środa, 5 lipca 2017

"Zginęła mi sosna" Katarzyna Ryrych

Zauważyłam, że coraz mniej ciągnie mnie do moich ulubionych gatunków literackich. Kryminały i thrillery leżą odłogiem, a coraz częściej na mojej półce lądują powieści obyczajowe. Dokładnie te, których przecież nie lubię.

"Zginęła mi sosna" Katarzyny Ryrych, to jedna z tych pozycji, na którą jeszcze niedawno wcale nie zwróciłabym uwagi. I popełniłabym naprawdę duży błąd, bo to bardzo dobra książka. Historia dwóch sióstr - Matyldy i Julii, a właściwie jednej z nich, młodszej, która przez całe życie próbuje wyjść z cienia starszej.

Matylda od małego stara się walczyć o zainteresowanie wszystkich dookoła. Siostra ją lekceważy, chłopiec z sąsiedztwa też, matka ewidentnie woli swoją pierworodną. Tak naprawdę tylko ojciec interesuje się nią i jej życiem, widzi to, co umyka innym. W szkole uchodzi za kujona, kiedy udaje jej się poślubić miłość swojego życia - małżeństwo nie jest takie, jak sobie wyobrażała. Julia psuje wszystko, nawet wtedy, gdy miesiącami nie ma jej w domu.

Siedemdziesięcioletnia Matylda wychowuje swoją wnuczkę, której rodzice wyjechali za granicę do pracy. Zastanawia się czy jej życie miało sens i przywołuje historie, które układają się w powieść. Postanawia wziąć udział w konkursie, chociaż pisanie książki jest dla niej bardziej terapią niż chęcią osiągnięcia sławy i zysku. Wychowanie małej dziewczynki sprawia jej trudność - Bisia mówi językiem współczesnej młodzieży, a także zadaje niewygodne i trudne pytania. Jej obecność dodaje powieści uroku i humorystycznego zabarwienia. Przywoływanie wspomnień jest dla Matyldy bolesne, uświadamia sobie, ile niesprawiedliwości ją spotkało i jak często miała podcinane skrzydła. Marzyła o idealnym, szczęśliwym małżeństwie, ale to nigdy takie nie było - zawsze między nią a mężem stała Julia. Matylda chciała być w domu równorzędnym partnerem do rozmów, a także osobą towarzyszącą na imprezach firmowych - w zamian była idealną panią nieidealnego domu, matką dwójki dzieci i córką, na którą matka nigdy nie zwracała większej uwagi.

Akcja książki toczy się na kilku płaszczyznach, a teraźniejszość miesza się z przeszłością. Wspomnienia Matyldy pozwalają nam poznać jej największe marzenia, ukryte pragnienia i błędy, których bała się popełnić. Autorka fantastycznie kreuje postaci, a całą historię przestawia przystępnym językiem. Czyta się dobrze, całość ciekawi i tylko zastanawiające jest niedokończenie kilku wątków. Czyżby w planach była kolejna część?

Jeśli tak, to na pewno się skuszę. I polecam tę powieść każdemu, kto lubi obyczajówki i każdemu, kto nie lubi, ale chciałby polubić. Jest to mój drugi kontakt z powieścią Katarzyny Ryrych i druga naprawdę pozytywna opinia.

Za książkę dziękuję portalowi granice.pl.

wtorek, 20 czerwca 2017

"Cień jabłoni" Wojciech Szlęzak

"Cień jabłoni" Wojciecha Szlęzaka to powieść o ludziach, którzy próbują odnaleźć siebie. Udają się w tym celu w sentymentalne podróże w przeszłość - a fizycznie wracają do miejsca, które było im bliskie w przeszłości.

Dwaj mężczyźni przyjeżdżają do malutkiej miejscowości. Ich spotkanie jest przypadkowe - starszy pan prosi młodszego od siebie nieznajomego o pomoc przy wrzuceniu węgla. Pozornie błaha sprawa, a skutkuje godzinami wspólnych rozmów. Chociaż.. czy rozmów? To bardziej monolog, spowiedź starszego z nich, który próbuje odnaleźć sens życia. Szuka w swoich wspomnieniach czegoś, co pozwoli mu zaznać spokoju. Opowiada o wszystkim - o swojej pracy, o tym, jak stał się biznesmenem i jakie troski przynosiło mu prowadzenie sieci sklepów. Zwierza się z rzeczy błahych, jak i też najbardziej osobistych. Poznajemy historię jego wielkiej miłości do Anny -  historię burzliwą, która obfitowała w liczne wzloty i upadki, a która skończyła się w sposób bolesny i wymagający poświęcenia. Porusza też czytelnika opowieścią o swoim przyjacielu, który zaginął na kilka lat, a którego odnalezienie było jeszcze trudniejsze niż wieść o zniknięciu, bowiem stracił pamięć i nie poznawał nikogo - nawet swojego syna. Starszy z mężczyzn przyznaje, że jest poetą, chociaż pisanie zakończył dawno temu, przybliża jednak wszystkie okoliczności powstania jego pierwszego tomiku wierszy.

Wiele historii z różnych etapów życia przeplata się ze sobą i pokazuje, co tak naprawdę ukształtowało tego mężczyznę, co spowodowało, że dziś mieszka na odludziu sam jak palec i próbuje poukładać swoje życie. W tle opowieści  poznajemy życie w małej mieścinie - młodszy z mężczyzn przybywa do rodzinnej miejscowości i razem z ojcem oporządza ule. Dodatkowo wykonuje takie czynności, które należy wykonywać we własnym gospodarstwie - zbiera orzechy czy jabłka. W wolnej chwili pokazuje obraz współczesnego Górnego, w którym życie płynie leniwie - mieszkańcy rozkoszują się piękną, złotą jesienią, ekipa z miasta prowadzi prace odkrywkowe a życiem tętni jedynie podrzędny pub.

Nie jest to książka, którą czyta się z zapartym tchem. Nie ma wartkiej akcji pełnej zwrotów wydarzeń. Zawiera jednak dużo przemyśleń przy których można się na chwilkę zatrzymać i wspomnień, które przywołują na myśl własną młodość, nieporadność czy chęć zwojowania świata. Autor pisze dobrze, nie przeciąga i nie przynudza, dlatego książka ta jest naprawdę miłą odskocznią od przepełnionych akcją powieści.

Za egzemplarz dziękuję Autorowi. 

sobota, 27 maja 2017

"Skrzat" Waldemar Cichoń

"Skrzat" Waldemara Cichonia to przesympatyczna opowieść o chłopcu Tomku, który w trakcie leśnej wędrówki znajduje skrzata Rymosłowa. Ich pierwsze spotkanie nie jest wcale przyjemne, ponieważ mały łapserdak przypadkiem demoluje skrzaci domek. Postanawia tymczasowo przygarnąć Rymosława, organizuje mu posłanie i określa reguły, których muszą się trzymać, żeby nikt nie odkrył ich tajemnicy. Skrzat jest uroczym, małym stworzeniem, które wszystkie swoje wypowiedzi ubiera w rymy. Potrafi czytać w myślach, pojawiać się i znikać, a także nauczyć najbardziej leniwego kota grać w szachy. Niestety też psoci - przez co pakuje chłopca w liczne kłopoty.

Tomek ma 12 lat i nie lubi się uczyć. Chce zostać piłkarzem i robić karierę za granicą. Zachowuje się jak typowy nastolatek - nie chce uchodzić za kujona, łapie słabe oceny i z niechęcią odrabia pracę domową. Obcowanie ze skrzatem pakuje go w poważne, szkolne tarapaty. Niesforny przyjaciel chowa się w jego plecaku i zaczyna rymować na lekcji polskiego, co zwraca uwagę nauczycielki. Żeby wybrnąć z niezręcznej sytuacji, Tomek przekonuje wszystkich, że to on rymuje i wygłasza fraszkę o swoim koledze. W zamian dostaje piątkę z aktywności, ale też w następstwie tego zdarzenia zostaje wytypowany do konkursu poetyckiego. A takie wyróżnienie gryzie się z jego postrzeganiem szkolnej rzeczywistości. Oburza się na Rymosława, ale korzysta z jego dobrych rad przed konkursem i zrezygnowany bierze w nim udział.

Autor z niezwykłą łatwością i lekkością dociera do najmłodszych czytelników. Język książeczki jest bardzo przystępny, a przygody Tomka i Rymosława autor opowiada w sposób ciekawy. Ładne wydanie, miły w dotyku papier, a także kolorowe ilustracje - dodają książce uroku i przyciągają uwagę dziecka. Dodatkowo urzeka połączenie postaci ze świata fantasy z akcją, która osadzona została w naszej codzienności. Dom, szkoła, wakacje i w tym wszystkim skrzat Rymosław - w którego przecież nikt nie wierzy!

Dla kogo jest ta książeczka? Dla wszystkich dzieci, które kochają dobre, zabawne historie - takie, które uczą i takie, które bawią. A także dla wszystkich rodziców, którym znudziła się już poważna - dorosła literatura i mają ochotę na oderwanie od rzeczywistości. Pierwszy tom "Skrzata" to bardzo udana pozycja i z niecierpliwością czekam na kolejne części.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Żwakowskie. Śląscy Blogerzy Książkowi objęli "Skrzata" patronatem medialnym.

A od siebie dodam jeszcze tylko, że przerwa w publikacji postów, a także wcześniejszy spadek aktywności spowodowane były pojawieniem się - najpierw pod sercem, potem w ramionach - mojego prywatnego, cudownego skrzata. Teraz, jak już się zapoznaliśmy, oswoiliśmy ze sobą i dogadaliśmy, częstotliwość dodawania postów będzie większa.




czwartek, 23 marca 2017

"Dziewczyna do towarzystwa" Audrey Carlan

Eksperymentować jest rzeczą ludzką. Pierwszą powieść erotyczną potraktowałam właśnie jako nowe doświadczenie. Nie skusiłam się na wszechobecnego Grey'a, ale opis tej książki wydał mi się interesujący.

Młoda dziewczyna, Mia, ma tylko młodszą siostrę i ojca, który wpada w niezłe tarapaty. Zadłuża się na milion dolarów, daje się pobić i leży nieprzytomny w szpitalu. Starsza córka czuje, że powinna wyciągnąć ojca z długów i przynieść spokój swojej rodzinie. Zatrudnia się u ciotki jako dziewczyna do towarzystwa - ma zawsze pięknie wyglądać i towarzyszyć swoim klientom na przyjęciach i służbowych spotkaniach. I w zasadzie nie musi się zgadzać na nic więcej, jeśli jednak zdecyduje się pójść z którymś do łóżka, ma dostać za to premię finansową.

Tom pierwszy obejmuje trzy pierwsze miesiące - styczeń, luty i marzec, a także trzech pierwszych klientów. Pierwszy z nich, niesamowicie przystojny Wes, surfer, reżyser i człowiek, który potrafi doprowadzić dziewczynę do szaleństwa. Drugi, Alec, to artysta, który przygotowuje wystawę. Maluje i potrzebuje do tego swojej własnej muzy. Trzeci, Tony, jest właścicielem sieci knajp serwujących włoską kuchnię. Cała trójka, to mężczyźni nieziemsko przystojni, którzy potrzebują dziewczyny z różnych pobudek. Pierwszy, żeby spokojnie spędzać czas na przyjęciach - bez odganiania się od napalonych kobiet. Drugi, żeby odnieść sukces i stworzyć piękne obrazy. Trzeci, żeby ukryć swoją orientację seksualną przed rodziną, która domaga się pięknej żony i gromadki dzieci - w tym syna, głównego spadkobiercy majątku.

Książka ta jest przyjemną lekturą, chociaż pozbawiona jest zaskakujących zwrotów akcji, niesamowitego tempa, a nawet naprawdę przyciągających uwagę opisów erotycznych uniesień. Nie nadaje się do rozkoszowania dobrą literaturą, bo trudno ją do takowej zakwalifikować, ale też nie jest pozycją po którą absolutnie nie warto sięgnąć. Trzy miesiące, trzy różne historie - może i miejscami płytkie i przewidywalne, ale w gruncie rzeczy sympatyczne. Autorka stworzyła naprawdę przyjemną postać, która za wszelką cenę chce pomóc swojemu ojcu, która godzi się na los dziewczyny do towarzystwa ze szlachetnych pobudek, a później odkrywa, że oprócz pracy, to może być też wspaniała zabawa. Mężczyźni, którzy ją otaczają wydają się nierealistycznie idealni, zarówno fizycznie, jak i erotycznie, ale w końcu ciotka wybiera dla niej najlepszych  klientów, więc co się dziwić, że same najdoskonalsze okazy.

Takie książki trzeba lubić. Można też przeczytać z ciekawości, traktując tak jak ja, jako eksperyment. Nie jest to ambitna lektura, który bawi, uczy i wywołuje szereg emocji różnego rodzaju, ale na rozluźnienie, odpoczynek po ciężkim dniu nadaje się idealnie.

Książka przekazana przez wydawnictwo  Edipresse Książki.

niedziela, 12 marca 2017

"Dowód ontologiczny" Andrzej Ballo

"Dowód ontologiczny" Andrzeja Ballo, to niezwykle intrygująca książka, w której autor miesza teraźniejszość z przeszłością i przyszłością, sen z jawą, a rzeczywistość z grą komputerową. Nigdy nie wiadomo, w której przestrzeni aktualnie znajduje się główny bohater, który sam przeważnie bywa zdezorientowany bieżącym stanem rzeczy.

Anzelm utrzymuje, że czas nie istnieje. A jego życie niejako stara się to potwierdzić. Pracuje w szkole i uczy matematyki, do której sprowadza większość zdarzeń. Składa hołd królowej nauk, przekonuje uczniów, że jest ona niezwykle potrzebna.
"Matematyka ma z nas niezłą polewkę. Drwi z nas na każdym kroku. Owija nas wokół palca. Gdyby nie ona, nie odpaliłbyś swojego laptopa, a twoja mama nie włączyłaby prania na trzydzieści minut. Cywilizacja nasza istnieje dzięki matematyce, jedynej spójnej i konsekwentnej nauce. Historia, biologia, geografia niewiele mają wspólnego z teraźniejszością. Co mnie obchodzą jakieś tam mitochondria lub hołd pruski? Ale jeżeli nie obliczę, jak daleko mogę się oddalić od domu, będę spać pod gołym niebem. Nawet tę ławkę, ten park rozrysował ktoś geometrycznie na papierze. Wszystkie ławki są takie same, alejki mają podobną i równą szerokość. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że matematyka jest też kategorią artystyczną".
Imię dostał po świętym, który stworzył dowód ontologiczny - dowód na istnienie Boga. Jednak sam nie potrafi określić kim jest, zwłaszcza w ontologicznym sensie.

Anzelm lubi otaczać się kobietami. Z jedną był związany, chociaż nie do końca wie czy aby na pewno był, czy wciąż jest. Z drugą chciałby być albo chwilami bywa. Po drodze zaspokaja swoje potrzeby z trzecią i czwartą. Jest jeszcze piąta, ale do końca nie wiadomo, jaka jest jej rola w każdej z rzeczywistości. Anzelm jest wyjątkowo podatny na kobiece piękno, każdą z dam odbiera wszystkimi zmysłami, potrafi docenić też ich inteligencję, pozycję i ambicje.

Kiedy zasypia w jego głowie pojawia się spiker, który proponuje mu udział w grze. Polega ona na dokonywaniu wyborów, których Anzelm dokonywać nie chce i nie potrafi. Gdy się budzi, nie potrafi zapanować nad swoim organizmem. W końcu postanawia odstawić alkohol, który utrudnia mu rozumienie codzienności.

Oprócz historii nauczyciela matematyki, niezwykle skomplikowanej gry i codzienności pełnej kobiet i namiętności, w książce pojawia się pięciu dodatkowych bohaterów. Wzrok, słuch, dotyk, smak i węch - pięć zmysłów, które aktywnie biorą udział w wydarzeniach, uatrakcyjniając je i komentując.

"Dowód ontologiczny" stanowi cudowną mieszankę groteski i absurdu. Autor bawi się językiem, wtrącenia zmysłów są błyskotliwe i zabawne, a spostrzeżenia niezwykle trafne. Język książki jest przystępny, a postaci są świetnie napisane. Wydają się tak samo absurdalne, jak cała akcja powieści.

Bardzo dobra pozycja dla wszystkich, którzy lubią niekonwencjonalną literaturę.



Egzemplarz recenzencki przekazany przez BookSenso.

środa, 1 marca 2017

"Mało" Hakan Günday

"Mało" Hakana Gündaya to książka przerażająca, miejscami wręcz odrażająca, do tego trudna i wzbudzająca wiele skrajnych emocji. Wydawałoby się zatem, że to książka idealna, bo jedna z tych, o których nie da się szybko zapomnieć. Nie jest to jednak pozycja dla każdego czytelnika. Wymaga dużo samozaparcia i odcięcia się od wrażliwości i emocjonalności. Tylko wtedy można ją przeczytać i docenić kunszt pisarski autora.

Opowiada o dwójce dzieci - dziewczynka Derda i chłopiec, również Derda mają tyle samo lat, tak samo skomplikowane życie, ale nie znają się wzajemnie. Dziewczynka w wieku jedenastu lat zostaje oddana za żonę syna muzułmańskiego szejka. Jej dzieciństwo mija bezpowrotnie, ona sama zaczyna żyć w strachu, w bólu, z mężem, który w brutalnie obrzydliwy sposób domaga się swoich praw, wymusza na młodej dziewczynie wszystko siłą, zadając nie tylko ból fizyczny, ale przede wszystkim wyrządzając ogromną krzywdę jej psychice. Derda po pięciu latach postanawia uwolnić się, uciec, ale jej życie dalej toczy się niewłaściwym torem. Otoczona brutalnością, dewiacjami seksualnymi szuka własnej ścieżki życiowej.

Chłopiec Derda jest synem więźnia i biednej kobiety. Kiedy jego mama umiera, chce ukryć ten fakt, bo boi się, że trafi do domu dziecka. Postanawia sam pochować matkę na pobliskim cmentarzu, ale ciało dorosłej kobiety jest dla niego za duże i za ciężkie. Radzi więc sobie w sposób niedopuszczalnie brutalny, ale nikt nie odkrywa jego mrocznej tajemnicy. Życie Derdy też przepełnione jest bólem, samotnością i tęsknotą za ojcem. Stara się pracować, uczy się czytać i zgłębia twórczość pisarza, którego grobem opiekował się w młodości. Jednak nie udaje mu się uciec od przeznaczenia, dosięga go zło w najczystszej postaci.

W powieści tej przeplatają się różne rodzaje przemocy, które w mniejszym lub większym stopniu zawsze dotyczą dzieci. I dlatego właśnie czytanie jest wielkim wyzwaniem, bo czytelnik na każdym kroku uświadamia sobie, czego tak mały człowiek doświadczył, czego był świadkiem i co przeżył. Akcja jest trudna do zaakceptowania i do zrozumienia. Nie, nie tak. Nie da się jej zrozumieć i może lepiej nie próbować, wystarczy uświadomić sobie ogrom zniszczeń, jakich świat dokonał na tej dwójce dzieci.

Nie da się jednak nie zachwycać kunsztem pisarskim autora. Wszystkie opisy są bardzo realistyczne, postaci fantastycznie wykreowane, a całość ubrana jest w przystępny styl, dzięki czemu książkę czyta się szybko. I dobrze.

Nie jest tak, że od początku do końca dominuje zło i przemoc, pojawiają się też dobre uczucia, gesty, nieliczne pozytywne sytuacje, które jednak dają nadzieję na to, że można uporać się z przeszłością i skupić na przyszłości. Uczucia, które rodzą się w trudnych warunkach - przyjaźń, przywiązanie, zrozumienie - są trwalsze, bo zbudowane na dobrym, chociaż niekoniecznie pozytywnym gruncie.

Nie wiem, czy jest to książka, którą powinnam polecać czy książka, przed którą powinnam ostrzegać. Każdy sam powinien ocenić czy chce poznać historię tych dwojga, którym życie nie szczędziło ani cierpień ani zawodów. Na swój sposób warto jednak zgłębić taką historię, może ona dorosłemu człowieku otworzyć oczy na to, co dzieje się zarówno w dalekim świecie, ale też na sąsiednim podwórku. Wszak brutalności, gwałtów, zabójstw i wykorzystywania dzieci nie trzeba szukać daleko, te zjawiska budują też naszą codzienność.



Książka przekazana przez granice.pl.


niedziela, 15 stycznia 2017

"Niedomówienia" Anna Sakowicz

"Niedomówienia" Anny Sakowicz, to jedna z książek, które trafiły do mnie tylko dlatego, że zaintrygował mnie opis na okładce. Zwiastowały lekką i przyjemną powieść obyczajową i dokładanie z taką lekturą miałam do czynienia.

Główna bohaterka, to czterdziestoletnia Janka, która prowadzi własną drukarnię. Kocha druk, kocha swoją pracę, a jej mistrzem jest sam Gutenberg. Jest w związku, ale planuje się rozstać - ku wielkiej rozpaczy mamy, która chciałaby bawić wnuki, tak jak wszystkie jej koleżanki. Sama Janka nie planuje potomstwa, realizuje się zawodowo i nie wyobraża sobie siebie z gromadką dzieci. Zobowiązuje się za to napisać reportaż dla ukochanego dziadka - oczywiście na cześć druku, ale też "Biblii Gutenberga", która w jej domu ma status niemalże świętości. I dziadek, i ojciec to zapaleni drukarze, którzy przelali na dziewczynę wiedzę na temat druku, a także miłość do składania książek.

Janka zanosi każdą wydrukowaną w swojej drukarni książkę pod gdański pomnik Gutenberga. Pewnego dnia natyka się pod pomnikiem na zdjęcie. Gdy pojawia się więcej zdjęć w tym miejscu, daje się wciągnąć do gry i długo zastanawia się, kto może jej zostawiać wiadomości ukryte na kolejnych fotografiach. Kiedy odkrywa prawdę - załamuje się jej świat i przestaje wierzyć w siebie i w to, kim naprawdę jest. Zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem, nad tym dokąd dąży i czy aby na pewno wystarczająco zna siebie.

Najbardziej w głowie miesza jej pewna tajemnicza kobieta, która całkowicie wybija Jankę z rytmu i sprawia, że dziewczyna za dużo myśli i troszkę traci kontakt z rzeczywistością. W najgorszym z możliwych momentów niepotrzebnie miesza się rodzina, czym tylko komplikuje i utrudnia i tak już trudną sytuację.

Jedyna odskocznia Janki to reportaż, który pisze przede wszystkim w oparciu o zapiski dziadka. To w nim realizuje się, a także to on daje jej impuls do rozwinięcia swoich literackich zdolności i zaplanowania napisania powieści - oczywiście również na cześć Gutenberga.

Bardzo ciekawa i dobrze napisana powieść, której zwroty akcji sprawiają, że czyta się szybko, sprawnie, a całość nie nudzi. Autorka ma niezły styl i ładnie kreuje postaci. Książka jest lekka i przyjemna. Zdecydowanie warto przeczytać, zwłaszcza, jak ktoś gustuje w naprawdę przyzwoitych obyczajówkach. Ja ogólnie nie lubię tego gatunku, a tę pozycję czytałam z ogromną przyjemnością.

Książka przekazana przez portal granice.pl, gdzie znajduje się moja oficjalna recenzja.


piątek, 13 stycznia 2017

"Kasacja" Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz to autor legenda. Pojawił się i zawładnął sercami i duszami czytelników. Pisze dużo i podobno świetnie. Blogosfera rozpływa się w zachwytach, na forach i fanpage'ach pojawia się niewiele krytycznych opinii. Jednym słowem - przebojowy, zdolny i skazany na sukces.

Wcześniej nie miałam do czynienia z tym autorem, ale Gwiazdka w tym roku postanowiła sprowadzić moją osobę na właściwe tory i pod choinką znalazłam "Kasację". Pomyślałam - czemu właściwie nie? Przecież twórczość każdego autora trzeba sprawdzić na własnej skórze.

Główna bohaterka powieści - Joanna Chyłka dostała pod swoją pieczę aplikanta Kordiana Oryńskiego, którego już na początku przezwała Zordon. Dostali wyjątkowo skomplikowaną sprawę - podwójne morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Dramatyzmu dodał fakt, że potencjalny oprawca spędził ze swoimi ofiarami 10 dni w zamkniętym mieszkaniu. W momencie odkrycia zbrodni - ciała były w stanie częściowego rozkładu, natomiast podejrzany zachowywał się niewiarygodnie spokojnie. Przez cały proces odmawiał współpracy i nie wykazywał zainteresowania ewentualną obroną i oczyszczeniem z zarzutów.

Sprawa morderstwa od początku była dość mroczna i zawiła. Dodatkowo zarówna Chyłka, jak i Zordon, zostali w trakcie trwania śledztwa poszkodowani. Starali się dotrzeć jak najdalej, ale nie każdy ich krok wychodził im na dobre. Całą sytuację utrudniała zażyłość, która narodziła się pomiędzy aplikantem a jego opiekunką. Jeszcze nie uczucie, ale już ogromne przywiązanie sprawiły, że w obronie drugiej osoby zaczęli popełniać głupie błędy, które mogły przynieść opłakane skutki.

Nie jest to książka, którą czytałam z zapartym tchem od początku do końca. Bardzo długo wczuwałam się w akcję, miałam wrażenie, że przez pierwsze 150 stron nic się nie dzieje, tak naprawdę akcja zaczęła rozkręcać się późno, kiedy już byłam troszkę zniechęcona. Na szczęście im dalej w las tym lepiej, od połowy już było całkiem nieźle, a końcówka mnie pozytywnie zaskoczyła. Bezgranicznie zachwycona nie jestem, ale też nie uważam, że to była kiepska powieść. Niezła, chociaż zbyt rozwlekła. Na szczęście autor pisze naprawdę dobrze, styl ma przystępny, a książkę czyta się szybko i sprawnie.

Nie do końca jeszcze rozumiem fenomen Chyłki, bo to jednostka, którą większość uwielbia od pierwszego wejrzenia. Dla mnie nie wyróżnia się aż tak wśród innych bohaterów, ale muszę przyznać, że jej postać jest całkiem nieźle napisana. Niby ostra i wredna, niby z lekceważącym sposobem bycia, ale też z sercem na właściwym miejscu, co sprawia, że jest niezłą prawniczką, ambitnym pracownikiem, ale też dobrą przyjaciółką.

Zordon natomiast to taki chłopiec, który próbuje odnaleźć się w wielkim świecie, ale jeszcze nie do końca rozumie, jak działa ta cała prawnicza maszyna. I z jednej strony stara się zaimponować, a z drugiej strony zachowuje się jak nieopierzony kurczak. Wzbudza jednak w czytelniku ogromną sympatię i imponuje swoim przywiązaniem do Chyłki.

To dobra książka, którą warto w wolnej chwili przeczytać. Zbyt długi wstęp i zbyt wolne rozkręcanie akcji mogą co prawda mocno zniechęcić, ale finalnie opłaca się dobrnąć do końca, bo końcówka zaskakuje i nastawia pozytywnie do książki. Jeszcze nie pokochałam bezgranicznie autora, ale już zyskał moją sympatię na tyle, że kiedyś sięgnę po kolejną część.