czwartek, 22 sierpnia 2019

"Trup w sanatorium" Marta Matyszczak

Tytuł: Trup w sanatorium
Autor: Marta Matyszczak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 320


Jak ja tęskniłam za Guciem i jego towarzyszami doli i niedoli! Już dawno nie czytałam serii, z którą byłabym tak mocno związana. Moja ekscytacja zwiększyła się, kiedy Autorka umieściła akcję powieści w Świnoujściu. To miasto lubi każdy, kto chociaż raz tam był, kto usiadł na plaży, pospacerował po promenadzie i poprosił wiatrak o spełnienie najskrytszego z marzeń. Zachodniopomorskie to mój sprawdzony sposób na urlop, a Świnoujście to najważniejsza dla mnie nadmorska miejscowość. Tam spędziłam siedem wakacji jako niezwykle wrażliwe na piękno polskiego morza dziecię, wydeptałam rów od granicy do wiatraka (granica! Tam jeszcze była granica!), spędziłam pierwsze wakacje z jeszcze-nie-mężem i pojechałam już jako matka swojej córki, pogadać z wiatrakiem o spełnieniu jeszcze jednego marzenia.

I właśnie w tym pięknym mieście dzieje się akcja najnowszej powieści Marty Matyszczak. To tam, w pobliżu promenady znajdują trupa w solance i tam swój pierwszy wspólny urlop spędza Róża z Szymonem. I Gucio. Trudno nadążyć za relacją tej dwójki, bo życie ich nie rozpieszcza, a oni, zamiast się cieszyć własnym towarzystwem, zachowują się irracjonalnie i irytująco. Wierzę, że wszystko ma doprowadzić do happy endu, ale na razie nie potrafią się dogadać, a przy tym zachowywać normalnie. Tak jak dorośli ludzie, którzy budują związek, rozmawiają, idą na ustępstwa... no po prostu to byłoby za proste. Nie jestem fanką przeciągniętych i przegadanych relacji. I to chyba jedyna para książkowa, której tak długo daję szansę. Gucia kocham miłością najszczerszą - poczciwe, chociaż odrobinę kulawe i schorowane psisko, które na szczęście wciąż komentuje świat w sposób błyskotliwy. Może i ma swój wiek, ale łeb do śledztwa też ma. I uwielbia Różę, i swojego pana, i chce dla nich jak najlepiej. To kudłate, słodkie stworzenie, to jeden z narratorów. Hau!

W tej części narratorów jest aż trzech, bo oprócz dwóch standardowych, dochodzi jeszcze głos przeszłości. To, co wydarzyło się w 1977, ma odbicie w dzisiejszych czasach, wątki  przeplatają się ze sobą, bohaterowie powracają i wszystko stanowi jedną całość. Główna bohaterka z dawnych lat to Alicja, instruktorka kulturalno-oświatowa, która na początku wakacji doświadcza wielkiej niesprawiedliwości. Z jej biurka znikają pieniądze, wezwane władze traktują ją jak złodziejkę, a ona musi odrobić każdą złotówkę - oj ciężkie dla niej czasy nastały, ale od czego ma się przyjaciółkę? Ano od ratowania w potrzebie - pożycza trochę pieniędzy i wyjeżdża do Świnoujścia. Tam prowadzi liczne turnusy, a zarazem obserwuje otaczający ją świat - taki, w którym ciężko zrozumieć, kto przyjaciel, a kto wróg. Na dodatek na stołówce zostaje otruta jedna z urlopowiczek. Kolejny cios dla Alicji - i uczuciowo, i zawodowo - w każdym aspekcie ponosi porażki.

W teraźniejszości też pojawia się wątek kryminalny - morderstwo podczas zabiegów rehabilitacyjnych. Oczywiście pan detektyw ze swoją lubą nie chcą się w niego mieszać, ale odpowiednia motywacja finansowa sprawia, że Solański przystaje na propozycję kierownika hotelu i bierze sprawy w swoje ręce. Jest kilka tropów, kilka wersji zdarzenia i niewinni, a jednak podejrzani, których atakuje nikt inny, jak... Barański. Jaki to jest gamoń- w każdej książce konsekwentnie robi wszystko, żeby przypadkiem nikt go nie polubił. I tak toczy się śledztwo, bohaterowie nie mogą się ze sobą dogadać, Gucio śmiga po świnoujskim deptaku i całość czyta się naprawdę przyjemnie.

Znam wiele kryminalnych komedii i w tym gatunku najbardziej lubię Autorkę. Pasuje mi przemycane przez nią poczucie humoru, pasuje mi styl i błyskotliwość. Te książki są naprawdę dobrze napisane i wciągają swoją fabułą. Wyjątkowo nie spodziewałam się rozwiązania sprawy - chyba wątek miłosny wybuchowej Różowy i ciapowatego Szymona, przyćmił mi całą historię. Morderca ujawnił się nagle, był dla mnie dużym zaskoczeniem. Nadmorska opowieść  pozostawiła po sobie miłe wspomnienie i szczerze pożałowałam, że w tym roku nie wyjechaliśmy do mojego kochanego Świnoujścia. Może za rok przejdę się śladami Róży i Szymona (zajeżdżając po drodze do Barlinka), a tymczasem z niecierpliwością czekam na kontynuację i ponowne spotkanie z Guciem.

Na spotkanie z tą parą od siedmiu boleści czekam mniej, bo mnie irytują, aczkolwiek niesprawiedliwa byłabym, gdybym napisała, że ich nie lubię. Oj lubię bardzo, bywają uroczo-niezdarni, uroczo-nerwowi i uroczo-wybuchowi. Tylko jakby rozumu im brakuje w kwestiach życiowych.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu. Autorce dziękuję za wspaniałą dedykację.


12 komentarzy:

  1. Szczerze mówiąc nie przypominam sobie żadnej kryminalnej komedii, którą czytałam. Więc albo ta będzie pierwsza w ogóle albo pierwsza, którą zapamiętam. Bo chcę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To szósty tom. Fajnie zaczyna się od początku, zwłaszcza, że akcja pierwszej książki rozgrywa się dwie ulice ode mnie! (Chorzów, piękny Chorzów) :)

      Usuń
  2. Nie słyszałam o tej książki, a tu czytam, że naprawdę warto. Może w przyszłości nadrobię.
    Niewątpliwie tytuł przykuwa wzrok.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie okładki z serii przyciągają wzrok. Są piękne. I jak z książek dla dzieci :) Autorka na spotkaniu autorskim w Chorzowie wspominała, że stąd tytuły pełne śmierci, trupów i innych zbrodni, żeby ludzie nie kupowali ich dzieciom :)

      Usuń
  3. Lubię komedie kryminalne i ta mnie bardzo zaciekawiła, ale to któryś tom, tak?

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam jedną z książek tej serii na półce, muszę koniecznie znaleźć na nią czas i przeczytac też pozostałe książki

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej nie do końca mój gust, ale może kiedyś się przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przepadam za tym gatunkiem książek, więc raczej nie przeczytam :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Posiadam całą serię tylko jeszcze nie miałam okazji zacząć czytać. Mam nadzieję, że szybko to nadrobię.

    OdpowiedzUsuń