Znalazłam tę książkę Agathy Christie na półce u mojej mamy i postanowiłam ją przeczytać. W trakcie lektury nie kojarzyłam poszczególnych wydarzeń, ani nie zgadłam, kto jest mordercą, więc wychodzi na to, że to było moje pierwsze spotkanie z tą pozycją. Nigdy nie mam takiej pewności w wypadku tej autorki, bo dużo jej książek czytałam, a niewiele z nich pamiętam.
W posiadłości państwa Bantry znaleziono martwą dziewczynę. Zarówno pan domu, jak i jego żona nie rozpoznali w niej nikogo znajomego. Policja rozpoczęła śledztwo, a pani Bantry postanowiła zaprosić do zabawy w detektywa swoją przyjaciółkę Jane, żeby mieć też z tego wydarzenia jakąś prywatną radość. W trakcie badania sprawy udało się zidentyfikować zmarłą, przesłuchano jej kuzynkę i osoby, które jako ostatnie miały z nią kontakt. Okazało się, że to tancerka, która przyjaźniła się z rodziną Jeffersonów - szczególnie ze starszym panem, który planował ją adoptować. Znaleziono też drugie zwłoki - młodej dziewczyny, która zniknęła po spotkaniu harcerstwa. Policja zaczęła sprawdzać, w jaki sposób te sprawy są ze sobą połączone, a panna Marple rozpoczęła swoje prywatne śledztwo...
Nie znalazłam w tej książce nic, co sprawiłoby, że miałabym ochotę do niej wrócić. Nie trzymała mnie w napięciu, nie zaskakiwała, nie wywoływała większych emocji. Nie uważam, że była zła, ale nie była też bardzo dobra. Przeciętna, ale napisana zgrabnie, więc czyta się ją szybko i nie dłuży się. Nie zgadłam sprawcy i tu duży plus dla powieści, bo jednak wolę do końca błądzić niż od połowy wiedzieć, kto za czym stoi. Za to rozwiązanie mnie rozczarowało - może swoją prostotą, a może tym, że sprawca nie wzbudzał we mnie żadnych emocji (ani pozytywnych, ani negatywnych). Na pewno mogło być lepiej, ale czytałam zdecydowanie gorsze książki. Panna Marple jest bardzo sympatyczną postacią - nie jest nachalna, nie chce być za wszelką cenę w centrum uwagi, za to metodą dedukcji i porównań do zasłyszanych historii w mistrzowski sposób dochodzi do prawdy.
Nie jest to pozycja obowiązkowa, bo autorka ma na swoim koncie zdecydowanie lepiej opowiedziane historie, ale jeśli komuś wpadnie w ręce, to na pewno można przeczytać, bo całość nie odstrasza i nie zniechęca, a jedynie sprawia, że czas upływa naprawdę przyjemnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agatha Christie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agatha Christie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 8 czerwca 2015
czwartek, 7 maja 2015
"Zabójstwo Rogera Ackroyda" Agatha Christie
Agatha Christie, to jedna z najpoczytniejszych pisarek kryminalnych. Nie bez powodu nazywana królową gatunku - w końcu napisała wiele znanych na całym świecie książek, które trzymają w napięciu od początku do końca i mają dobrze ułożone i rozpisane śledztwo, prowadzone głównie przez Herculesa Poirota, albo panią Marple. W zasadzie z twórczością pani Christie przyjaźnię się od ponad dekady, ale mam dość ambiwalentne uczucia do całego jej dorobku literackiego. Przede wszystkim większość książek ma mało elementów charakterystycznych, jest zbrodnia, ktoś ją rozwiązuje, zbierani są podejrzani i dowiadujemy się, kto zabił. Tak to wygląda w zarysie. I tak naprawdę tylko nieliczne książki zawierają coś, co sprawia, że zostają w głowie na dłużej.
Z "Zabójstwem Rogera Acroyda" nie miałam dotychczas do czynienia. Z opinii innych czytelników dowiedziałam się, że to jedna z najlepszych pozycji Christie, więc postanowiłam sprawdzić, czy aby na pewno. Moim zdaniem zdecydowanie nie. "Morderstwo w Orient Expressie", "I nie było już nikogo", czy "Zwierciadło pęka w odłamków stos" są zdecydowanie lepsze. Głównym powodem, dla którego ta właśnie książka znajduje się w czołówce twórczości, jest zaskakujące zakończenie. Mnie nie zaskoczyło. Rzadko zdarzało mi się trafić, kto u Christie popełnił zbrodnię, a tu niemalże od połowy książki wiedziałam. Pasowała mi tylko i wyłącznie ta osoba, chociaż do samego końca niewiele na nią nie wskazywało.
Zamordowany zostaje tytułowy Roger Acroyd, podejrzanych jest kilku - i jego przyrodni syn, i bratowa, i córka bratowej, służba, a także dwóch dżentelmenów, którzy znajdowali się w gościnie. Policja prowadzi śledztwo, tymczasem w sprawę zostaje wmieszany Hercules Poirot, który przy pomocy znanego i cenionego lekarza Shepparda krok po kroku składa łamigłówkę i odkrywa, kto jest mordercą.
Nie skreślam i nie twierdzę, że sama w sobie zagadka i intryga są źle napisane, źle prowadzone, czy książka jest nudna i nie ciekawi. Wręcz przeciwnie - czyta się szybko, a akcja wciąga, bohaterów nie da się nie lubić, a Hercules Poirot, który rozwiązuje sprawę, jest jak zwykle zbyt pewny siebie i tym samym mocno irytujący. Jak dla mnie zabrakło elementu zaskoczenia, zabrakło czegoś, co sprawi, że za kolejną dekadę wspomnę tę książkę, jako jedną z tych wyjątkowych. Jednak historia sama w sobie jest dobra, więc polecam każdemu, kto lubi mierzyć się z powieściami detektywistycznymi.
Z "Zabójstwem Rogera Acroyda" nie miałam dotychczas do czynienia. Z opinii innych czytelników dowiedziałam się, że to jedna z najlepszych pozycji Christie, więc postanowiłam sprawdzić, czy aby na pewno. Moim zdaniem zdecydowanie nie. "Morderstwo w Orient Expressie", "I nie było już nikogo", czy "Zwierciadło pęka w odłamków stos" są zdecydowanie lepsze. Głównym powodem, dla którego ta właśnie książka znajduje się w czołówce twórczości, jest zaskakujące zakończenie. Mnie nie zaskoczyło. Rzadko zdarzało mi się trafić, kto u Christie popełnił zbrodnię, a tu niemalże od połowy książki wiedziałam. Pasowała mi tylko i wyłącznie ta osoba, chociaż do samego końca niewiele na nią nie wskazywało.
Zamordowany zostaje tytułowy Roger Acroyd, podejrzanych jest kilku - i jego przyrodni syn, i bratowa, i córka bratowej, służba, a także dwóch dżentelmenów, którzy znajdowali się w gościnie. Policja prowadzi śledztwo, tymczasem w sprawę zostaje wmieszany Hercules Poirot, który przy pomocy znanego i cenionego lekarza Shepparda krok po kroku składa łamigłówkę i odkrywa, kto jest mordercą.
Nie skreślam i nie twierdzę, że sama w sobie zagadka i intryga są źle napisane, źle prowadzone, czy książka jest nudna i nie ciekawi. Wręcz przeciwnie - czyta się szybko, a akcja wciąga, bohaterów nie da się nie lubić, a Hercules Poirot, który rozwiązuje sprawę, jest jak zwykle zbyt pewny siebie i tym samym mocno irytujący. Jak dla mnie zabrakło elementu zaskoczenia, zabrakło czegoś, co sprawi, że za kolejną dekadę wspomnę tę książkę, jako jedną z tych wyjątkowych. Jednak historia sama w sobie jest dobra, więc polecam każdemu, kto lubi mierzyć się z powieściami detektywistycznymi.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)