czwartek, 16 listopada 2017

"Mroczny spadek" Małgorzata Mossakowska-Górnikowska

Tytuł: Mroczny spadek
Autor: Małgorzata Mossakowska-Górnikowska
Wydawnictwo: Psychoskok
Liczba stron: 511

20 lat temu pokochałam książki Joanny Chmielewskiej. Wsiąkłam w nie, pochłaniałam jedną za drugą, a czasami wracałam do przeczytanych - i to wielokrotnie. Kryminały zawsze były bliskie mojemu sercu - nie tylko dlatego, że ich akcja wciąga i trzyma w napięciu, ale właśnie temu, że moja miłość do literatury rozpoczęła się od pokochania powieści polskiej królowej kryminału. I przez te wszystkie lata, kiedy sięgałam po inne pozycje, próbowałam odnaleźć podobne - stylem i klimatem. I oto jest, kryminał tak mało kryminalny, a tak cudowny zarazem. Ciepło na sercu zrobiło mi się, kiedy zobaczyłam w dwóch głównych bohaterkach ślady Tereski i Okrętki. Tak, jest współcześnie, poważniej, dziewczyny są dorosłe, a z przestępcami nie ma żartów, ale gdzieś tam na kartach odnalazłam treści, na których się wychowałam i klimat, którego na próżno szukałam w powieściach innych autorów. Mój zachwyt nie ma granic!

Majka to niespełna trzydziestoletnia dziewczyna, która pracuje w Poznaniu w firmie rodzinnej swojej przyjaciółki. Niespodziewanie umiera jej ojciec i spadają na nią same nieprzyjemności spadkowe. Mieszkanie zadłużone, dodatkowo mnóstwo niespłaconych kredytów i pożyczek - to tylko kropla w morzu problemów, z którymi musi się zmierzyć. Dodatkowo nie jest jedyną dziedziczącą, do podziału majątku zgłasza się kilka osób. Niestety nie wykazują chęci pomocy, a każda instytucja jedynie piętrzy problemy, zamiast ułatwić cokolwiek biednej dziewczynie.

W bibliotece Majka poznaje Adama - długowłosy, utykający na jedną nogę chłopak miesza jej trochę w głowie. W tej historii pojawia się też kolega ze studiów - Filip. Najwięcej wsparcia dostarcza dziewczynie przyjaciółka Julka, której problemy spadkowe wydają się ciekawsze niż praca u ojca.

W łazience pod podłogą Maja znajduje skarb - skrzynkę, w której oprócz pieniędzy znajdują się też kluczyki i pistolet. Zaczyna drążyć temat i grzebać w historii swojej rodziny. Okazuje się, że były mąż jej babci miał niejasną i skomplikowaną przeszłość, która ciągnie się do teraźniejszości. Dziewczyny wpadają w kłopoty, a na dodatek narażają na niebezpieczeństwo innych - chociażby sąsiadów.

Akcja toczy się niespiesznie, chociaż w kulminacyjnych momentach trzyma w napięciu. Miejscami aż za mocno. Zakończenie natomiast wprawia w zdumienie. I z jednej strony prosi się o kontynuację, a zarazem ciąg dalszy po takiej akcji wydaje się całkiem niemożliwy. Autorka stworzyła wspaniałe postaci, których nie da się nie lubić. Nawet największy drań ma w sobie coś takiego, że wzbudza sympatię. Ujmują nienachalne wątki miłosne, które gdzieś tam się pojawiają, ale nieśmiało, subtelnie i bez zdominowania całej akcji.

Szybko skończyła mi się ta książka - za szybko. Jest to wspaniała lektura na długie, zimowe wieczory i na pewno warto się z nią zapoznać.

 Zdjęcie z oficjalnej strony Wydawnictwa Psychoskok. 
Za egzemplarz  recenzencki dziękuję Wydawnictwo Psychoskok. 




niedziela, 12 listopada 2017

"Tata ma dziewczynę" Ida Pierelotkin

Tytuł: Tata ma dziewczynę
Autor: Ida Pierelotkin
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 136

Kuba to przesympatyczny dziesięciolatek, któremu kilka lat wcześniej życie wywróciło się do góry nogami. Mama i tata się rozstali i tata wyprowadził się z domu. Od tego czasu w jego mieszkaniu zrobiło się pusto - tylko wesołe piosenki w radiu urozmaicają spokojne i smutne posiłki.

Kiedy rodzice przekazali Kubie tę straszną wiadomość, był naprawdę malutkim chłopcem. A jednak oczekiwali od niego, że będzie nad wiek dojrzały. Nie chciał ich zawieść i chociaż zawalił mu się świat, nie dał po sobie poznać, że coś jest nie tak. Nie skarżył się też i nie płakał, kiedy okazało się, że teraz tata w zasadzie nie ma dla niego czasu. Mieli widywać się w każdy weekend, a jednak większość spotkań tata odwoływał i wymigiwał się pracą.

Kiedyś Kuba bardzo lubił gołąbki. Jednak przestał, bo zawsze jak pojawiały się na stole, mama przekazywała mu smutne wiadomości. Szybko ta potrawa stała się dla chłopca symbolem stresu i lęku. A  mama nieświadoma niczego, wciąż stawiała przed synem talerz, a przy okazji przemycała niepokojące wieści.

Tym razem znowu miała dla Kuby złą wiadomość. Tata ma dziewczynę. Spotkanie, na które czekał cały tydzień, dojdzie do skutku, ale nie będą sami, bo tata chce przedstawić synowi Kamilę. Kolejny cios spadł na głowę dziesięciolatka. Tata, który nie ma dla niego czasu, ma czas dla jakiejś dziewczyny? Bardzo zły początek weekendu. Dalej było tylko gorzej, bo Kamila okazała się ładną, ale niewzbudzającą sympatii kobietą. Spotkanie w trójkę było dramatyczne - on jadł lody, a dorośli rozmawiali, jakby byli sami. Kuba czuł się niezauważony, smutny i zły. To był taki przełomowy moment, w którym przestał się zachowywać nad wiek dojrzale i przestał przejmować się czy sprawi rodzicom przykrość, czy nie. Zwłaszcza że dowiedział się.... że od przyszłego miesiąca tata zamieszka z tą całą Kamilą i - co gorsza - z jej synem Piotrusiem.

Wcale nie było lepiej po powrocie do domu. Rozgoryczony, zły i wściekły na ojca, przyparł do muru mamę... i okazało się, że i ona się z kimś spotyka. Co gorsza, wujek Heniek, czyli przyjaciel domu, który wpadał na weekendy, przybył ze swoją córką. Piotruś, Iza i nowi partnerzy rodziców przybili malucha do tego stopnia, że przestał sobie radzić ze swoimi emocjami.

Autorka poruszyła bardzo trudny temat w bardzo lekki i przyjemny sposób. Pokazała, co czuje dziecko, kiedy rodzice się rozwodzą, a także, jak trudno jest zrozumieć, że mama i tata mogą spotykać się z innymi osobami i próbować budować swoje szczęście na nowo. Kuba to bardzo inteligentny i błyskotliwy chłopiec. Stara się postępować tak, żeby nikomu nie przysporzyć zmartwień, żeby rodzice nie uznali go za mazgaja i byli z niego dumni. I chociaż bardzo cierpi, to bardzo długo zgrywa twardziela - a mama z tatą utwierdzają go w przekonaniu, że to dobre i dojrzałe zachowanie. Tłumienie emocji, lęk o kolejny dzień, utrata zaufania - to tylko niektóre następstwa takiego postępowania rodziców. Autorka w słuszny sposób wytyka błędy, których bez wątpienia można było uniknąć. Kiedy pęka tama i chłopczyk wyrzuca z siebie wszystko skrzętnie skrywane przez lata, do starszych zaczyna docierać, jak nieidealnych metod użyli, a także, z czym ich syn musiał się zmierzyć. W tym momencie zaczynają z nim rozmawiać, a i on opowiada o wszystkich obawach i emocjach. I dopiero wtedy wykazuje się dojrzałością, kiedy sam dochodzi do kilku poważnych wniosków, które mają zaważyć na dalszym życiu w tak rozbudowanej rodzinie.

Urzeka świetne pióro autorki i łatwość, z jaką potrafi dotrzeć do najmłodszych. To właśnie do dzieci skierowana jest ta książka, zwłaszcza do dzieci z rozbitych rodzin, którym potrzebna jest opowieść o tym, że nowa sytuacja wcale nie musi być taka zła, a nowa dziewczyna taty nie jest z automatu wrogiem numer jeden. Myślę, że każde dziecko powinno zapoznać się z tą pozycją - także to, którego mama i tata tworzą szczęśliwe małżeństwo. Książka pokazuje bowiem, jak powinno się rozmawiać o swoich lękach, zgryzotach i tęsknotach. A także jak należy sygnalizować rodzicom, że coś jest nie tak, że ich zachowanie sprawia ból, a postępowanie rozczarowuje.

Jest to też bardzo ważna pozycja dla rodzica, który nieświadomie może skrzywdzić swojego malucha - zwłaszcza w sferze emocjonalnej. Uczy, że z dzieckiem trzeba być szczerym i, że od małego należy okazywać uczucia, te dobre i te złe, a nie tłumić je w sobie.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Akapit Press.


wtorek, 7 listopada 2017

"Żniwiarz. Pusta noc" Paulina Hendel

Tytuł: Żniwiarz. Pusta noc.
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 432

Staram się nie oceniać książki po okładce, ale od tej pozycji trudno oderwać wzrok. Intrygująca, tajemnicza twarz na granatowym tle, a pod spodem rekomendacja Mai Lidii Kosakowskiej to wystarczający powód, żeby sięgnąć po książkę. Tym bardziej że i jej opis jest zachęcający - dużo magii i odwołań do wierzeń słowiańskich. Brzmi nieźle!

Główna postać to Magda - dwudziestolatka, która pracuje w księgarni swojej mamy. Na pozór zwyczajna dziewczyna, jednak po bliższym poznaniu okazuje się, że czuje i widzi więcej niż przeciętny człowiek. Przyjaźni się ze swoim wujkiem Feliksem, który jest żniwiarzem. Niewdzięczna funkcja, która polega na rozprawianiu się z martwcami. Najbardziej łączy ich to, że widzą te wszystkie stwory wywodzące się z mitologii słowiańskiej i wiedzą, jak sobie z nimi radzić. Tym samym niebezpieczne spotkanie z bezkostem czy upiorem jest dla nich jedynie kolejnym zadaniem do wykonania. W zasadzie są to zadania Feliksa, bo Magda działa raczej w tajemnicy, wbrew woli wujka, wbrew woli rodziców i ogólnie sprzecznie z wszelkimi zasadami bezpieczeństwa. Taka natura.

Żniwiarz to taki dość dziwny człowiek-nieczłowiek, którego można zabić, a jednak powraca w innym ciele. Tym samym wujek występował już w kilku wersjach, a żyje tak długo, że przeżył śmierć wielu osób w rodzinie. Nie jest jedyny w swoim fachu - poznajemy też Antoniego czy Nadię. Nie kontaktują się oni ze sobą na co dzień, ale potrafią się odszukać w momentach ku temu odpowiednich.

Z ciekawszych postaci w książce mamy też do czynienia z Pierwszym. Pierwszy to taki żniwiarz, który jak sama nazwa wskazuje, był pierwszy - w związku z tym jest najstarszy, najbardziej doświadczony, a przez to najtrudniejszy do pokonania. I co najważniejsze, wyróżnia go to, że w przeciwieństwie do pozostałych, potrafi opętać żywego człowieka. Pozostali żniwiarze wstępują w ciała jedynie tych osób, które zmarły. Pierwszy odgrywa kluczową rolę w powieści, ale nie trzeba go lubić. Czytelnika może zdziwić, kim tak naprawdę jest, chociaż ja niestety przeczuwałam to zbyt szybko. I w tym miejscu zabrakło mi elementu zaskoczenia.

Cała akcja rozgrywa się w realnym świecie, w niewielkiej wsi, która nie wyróżnia się niczym szczególnym. Magda, jej rodzice, sąsiedzi i znajomi, to zwykli ludzie, którzy prowadzą nudne życie. No dobrze, Magda nie prowadzi nudnego życia, bo zamiast relaksować się wieczorami, biega za bezkostem. Poznaje za to wspaniałego chłopca, który z dnia na dzień staje się jej bliższy. Na początku boi się, że nowy kolega uzna ją za wariatkę, bo jest świadkiem jej walki z dziwnym, nadprzyrodzonym stworzeniem. Jednak nic takiego się nie dzieje - owszem, Mateusz jest zdezorientowany, ale stara się rozumieć i poznawać świat swojej nowej, bratniej duszy. Zwłaszcza że jest po ciężkich przejściach i bliska osoba jest mu do życia bardzo potrzebna.

Nie jest to książka, w której akcja płynie leniwie, a wszystkie wydarzenia są logiczne i normalne. Autorka pokazuje nam życie Magdy i Feliksa, to, jak wypełniają misję, a jednocześnie przygotowuje czytelnika na coś, co musi się wydarzyć i zburzyć spokój. Tak naprawdę dreszczyk niepewności z połowy powieści pod koniec zmienia się w lęk i szybsze kołatanie serca. A zakończenie? Wprawnego, przewidującego czytelnika aż tak nie zaskakuje. No może jednak trochę. Za to na pewno jest godnym zwieńczeniem całej lektury.

Książka skierowana jest bardziej do starszych dzieci i do młodzieży. Na pewno też do tych, którzy odnajdują się w powieściach pełnych magii i czarów. Dla mnie była niezwykle przyjemnym eksperymentem i cieszę się, że na półce czeka na mnie drugi tom.





Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


środa, 25 października 2017

"Taniec z motylami" Anna Wysocka–Kalkowska

Tytuł: Taniec z motylami
Autor: Anna Wysocka-Kalkowska
Wydawnictwo: Psychoskok
Liczba stron: 237

"Kiedy zamykam oczy, wyobrażam sobie łąkę pełną kwiatów i motyli. Wbiegam na nią bosymi stopami i tańczę, jestem młoda i pełna sił... A potem widzę siebie nieco starszą i starszą, ale wciąż tak samo szczęśliwą, tak samo świeżą jak skrzydła motyla, ale kiedy otwieram oczy, motyle znikają i znowu jestem sama. Piękne, wartościowe życie jest jak taniec z motylami... Chciałabym, by moje znów takie było".

Zuza jest 38-letnią kobietą, która mieszka w Toruniu. Maluje na rynku portrety, przyjaźni się z Grzegorzem i wiedzie nudne, szare życie. Bez celu. Bez ambicji. I bez głębszego sensu. W Pradze zostawiła swoją przeszłość - uciekła, kiedy spotkał ją ogromny zawód miłosny. Porzuciła ciotkę, przyjaciół i to, co naprawdę kochała, a w Polsce postanowiła zacząć wszystko od początku. Po tych wszystkich latach nie czuje się spełniona. Maluje bez przekonania kolejne twarze, a rutyna dominuje w jej życiu. Wszystko odmienia spotkanie przy kawie ze stałą klientką, która namawia na powrót do przeszłości, a przynajmniej na odwiedziny u ciotki, która wychowała Zuzę po śmierci rodziców. Nie jest to łatwa decyzja, ponieważ od dawna nie była w Pradze, ale stawia wszystko na jedną kartę... i jedzie. Wydaje się, że ciotka jest w doskonałej formie, zabiera Zuzkę na zakupy, na kawę i miło spędzają czas. Życie bywa jednak okrutne i dziewczyna nie cieszy się długo z powrotu w rodzinne strony. Los zabiera jej jedyną tak bliską osobę, a tym samym całkowicie odmienia jej życie. Ciocia Rose, znana aktorka, pozostawia bowiem zapis w testamencie, jakiego się zupełnie nikt nie spodziewał. Komplikuje nim życie dziewczyny, jej przyjaciela - zmuszając ich, chociażby do przeprowadzki do Pragi.

Od tego momentu akcja pędzi jak szalona, a życie Zuzanny i Grzegorza zmienia się z minuty na minutę.  To, co wydawało się pewne i stałe, zostaje zburzone jednym listem. A młodzi muszą się zmierzyć nie tylko z rodzinnymi problemami i zagadkami, ale też z wyzwaniem zawodowym, jakie pozostawiła im ciotka. Prowadzenie szkoły, zatrudnianie nauczycieli, przygotowywanie musicalu na cześć Rose zajmują Zuzę i nie pozwalają jej przeżyć żałoby. Ani przemyśleć wszystkiego, co ostatnio się wydarzyło i czego się dowiedziała.

Miłość? Pojawia się i miłość - zaskakująco i w najmniej oczekiwanych okolicznościach. Sukces? Czy w ogóle jest możliwe, żeby sukces odniósł ktoś, kto przychodzi z ulicy i zajmuje kierownicze stanowisko - i to w dziedzinie, na której się totalnie nie zna? Podróże? Jest i podróż - w samo serce Afryki...

Nie jest to książka, przy której można się nudzić. Sytuacja bohaterów zmienia się błyskawicznie, kłopoty nawarstwiają się, ale też szczęście dosięga tych, którym powinno być pisane. Autorka pisze świetnie - bez dłużyzn i niepotrzebnych opisów. Emocje są wyważone - a jest ich cała gama - od rozpaczy po euforię. I tak naprawdę jedyne, czego mogę się przyczepić, to nierealność całej historii. Nie wiem, czy możliwe jest tyle zbiegów okoliczności w tak krótkim czasie ani tym bardziej czy z taką łatwością można osiągnąć coś, co wydaje się być poza naszym zasięgiem. Wszystkie możliwe nieszczęścia spadają na bohaterów z taką samą łatwością i częstotliwością, jak wielkie radości. Nie przeszkadza to jednak w ogólnym odbiorze książki - nie traktuję jej bowiem jak kolejnej, przewidywalnej powieści obyczajowej. Dla mnie ta pozycja to bardziej próba (udana!) ukazania tego, czym jest miłość, tęsknota, wybaczenie, walka o marzenia i o wartościowe życie - pełne motyli.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.

 Zdjęcie z oficjalnej strony Wydawnictwa Psychoskok.

środa, 11 października 2017

"Świnia ryje w sieci" PigOut

Tytuł: Świnia ryje w sieci
Autor: PigOut
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 254

Uwielbiam blogi. Są takie, które czytuję na poprawę humoru i takie, na których szukam inspiracji - chociażby czytelniczych. I taką książkę, która utrzymana jest w konwencji bloga właśnie, czytało mi się wyśmienicie!

Książka "Świnia ryje w sieci" jest przede wszystkim świetną rozrywką. Błyskotliwe, zabawne teksty i zdrowe podejście do życia, to chyba największe plusy tej lektury. Autor, tajemniczy PigOut, nie oszczędza nikogo - obrywa się rodakom, celebrytom, ale i dla siebie nie ma litości.

Całość podzielona jest na cztery części. W pierwszej z nich opisuje życie takim, jakie jest. Ironizuje i wskazuje na największe polskie absurdy. Ot, chociażby szał na promocję w dyskontach spożywczych czy nagminne branie udziału w dziwnych akcjach na Facebooku. Kto przy zdrowych zmysłach rozdaje za darmo iphony, tablety i samochody? Ano nikt. A kto się na takie akcje nabiera? Ano połowa znajomych każdego z użytkowników. PigOut zagłębia się w temat kina, literatury, muzyki. Dotyka motywów bardzo kontrowersyjnych, o których się zwykło dużo mówić. I tym samym mamy tekst o "50ciu twarzach Greya" i polskiej muzyce pop. Wydarzenia ogólnopolskie? Nie mogło ich zabraknąć! Jak wesprzeć WOŚP, kiedy się chce wesprzeć WOŚP, ale w zasadzie się nie powinno. Czym są  Światowe Dni Młodzieży i jak się na nich odnaleźć. A także miłość Polaków do kolejek - miłość, którą trudno pojąć - zwłaszcza w obliczu komputeryzacji wszystkich urzędów. Dobre teksty, które pełne są inteligentnych uwag i trafnych wniosków. Szukacie porad? Nie ma sprawy, są i porady: jak przetrwać sylwestra, jak przetrwać walentynki i jak przetrwać dzień singla.

Druga część, czyli "Świnia na czerwonym dywanie" dotyczy przede wszystkim ludzi sławnych, wręcz światowych. Co najbardziej urzeka? Tekst o tym, czy pani Prezydentowej należy się wypłata, a także wnioski wyciągnięte z wieczoru sylwestrowego spędzonego przed telewizorem.

Dalej jest tylko zabawniej, bo PigOut zaczyna pisać o sobie i o swoich przygodach. O tym, jak się czuje w sklepach z męską odzieżą, o dotrzymywaniu postanowień noworocznych i o swoich doświadczeniach na siłowni.

"Nic mnie tak nie unieszczęśliwia, jak wizyta na siłce. Niektórzy twierdzą, że po  ciężkim dniu nie ma nic lepszego niż pięciokilometrowa przebieżka na bieżni, że niby wtedy endorfiny się uwalniają i w ogóle w organizmie schodzi większa magia niż w Hogwarcie. Bullshit. Osobiście uważam, że podwójny kebab na cienkim i zimny browarek sprawdzają się lepiej."  

Ostatni rozdział "Świnia w podróży" to zbiór zabawnych historii, których akcja dzieje się za granicą i instrukcja, jak urwać się z domu, pozostawiając swoją kobietę przekonaną, że to ona nas na tę wyprawę namówiła. Cudne!

Teksty krótkie i na temat - felietony pisane pół żartem, pół serio. Przepełnione ironią, ale też samym życiem - takim, jakie właśnie jest. Już dawno tak dobrze nie bawiłam się przy żadnej książce. Jestem zauroczona stylem pisania, inteligencją i poczuciem humoru autora. Książka pozwoliła mi odprężyć się, nie dała rady mnie znudzić czy zniechęcić. Czyta się ją szybko (za szybko!) i z uśmiechem na twarzy. I tylko przerażające jest, ile w niej prawdy, ile trafnych spostrzeżeń i świetnych podsumowań ludzkich zachowań.

Polecam. I to każdemu bez wyjątku.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.

niedziela, 8 października 2017

"Zacisze" Katarzyna Redmerska

Tytuł: Zacisze
Autor: Katarzyna Redmerska
Wydawnictwo: Axis Mundi
Liczba stron: 389

Dawno nie czytałam książki tak subtelnej. Czy jest to typowa obyczajówka? Jest. Czy jest w niej dużo miłości i dużo wątpliwości? Jest. A czy można się w niej zaczytać? Można.

Julia jest artystką, która zajmuje się renowacją antyków. Ma męża, którego bardzo kocha i najbardziej na świecie pragnie dziecka. Spełnia się w swojej pracy, ale nie potrafi funkcjonować między ludźmi. Jest osaczona przez małżonka, któremu się całkiem podporządkowała i przez matkę, która kontroluje ją na każdym kroku.

Pewnego dnia dostaje telefon, że zmarła jej niedoszła teściowa. Chce jechać na pogrzeb, chociaż wie, że wiąże się to ze spotkaniem byłego narzeczonego. Oczywiście matka postanawia się wtrącić, jedzie z nią i nie dopuszcza nawet do rozmowy z jej eks. Nie może jednak przewidzieć, że młodzi i tak się spotkają, żeby porozmawiać i wrócić do przeszłości.

Tak naprawdę odnowienia tej znajomości boi się nie tylko Piotr -  mąż Julki, ale też jej rodzicie. Okazuje się, że w przeszłości przyczynili się do rozstania dziewczyny z jej pierwszą miłością - Marcinem. I to przyczynili się w sposób okrutny i bezwzględny, więc drżą na samą myśl, że tamte wydarzenia mogą dotrzeć do Julii.

Powieść "Zacisze" od początku czyta się wyśmienicie. Dalej troszkę zgrzyta. Miałam takie wrażenie, jakby od połowy pisał ktoś inny.  Akcja przyspiesza, bohaterowie robią się bardziej emocjonalni, ale niekoniecznie w pozytywnym sensie. Poza tym Julia nie potrafi odnaleźć się w swojej nowej rzeczywistości i zwyczajnie zachowuje się dziwnie. Irracjonalnie. Zbyt łagodnie. Tak jakby odkrycie prawdy niczego jej nie nauczyło. Jej rodzina też nie widzi problemu w tym, jak skomplikowała dziewczynie życie. I to właśnie uderzyło  mnie najbardziej - ich przekonanie, że na pewno postąpili słusznie. I jej rozmemłanie, które każe sądzić, że ona potrzebuje takiego sterowania sobą i jej życiem, że nie potrafi bez tego funkcjonować.

Julia niby dużo mówi o tym, że odcina pępowinę, że ma dość robienia wszystkiego pod dyktando... a i tak dalej robi wszystko, czego oczekują od niej inni. Mąż i rodzice wymuszają na niej pewne zachowania niemalże do końca powieści. I to właśnie jest najbardziej irytujące - muszą postawić na swoim. A Julia? Julia dużo mówi i przeżywa, a potem robi się potulna jak baranek. 

"Zacisze" czyta się szybko. Pomijając odrobinę irytującą akcję (przynajmniej w drugiej połowie książki), to jest naprawdę przyjemna powieść pełna cudownych opisów górskich i leśnych krajobrazów, a także ciekawych postaci, które dodają niesamowitego uroku. Taką bohaterką jest Ola - córka Piotra z pierwszego małżeństwa, która jest słodką, ale też rozsądną dziewczyną. Uwielbia Julię i traktuje ją jak starszą siostrę. Drugim bohaterem, który bardzo przypadł mi do gustu, jest Edmund Drążel -  hrabia, który przy fachowej pomocy Julii odnawia rodzinne włości i próbuje przywrócić im dawną świetność.

Książkę polecam każdemu miłośnikowi powieści obyczajowych. Dobra lektura na długie, jesienne wieczory. I chociaż mnie zachowanie bohaterów irytowało, to z przyjemnością spędziłam z nimi czas.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi.

poniedziałek, 2 października 2017

"Nić Ariadny" Lidia Tasarz

Tytuł: Nić Ariadny
Autor: Lidia Tasarz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Psychoskok
Liczba stron: 275

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której budzę się... i nie wiem, kim jestem.  Nie wiem, jak się nazywam, czym się zajmuję i czemu leżę w szpitalu. W takim położeniu znajduje się główna bohaterka - Monika. Nie potrafi przypomnieć sobie nic ze swojego życia. Wie, jak nazywają się poszczególne przedmioty, intuicyjnie obsługuje sprzęty elektroniczne... tylko o sobie nie wie kompletnie nic.

Kiedy wychodzi ze szpitala, jest przerażona. Konrad - policjant, który zajmuje się jej sprawą, odwozi ją do mieszkania. Okazuje się, że ma kota, ale też musi mieć jakąś mroczną przeszłość, bo to, co znajduje za ścianą jednego z pomieszczeń, wprawia Monikę w osłupienie. Broń? Peruki? Monitoring? Zadaje sobie pytania - kim jest, czemu nikt jej nie szuka i czy stoi po właściwej stronie prawa. Boi się, że może być kimś złym.

Zgłębiając tajniki mieszkania i skrytki bankowej dowiaduje się, co się stało z jej rodziną. Spotkany przypadkiem kolega z liceum zwraca się do niej Agata i jeszcze bardziej burzy jej spokój. Teraz już niczego nie jest pewna, przestaje wierzyć nawet w swoje imię wyryte w dowodzie osobistym. Targa nią wiele emocji, niepewność miesza się z przerażeniem, a ona usilnie stara się przypomnieć sobie cokolwiek ze swojego życia.

Nie pomaga jej obstawa - panowie w ciemnych garniturach, sąsiadka, która ma klucze i próbuje się po kryjomu dostać do mieszkania, ani Konrad, na którego natyka się podczas wyjścia do galerii czy zakupów w osiedlowym sklepie. Czuje się zmęczona zaistniałą sytuacją i tak samo mocno dąży do poznania prawdy, jak i boi się odkryć czym się tak naprawdę zajmowała przed wypadkiem, w którym straciła pamięć.

Pierwszym przebłyskiem świadomości są sny. Sny, w których robi niesamowite rzeczy. Które mogą być wskazówką albo zmyłką, ale na pewno poruszają ją i dezorientują. Drugim przebłyskiem jest wspomnienie dworku - wyraźnie zarysowany kształt, wystrój i umiejscowienie. A w międzyczasie na swoim monitoringu widzi groźnie wyglądającą akcję w mieszkaniu obok. Nie wie, co ma o niej myśleć, tym bardziej że na monitorze ukazuje się Konrad...

"Nić Ariadny" to taka książka, którą koniecznie trzeba przeczytać. Jest to świetnie napisana powieść - nie tylko pod względem akcji, ale też pod względem wszystkich psychologicznych zagrywek, które przewijają się na kartach lektury. Główna bohaterka znajduje się w trudnej sytuacji życiowej. Nic o sobie nie wie, nic nie pamięta, a jednocześnie znajduje wycinki z gazet, które mogą dotyczyć jej rodziny. Kiedy znajduje swój pamiętnik, zaczyna lepiej rozumieć całą sytuację, ale i tak boli ją to, że nic nie pamięta. Najbardziej przeraża ją świadomość, że nie wie, kto tak naprawdę jest jej przyjacielem, a kto wrogiem - komu może zaufać, a komu absolutnie ufać nie powinna.

Autorka wprowadza specyficzny klimat - tajemniczość, groza i niepewność przeplatają się ze sobą na kolejnych stronach. Pisze świetnie, więc całość czyta się szybko, sprawnie i z zaciekawieniem. Tak naprawdę książka przerosła moje oczekiwania, a to się często nie zdarza.

Polecam z całego serca każdemu, kto lubi czytać powieści przy których odczuwa irracjonalną niepewność. Nie jest to ani thriller, ani kryminał, ale chwilami konstrukcja książki sprawia, że czyta się ją z zapartym tchem, tak samo jak wyżej wymienione gatunki. Fantastyczna lektura.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.





poniedziałek, 18 września 2017

"Tajemnicza śmierć Marianny Biel" Marta Matyszczak

Już dawno nie czytałam żadnego kryminału. A to zaczynały się zbyt mroczno, a to nudziły od początku, a to wolałam romantyczne trele-morele niż pogoń za mordercą. Jednak w kręgu Śląskich Blogerów Książkowych zrobiło się głośno o pewnej książce - poszły słuchy, że to wspaniały kryminał, że cudowny pies w nim, nie mówiąc już o tym, że akcja dzieje się w Chorzowie. Dla mnie to niemal po sąsiedzku, bo na ulicę 11 listopada mam kilka minut. I to spacerkiem!

Musiałam zatem przeczytać i przekonać się na własnej skórze, czy ta książka naprawdę jest taka dobra. I wiecie co? Jest!


Do chorzowskiej kamienicy przy ul. 11 listopada 113 przeprowadza się były policjant Szymon Solański, który planuje otworzyć agencję detektywistyczną. Przygarnia ze schroniska psa Gucia, który nie jest najmłodszy i najsprawniejszy, jednak wzbudza sympatię od pierwszego wejrzenia. W piwnicy tejże kamienicy zostają znalezione zwłoki znanej i szanowanej aktorki. Po wstępnych oględzinach policja uznaje śmierć Marianny Biel za nieszczęśliwy wypadek, ale Solański nie wierzy w takie przypadki. Chce dowieść, że było to morderstwo i wraz ze swoim czworonożnym przyjacielem rozpoczyna śledztwo. Oczywiście nie może być łatwo, prosto i przyjemnie, bo sąsiedzi, którzy są w pierwszej kolejności podejrzani, zachowują się dziwnie i skrywają liczne tajemnice. Przy pomocy swojej koleżanki ze szkoły, a zarazem dziennikarki Róży Kwiatkowskiej, Szymon szuka, sprawdza i błądzi, ale mimo wszystko wciąż jest przekonany, że to nie była przypadkowa śmierć i, że zamieszane w nią są osoby trzecie...

Akcja książki przedstawiona jest z dwóch perspektyw -  z  pozycji neutralnego obserwatora, a także z pozycji Gucia. Jest to przeurocze, inteligentne i błyskotliwe stworzenie, które co prawda nie lubi kotów, ale uwielbia swojego pana i  jego przyjaciółkę Różę i jest gotowe poświęcić dla nich naprawdę dużo - może nawet swoje życie. Poza tym wprowadza do powieści akcent humorystyczny, który ubarwia akcję.

Solański jest bohaterem dość ciapowatym. Niekoniecznie ogarnia otaczającą go rzeczywistość. Z jednej strony niby detektyw, ba! policjant, czyli wydawałoby się, że osoba odpowiedzialna i ułożona, ale w życiu codziennym totalny melepeta. Nie widzi tego, co oczywiste, nie rozumie prostych przesłań, a już totalnie nie potrafi zaprzyjaźnić się z elektroniką. Smartfon, dvd i inne cuda techniki, to dla niego czarna magia. Nie da się go nie lubić, chociażby przez wzgląd na Gucia i uparte dążenie do poznania prawdy.



Autorka pisze fantastycznie. Dawno nie czytało mi się tak dobrze żadnej książki. Żadnych dłużyzn, żadnego lania wody i opisów nikomu niepotrzebnych. Błyskotliwe dialogi i wydarzenia ułożone w logiczną całość - to największe atuty książki. A i jeszcze zakończenie - może nie do końca totalnie zaskakujące, ale też nie takie, że po pierwszym rozdziale już wszystko wiadomo i nie ma po co czytać.

Książka trzyma w napięciu. Naprawdę! Czytałam o 2 w nocy i rozglądałam się dookoła przy każdym najmniejszym szeleście. To niesamowite uczucie znowu przeczytać coś, co wprowadza nieuzasadniony lęk. Nie mogę się przyczepić do bohaterów, bo zostali fantastycznie napisani, do akcji, bo jest świetnie prowadzona i do zakończenia, bo jak dla mnie było po prostu bardzo dobre.

Oj, po prostu niczego się nie czepiam, za to z całego serca polecam. Momentami lekka i odstresowująca (bo Gucio! i ciapa Solański), momentami taka, że serce bije za mocno, a czytelnik przestaje oddychać z wrażenia.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu, a Autorce gratuluję udanego debiutu i dziękuję za piękną dedykację.

Biegnę czytać "Zbrodnię nad urwiskiem"! I oczywiście muszę odnaleźć tę kamienicę!


czwartek, 7 września 2017

"Dziura w podróży" Iwona Dziura

Tytuł: Dziura w podróży
Autor: Iwona Dziura
Wydawnictwo: Annapurna
Liczba stron: 216

"Aparat gębowy Sary to konstrukcja ze wszech miar fascynująca, podobna do karabinu AK-47, znanego szerzej pod nazwą kałasznikow. Wyrzuca z siebie słowa całymi seriami, na oślep, zanim przeciwnik zdąży się zorientować, że jest pod obstrzałem. Przeskakuje z wątku na wątek w każdych warunkach, bez zacięcia. Chociaż słowa nie zawsze trafiają do celu, to jazgot jest taki, żeś gotów natychmiast wywiesić białą flagę, byleby tylko ostrzał ustał. Jedyna różnica pomiędzy Sarą a kałachem jest taka, że jej  karabinek funkcjonuje bez potrzeby przeładowania magazynku.Cud techniki i chodząca maszyna do zabijania bębenków usznych w jednym". 

Znacie takie osoby? Ja znam! Na dodatek jest to najbliższa memu sercu kobieta. Kobietka dokładniej rzecz biorąc. Pierworodna. Tak sobie czytałam i kiedy trafiłam na ten fragment, to wiedziałam, że to będzie wspaniała książka! Nikt tak pięknie i trafnie (!) nie opisał jeszcze mojej najcudowniejszej córki.



Do rzeczy jednak. Iwona Dziura postanawia wyprzedać swój majątek, spakować się i wyjechać w podróż życia. Na początku wyprawy traci swój bagaż i zostaje bez pieniędzy i bez swoich rzeczy. Życzliwi ludzie pomagają jej jednak przetrwać te trudne dni, a także zarobić na swoje utrzymanie (dopóki nie odzyska karty kredytowej).

Podróżniczka udaje się najpierw do Rumunii, później do Mołdawii i dociera do najdalszych i najcudowniejszych zakątków, które urzekają nie tylko swoim pięknem, ale też dzikimi krajobrazami. I niezwykłymi ludźmi!

Spotyka na swojej drodze osoby różnych narodowości i kultur. Zaprzyjaźnia się z mieszkańcami, z podróżnikami, którzy tak jak ona próbują zwiedzać okolicę na własną rękę, a także z tymi, co przybyli i zostali, bo los się do nich uśmiechnął i podarował im pracę. Oprócz ludzi ma też do czynienia z niezwykłymi zwierzętami i bierze udział w dość nietypowej ceremonii pogrzebowej.

Iwona Dziura pisze prosto i konkretnie. Potrafi zaciekawić czytelnika i rozbawić go na każdym kroku. Poza tym sama zwiedza kraje, do których zwykły śmiertelnik nie jeździ na urlop, więc jej opowieści są tym ciekawsze i wydają się egzotyczne i dzikie. W swojej podróży dużo ryzykuje, nie tylko zadając się z podejrzanymi typami (mrożąca krew w żyłach podróż z obwieszonym łańcuchami Cyganem), ale też zapuszczając się w rejony, które cieszą się złą sławą. Iwona nie boi się wyzwań i nawet wycieczkowanie marszrutą postanawia jakoś przeżyć. Zwłaszcza że ten pojazd nie należy do najwygodniejszych. Rozklekotane autobusy, marszrutki, które mogą przyprawić o ból głowy, łapanie stopa - każdy sposób jest dobry, byle tylko zobaczyć jak najwięcej i jak najwięcej zwiedzić. Nie przerażają nawet odciski na piętach - od razu widać, że to podróżniczka z powołania.

Nie wiem, ile trzeba mieć w sobie odwagi, żeby spakować plecak i wyjechać - bez konkretnego planu i celu, za to w pojedynkę. Wiem, że podziwiam, bo sama nie potrafiłabym się na to zdobyć. I polecam każdemu, kto lubi książki podróżnicze i każdemu, kto lubi pośmiać się przy czytaniu. To naprawdę dobra książka!

Za egzemplarz dziękuję portalowi granice.pl.



wtorek, 29 sierpnia 2017

"Zapowiedziane szczęście" Jan Melerski

Tytuł: Zapowiedziane szczęście
Autor: Jan Melerski
Wydawnictwo: Psychoskok
Liczba stron: 174

Przesądy towarzyszą nam każdego dnia. Czarny kot, przechodzenie pod drabiną i liczba trzynaście przynoszą pecha. A co ze szczęściem? Czy znalezienie czterolistnej koniczynki koniecznie musi obrócić się w coś dobrego? Autor książki, Jan Melerski, urodził się w czepku (medycznie po prostu mały człowiek przychodzi na świat w nienaruszonych błonach, ale zabobony głoszą, że oznacza to urodzenie pod szczęśliwą gwiazdą) i postanowił w autobiograficznej książce zmierzyć się z tym, czy aby na pewno ten czepek przyniósł mu zapowiadane szczęście.

Mały Janek pojawił się na świecie w trakcie wojny. Ojciec zesłany był wówczas na roboty w Niemczech, matka zajmowała się dwuletnim braciszkiem Andrzejkiem. Klepali biedę, ale dzięki pomocy sąsiadki udało im się przetrwać najtrudniejsze chwile. Po powrocie ojca pojawiła się też siostrzyczka. Warunki mieszkaniowe były trudne, dlatego Janek szybko podjął decyzję, że chce zarabiać. Los jednak pokierował jego życiem inaczej. Przede wszystkim na skutek szczęśliwego zbiegu okoliczności po ukończonej zawodówce nie poszedł do byle jakiej pracy, miernie płatnej i wymagającej dużego nakładu sił, ale podjął dalsze kształcenie. Korzystając z programów, dofinansowań i stypendiów oprócz technikum ukończył też studia. I wtedy, jako magister inżynier mógł iść do pracy zdecydowanie lepszej i roztaczającej szersze perspektywy. Pasjonował się sportem, ale nie poświęcił mu wystarczająco dużo czasu, żeby odnosić spektakularne sukcesy. Kiedy los uśmiechnął się i podarował mu możliwość szkolenia, skupił się na nauce i to ona była najważniejsza. Studia przyniosły mu dużo radości. Zwłaszcza że poznał wspaniałą dziewczynę, z którą dobrze mu się rozmawiało. Oboje zawzięci, zdecydowani na zdobywanie wiedzy, ale też zakochani w sobie, postanowili być razem. Później  była już tylko praca, awanse i wyjazdy służbowe - normalne życie u boku ukochanej kobiety. Czy aby na pewno?

Życie nigdy nie jest tylko proste i szczęśliwe albo trudne i pełne nieszczęść. To od człowieka zależy, jak potraktuje to, co los postawi na jego drodze. Czy wypadek samochodowy, z którego kierowca wychodzi bez szwanku to szczęście, nieszczęście czy szczęście w nieszczęściu? Podobnie sprawa ma się z poważną chorobą, z którą organizm musi się zmierzyć, czy ze śmiercią kogoś bliskiego. Czy to, że my żyjemy, a  nie ma tego, kogo mocno kochaliśmy, jest równoznaczne ze spełnieniem obietnic czepka? Każdy sam musi odpowiedzieć sobie na to pytanie, bo każdy inaczej interpretuje to, co przynosi mu nowy dzień.

Z małego Janka wyrasta inteligentny mężczyzna, który wie, jak ważna jest edukacja i doskonalenie własnych umiejętności. Żadnej pracy się nie boi, bierze udział w delegacjach, a nawet na ostatnie lata przed emeryturą zamienia deskę kreślarską i ołówek na specjalny program komputerowy - w myśl zasady, że  na naukę nigdy nie jest za późno. Doskonale pamięta biedę w domu rodzinnym i chce stworzyć sobie i swojej rodzinie lepsze i godniejsze warunki. Pierwsze mieszkanie, pierwszy samochód nie są może szczytem marzeń i luksusu, ale są pierwszym dowodem na to, że ciężką pracą można naprawdę sporo osiągnąć.

"Zapowiedziane szczęście" jest bardzo dobrze napisaną autobiografią, w której autor przywołuje najważniejsze wspomnienia z całego swojego życia. I tym samym próbuje dowieść, że jego życie uwarunkował czepek, w którym się urodził. Doszukuje się pozytywnych wydarzeń, pozytywnych rozwiązań trudnych sytuacji i pozytywów w tych najtragiczniejszych chwilach.

Najlepszym podsumowaniem książki są piękne słowa Wojciecha Młynarskiego:
"Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
Jeszcze się spełnią nasze piękne sny, marzenia, plany
Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
(...)
Jeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła
Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła
I myśli sobie Ikar, co nie raz już w dół runął
Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął".

Tak naprawdę ta autobiografia jest właśnie dowodem na to, że od naszego nastawienia zależy to, jak postrzegamy i jak będziemy wspominać przeszłość. I  każdy, nie tylko ten w czepku urodzony, może udowodnić, że jego życie było pasmem sukcesów i zdarzeń, z których udało się wyjść obronną ręką.  Chociażby dlatego, że wciąż to życie trwa.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.
 

środa, 23 sierpnia 2017

"Myśl do przytulania" Anna Szczęsna

Tytuł: Myśl do przytulania
Autor: Anna Szczęsna
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 348



"- Marzenia masz?
-  Słucham?
- Marzenia, wspomnienia dobrych chwil. Trzymasz je gdzieś tam w swojej ślicznej główce? To czasem wyjmij, odkurz, naciesz się nimi, życie to nie tylko pasmo trudów i cierpienia. Ma całkiem sporo jasnych stron. Musisz mieć coś takiego, co postawi cię na nogi w chwilach takich jak ta. Teraz znajdź jakąś myśl, taką ciepłą.
- Myśl do przytulania"?

Każdy z nas ma takie myśli i wspomnienia, które przywołuje w trudnych chwilach. Pomagają one, stawiają na nogi i sprawiają, że życie znów staje się lepsze. A przynajmniej znośne. Żeby nie zwariować, główna bohaterka książki musi od czasu do czasu przypominać sobie to, co może ukoić jej nerwy.

Hania to młoda dziewczyna, która wyjeżdża z domu rodzinnego do Warszawy. Chce być niezależna, mieć pracę, dom i całe to słynne dorosłe życie. Nic jednak nie układa się po jej myśli. Praca jest, ale nie taka. Dom to tylko wynajmowana klitka. A w głębi duszy pozostaje uczucie niespełnienia. Odczuwa to dotkliwie, kiedy jej przyjaciele odmieniają swoje życie - jeden wyrusza za pracą na wyspy, a drugi zakłada rodzinę. Tylko Hania pozostaje na swoim dawnym miejscu - sama, smutna i zrezygnowana.

Pewnego dnia natyka się na tajemnicze ogłoszenie w sprawie pracy. Pod wpływem impulsu wysyła swoje CV i kiedy już traci nadzieję na odpowiedź, potencjalny pracodawca zaprasza ją na rozmowę. Na miejscu okazuje się, że sytuacja w Różanych Dołach jest mocno skomplikowana. Wydaje się, że ta wieś znajduje się na końcu świata. Stanowi zamkniętą społeczność, w której niemalże każdy pracuje u tego samego przedsiębiorcy. Hani zadaniem miałoby być stworzenie biblioteki. Tak całkiem, od podstaw. A także szerzenie kultury i organizowanie rozrywki dla mieszkańców. Chwila zawahania... i tak, dziewczyna decyduje się wziąć udział w tym szaleństwie. I od tej pory ma nadzieję, że będzie tylko lepiej.

Nie jest to historia, która bardzo różni się od innych obyczajowych powieści. Jednak jest ona okraszona szczyptą magii i baśniową naiwnością, które sprawiają, że całość pochłania czytelnika  bez reszty. Nie bez znaczenia dla odbioru książki jest postać Łukasza - zwierzchnika Hani. Niepozorna znajomość ewaluuje na kartach powieści i dodaje mnóstwo uroku. Zresztą każda z postaci jest wyjątkowa i zajmuje ważne miejsce w budowaniu klimatu w lekturze.

Zachwycają krajobrazy, zachwyca pasja, z jaką Hania zabiera się do pracy w Różanych Dołach, a także zachwycają relacje, które buduje z ludźmi - niezależnie od tego, czy w grę wchodzą starzy przyjaciele, rodzina czy mieszkańcy wsi.

I tak naprawdę zupełnie nie rozumiem, czemu tak mocno przytuliłam tę książkę w ostatnim czasie i czemu pochłonęłam ją całą sobą. Wszak jest to jedna z takich historii, których z premedytacją unikam. Naiwna, przekoloryzowana, przewidywalna... tylko co zrobić, kiedy akurat w przypadku "Myśli do przytulania" minusy odbieram pozytywnie, a całość pretenduje do miana najlepszej wakacyjnej lektury? A może nawet i najlepszej w tym roku? Nie mam w zwyczaju dyskutować z duszą i z sercem - zachwycam się więc i polecam, naprawdę polecam każdemu, kto potrzebuje w swoim życiu odrobinę magii i piękna. I myśli do przytulania.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.






poniedziałek, 21 sierpnia 2017

"Ali i Nino" Kurban Said

Tytuł: Ali i Nino
Autor: Kurban Said
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 302

"Ali i Nino" to powieść o wielkiej, namiętnej miłości, porównywana do książek "Przeminęło z wiatrem" i "Romeo i Julia", chociaż w gruncie rzeczy te historie są całkiem różne. Łączy je jednak uczucie, które napotyka na swojej drodze szereg przeciwności losu.

Ali to Muzułmanin z rodu Szyrwanszyrów, Nino to chrześcijańska księżniczka. Ich miłość od samego początku jest szczera i dojrzała. Planują wspólną przyszłość, chociaż zdają sobie sprawę z wszystkich przeszkód, które mogą stanąć na drodze do ich szczęścia. Ona czuje się Europejką. Mieszka w nowoczesnym domu, z łóżkiem i dywanami na podłodze. On wychowany został w innej wierze, tradycji i przekonaniach. Nie powinien bezgranicznie kochać, bo kobiety nie są do kochania. Powinien za to traktować je jak głupie stworzenia, które nie mają duszy i jedynie mają służyć swojemu mężczyźnie. Ali i Nino muszą zmierzyć się z odmiennością partnera, a także z sytuacją polityczną, która targa światem. Wojna komplikuje ich i tak skomplikowaną relację. I chociaż udaje im się zyskać aprobatę rodziców i doprowadzić do ślubu, to tak naprawdę dopiero w tym momencie ich wspólne życie zaczyna być ogromnym wyzwaniem. Oboje muszą wykazać się ogromną wyrozumiałością i pozwolić drugiej osobie nie robić nic wbrew sobie. Dla Nino czasem próby jest czas spędzony w haremie. Dla Aliego chwile, kiedy żona organizuje mu europejski dom. Ich wspólne życie, to życie przepełnione miłością, ale też sztuka znalezienia kompromisu w każdej, nawet najtrudniejszej chwili. To życie, w którym oboje starają się uszczęśliwić drugą osobę - kosztem swoich planów, marzeń i życia, do którego zostali przyzwyczajeni.

Powieść ta to nie tylko historia uczucia tej dwójki. To także szeroko nakreślone tło polityczne - w końcu wybucha wojna i zatacza coraz szersze kręgi. Pozornie nie dotyczy Zakaukazia, ale niebezpiecznie zbliża się w te rejony. Poza tym pokazuje życie w ówczesnym Baku, w Persji, zasady funkcjonowania haremów i eunuchów jako ich strażników.

Autor bardzo ładnie ukazuje różnice religijne i kulturowe, wiarygodnie kreuje głównych bohaterów. Są to odważni, młodzi ludzie, którzy nie boją się zawalczyć o siebie i wspólną przyszłość. Nino jest niepokorną kobietką, która za wszelką cenę musi dopiąć swego. Sprzeciwia się, kiedy w Persji próbują ją traktować, jak jedną z wielu żon z haremu. Pogrywa sobie z eunuchem, wychodzi do wspólnego znajomego, a co gorsza porusza się po mieście. Ali musi naprawdę namęczyć się, żeby żyć w zgodzie z prawem, a zarazem ujarzmić swoją żonę i zaspokoić jej wymagania. Piękne jest to, że oboje nie dają za wygraną, a także to, że nie podążają ślepo śladami przodków. Żyją razem, chociaż powinni żyć osobno i się nienawidzić.

Zdecydowanie warto samemu przekonać się, czy ta historia przypomina wielkie romanse przywołane przeze mnie na początku. Czy w tak trudnych czasach mogło przetrwać to uczucie i jaki wpływ na losy małżeństwa Szynwarszyrów miała wojna. A przede wszystkim czy ta powieść jest w stanie porwać czytelnika i sprawić, że nie będzie mógł się oderwać od lektury. Ja nie przepadam za książkami, w których tak ważną rolę odgrywa historia i polityka i którym poświęcone zostało tak wiele miejsca w powieści. Jednak całość wciągnęła mnie do tego stopnia, że z zapartym tchem śledziłam losy tej dwójki, ich rodzin i przyjaciół, ich walkę o lepsze jutro - nie tylko swoje, ale i całego kraju. Z czystym sumieniem polecam.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

czwartek, 3 sierpnia 2017

"Tam, gdzie urodził sie Orfeusz" Ałbena Grabowska

Tytuł: Tam, gdzie urodził się Orfeusz
Autor: Ałbena Grabowska
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 412


Bułgaria to fascynujący kraj. Potwierdza to Ałbena Grabowska w swojej książce "Tam, gdzie urodził się Orfeusz". Nie jest to typowy przewodnik po Rodopach ani też powieść obyczajowa z górami w tle. Autorka zabiera nas w niesamowitą podróż pełną wspomnień z wypraw w cudowne okolice miasta Czepełare, w którym posiada jedno piętro w domu przodków.

Felietony, które wciągają, nawiązania kulturowe i historyczne, które pomagają zrozumieć, a przede wszystkim prosty, przystępny język opowieści, to największe atuty tej książki. Autorka opowiada o codziennym, spokojnym życiu w malowniczej, górskiej miejscowości, w którym nie ma miejsca na pośpiech. Mieszkańcy Czepełare celebrują sjestę i szanują pracę, a także są bardzo towarzyscy. U nas uchodziliby za wścibskich i uciążliwych, tam są po prostu życzliwi, serdeczni i przyjaźnie nastawieni do sąsiadów i do przyjezdnych. Kiedy autorka zmuszona jest zrobić remont, każdy pomaga jej jak może, służąc dobrą radą, a wręcz podejmując decyzję za nią. Niestety kobieta nie cieszy się tam poważaniem takim jak mężczyzna, to mąż jest głową domu i musi podejmować wszystkie ważne decyzje.

Dużo miejsca w książce poświęcone jest kuchni regionalnej i przemysłowi winiarskiemu. Opisy potraw i spotkań kulinarnych ciekawią i zachęcającą do degustacji. Pani Grabowska podaje też przepisy na najważniejsze potrawy na końcu książki, chociaż składniki nie zachęcają do wypróbowania w domu. Podejrzewam, że trzeba byłoby się ich nieźle naszukać. Zachęca jednak opis smaku, zwłaszcza tam, gdzie autorka porusza temat mięs. Już same kulinaria (a także Rakija i wina!) przekonały mnie do zaplanowania wyprawy w te rejony Bułgarii.

Okolice jawią się w opowieściach autorki jako piękne i warte zwiedzania. Opisy zabytków, szlaków i krajobrazów są tak realistyczne, że czytelnik czuje się częścią każdej wyprawy. Niektóre przygody mrożą krew w żyłach - np. podróż autobusem po górskich serpentynach, z prędkością większą niż dopuszczalna (przynajmniej w głowach podróżnych), ale też kuszą pięknymi widokami. Dla ceniących aktywny wypoczynek okolice Czepełare wydają się idealnym miejscem na urlop.

Małomiejskie czy wręcz wiejskie okolice nie są wolne od wróżb i przesądów. Mieszkańcy boją się uroków rzucanych na dzieci i zalecają przemywanie twarzy wodą święconą w celu odgonienia złych mocy. Większość takich historii wydaje się absurdalna, ale czy tak bardzo różni się od tego, co dzieje się w Polsce? Nie, bo do dzisiaj na naszych ulicach można spotkać wózki przyozdobione w czerwone wstążeczki.

Autorka nie zapomina o Orfeuszu, który pochodził z tych rejonów i powołując się na mitologię  opowiada o nim, o jego wielkiej miłości do Eurydyki, a także o próbach odnalezienia jego grobu. Nie zapomina też o kulturalnym aspekcie przywołując pisarzy wywodzących się z okolicy, a także wspomina najważniejsze wydarzenia historyczne.

I chociaż nie jest to trzymająca w napięciu powieść, to czyta się tę pozycję równie dobrze. Mnóstwo ciekawych opowieści, w których najważniejsze miejsce zajmują ludzie. To oni tworzą klimat regionu i próbują przyjąć serdecznie każdego, kto tylko otworzy się na ich gościnę. Miejsce z duszą, opisane w książce z duszą, dlatego nie można przejść obok tych historii obojętnie. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję portalowi granice.pl. 


wtorek, 25 lipca 2017

Stosik [1] lipiec 2017

Nigdy nie umieszczałam stosików. Nie dlatego, że nie przybywa mi książek, ale dlatego, że jestem leniwa. Jednak koniec z lenistwem. To, co przyjechało do mnie do połowy lipca - egzemplarze do recenzji, zakupy, prezenty. No dobrze, prezenty zrobiłam sobie sama. Sobie i mojemu synowi.



Prezenty ode mnie dla mnie (urodzinowe) + prezent dla Stasia (i troszkę dla mnie też):
1) "Ostatnia Arystokratka" Evžen Boček
2) "Arystokratka w ukropie" Evžen Boček
3) "Szepty dzieciństwa" Anna Sakowicz
4) "To się da!" Anna Sakowicz
5) "Złodziejka marzeń" Anna Sakowicz
6) "Kołysanki" śpiewa Magda Umer i Grzegorz Turnau

Egzemplarze recenzenckie:
1) "Słońce umiera i tańczy" Ewa Cielesz
2) "Ali&Nino" Kurban Said
3) "Żółta tabletka plus" Anna Sakowicz
4) "Staś i jego tajemnice. Nieśmiertelne baśnie" Joanna Rajch
5) "Tam, gdzie urodził się Orfeusz" Ałbena Grabowska
6) "Emi i Tajny Klub Superdziewczyn" Agnieszka Mielech - 8 tomów

Zakupy:
1) "Sekretne życie zwierząt" - mój pierwszy audiobook!

Tyle dobrego pojawiło się u mnie w tym miesiącu! Niektóre książki już przeczytane, inne cierpliwie czekają na swoją kolej A co zjawiło się ostatnio na Waszych półkach? Czytaliście coś z  powyższych pozycji? Warto?
Koniecznie pochwalcie się swoimi nowościami!



niedziela, 23 lipca 2017

"Słońce umiera i tańczy" Ewa Cielesz

"Słońce umiera i tańczy" to pierwszy tom nowej powieści Ewy Cielesz - autorki trylogii "Córka Cieni". Jest to kolejna powieść obyczajowa, którą zdecydowałam się przeczytać.

Główną bohaterką powieści jest Jagoda, która zostaje sama w swoim rodzinnym mieście. Jej ojciec musi wyjechać na dwa lata w delegację do Ameryki Południowej i matka decyduje się pojechać z nim. Przed wyjazdem urządzają córce  mieszkanie po babci i zostawiają na koncie pieniądze, z których może korzystać w nagłych wypadkach. Jagoda ma przyjaciółkę Agatę, którą kocha jak siostrę i która jest jej pierwszym powiernikiem i recenzentem obrazów. Pewnego dnia obserwuje w kawiarni niezwykłego chłopaka. Zainspirowana, maluje na konkurs jego portret i nazywa go w myślach swoim Dymitrem. Kiedy jakiś czas później poznają się, okazuje się, że tak naprawdę ma na imię Ochir, ale przyjmuje przezwisko nadane przez Jagodę. Spędzają razem czas, stają się sobie coraz bliżsi. Malarka odkrywa, że na co dzień muzyk mieszka w starej, opuszczonej ruderze i przyjmuje go pod swój dach. Zaczyna się ich wspólna droga, pełna miłości, wzlotów, upadków i problemów - ścierają się światopoglądowo i kulturowo.

W życiu Jagody pojawia się też starszy pan Wiesław, który wprowadza się do jej byłego domu rodzinnego. Nawiązuje się między nim a dziewczyną nić porozumienia, on celebruje jej wizyty, ona opiekuje się nim, jak swoim dziadkiem. Na skutek nagłego pogorszenia zdrowia starszego pana, Jagoda odkrywa jego tajemnicę rodzinną. Przypadkiem zostaje wplątana w sprawę kryminalną i historię jednej miłości.

Na szczególną uwagę zasługuje najmłodsza bohaterka powieści - Amelia, córka kolegi Jagody. Jest to błyskotliwa sześciolatka, której rodzice nie potrafią się porozumieć odnośnie opieki nad córką. Na co dzień zajmuje się nią ojciec, a matka dba o finansowe zabezpieczenie rodziny - głównie wyjeżdżając w delegację i spędzając czas poza domem. Mała nie zna mamy, chociaż bardzo za nią tęskni, a ojciec nie potrafi zrozumieć, dlaczego matka chce mu ją odebrać. Amelia jest cudowną, inteligentną dziewczynką, która zadaje dużo skomplikowanych pytań i uroczo puentuje rozmowy.

Powieść Ewy Cielesz pełna jest niespodziewanych zwrotów akcji. Jagoda nie ma szans na spokojne życie, bo ciągle ktoś organizuje jej czas i dorzuca swoje problemy. Tym samym oprócz skomplikowanej relacji z Ochirem, ma na głowie dziadka i jego tajemnicę, a także walkę o jego spadek, kolegę z małą Amelią i Agatę, na którą spada nieszczęście. W tym wszystkim jest sama, rodzice daleko, a i zawodowo nie bardzo potrafi się odnaleźć. Odkrywa, że życie artysty, bez stałego etatu jest trudne, a kiedy dochodzi do tego życie z drugim artystą, to chwilami ciężko związać koniec z końcem.

Problemy poruszone w książce wydają się bardzo realne, takie jakie mogłyby przydarzyć się każdemu z nas. Związek z człowiekiem innej narodowości, z odmiennym spojrzeniem na życie jest nieprzewidywalny. Kiedy do tego partner ze skromnego muzyka przeradza się w gwiazdę znanej kapeli, życie komplikuje się jeszcze bardziej. Autorka nie boi się trudnych tematów - ciężka choroba, walka o dziecko, o spadek, to tylko niektóre wątki powieści, które splatają się ze sobą w historię od której ciężko się oderwać.

Na uwagę zasługują lekkość pióra autorki i świetnie, konsekwentnie wykreowane postaci. Momenty humorystyczne przeplatają się z emocjonalnymi,, a zwyczajne życie miesza się ze światem show biznesu. I w tym wszystkim musi odnaleźć się młoda dziewczyna, która dopiero uczy się zarabiać na siebie, kochać i walczyć o drugiego człowieka.

Gorąco polecam każdemu, kto lubi powieści obyczajowe. Chociaż to pozornie lekka lektura, to jednak porusza ważne tematy i w ładny sposób opisuje uczucia i emocje.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Axis Mundi.




środa, 5 lipca 2017

"Zginęła mi sosna" Katarzyna Ryrych

Zauważyłam, że coraz mniej ciągnie mnie do moich ulubionych gatunków literackich. Kryminały i thrillery leżą odłogiem, a coraz częściej na mojej półce lądują powieści obyczajowe. Dokładnie te, których przecież nie lubię.

"Zginęła mi sosna" Katarzyny Ryrych, to jedna z tych pozycji, na którą jeszcze niedawno wcale nie zwróciłabym uwagi. I popełniłabym naprawdę duży błąd, bo to bardzo dobra książka. Historia dwóch sióstr - Matyldy i Julii, a właściwie jednej z nich, młodszej, która przez całe życie próbuje wyjść z cienia starszej.

Matylda od małego stara się walczyć o zainteresowanie wszystkich dookoła. Siostra ją lekceważy, chłopiec z sąsiedztwa też, matka ewidentnie woli swoją pierworodną. Tak naprawdę tylko ojciec interesuje się nią i jej życiem, widzi to, co umyka innym. W szkole uchodzi za kujona, kiedy udaje jej się poślubić miłość swojego życia - małżeństwo nie jest takie, jak sobie wyobrażała. Julia psuje wszystko, nawet wtedy, gdy miesiącami nie ma jej w domu.

Siedemdziesięcioletnia Matylda wychowuje swoją wnuczkę, której rodzice wyjechali za granicę do pracy. Zastanawia się czy jej życie miało sens i przywołuje historie, które układają się w powieść. Postanawia wziąć udział w konkursie, chociaż pisanie książki jest dla niej bardziej terapią niż chęcią osiągnięcia sławy i zysku. Wychowanie małej dziewczynki sprawia jej trudność - Bisia mówi językiem współczesnej młodzieży, a także zadaje niewygodne i trudne pytania. Jej obecność dodaje powieści uroku i humorystycznego zabarwienia. Przywoływanie wspomnień jest dla Matyldy bolesne, uświadamia sobie, ile niesprawiedliwości ją spotkało i jak często miała podcinane skrzydła. Marzyła o idealnym, szczęśliwym małżeństwie, ale to nigdy takie nie było - zawsze między nią a mężem stała Julia. Matylda chciała być w domu równorzędnym partnerem do rozmów, a także osobą towarzyszącą na imprezach firmowych - w zamian była idealną panią nieidealnego domu, matką dwójki dzieci i córką, na którą matka nigdy nie zwracała większej uwagi.

Akcja książki toczy się na kilku płaszczyznach, a teraźniejszość miesza się z przeszłością. Wspomnienia Matyldy pozwalają nam poznać jej największe marzenia, ukryte pragnienia i błędy, których bała się popełnić. Autorka fantastycznie kreuje postaci, a całą historię przestawia przystępnym językiem. Czyta się dobrze, całość ciekawi i tylko zastanawiające jest niedokończenie kilku wątków. Czyżby w planach była kolejna część?

Jeśli tak, to na pewno się skuszę. I polecam tę powieść każdemu, kto lubi obyczajówki i każdemu, kto nie lubi, ale chciałby polubić. Jest to mój drugi kontakt z powieścią Katarzyny Ryrych i druga naprawdę pozytywna opinia.

Za książkę dziękuję portalowi granice.pl.

wtorek, 20 czerwca 2017

"Cień jabłoni" Wojciech Szlęzak

"Cień jabłoni" Wojciecha Szlęzaka to powieść o ludziach, którzy próbują odnaleźć siebie. Udają się w tym celu w sentymentalne podróże w przeszłość - a fizycznie wracają do miejsca, które było im bliskie w przeszłości.

Dwaj mężczyźni przyjeżdżają do malutkiej miejscowości. Ich spotkanie jest przypadkowe - starszy pan prosi młodszego od siebie nieznajomego o pomoc przy wrzuceniu węgla. Pozornie błaha sprawa, a skutkuje godzinami wspólnych rozmów. Chociaż.. czy rozmów? To bardziej monolog, spowiedź starszego z nich, który próbuje odnaleźć sens życia. Szuka w swoich wspomnieniach czegoś, co pozwoli mu zaznać spokoju. Opowiada o wszystkim - o swojej pracy, o tym, jak stał się biznesmenem i jakie troski przynosiło mu prowadzenie sieci sklepów. Zwierza się z rzeczy błahych, jak i też najbardziej osobistych. Poznajemy historię jego wielkiej miłości do Anny -  historię burzliwą, która obfitowała w liczne wzloty i upadki, a która skończyła się w sposób bolesny i wymagający poświęcenia. Porusza też czytelnika opowieścią o swoim przyjacielu, który zaginął na kilka lat, a którego odnalezienie było jeszcze trudniejsze niż wieść o zniknięciu, bowiem stracił pamięć i nie poznawał nikogo - nawet swojego syna. Starszy z mężczyzn przyznaje, że jest poetą, chociaż pisanie zakończył dawno temu, przybliża jednak wszystkie okoliczności powstania jego pierwszego tomiku wierszy.

Wiele historii z różnych etapów życia przeplata się ze sobą i pokazuje, co tak naprawdę ukształtowało tego mężczyznę, co spowodowało, że dziś mieszka na odludziu sam jak palec i próbuje poukładać swoje życie. W tle opowieści  poznajemy życie w małej mieścinie - młodszy z mężczyzn przybywa do rodzinnej miejscowości i razem z ojcem oporządza ule. Dodatkowo wykonuje takie czynności, które należy wykonywać we własnym gospodarstwie - zbiera orzechy czy jabłka. W wolnej chwili pokazuje obraz współczesnego Górnego, w którym życie płynie leniwie - mieszkańcy rozkoszują się piękną, złotą jesienią, ekipa z miasta prowadzi prace odkrywkowe a życiem tętni jedynie podrzędny pub.

Nie jest to książka, którą czyta się z zapartym tchem. Nie ma wartkiej akcji pełnej zwrotów wydarzeń. Zawiera jednak dużo przemyśleń przy których można się na chwilkę zatrzymać i wspomnień, które przywołują na myśl własną młodość, nieporadność czy chęć zwojowania świata. Autor pisze dobrze, nie przeciąga i nie przynudza, dlatego książka ta jest naprawdę miłą odskocznią od przepełnionych akcją powieści.

Za egzemplarz dziękuję Autorowi. 

sobota, 27 maja 2017

"Skrzat" Waldemar Cichoń

"Skrzat" Waldemara Cichonia to przesympatyczna opowieść o chłopcu Tomku, który w trakcie leśnej wędrówki znajduje skrzata Rymosłowa. Ich pierwsze spotkanie nie jest wcale przyjemne, ponieważ mały łapserdak przypadkiem demoluje skrzaci domek. Postanawia tymczasowo przygarnąć Rymosława, organizuje mu posłanie i określa reguły, których muszą się trzymać, żeby nikt nie odkrył ich tajemnicy. Skrzat jest uroczym, małym stworzeniem, które wszystkie swoje wypowiedzi ubiera w rymy. Potrafi czytać w myślach, pojawiać się i znikać, a także nauczyć najbardziej leniwego kota grać w szachy. Niestety też psoci - przez co pakuje chłopca w liczne kłopoty.

Tomek ma 12 lat i nie lubi się uczyć. Chce zostać piłkarzem i robić karierę za granicą. Zachowuje się jak typowy nastolatek - nie chce uchodzić za kujona, łapie słabe oceny i z niechęcią odrabia pracę domową. Obcowanie ze skrzatem pakuje go w poważne, szkolne tarapaty. Niesforny przyjaciel chowa się w jego plecaku i zaczyna rymować na lekcji polskiego, co zwraca uwagę nauczycielki. Żeby wybrnąć z niezręcznej sytuacji, Tomek przekonuje wszystkich, że to on rymuje i wygłasza fraszkę o swoim koledze. W zamian dostaje piątkę z aktywności, ale też w następstwie tego zdarzenia zostaje wytypowany do konkursu poetyckiego. A takie wyróżnienie gryzie się z jego postrzeganiem szkolnej rzeczywistości. Oburza się na Rymosława, ale korzysta z jego dobrych rad przed konkursem i zrezygnowany bierze w nim udział.

Autor z niezwykłą łatwością i lekkością dociera do najmłodszych czytelników. Język książeczki jest bardzo przystępny, a przygody Tomka i Rymosława autor opowiada w sposób ciekawy. Ładne wydanie, miły w dotyku papier, a także kolorowe ilustracje - dodają książce uroku i przyciągają uwagę dziecka. Dodatkowo urzeka połączenie postaci ze świata fantasy z akcją, która osadzona została w naszej codzienności. Dom, szkoła, wakacje i w tym wszystkim skrzat Rymosław - w którego przecież nikt nie wierzy!

Dla kogo jest ta książeczka? Dla wszystkich dzieci, które kochają dobre, zabawne historie - takie, które uczą i takie, które bawią. A także dla wszystkich rodziców, którym znudziła się już poważna - dorosła literatura i mają ochotę na oderwanie od rzeczywistości. Pierwszy tom "Skrzata" to bardzo udana pozycja i z niecierpliwością czekam na kolejne części.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Żwakowskie. Śląscy Blogerzy Książkowi objęli "Skrzata" patronatem medialnym.

A od siebie dodam jeszcze tylko, że przerwa w publikacji postów, a także wcześniejszy spadek aktywności spowodowane były pojawieniem się - najpierw pod sercem, potem w ramionach - mojego prywatnego, cudownego skrzata. Teraz, jak już się zapoznaliśmy, oswoiliśmy ze sobą i dogadaliśmy, częstotliwość dodawania postów będzie większa.




czwartek, 23 marca 2017

"Dziewczyna do towarzystwa" Audrey Carlan

Eksperymentować jest rzeczą ludzką. Pierwszą powieść erotyczną potraktowałam właśnie jako nowe doświadczenie. Nie skusiłam się na wszechobecnego Grey'a, ale opis tej książki wydał mi się interesujący.

Młoda dziewczyna, Mia, ma tylko młodszą siostrę i ojca, który wpada w niezłe tarapaty. Zadłuża się na milion dolarów, daje się pobić i leży nieprzytomny w szpitalu. Starsza córka czuje, że powinna wyciągnąć ojca z długów i przynieść spokój swojej rodzinie. Zatrudnia się u ciotki jako dziewczyna do towarzystwa - ma zawsze pięknie wyglądać i towarzyszyć swoim klientom na przyjęciach i służbowych spotkaniach. I w zasadzie nie musi się zgadzać na nic więcej, jeśli jednak zdecyduje się pójść z którymś do łóżka, ma dostać za to premię finansową.

Tom pierwszy obejmuje trzy pierwsze miesiące - styczeń, luty i marzec, a także trzech pierwszych klientów. Pierwszy z nich, niesamowicie przystojny Wes, surfer, reżyser i człowiek, który potrafi doprowadzić dziewczynę do szaleństwa. Drugi, Alec, to artysta, który przygotowuje wystawę. Maluje i potrzebuje do tego swojej własnej muzy. Trzeci, Tony, jest właścicielem sieci knajp serwujących włoską kuchnię. Cała trójka, to mężczyźni nieziemsko przystojni, którzy potrzebują dziewczyny z różnych pobudek. Pierwszy, żeby spokojnie spędzać czas na przyjęciach - bez odganiania się od napalonych kobiet. Drugi, żeby odnieść sukces i stworzyć piękne obrazy. Trzeci, żeby ukryć swoją orientację seksualną przed rodziną, która domaga się pięknej żony i gromadki dzieci - w tym syna, głównego spadkobiercy majątku.

Książka ta jest przyjemną lekturą, chociaż pozbawiona jest zaskakujących zwrotów akcji, niesamowitego tempa, a nawet naprawdę przyciągających uwagę opisów erotycznych uniesień. Nie nadaje się do rozkoszowania dobrą literaturą, bo trudno ją do takowej zakwalifikować, ale też nie jest pozycją po którą absolutnie nie warto sięgnąć. Trzy miesiące, trzy różne historie - może i miejscami płytkie i przewidywalne, ale w gruncie rzeczy sympatyczne. Autorka stworzyła naprawdę przyjemną postać, która za wszelką cenę chce pomóc swojemu ojcu, która godzi się na los dziewczyny do towarzystwa ze szlachetnych pobudek, a później odkrywa, że oprócz pracy, to może być też wspaniała zabawa. Mężczyźni, którzy ją otaczają wydają się nierealistycznie idealni, zarówno fizycznie, jak i erotycznie, ale w końcu ciotka wybiera dla niej najlepszych  klientów, więc co się dziwić, że same najdoskonalsze okazy.

Takie książki trzeba lubić. Można też przeczytać z ciekawości, traktując tak jak ja, jako eksperyment. Nie jest to ambitna lektura, który bawi, uczy i wywołuje szereg emocji różnego rodzaju, ale na rozluźnienie, odpoczynek po ciężkim dniu nadaje się idealnie.

Książka przekazana przez wydawnictwo  Edipresse Książki.

niedziela, 12 marca 2017

"Dowód ontologiczny" Andrzej Ballo

"Dowód ontologiczny" Andrzeja Ballo, to niezwykle intrygująca książka, w której autor miesza teraźniejszość z przeszłością i przyszłością, sen z jawą, a rzeczywistość z grą komputerową. Nigdy nie wiadomo, w której przestrzeni aktualnie znajduje się główny bohater, który sam przeważnie bywa zdezorientowany bieżącym stanem rzeczy.

Anzelm utrzymuje, że czas nie istnieje. A jego życie niejako stara się to potwierdzić. Pracuje w szkole i uczy matematyki, do której sprowadza większość zdarzeń. Składa hołd królowej nauk, przekonuje uczniów, że jest ona niezwykle potrzebna.
"Matematyka ma z nas niezłą polewkę. Drwi z nas na każdym kroku. Owija nas wokół palca. Gdyby nie ona, nie odpaliłbyś swojego laptopa, a twoja mama nie włączyłaby prania na trzydzieści minut. Cywilizacja nasza istnieje dzięki matematyce, jedynej spójnej i konsekwentnej nauce. Historia, biologia, geografia niewiele mają wspólnego z teraźniejszością. Co mnie obchodzą jakieś tam mitochondria lub hołd pruski? Ale jeżeli nie obliczę, jak daleko mogę się oddalić od domu, będę spać pod gołym niebem. Nawet tę ławkę, ten park rozrysował ktoś geometrycznie na papierze. Wszystkie ławki są takie same, alejki mają podobną i równą szerokość. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że matematyka jest też kategorią artystyczną".
Imię dostał po świętym, który stworzył dowód ontologiczny - dowód na istnienie Boga. Jednak sam nie potrafi określić kim jest, zwłaszcza w ontologicznym sensie.

Anzelm lubi otaczać się kobietami. Z jedną był związany, chociaż nie do końca wie czy aby na pewno był, czy wciąż jest. Z drugą chciałby być albo chwilami bywa. Po drodze zaspokaja swoje potrzeby z trzecią i czwartą. Jest jeszcze piąta, ale do końca nie wiadomo, jaka jest jej rola w każdej z rzeczywistości. Anzelm jest wyjątkowo podatny na kobiece piękno, każdą z dam odbiera wszystkimi zmysłami, potrafi docenić też ich inteligencję, pozycję i ambicje.

Kiedy zasypia w jego głowie pojawia się spiker, który proponuje mu udział w grze. Polega ona na dokonywaniu wyborów, których Anzelm dokonywać nie chce i nie potrafi. Gdy się budzi, nie potrafi zapanować nad swoim organizmem. W końcu postanawia odstawić alkohol, który utrudnia mu rozumienie codzienności.

Oprócz historii nauczyciela matematyki, niezwykle skomplikowanej gry i codzienności pełnej kobiet i namiętności, w książce pojawia się pięciu dodatkowych bohaterów. Wzrok, słuch, dotyk, smak i węch - pięć zmysłów, które aktywnie biorą udział w wydarzeniach, uatrakcyjniając je i komentując.

"Dowód ontologiczny" stanowi cudowną mieszankę groteski i absurdu. Autor bawi się językiem, wtrącenia zmysłów są błyskotliwe i zabawne, a spostrzeżenia niezwykle trafne. Język książki jest przystępny, a postaci są świetnie napisane. Wydają się tak samo absurdalne, jak cała akcja powieści.

Bardzo dobra pozycja dla wszystkich, którzy lubią niekonwencjonalną literaturę.



Egzemplarz recenzencki przekazany przez BookSenso.

środa, 1 marca 2017

"Mało" Hakan Günday

"Mało" Hakana Gündaya to książka przerażająca, miejscami wręcz odrażająca, do tego trudna i wzbudzająca wiele skrajnych emocji. Wydawałoby się zatem, że to książka idealna, bo jedna z tych, o których nie da się szybko zapomnieć. Nie jest to jednak pozycja dla każdego czytelnika. Wymaga dużo samozaparcia i odcięcia się od wrażliwości i emocjonalności. Tylko wtedy można ją przeczytać i docenić kunszt pisarski autora.

Opowiada o dwójce dzieci - dziewczynka Derda i chłopiec, również Derda mają tyle samo lat, tak samo skomplikowane życie, ale nie znają się wzajemnie. Dziewczynka w wieku jedenastu lat zostaje oddana za żonę syna muzułmańskiego szejka. Jej dzieciństwo mija bezpowrotnie, ona sama zaczyna żyć w strachu, w bólu, z mężem, który w brutalnie obrzydliwy sposób domaga się swoich praw, wymusza na młodej dziewczynie wszystko siłą, zadając nie tylko ból fizyczny, ale przede wszystkim wyrządzając ogromną krzywdę jej psychice. Derda po pięciu latach postanawia uwolnić się, uciec, ale jej życie dalej toczy się niewłaściwym torem. Otoczona brutalnością, dewiacjami seksualnymi szuka własnej ścieżki życiowej.

Chłopiec Derda jest synem więźnia i biednej kobiety. Kiedy jego mama umiera, chce ukryć ten fakt, bo boi się, że trafi do domu dziecka. Postanawia sam pochować matkę na pobliskim cmentarzu, ale ciało dorosłej kobiety jest dla niego za duże i za ciężkie. Radzi więc sobie w sposób niedopuszczalnie brutalny, ale nikt nie odkrywa jego mrocznej tajemnicy. Życie Derdy też przepełnione jest bólem, samotnością i tęsknotą za ojcem. Stara się pracować, uczy się czytać i zgłębia twórczość pisarza, którego grobem opiekował się w młodości. Jednak nie udaje mu się uciec od przeznaczenia, dosięga go zło w najczystszej postaci.

W powieści tej przeplatają się różne rodzaje przemocy, które w mniejszym lub większym stopniu zawsze dotyczą dzieci. I dlatego właśnie czytanie jest wielkim wyzwaniem, bo czytelnik na każdym kroku uświadamia sobie, czego tak mały człowiek doświadczył, czego był świadkiem i co przeżył. Akcja jest trudna do zaakceptowania i do zrozumienia. Nie, nie tak. Nie da się jej zrozumieć i może lepiej nie próbować, wystarczy uświadomić sobie ogrom zniszczeń, jakich świat dokonał na tej dwójce dzieci.

Nie da się jednak nie zachwycać kunsztem pisarskim autora. Wszystkie opisy są bardzo realistyczne, postaci fantastycznie wykreowane, a całość ubrana jest w przystępny styl, dzięki czemu książkę czyta się szybko. I dobrze.

Nie jest tak, że od początku do końca dominuje zło i przemoc, pojawiają się też dobre uczucia, gesty, nieliczne pozytywne sytuacje, które jednak dają nadzieję na to, że można uporać się z przeszłością i skupić na przyszłości. Uczucia, które rodzą się w trudnych warunkach - przyjaźń, przywiązanie, zrozumienie - są trwalsze, bo zbudowane na dobrym, chociaż niekoniecznie pozytywnym gruncie.

Nie wiem, czy jest to książka, którą powinnam polecać czy książka, przed którą powinnam ostrzegać. Każdy sam powinien ocenić czy chce poznać historię tych dwojga, którym życie nie szczędziło ani cierpień ani zawodów. Na swój sposób warto jednak zgłębić taką historię, może ona dorosłemu człowieku otworzyć oczy na to, co dzieje się zarówno w dalekim świecie, ale też na sąsiednim podwórku. Wszak brutalności, gwałtów, zabójstw i wykorzystywania dzieci nie trzeba szukać daleko, te zjawiska budują też naszą codzienność.



Książka przekazana przez granice.pl.


niedziela, 15 stycznia 2017

"Niedomówienia" Anna Sakowicz

"Niedomówienia" Anny Sakowicz, to jedna z książek, które trafiły do mnie tylko dlatego, że zaintrygował mnie opis na okładce. Zwiastowały lekką i przyjemną powieść obyczajową i dokładanie z taką lekturą miałam do czynienia.

Główna bohaterka, to czterdziestoletnia Janka, która prowadzi własną drukarnię. Kocha druk, kocha swoją pracę, a jej mistrzem jest sam Gutenberg. Jest w związku, ale planuje się rozstać - ku wielkiej rozpaczy mamy, która chciałaby bawić wnuki, tak jak wszystkie jej koleżanki. Sama Janka nie planuje potomstwa, realizuje się zawodowo i nie wyobraża sobie siebie z gromadką dzieci. Zobowiązuje się za to napisać reportaż dla ukochanego dziadka - oczywiście na cześć druku, ale też "Biblii Gutenberga", która w jej domu ma status niemalże świętości. I dziadek, i ojciec to zapaleni drukarze, którzy przelali na dziewczynę wiedzę na temat druku, a także miłość do składania książek.

Janka zanosi każdą wydrukowaną w swojej drukarni książkę pod gdański pomnik Gutenberga. Pewnego dnia natyka się pod pomnikiem na zdjęcie. Gdy pojawia się więcej zdjęć w tym miejscu, daje się wciągnąć do gry i długo zastanawia się, kto może jej zostawiać wiadomości ukryte na kolejnych fotografiach. Kiedy odkrywa prawdę - załamuje się jej świat i przestaje wierzyć w siebie i w to, kim naprawdę jest. Zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem, nad tym dokąd dąży i czy aby na pewno wystarczająco zna siebie.

Najbardziej w głowie miesza jej pewna tajemnicza kobieta, która całkowicie wybija Jankę z rytmu i sprawia, że dziewczyna za dużo myśli i troszkę traci kontakt z rzeczywistością. W najgorszym z możliwych momentów niepotrzebnie miesza się rodzina, czym tylko komplikuje i utrudnia i tak już trudną sytuację.

Jedyna odskocznia Janki to reportaż, który pisze przede wszystkim w oparciu o zapiski dziadka. To w nim realizuje się, a także to on daje jej impuls do rozwinięcia swoich literackich zdolności i zaplanowania napisania powieści - oczywiście również na cześć Gutenberga.

Bardzo ciekawa i dobrze napisana powieść, której zwroty akcji sprawiają, że czyta się szybko, sprawnie, a całość nie nudzi. Autorka ma niezły styl i ładnie kreuje postaci. Książka jest lekka i przyjemna. Zdecydowanie warto przeczytać, zwłaszcza, jak ktoś gustuje w naprawdę przyzwoitych obyczajówkach. Ja ogólnie nie lubię tego gatunku, a tę pozycję czytałam z ogromną przyjemnością.

Książka przekazana przez portal granice.pl, gdzie znajduje się moja oficjalna recenzja.


piątek, 13 stycznia 2017

"Kasacja" Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz to autor legenda. Pojawił się i zawładnął sercami i duszami czytelników. Pisze dużo i podobno świetnie. Blogosfera rozpływa się w zachwytach, na forach i fanpage'ach pojawia się niewiele krytycznych opinii. Jednym słowem - przebojowy, zdolny i skazany na sukces.

Wcześniej nie miałam do czynienia z tym autorem, ale Gwiazdka w tym roku postanowiła sprowadzić moją osobę na właściwe tory i pod choinką znalazłam "Kasację". Pomyślałam - czemu właściwie nie? Przecież twórczość każdego autora trzeba sprawdzić na własnej skórze.

Główna bohaterka powieści - Joanna Chyłka dostała pod swoją pieczę aplikanta Kordiana Oryńskiego, którego już na początku przezwała Zordon. Dostali wyjątkowo skomplikowaną sprawę - podwójne morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Dramatyzmu dodał fakt, że potencjalny oprawca spędził ze swoimi ofiarami 10 dni w zamkniętym mieszkaniu. W momencie odkrycia zbrodni - ciała były w stanie częściowego rozkładu, natomiast podejrzany zachowywał się niewiarygodnie spokojnie. Przez cały proces odmawiał współpracy i nie wykazywał zainteresowania ewentualną obroną i oczyszczeniem z zarzutów.

Sprawa morderstwa od początku była dość mroczna i zawiła. Dodatkowo zarówna Chyłka, jak i Zordon, zostali w trakcie trwania śledztwa poszkodowani. Starali się dotrzeć jak najdalej, ale nie każdy ich krok wychodził im na dobre. Całą sytuację utrudniała zażyłość, która narodziła się pomiędzy aplikantem a jego opiekunką. Jeszcze nie uczucie, ale już ogromne przywiązanie sprawiły, że w obronie drugiej osoby zaczęli popełniać głupie błędy, które mogły przynieść opłakane skutki.

Nie jest to książka, którą czytałam z zapartym tchem od początku do końca. Bardzo długo wczuwałam się w akcję, miałam wrażenie, że przez pierwsze 150 stron nic się nie dzieje, tak naprawdę akcja zaczęła rozkręcać się późno, kiedy już byłam troszkę zniechęcona. Na szczęście im dalej w las tym lepiej, od połowy już było całkiem nieźle, a końcówka mnie pozytywnie zaskoczyła. Bezgranicznie zachwycona nie jestem, ale też nie uważam, że to była kiepska powieść. Niezła, chociaż zbyt rozwlekła. Na szczęście autor pisze naprawdę dobrze, styl ma przystępny, a książkę czyta się szybko i sprawnie.

Nie do końca jeszcze rozumiem fenomen Chyłki, bo to jednostka, którą większość uwielbia od pierwszego wejrzenia. Dla mnie nie wyróżnia się aż tak wśród innych bohaterów, ale muszę przyznać, że jej postać jest całkiem nieźle napisana. Niby ostra i wredna, niby z lekceważącym sposobem bycia, ale też z sercem na właściwym miejscu, co sprawia, że jest niezłą prawniczką, ambitnym pracownikiem, ale też dobrą przyjaciółką.

Zordon natomiast to taki chłopiec, który próbuje odnaleźć się w wielkim świecie, ale jeszcze nie do końca rozumie, jak działa ta cała prawnicza maszyna. I z jednej strony stara się zaimponować, a z drugiej strony zachowuje się jak nieopierzony kurczak. Wzbudza jednak w czytelniku ogromną sympatię i imponuje swoim przywiązaniem do Chyłki.

To dobra książka, którą warto w wolnej chwili przeczytać. Zbyt długi wstęp i zbyt wolne rozkręcanie akcji mogą co prawda mocno zniechęcić, ale finalnie opłaca się dobrnąć do końca, bo końcówka zaskakuje i nastawia pozytywnie do książki. Jeszcze nie pokochałam bezgranicznie autora, ale już zyskał moją sympatię na tyle, że kiedyś sięgnę po kolejną część.