączy się ze sobą, przeplata. Nie można się nudzić. Dodatkowo Szymon i Róża są pisani konsekwentnie, zarówno jeśli idzie o charakter, jak i wzajemne relacje. Niekończące się dogryzanie sobie, bycie niemiłym, a zarazem to stanie za sobą, wspieranie się w każdej sytuacji. Niesamowita przyjaźń, chociaż aktualnie dość burzliwa, no i niekończąca się zabawa w kotka i w myszkę.



Polecam! Jak każdą poprzednią część i czekam na kontynuację, bo zakończenie sugeruje, że takowa jest w planach! 




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu, a Autorce dziękuję za wspaniałą dedykację i umieszczenie mojej skromnej osoby w Podziękowaniach.