Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walter Moers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walter Moers. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 marca 2015

"Miasto Śniących Książek" Walter Moers

Na początku mój wzrok przykuł tytuł. Pomyślałam sobie, że książka o mieście książek musi być cudowna. Następnie przypatrzyłam się okładce i wtedy już wiedziałam, że muszę ją przeczytać. I przeczytałam...

Jest to niezwykła powieść o smoku Hildegunście Rzeźbiarzu Mitów, który dostaje od swojego ojca poetyckiego utwór. W zasadzie dzieło. Ba! Arcydzieło. Najdoskonalej napisane, wzbudzające niesamowite emocje i wpędzające w przekonanie, że nie da się napisać nic lepszego. Smok  wyrusza na poszukiwanie autora tegoż dzieła i trafia do Księgogrodu. Księgogród to miejsce, w którym każdy zajmuje się książkami, a książek jest nieskończenie wiele. Są tam książki piękne i brzydkie, zadbane i rozlatujące się, spokojne i atakujące, a także książki latające, gryzące, patrzące jednym okiem i analfabetyczne książki terrorystyczne. Świat przedstawiony jest światem cudownie fantastycznym i żyją w nim różne dziwne stwory. Największą sympatią obdarzyłam buchlingi, które to wybierają sobie imiona poetów i uczą się na pamięć całej ich twórczości. Nasz smok za to przemierza antykwariaty, ulice, piwnice... potem i katakumby i inne szyby podziemne, uchodzi cało z niebezpiecznych sytuacji, aż w końcu spotyka... ale o tym trzeba przeczytać samemu.

Niesamowitą zabawę z tekstem musiała mieć tłumaczka, jedno z wielu miejsc w tekście, które mnie zachwyciło:
"Uwolnił cmok swe usta od jej ust i usiadł chrzęst na rozklekotanym krześle. Podniósł szelest papier i obserwował go mrug.
- Czy to jego testament? - spytał och.
Westchnęła stęk.
- Nie odziedziczymy więc posiadłości Dunkelstein, tylko stary taboret do dojenia? - Rzucił prast papier do kominka, gdzie trzask spłonął. Zaśmiał się heh i splunął smark na podłogę.
Zapłakała szloch."

Poza tym autor wplótł w tekst tyle aluzji, ukrytych znaczeń, czy umieścił w nim tylu znanych pisarzy, że niesamowitą rozrywką jest rozgryzanie kto jest kto. A przewija się i Ojahnn Golgo van Fontheweg, Perla La Gadeon, czy Eseila Wimpershlaak. Sprytne, prawda?
 W tekście pojawiają się też odniesienia do współczesnej twórczości, do tego, co ma szansę się wybić i odnieść na rynku największy sukces.
"Problem polega na tym: Aby zarobić pieniądze, dużo pieniędzy, nie potrzebujemy wcale wspaniałej, nieskazitelnej literatury. To, czego potrzebujemy, to miernota. Tandeta, szmelc, towar masowy. Więcej i coraz więcej. Potrzebujemy coraz grubszych, nic nieprzekazujących książek. Liczy się tylko sprzedany papier. A nie słowa, które się na nim znajdują."  I gdyby się tak zastanowić, czy to nie jest zjawisko szeroko rozpowszechnione? Czy przypadkiem nie jest tak, że w dużej mierze to, co się najlepiej sprzedaje, to średniej jakości papka literacka?

"Miasto Śniących Książek" urzeka. Nie jest to lektura trzymająca w niesamowitym napięciu, zdarza się kilka stron, które nudzą i zmuszają do zrobienia sobie przerwy, ale jest to lektura tak urocza i pełna wdzięku, że te mniej ciekawe momenty można spokojnie wybaczyć. I po prostu przetrwać. Autor wykreował świat fantastycznych postaci, jedne się lubi, innych się nie znosi, ale niemalże wszystkie wzbudzają szereg emocji. Bardzo się cieszę, że książka wpadła w moje ręce i, że miałam okazję przejść cały Księgogród ze smokiem Hildegunstem i zobaczyć jego oczami miasto, w którym książka jest najważniejsza i w którym wszystko kręci się dookoła książki. Magiczna lektura dla tych, co kochają czytać.