Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edipresse. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edipresse. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 lipca 2019

"Smakoterapia 3. Spiżarnia" Iwona Zasuwa

Tytuł: Smakoterapia 3. Spiżaria
Autor: Iwona Zasuwa
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 352

Spiżarnia, pełna smakołyków, zawekowanych własnoręcznie przetworów, to moje niespełnione marzenie. Od dawna bawię się w robienie dżemów, soków, warzyw w różnych zalewach. I przede wszystkim osiągnęłam już mistrzostwo świata w kiszeniu ogórków - wychodzą idealnie kwaśne, a zarazem ostre i twarde. 



Bez zastanowienia sięgnęłam po najnowszą książkę Iwony Zasuwy "Smakoterapia 3. Spiżarnia". Nie znam dwóch pierwszych części, ale jeżeli są tak wspaniałe, jak ta, to zaprzyjaźnimy się bez cienia wątpliwości. Nie jest tak, że jestem wielką fanką kuchni roślinnej, że wybieram wegetariańsko czy wręcz wegańsko. Jednak warzywa i owoce stanowią podstawę mojego wyżywienia. Te wszystkie moje słabe przypadłości medyczne sprawiają, że inaczej nie mogę (a przynajmniej nie powinnam). Pół talerza warzyw - gotowane, z naczynia żaroodpornego, kiszone i na surowo - praktycznie do każdego posiłku, chyba że jem na słodko, to wtedy nie. Chociaż ostatnio zagryzłam serek z truskawkami i orzechami ogórkami kiszonymi i też było dobrze.

Wracając jednak do książki - otworzyłam i wpadłam. Wpadłam po uszy, całkowicie i tak, że bardziej się nie da. I zaczęłam testowanie. Na pierwszy ogień poszedł zakwas z buraka - pierwszy wyszedł super, drugi to już mistrzostwo świata. Na drugi ogień poszła rzodkiewka. Pierwsza  wyszła ok, ale czegoś mi brakowało. I po nastawieniu drugiej i zmodyfikowaniu przepisu okazało się, że w tej pierwszej brakło chrzanu. Kolejne cztery pęczki zostały pożarte (trudno powiedzieć, że zjedzone, bo raczej pożarliśmy) i mąż zdecydowanie rozlubił się w tak podanej rzodkiewce. Aktualnie mam nastawione małosolne, które już są chyba ukiszone, rzodkiewki, zlany już kwas buraczany. I czekam, aż dojdzie kalafior! Test smakowy będę przeprowadzać w przyszłym tygodniu. Po wczorajszym targu dostawiłam też marchewkę. Ciekawe, co z tego wyniknie!

Na nowo pokochałam sałatkę z burakiem - zastąpienie gotowanego  kiszonym to strzał w  dziesiątkę. Przepyszna sprawa! Poza tym na stół wróciła ogórkowa, zakwas z ogórków piję też, kiedy dopada mnie ogromne pragnienie. A buraki wcinam i jako dodatek, i w zupie. Wspaniałe to jest. 



Początek książki to informacje ogólne, o tym, jakie warzywa wybierać i jak je przechowywać. O wekowaniu, mrożeniu, kiszeniu - wszystkich technikach, które pozwalają nam cieszyć się warzywami i owocami dłużej. A potem - potem to już są takie wspaniałości, że ślinka cieknie na samą myśl. Czytałam i zastanawiałam się, czy mam wszystkie składniki, kiedy będę mogła to wszystko zrobić. Jak już zaczęłam się zastanawiać, gdzie nastawię ocet jabłkowy, to stwierdziłam, że to nie jest uleczalne i koniecznie, ale to koniecznie trzeba zainwestować w dom, w którym będzie spiżarnia. I w ogród pełen owoców i warzyw. Już mamy mały zalążek tego wspaniałego miejsca, ale póki co nie rośnie w nim za wiele. Jedna czereśnia, trzy porzeczki i trochę poziomek - dobre i to. Pierwsze słoiczki z tegorocznych zbiorów są już zawekowane. 

Ja wiem, że to nie jest książka, którą każdy musi mieć i każdy nawet chciałby. Jednak bardzo się cieszę, że trafiła w moje ręce. Leży w kuchni na honorowym miejscu i  jest dla mnie inspiracją. Czego chcieć więcej? Pokazuje jak jeść zdrowo, co warto i jak poradzić sobie z tworzeniem przetworów bez cukru. A cukier to mój wróg i to naprawdę pozytyw, że w tych przepisach go nie ma. Dla każdego, kto lubi eksperymentować w kuchni, kto stara się jeść zdrowo i kolorowo.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse. 


środa, 30 stycznia 2019

"Światło o poranku" Krystyna Mirek

Tytuł: Światło o poranku
Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 352

Rok temu czytałam pierwszy tom tej serii - "Światło w Cichą Noc". Powróciłam do znanych mi już bohaterów z dużą przyjemnością. Niezmiennie zachwyca mnie klimat, który stworzyła w tych dwóch powieściach Krystyna Mirek. Subtelne, delikatne opisy uczuć, wzlotów, upadków, a do tego ciepło, które bije od bohaterów i nastrój panujący w powieści to niewątpliwe atuty tej lektury. 

Magda próbuje się pozbierać po rozstaniu z Konstantym. Nie jest to łatwe, zwłaszcza że pracują w tej samej firmie, a on sam związał się z ich szefową. Zauroczony dziewczyną Antek nie do końca może pogodzić się z tym, że Magda jest zupełnie niezainteresowana bliższą znajomością. Świetnie odnajduje się w relacji przyjacielskiej, ale nie pozwala sobie na głębsze uczucia. Jej brat Bartek w końcu odnajduje swoje miejsce w firmie sprzedającej samochody. Jest zadowolony ze swojej pracy, odnosi sukcesy i cieszy się szacunkiem szefostwa. Uczuciowo nie angażuje się zbytnio, chociaż chętnie odwiedza koleżankę w cukierni. Zaprzyjaźnia się natomiast z Bianką, świetnie się z nią dogaduje, ale ta relacja nie opiera się na żadnych głębszych uczuciach. To Michał, brat Bartka i Magdy jest w niej szaleńczo zakochany. Dziewczyna odwzajemnia jego uczucia, ale jak to czasami bywa, żadne nie może się zebrać na odwagę, żeby przyznać, co mu w sercu gra. 

I znowu większość bohaterów jest nieszczęśliwa. Chociaż pozornie pod koniec poprzedniego tomu wszystko zaczynało się układać, tak teraz się rozsypuje. Nawet babcia Kalina nie cieszy się długo swoimi wnukami, albowiem Bianka podejmuje trudną decyzję o powrocie do Warszawy. A jak już smutek i marazm dopada babcię, najpozytywniejszą postać w książce, to i odbija się na pozostałych postaciach. 

Konstanty nie jest szczęśliwy w swoim związku. Zadziałał pod wpływem ojca i teraz ponosi konsekwencje swoich decyzji. Jego matka stara się za wszelką cenę poukładać na  nowo swoje małżeństwo. Zmusza męża do większej aktywności, do rozmowy, marzy o tym, żeby wrócił do sypialni. Chce poczuć się kochana, pożądana i potrzebna. W najgorszej sytuacji znajduje się ojciec Konstantego, któremu wali się świat. Żona się buntuje, syn się buntuje, a potencjalna synowa, w której pokłada ogromne, zawodowe nadzieje, robi głupotę za głupotą i też zawodzi na całej linii. Nie wie, jak odbudować relacje, jak nie dopuścić do rozpadu rodziny. 

Kilka odrębnych historii, które przeplatają się ze sobą, wzajemnie się uzupełniając. Znowu bohaterowie próbują odnaleźć szczęście, spokój i harmonię. Na szczególną uwagę zasługuje Dorota, która rewolucjonizuje całe swoje życie. Nie przygotowuje już wielu potraw na każdy posiłek, nie dba o to, żeby mężowi na każdym kroku usługiwać. Wymusza wiele zachowań, które dotychczas były dla niego obce albo zostały totalnie zapomniane z czasów narzeczeństwa i wczesnego małżeństwa. Bardzo przyjemna dla oka przemiana i dająca nadzieję, że ta kobieta w końcu dopnie swego. Osiągnie szczęście, które jej się należy i szacunek, który mąż zapomina okazywać.

Krystyna Mirek pisze lekko, składnie i bez zbędnych opisów, dłużyzn. Nie dopatrzyłam się irytujących i charakterystycznych dla gatunku zawirowań, które są schematyczne i dążą do przewidywalnych rozwiązań. Bohaterowie zachowują się względnie normalnie, problemy ich nie są wydumane, a charakterologicznie też prowadzeni są w sposób przyzwoity. "Światło o poranku" uważam za książkę, którą czyta się szybko i która wciąga od pierwszej strony. Bianka, Antek i babcia Kalina to przesympatyczni ludzie, których los mocno doświadczył, a mimo wszystko starają się żyć pogodnie i zmierzyć z demonami z przeszłości. Rodzeństwo zza płota zaczyna wychodzić na prostą. Bracia i siostra wybudzają się z marazmu, zaczynają więcej czuć i więcej rozmawiać o uczuciach. Zamykają pewien rozdział, żeby zacząć wszystko od nowa.

Nawet Konstanty dochodzi do wniosku, że czas żyć na własny rachunek. Boi się tego, ale czuje, że musi odnaleźć swoje szczęście. Czeka go trudna walka o własne marzenia, ale jest na nią gotowy - zwłaszcza po ostatnich zawirowaniach miłosnych i zawodowych.

Godna polecenia, niewątpliwie.



środa, 11 lipca 2018

"Singielka i Otello. Obłęd" Hanna Bakuła

Tytuł: Singielka i Otello. Obłęd.
Autor: Hanna Bakuła
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron: 224

Singielka i Otello powrócili. Ona zmęczona nim niebotycznie, on niestrudzony w staraniach o kobietę swojego życia. Ona chwytająca się każdej deski ratunku, byle tylko wyrwać się ze szponów szaleńca, on prześwietlający jej życie, nadzorujący na każdym kroku, nieprzewidywalny w swoim postępowaniu. Zabawa w kotka i myszkę trwa, a znajomi i rodzina singielki znów dzielą się na dwa obozy - ten popierający związek z docentem i ten namawiający do zerwania tej toksycznej znajomości. 

Singielka ma dość swojego partnera. Po 10 latach nic już do niego nie czuje. Po dawnej miłości pozostał niesmak, irytacja, a na jaw wychodzą nowe okoliczności, które wprawiają ją w zdumienie. Okazuje się, że była kontrolowana na każdym kroku. Otello przekracza granice dobrego smaku, szpieguje i nadzoruje jej prywatne rozmowy. Koszmar. 

Jest kilka sposobów, żeby uwolnić się od natręta, ale brak wsparcia w najbliższych to utrudnia. Matka uważa, że to wymarzona partia, gwarancja spokojnej starości i życia w dostatku. Nie dopuszcza myśli, że Molly może go zostawić. Spiskuje za plecami córki, organizuje tajne spotkania i nie przyjmuje do wiadomości żadnych argumentów. Z niedoszłym narzeczonym Singielki spotyka się dość chętnie, przyjmuje jego pomoc i wciąż wierzy, że stanie się on jej ukochanym zięciem.

Przyjaciele najchętniej schowaliby Molly i nie pozwolili jej na najmniejszy kontakt z docentem. Widzą, jak destrukcyjna jest ta znajomość. Czują, że miarka już dawno się przebrała, ale pozornie silna i niezależna kobieta, nie potrafi się uwolnić z tej relacji. Ruszają więc z pomocą, wymyślają niecny plan i wierzą, że tym razem się uda. 

Singielka chce być sama. Nie nadaje się do życia w związku. Nie potrafi być z zazdrosną pijawką, która wysysa z niej całą radość życia. Nie chce docenta, nie chce tego, co może jej zaoferować. Przestaje dostrzegać w nim obiekt pożądania, jodłowanie przyprawia ją o mdłości, woli nie myśleć o zbliżeniu. 

Molly jest słaba psychicznie. Zahukana przez rodziców, zniewolona. Mimo oziębnięcia uczuć wciąż daje szansę swojemu prześladowcy. Tak naprawdę nie chce się pakować w ten związek, a i tak nie udaje jej się wytrwać w postanowieniu i docent znowu epizodycznie pojawia się w jej życiu. Dopiero kiedy wychodzą na jaw występki Otella, jego ingerencja w życie prywatne Singielki, postanawia odsunąć się od adoratora definitywnie. 



Lubię styl pisania Hanny Bakuły - błyskotliwe poczucie humoru, trafne spostrzeżenia, bałagan w tekście, a także zwroty i skoki akcji. Główni bohaterowie są konsekwentnie irytujący, a zarazem dość zabawni. Zwłaszcza docent w swoim sposobie bycia i Molly w swoich przemyśleniach. Tekst uzupełniają świetne rysunki Autorki. Nie wiem, czy jest to powieść, która przypadnie do gustu każdemu, ale zdecydowanie warto spróbować. Polecam obie części! 




Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.



poniedziałek, 23 kwietnia 2018

"Doktor kolor" Marek Borowiński

Tytuł: Doktor kolor
Autor: Marek Borowiński
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 256

Kolory odgrywają bardzo ważną rolę w życiu człowieka - większą niż możemy sobie wyobrazić. Każdy z nas mniej lub bardziej świadomie wybiera te kolory, z którymi czuje się najlepiej, które mu się dobrze kojarzą i które pasują do jego charakteru. Z kolei unika tych, które go drażnią i powodują uczucie dyskomfortu.

Poszczególne barwy oddziałują na nasz system nerwowy i emocjonalny. Pobudzają lub wyciszają, ułatwiają skupienie i wspomagają myślenie. Trzy podstawowe kolory to żółty, czerwony i niebieski. Każdy z nich wyzwala w człowieku inne emocje. Żółty prowokuje czynności takie jak czytanie, pisanie, mówienie, myślenie analityczne. Czerwony powoduje przyspieszone bicie serca, podnosi ciśnienie, a nawet sprawia, że wzrasta temperatura naszego ciała. Niebieski jest kolorem chłodnym, ułatwia zasypianie, wycisza. Może także obniżyć gorączkę!

Mózg lubi kolory, które przechodzą harmonijnie w następującej kolejności: żółty, pomarańczowy, czerwony, fioletowy, niebieski i zielony.

Barwy są ważne w każdym aspekcie naszego życia. Mieszkanie musi być urządzone tak, żeby mieszkańcy dobrze się w nim czuli. Ściany nie mogą przytłaczać, a jeśli pomieszczenie ma służyć do wypoczynku, nie powinny też pobudzać. Inaczej malujemy pokój dziecięcy, pokój nastolatka i sypialnię - właściwe dopasowanie to połowa sukcesu. Reszta to dobrze dobrane meble i dodatki. Te ostatnie są niezwykle ważne, zwłaszcza jeśli pokój jest zbyt surowy lub mało przytulny.

Książka Doktor kolor Marka Borowińskiego wprowadza nas w świat barw, które otaczają nas na każdym kroku. Nie tylko możemy przeczytać, o czym świadczy nasza sympatia do różu, ale też możemy się dowiedzieć, jak przy pomocy barw manipulują nami w sklepach czy w internecie. To nieprawdopodobne, jak działa na nas siła przyzwyczajenia - czerwony napis na żółtym tle kojarzy się z promocjami, a zielone oznaczenia z produktami bio. Oczywiście w sprzedaży jest to nagminnie wykorzystywane.

Równie ważna, jak kolor mebli czy ubrań, jest dla nas barwa... jedzenia! Tak! Poszczególne grupy warzyw i owoców można podzielić kolorystycznie i okazuje się, że owoce w tych samych barwach mają ze sobą wiele wspólnego. Zielone - zawierają sporą ilość kwasu foliowego, a także witaminy A, C i E. Żółte i pomarańczowe owoce i warzywa bogate są  w beta-karoten. A białe to naturalne antybiotyki - mają działanie przeciwwirusowe, dlatego czosnek, cebulę, por czy chrzan zawsze warto uwzględnić w diecie.

Książka doktora Marka Borowińskiego to skarbnica wiedzy i ciekawostek. Tematyka przedstawiona w ciekawy sposób, prostym językiem. Autor zaciekawia czytelnika, a piękne zdjęcia i oprawa graficzna dodatkowo przyciągają uwagę. Z lektury można dowiedzieć się wiele o sobie, a także uzyskać ciekawe wskazówki dotyczące wyposażenia domu, wystroju stołu na przeróżne okazje, a nawet jakie kwiaty wypada, a jakich nie wypada i dlaczego żółte są kontrowersyjne.

Dużo interesującej treści, a wszystko kręci się dookoła koloru! Polecam każdemu, kto lubi lekkie książki, poradniki, ciekawostki.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.



wtorek, 10 kwietnia 2018

"Na dnie duszy" Anna Sakowicz

Tytuł: Na dnie duszy
Autor: Anna Sakowicz
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 350

Czekałam na tę książkę. Lubię pióro Anny Sakowicz, lubię (tak, teraz już wiem, że lubię) dobrą powieść obyczajową, a ten tytuł wzięłam za pewniak. Czułam, że będzie dobrze i to nie będzie stracony czas.

"Na dnie duszy" to powieść o trzech kobietach z trzech różnych pokoleń, które próbują normalnie żyć - chociaż każda z nich ma inne problemy, inne wspomnienia i inną sytuację rodzinną. Rozalia, jej córka Donata, a także wnuczka Inga - łączą je więzy krwi, a także rozpaczliwa potrzeba uwolnienia się od przeszłości i nauczenia się niezależności.

Rozalia, seniorka rodu wywodzi się z patriarchalnej rodziny, obciążonej traumatycznym wydarzeniem, w którym została skrzywdzona jedna z sióstr. Marzy o tym, żeby iść do zakonu i oddać się Bogu, jednak ojciec ma dla niej kandydata na męża. Wydaje ją za łotra złodzieja, którego dziewczyna nie kocha. A w zasadzie z dnia na dzień bardziej nienawidzi. Brzemienna odchodzi od męża i próbuje udźwignąć rzeczywistość, która dla niej - samotnej matki z małym dzieckiem jest niezwykle trudna. Po latach niejako zza grobu, zostawia dla swoich bliskich testament, którym zmusza ich (a zwłaszcza swoją wnuczkę, której zapisuje pamiętnik) do zastanowienia się na wartością, jaką jest rodzina. Opisuje swoje życie - częściowo po to, żeby się wyspowiadać, a częściowo po to, żeby przeprosić i wytłumaczyć, że nie wszystko, co złe było wyłącznie jej winą.

Donata, córka Rozalii jest niezwykłą dziewczynką, która tęskni za prawdziwą rodziną. Chciałaby mieć tatę, chciałaby mieć matkę, która potrafi kochać i okazywać czułość, miłość i delikatność. Niestety jej rodzicielka nie jest taką osobą, a i na ojca nie może liczyć. Rodzina matki ją przeraża, a jedyne bliskie osoby odnajduje w sąsiednim mieszkaniu. Dwie kobiety, które okazjonalnie zajmują się dziewczynką, okazują jej szereg uczuć, których nie zna z domu. Częstują czekoladą, dają piękny prezent i sprawiają, że małe serduszko chociaż przez chwilę jest szczęśliwe. Takie dzieciństwo odbija się w dorosłym życiu Donaty. Nie potrafi do końca poukładać swoich relacji rodzinnych ani z matką, ani z mężem, ani ze swoimi dziećmi. Cierpi na nerwicę natręctw, która utrudnia jej życie. Jest nieszczęśliwą i zagubioną kobietą, która daje się zmanipulować synowi.

Inga próbuje nie popełniać błędów swojej mamy i babci. Ma cudownego męża i córkę, wiodą pozornie szczęśliwe życie. Jednak z okazji braku asertywności, ciągle daje się wciągnąć w rodzinne historie, które zupełnie nie są jej na rękę, a także wywierają zły wpływ na relację z najbliższymi. To właśnie ona otrzymuje od babci pamiętniki, to właśnie ona musi zmierzyć się z trudną historią, która ukształtowała całą jej rodzinę, a także wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Starsza pani przed śmiercią wymyśla intrygę. Wygląda to trochę tak, jakby chciała zabawić się kosztem swojej rodziny. Chociaż tak naprawdę cała ta sytuacja ma głębszy sens i przesłanie, to początki dla wszystkich są trudne. Inga z bratem kłócą się, matka dostaje ataków swojej nerwicy, a pozostałe osoby albo zbyt mocno wtrącają się w zaistniałą sytuację, albo ją lekceważą.

Już dawno żadna książka nie wywarła na mnie takie wrażenia. Przede wszystkim starałam się z całych sił znielubić Rozalię, bo to całe zło, które wyrządzała - zwłaszcza córce, było dla mnie nie do przyjęcia. Tylko nie udało mi się, bo odniosłam wrażenie, że to jej wyrządzono największą krzywdę. Przede wszystkim ten straszny dzień, w którym była naocznym świadkiem bólu, jaki zadano jej siostrze. Te chwile, kiedy myślała, że to koniec, że najbliższa jej osoba umrze, kiedy musiała oglądać sytuację, która nie miała prawa się wydarzyć. No i oczywiście wydanie za mąż wbrew woli, oddanie mężczyźnie, do którego Rozalia czuła wstręt i którego nienawidziła z całych sił. Ona nie żyła w czasach, w których skrzywdzoną kobietę otaczano opieką terapeutów. Mogła co najwyżej słuchać o tym, że ma bękarta - na dodatek podobnego do ojca. Wiem, że każda matka kocha swoje dziecko, ale wydaje mi się, że w tym wypadku za dużo było nienawiści, która przyćmiła te dobre uczucia.

To trudna książka, trudna emocjonalnie. I chociaż pozornie wydaje się być historią jakich wiele, to niektóre wspomnienia, reakcje, wyznania wywołują taki wewnętrzny niepokój i zagubienie w czytelniku. Ciężko przejść obojętnie obok dziewczynki, która rozpaczliwie domaga się uwagi od mamy i prosi ją o najmniejszy czuły gest, ani obok tej, której dzieciństwo bezpowrotnie się skończyło, bo ktoś miał taki kaprys. Ciężko zdrowemu człowiekowi zrozumieć, czym jest nerwica natręctw i jakie spustoszenie potrafi spowodować w psychice chorego. A przede wszystkim ciężko pogodzić się z utraconym czasem i z błędami, które tak ciężko naprawić, a także ze słowami, których nie da się cofnąć.

O czym jest ta książka? O rozliczeniu się z przeszłością i zaakceptowaniu jej skutków, a także o tym, jak dzieciństwo wpływa na życie dorosłej jednostki i na to, jakie relacje wprowadzi w swojej rodzinie. Wydaje mi się, że kobiety z tej powieści są wystarczająco silne, żeby unieść swój krzyż, chociażby odbywało się to kosztem innych. Ich pozorna obojętność to tylko maska, dzięki której są w stanie uporać się ze swoim życiem i przeznaczeniem.

To jedna z tych pozycji, do których się wraca i które się odkrywa co jakiś czas na nowo. Zdecydowanie warto przeczytać i poznać tę opowieść pełną smutku i głęboko zakopanego bólu, z którymi bohaterowie muszą rozliczyć się po śmierci seniorki rodu. Polecam!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.


sobota, 30 grudnia 2017

"Światło w Cichą Noc" Krystyna Mirek

Tytuł: Światło w Cichą Noc
Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 352

Święta już za nami. A jednak postanowiłam wydłużyć sobie ten magiczny czas i przeczytać książkę "Światło w Cichą Noc" Krystyny Mirek. Okazało się, że to bardzo przyjemna lektura, idealna na zimowe wieczory.

Antek, któremu zawaliło się życie w stolicy, przybywa do Krakowa odwiedzić swoją babcię. Nie było go tu wiele lat. Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa sprawiły, że nie chciał przybywać do rodzinnego domu i przeżywać wszystkiego na nowo. Początkowo chce tylko zostawić przesyłkę od mamy i udać się do hostelu w mieście, ale sytuacja rozwija się w innym kierunku i zostaje na dłużej. Postanawia zmierzyć się z demonami przeszłości i spróbować wybaczyć ojcu, że w swoim czasie zdradził matkę i założył inną rodzinę.

Sąsiadami babci Kaliny jest trójka rodzeństwa. Marcin, Bartek i Magda to fantastyczni młodzi ludzie, których świat skończył się pewnego wigilijnego wieczoru, kiedy dostali informację o śmierci rodziców. Od tamtej pory nienawidzą świąt i wszystkiego, co jest z nimi związane. Unikają wystaw świątecznych, potraw i widoku szczęśliwych ludzi. Sami wylatują w ciepłe kraje, żeby tylko uwolnić się od wspomnień i przetrwać ten trudny czas. W tym roku jednak sytuacja się zmienia.  Magda poznaje fantastycznego chłopaka Konstantego, dla którego święta są bardzo ważne. Chce on spędzić ten szczególny wieczór z dziewczyną, zobaczyć, jakie tradycje królują w jej rodzinnym domu. I to jest przełomowy moment w życiu rodzeństwa - odbywają trudną rozmowę, ale decydują się zostać i zorganizować prawdziwe święta - takie, jakie pamiętają z dzieciństwa.

Tak naprawdę każdy bohater powieści jest nieszczęśliwy. Antek traci wszystko - dom, dziewczynę, pracę i musi zacząć swoje życie od nowa. Dodatkowo ma żal do ojca i nie potrafi wybaczyć mu, że zostawił ich rodzinę. Łaniewscy po wielu latach postanawiają wyrwać się z marazmu i zmierzyć się z tym, przed czym tyle lat uciekali. Każdy z nich ma inne problemy. Marcin - najstarszy z rodzeństwa jest zmęczony ciągłym matkowaniem i pilnowaniem brata i siostry. Ciąży na nim zbyt duża odpowiedzialność. Bartek to lekkoduch. Nie potrafi zagrzać miejsca w żadnej pracy. Wszystko na dłuższą metę go nudzi. Nie interesują go związki. Magda próbuje ułożyć sobie życie, ale ciągle źle trafia. Upatruje w Konstantym szanse na normalność. Babcia Kalina całe życie tęskni za swoim synem, synową i wnukami. Jest sama i tylko młodzi sąsiedzi, którym pomaga, trzymają ją w pionie.

Pozornie szczęśliwy wydaje się Konstanty. Ma wspaniałą, dużą rodzinę. Magda przyjmuje zaproszenie na niedzielny obiad do jego posiadłości i jest zachwycona klimatem, jaki panuje w domu przyszłego narzeczonego. Przynajmniej początkowo. Wszystko jest tam idealne, potrawy są wspaniałe, porządek jak w szwajcarskim zegarku. Rodzice chłopaka wyglądają na szczęśliwych, jego rodzeństwo z rodzinami też. Tylko nagle do Magdy dociera, że coś tu nie gra. Pani domu wydaje się zbyt zmęczona. Nikt się nią nie interesuje, nikt nie pomaga, a na stole stoi tyle potraw, jakby przygotowywała je kilka nocy.

I to poszukiwanie szczęścia, dla siebie i dla innych to motyw przewodni powieści. Bracia Łaniewscy wcale nie mają ochoty zostać w domu na święta, ale robią to dla swojej ukochanej siostry. Oboje szykują dla niej świąteczne niespodzianki. Antoni chce uszczęśliwić babcię i siebie, dlatego wyrusza na spotkanie, które może odmienić jego życie, a przynajmniej wyjaśnić pewne zagadnienia z przeszłości. A Magda chce uszczęśliwić siebie i w końcu zatracić się w prawdziwym uczuciu, a także założyć szczęśliwą rodzinę.

Dużą przemianę przechodzi mama Konstantego. Dzięki Magdzie zaczyna dostrzegać, że całe życie godziła się na krzywdzący dla siebie układ. I postanawia zawalczyć - chociaż sama nie jest do końca przekonana, czy będzie umiała postawić na swoim, czy ma jeszcze szansę coś zmienić. Tylko co na to wszystko jej mąż, który jest przekonany, że daje żonie wszystko, a może nawet jeszcze więcej?

Pierwszy raz miałam do czynienia z  książką Krystyny Mirek i jestem pozytywnie zaskoczona tym, jak autorka buduje atmosferę powieści. Jest magia, są piękne opisy zimy i świetnie napisane, wyraziste postaci, których trudno nie polubić. W powieści panuje sielska atmosfera, pełna serdeczności i miłości. Problemy rozwiązują się i chociaż czasami rzeczywistość wydaje się okrutna, a wspomnienia są bolesne, to bohaterowie starają doprowadzić do tego, żeby nadchodzące święta były wyjątkowe i przełomowe. W końcu nie ma takiej sytuacji, z której nie można znaleźć wyjścia. Zwłaszcza że życie lubi zaskakiwać i czasami w najmniej spodziewanej chwili pojawia się ktoś, przy kim robi się cieplej i spokojniej na duszy.

Pozytywna lektura na długie, zimowe wieczory, którą niewątpliwie polecam. I z niecierpliwością czekam na kontynuację!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.


sobota, 25 listopada 2017

"Singielka i Otello. Na zakręcie" Hanna Bakuła

Tytuł: Singielka i Otello. Na zakręcie.
Autor: Hanna Bakuła
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 192

Singielka to niezależna, pewna siebie kobieta, która uwielbia brylować w towarzystwie. Jest malarką, więc świetnie czuje się pośród znajomych artystów. Do szczęścia nie potrzebuje drugiego człowieka, nie chce być matką i ceni sobie to, że nikt nie dyktuje jej warunków. Jej życie - jej przestrzeń. Robi to, na co ma ochotę i nie przejmuje się tym, co sądzą o tym inni - z matką włącznie.

Na spotkaniu u zaprzyjaźnionego profesora poznaje docenta. Człowiek z gór, który pasjonuje się jodłowaniem, jest totalnym zaprzeczeniem wszystkiego, co mogłaby polubić singielka. Jak to się zatem dzieje, że zaczyna ją fascynować? Jak to się dzieje, że się zakochuje? Nie pasują do siebie zupełnie. Przyjaciele singielki zastanawiają się, co  pchnęło ją w ramiona docenta. I robią wszystko by wybić jej go z głowy. A w kryzysowych momentach to właśnie oni troszczą się o jej stan ciała i ducha.

Singielka lubi podróżować. Ma obywatelstwo amerykańskie i wylot za ocean na Sylwestra jest dla niej czymś naturalnym. Niestety jej partner, patriota lokalny i miłośnik owiec, nie podziela entuzjazmu. Więcej ich różni niż łączy, a mimo to próbują być razem. Dopiero kiedy mija początkowa fascynacja, a wspólne mieszkanie zaczyna doprowadzać singielkę do szału, zaczynają się trudniejsze chwile. Czy uda się je pokonać?

Autorka  pokazuje nam związek wyzwolonej, niezależnej kobiety z zazdrosnym, zaborczym człowiekiem. W relacji tej brakuje akceptacji ze strony docenta - nie podobają mu się plany na wspólne wyjazdy, nie podobają mu się znajomi pani jego serca, chce za wszelką cenę ją zdominować swoim sposobem bycia, a po przeprowadzce zabiera jej przestrzeń swoimi rzeczami. Z początku singielka akceptuje taki stan rzeczy, ale w końcu zaczyna się stawiać. Uciekać. I oddalać od partnera. Tak naprawdę to wszystko nie ma prawa się udać, dopóki on nie zmieni swoich oczekiwań, a ona nie wytyczy granic.

W książce przewija się też wątek matki, która chce mieć zięcia, wnuki i pewność, że jej ukochane dziecko nie zostanie w przyszłości samo. Zaślepiona, nieakceptująca wyborów córki jest z jednej strony głosem rozsądku, a z drugiej jednostką, przed którą singielka też chce uciec. Zwłaszcza że trzyma stronę docenta, a nie swojego dziecka, co stawia ją w złym świetle.



Nie jest to książka, która wymaga zaangażowania i wielkiego skupienia. Przyjemna, lekka lektura, która potrafi umilić wieczór i oderwać czytelnika od codzienności. Pośród innych pozycji wyróżnia się stylem, a także rysunkami wplecionymi w tekst. Odręczna kreska przyciąga wzrok, a oryginalna konstrukcja zdań pozwala też skosztować czegoś nowego. Nie mam zastrzeżeń i polecam każdemu, kto lubi pióro Hanny Bakuły i kto chciałby sprawdzić, czy odnajdzie się w takiej literaturze.





Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Edipresse.







środa, 11 października 2017

"Świnia ryje w sieci" PigOut

Tytuł: Świnia ryje w sieci
Autor: PigOut
Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 254

Uwielbiam blogi. Są takie, które czytuję na poprawę humoru i takie, na których szukam inspiracji - chociażby czytelniczych. I taką książkę, która utrzymana jest w konwencji bloga właśnie, czytało mi się wyśmienicie!

Książka "Świnia ryje w sieci" jest przede wszystkim świetną rozrywką. Błyskotliwe, zabawne teksty i zdrowe podejście do życia, to chyba największe plusy tej lektury. Autor, tajemniczy PigOut, nie oszczędza nikogo - obrywa się rodakom, celebrytom, ale i dla siebie nie ma litości.

Całość podzielona jest na cztery części. W pierwszej z nich opisuje życie takim, jakie jest. Ironizuje i wskazuje na największe polskie absurdy. Ot, chociażby szał na promocję w dyskontach spożywczych czy nagminne branie udziału w dziwnych akcjach na Facebooku. Kto przy zdrowych zmysłach rozdaje za darmo iphony, tablety i samochody? Ano nikt. A kto się na takie akcje nabiera? Ano połowa znajomych każdego z użytkowników. PigOut zagłębia się w temat kina, literatury, muzyki. Dotyka motywów bardzo kontrowersyjnych, o których się zwykło dużo mówić. I tym samym mamy tekst o "50ciu twarzach Greya" i polskiej muzyce pop. Wydarzenia ogólnopolskie? Nie mogło ich zabraknąć! Jak wesprzeć WOŚP, kiedy się chce wesprzeć WOŚP, ale w zasadzie się nie powinno. Czym są  Światowe Dni Młodzieży i jak się na nich odnaleźć. A także miłość Polaków do kolejek - miłość, którą trudno pojąć - zwłaszcza w obliczu komputeryzacji wszystkich urzędów. Dobre teksty, które pełne są inteligentnych uwag i trafnych wniosków. Szukacie porad? Nie ma sprawy, są i porady: jak przetrwać sylwestra, jak przetrwać walentynki i jak przetrwać dzień singla.

Druga część, czyli "Świnia na czerwonym dywanie" dotyczy przede wszystkim ludzi sławnych, wręcz światowych. Co najbardziej urzeka? Tekst o tym, czy pani Prezydentowej należy się wypłata, a także wnioski wyciągnięte z wieczoru sylwestrowego spędzonego przed telewizorem.

Dalej jest tylko zabawniej, bo PigOut zaczyna pisać o sobie i o swoich przygodach. O tym, jak się czuje w sklepach z męską odzieżą, o dotrzymywaniu postanowień noworocznych i o swoich doświadczeniach na siłowni.

"Nic mnie tak nie unieszczęśliwia, jak wizyta na siłce. Niektórzy twierdzą, że po  ciężkim dniu nie ma nic lepszego niż pięciokilometrowa przebieżka na bieżni, że niby wtedy endorfiny się uwalniają i w ogóle w organizmie schodzi większa magia niż w Hogwarcie. Bullshit. Osobiście uważam, że podwójny kebab na cienkim i zimny browarek sprawdzają się lepiej."  

Ostatni rozdział "Świnia w podróży" to zbiór zabawnych historii, których akcja dzieje się za granicą i instrukcja, jak urwać się z domu, pozostawiając swoją kobietę przekonaną, że to ona nas na tę wyprawę namówiła. Cudne!

Teksty krótkie i na temat - felietony pisane pół żartem, pół serio. Przepełnione ironią, ale też samym życiem - takim, jakie właśnie jest. Już dawno tak dobrze nie bawiłam się przy żadnej książce. Jestem zauroczona stylem pisania, inteligencją i poczuciem humoru autora. Książka pozwoliła mi odprężyć się, nie dała rady mnie znudzić czy zniechęcić. Czyta się ją szybko (za szybko!) i z uśmiechem na twarzy. I tylko przerażające jest, ile w niej prawdy, ile trafnych spostrzeżeń i świetnych podsumowań ludzkich zachowań.

Polecam. I to każdemu bez wyjątku.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse.

czwartek, 23 marca 2017

"Dziewczyna do towarzystwa" Audrey Carlan

Eksperymentować jest rzeczą ludzką. Pierwszą powieść erotyczną potraktowałam właśnie jako nowe doświadczenie. Nie skusiłam się na wszechobecnego Grey'a, ale opis tej książki wydał mi się interesujący.

Młoda dziewczyna, Mia, ma tylko młodszą siostrę i ojca, który wpada w niezłe tarapaty. Zadłuża się na milion dolarów, daje się pobić i leży nieprzytomny w szpitalu. Starsza córka czuje, że powinna wyciągnąć ojca z długów i przynieść spokój swojej rodzinie. Zatrudnia się u ciotki jako dziewczyna do towarzystwa - ma zawsze pięknie wyglądać i towarzyszyć swoim klientom na przyjęciach i służbowych spotkaniach. I w zasadzie nie musi się zgadzać na nic więcej, jeśli jednak zdecyduje się pójść z którymś do łóżka, ma dostać za to premię finansową.

Tom pierwszy obejmuje trzy pierwsze miesiące - styczeń, luty i marzec, a także trzech pierwszych klientów. Pierwszy z nich, niesamowicie przystojny Wes, surfer, reżyser i człowiek, który potrafi doprowadzić dziewczynę do szaleństwa. Drugi, Alec, to artysta, który przygotowuje wystawę. Maluje i potrzebuje do tego swojej własnej muzy. Trzeci, Tony, jest właścicielem sieci knajp serwujących włoską kuchnię. Cała trójka, to mężczyźni nieziemsko przystojni, którzy potrzebują dziewczyny z różnych pobudek. Pierwszy, żeby spokojnie spędzać czas na przyjęciach - bez odganiania się od napalonych kobiet. Drugi, żeby odnieść sukces i stworzyć piękne obrazy. Trzeci, żeby ukryć swoją orientację seksualną przed rodziną, która domaga się pięknej żony i gromadki dzieci - w tym syna, głównego spadkobiercy majątku.

Książka ta jest przyjemną lekturą, chociaż pozbawiona jest zaskakujących zwrotów akcji, niesamowitego tempa, a nawet naprawdę przyciągających uwagę opisów erotycznych uniesień. Nie nadaje się do rozkoszowania dobrą literaturą, bo trudno ją do takowej zakwalifikować, ale też nie jest pozycją po którą absolutnie nie warto sięgnąć. Trzy miesiące, trzy różne historie - może i miejscami płytkie i przewidywalne, ale w gruncie rzeczy sympatyczne. Autorka stworzyła naprawdę przyjemną postać, która za wszelką cenę chce pomóc swojemu ojcu, która godzi się na los dziewczyny do towarzystwa ze szlachetnych pobudek, a później odkrywa, że oprócz pracy, to może być też wspaniała zabawa. Mężczyźni, którzy ją otaczają wydają się nierealistycznie idealni, zarówno fizycznie, jak i erotycznie, ale w końcu ciotka wybiera dla niej najlepszych  klientów, więc co się dziwić, że same najdoskonalsze okazy.

Takie książki trzeba lubić. Można też przeczytać z ciekawości, traktując tak jak ja, jako eksperyment. Nie jest to ambitna lektura, który bawi, uczy i wywołuje szereg emocji różnego rodzaju, ale na rozluźnienie, odpoczynek po ciężkim dniu nadaje się idealnie.

Książka przekazana przez wydawnictwo  Edipresse Książki.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

"Świat Hani Bani" Hanna Bakuła

Hania Bania to mała dziewczynka, która tak naprawdę wcale nie jest taka mała. W zasadzie jak na swój wiek jest niezwykle duża i każdy myśli, że jest dużo starsza. Wyróżnia się pośród innych dzieci nie tylko wzrostem, ale też apetytem. Potrafi zjeść tyle, ile widzi, zakrada się do spiżarni i pochłania smakołyki przygotowane dla całej rodziny. Gardzi jedynie makaronem odgrzewanym każdego ranka na śniadanie i zapijanym mlekiem z solidnym kożuchem na wierzchu.

Największym marzeniem Hani jest chodzenie do szkoły. Ma pięć lat, a sama przerabia elementarz, wychodzi rano na zajęcia, a cała rodzina bierze udział w tej mistyfikacji. Może jedynie poza tatą, który nie zgadza się na podobne dziwactwa. Na podwórku jest prowodyrem, nie daje sobie dmuchać w kaszę i dyktuje warunki. W domu wychowuje ją głównie babcia, rodzice pracują i raczej trzymają się od wychowania dziecka na dystans. Babcia dogadza, pomaga i chroni, a przy okazji nie wypuszcza papierosa z dłoni.

Hania lubi dostawać prezenty. Na każdą uroczystość ma listę swoich wymarzonych, o których często opowiada domownikom. W zasadzie większość jej marzeń się spełnia, więc od razu czuć, że cała rodzina może pozwolić sobie na dogadzanie dziecku. Szybko zmienia zdanie co do tego, co planuje robić w przyszłości. Bawi się z dziećmi sąsiadów i z kuzynami, przeważnie są to zabawy zagrażające zdrowiu, a przynajmniej nadwyrężające dobre imię rodziny.

"Świat Hani Bani", to ładnie wydana książka, którą czytało mi się z przyjemnością. Bez wzlotów i bezgranicznych zachwytów, ale z uśmiechem i z radością. Odpoczywałam i świetnie bawiłam się z Hanią w jej magicznym świecie. Pozornie książka skierowana jest do najmłodszych odbiorców, myślę, że byliby gotowi pokochać dziewczynkę, ale tak naprawdę tło wydarzeń i humor zrozumieją jedynie dorośli i starsza młodzież.

Autorka posiada lekkie pióro, zatem czyta się naprawdę dobrze. Nie męczy i nie drażni stylistycznie, ładnie buduje zdania, przekazuje treść sensownie i bez zbędnych dłużyzn. To na plus. Miejscami może (ale nie musi) przeszkadzać infantylny język czy konstrukcja tekstu, ale to one decydują o tym, że książka jest taka przyjemna. Na pewno uroku dodają jej też liczne, kolorowe fotografie. Całość wydana jest na bardzo ładnym, błyszczącym papierze.

Książkę polecam każdemu, kto chciałby zrelaksować się przy miłej lekturze, pełnej mniej lub bardziej szalonych pomysłów małej Hani.